Ciekawam czy tylko ja taka niewierna chustom jestem. Noszę Kornelię odkąd skończyła 3 tygodnie, a jednocześnie mam wózek. I bywa tak że nie noszę w chuście przez tydzień-dwa, a potem coś mi odwali i noszę dzień w dzień po 2h.... znaczy odmiany mi chyba trzeba? I bardzo lubię wózek...

Jak idę na zakupy to zawsze z wózkiem bo nie muszę dźwigać siat. Chusta jest bardziej na doście do/z auta, na szybkie wyskoczenie po bułki do sklepu.
A, i jeszcze jedno. Ostatnio właśnie w chuście wyszłam do spożywczaka po..... coca colę. I tak szłam z tym dzieckiem machając tą colą i sobie pomyślałam, że jak niosę dziecko w chuście to mi ten kapitalistyczny, słodzony napój do wizerunku nie pasuje

I że ja to niestety nie jestem jak chyba większość z Was... ekologiczna. Używam reklamówek (chociaż już coraz rzadziej, bo doceniłam płócienne torby), do prania kupuję szwabskie Ariele i wrzucam tego ile się da, bo inaczej marchew nie zlezie z cudnych ciuszków a moje dziecko ma na pupie Dadę z Biedronki (tani odpowiednik Pampersów), bo uznałam że osoba, która suszy pranie w salonie nie powinna używać wielorazówek bo szału dostanie co wieczór po praniu.
A może nie tylko ja tak mam?