Różową miała też suknię ślubną. Tak to zdecydowanie jest jej kolor. A przy tym wygląda w nim super.
Różową miała też suknię ślubną. Tak to zdecydowanie jest jej kolor. A przy tym wygląda w nim super.
Fistaszek jest z nami od lutego 2011
Muza a ja bym chciała krój sukienki jak tej w kolorze fuksji, co do kolorów pomyślę![]()
dzięki dziewczyny za pink-komplementyOczywiście zostaję przy wyborze pinkowym.
Trochę to trwało, bo musiałam wygrzebać z czeluści komputera i zmienić format - to stare skany, bo robione jeszcze na kliszy. Tylko to tak stare zdjęcia, że właściwie nie ja- przepraszam za zaśmiecanie wątku, potem usunę.
![]()
żona TEGO Jaśka
mama julówny (styczeń 2009), julińskiego (sierpień 2010), julowego (luty 2013) i julinka (kwiecien 2018)
Wow, jaka oryginalna suknia. Wyglądasz jak księżniczka z bajki![]()
Młody 2001 Młoda 2007 Byłam mamuk1
dzięki wszystkim za komplementy, choć większość z nich należy się Wioli, autorce sukni.
Fakt, to tylko moja suknia, dla mnie zrobiona i tkwi w mojej szafie - to były czasy, kiedy gotowe można było kupić kompletne bezy, trudno było znaleźć coś innego i stąd decyzja o szyciu, z Wiolą się kumplowała moja ciotka, więc oczywiste było, że właśnie ona.
To była fajna i bardzo babska przygoda - przyjeżdżałam z mamą do Wioli (na drugą stronę Warszawy, nie było opcji, żebym dojechała nie prowadząc auta) i przy babskich pogaduchach odbywał się proces twórczy - była jakaś bluzka czy sukienka przymierzona dla sprawdzenia jakiegoś elementu kroju ("musisz iść w różu, koniecznie taki róż!"), pożyczony przez teściową stroik na głowę jakoś wprowadzał temat welonu (ile było kombinowania! przy czym zbuntowałam się na bardziej rozbudowane rzeźby), było mnóstwo nagłych pomysłów i spontanicznych zmian, wyprawa po jedwabną organdynę, potem farbowanie przez mistrza farbiarskiego jednego z teatrów ("ile to będzie kosztować?" "a ile jest metrów?" 11" "to po 11"). Któregoś razu przyszłam w sino-niebieskim ubraniu: "Następna będzie koniecznie w tym kolorze!" usłyszałam
Bardzo to było fajne. I jako że wychodząc z domu do kościoła źle stanęłam i lekko podarłam przód (nie było widać), to przyjmowałam życzenia z Wiolą u stóp, zszywajacą niecną dziurkę.
Jedyny feler, że nie przewidziałyśmy brzydkiej pogody na koniec czerwca, więc większość wesela na dworze musiałam zakryć część sukni pożyczonym na szybko od babci szarym ponczo.
żona TEGO Jaśka
mama julówny (styczeń 2009), julińskiego (sierpień 2010), julowego (luty 2013) i julinka (kwiecien 2018)