jakos dotąd nie mialam okazji zawiazac z chusty hustawki i wczoraj postawnowilam uszczesliwic Matyldę takim cudem - zielona Batula LL zawisła na drążku do podciagania zawieszonym w drzwiach. PO 100 razy sprawdzilam kazdy wezeł (a przesuwne zamotałam wiec nie mial powodow nie trzymac) żeby było bezpiecznie ... . Zabawa byla przednia , dzis rano kontynuowana z coraz wieksza smialoscia - mloda cuda ze szmata wyczyniala.Cieszylam sie bo z mojego punktu widzenia to byly super cwiczenia gimnanstyczne a wszystko robila sama z siebie , wiec tym wieksza radocha.
Sek w tym ze nie docenilam tej pomyslowosci w kontekscie wieku Matyldy - skonczylo sie glosnym "łuuuuup" po ktorym od razu wiedzialam ze nie jest dobrze - takie echo dało. Młoda fikajac w chuscie uderzyła czołem we framugę i rozcieła skórę na kosci z przodu.Nie pomyslalam ze w drzwiac dosc wąsko jest i ze powinnam na nia uważać
Skonczyło sie na piekielnych wrzaskach przy probie sklejania tego plastrami chirurgicznymi w domu wiec pediatra wyslala nas do chirurga dzieciecego. Majac w pamieci szycie łuku brwiowego (po tej samej stronie ! - mloda chyba ma cieższa prawą pólkulę !) jak miala rok i 2 miesiace pomdlewalam w drodze do kliniki i zapowiedzialam mezowi ze tym razem trzyma ja on...
Ale jak dotarlismy na miejsce doznalismy podwojnego zaskoczenia: po pierwsze chirurg nie chcial szyc tylko stwierdzil ze to sie idealnie kwalifikuje do plastrow tylko musza byc szersze , po drugie Mati tylko przycisnelka piastki do oczu i nie wydajac nawet jednego jeku i nie roniac ani jednej łzy dała sobie skleic rozciecie 3 plastarmi.Wszystko trwalo 1 minutę...
Bylismy tak zaskoczeni ze dopiero w domu dotarło do nas ze chirurg rak nie umył - chyba popsikał tylko czymś tam - usilnie w to wierze...
![]()
Wnioski
1.hustawka tak ale tylko w plenerze albo w kasku
2. nie znamy naszego dziecka
3. kupujemy plastry chirurgiczne - my myjemy ręce !