Mam z tym problem i chętnie poczytam jak Wy to rozwiązujecie.
Otóż - wiadomo, że dziecko w chuście (myślę tu o niemowlęciu) jest ubrane lżej i cieniej po to, żeby mu nie było tam za gorąco. I wszystko fajnie dopóki ono sobie w tej chuście jest cały czas. Ale ja bym czasem podczas spaceru chętnie wyjęła małą choćby na karmienie, żeby mojej starszej nie psuć zabawy ciągnąc ją do domu "bo siostra głodna", ale boję się, że młodsza mi po prostu zmarznie i przeziębi się.
Co mam robić - brać na spacer większy plecak z kocem, cieplejszymi ubrankami i po prostu zaraz po wyjęciu małą ubrać ją cieplej? Czy podczas tego wyciągania rozgrzanego kochanego ciałka z chusty ona mimo wszystko nie złapie jakiejś infekcji? A z drugiej strony - no żal mi mojej starszej córci - dzisiaj zepsułam jej zabawę, bo młodsza obudziła się jakoś szybciej, zaczęła płakać i widowisko było na całą wieś - starsza rycząca, że nie chce do domu, młodsza wijąca i miaucząca w tej chuście...Tak to odeszłabym gdzieś na boczna ławkę, wyjęłabym ją, nakarmiła, przewinęła, poczekała, aż mała sobie pofajta nóżkami trochę, i wsadziła z powrotem do chusty i po sprawie...
Jak Wy to robicie?

Gwoli wyjaśnienia - moja młodsza kończy teraz 4 miesiąc...