zgadzam się w 100% z Tobą.
"Mam Co wypanda" oraz" Od 1 do 10"
Druga pozycja lubiana przez mojego syna a Panda kiepska i to bardzo.
Kupiłam kiedyś jej ZŁe sny - to dopiero jest porażka - oddałam bardzo szybko, bo nawet dla dorosłych to jest "wykolejone"
Pan Pierdziołka - nie znałam tego z przedszkola tylko z pierwszych klas szkoły podstawowej
Ja w ogóle tego nie znałam. Tytuł też mnie odstraszył ale pomyślałam sobie, ze jestem nadwrażliwcem(mąż twierdzi, że pierdzieć to nie jest wcale brzydko. Na śląsku tak się już goda) wiec poszukałam na internecie jakiegoś zdjęcia. Przeczytałam mężowi kilka wierszyków, pośmialiśmy się po czym przyrzekliśmy sobie nigdy nie kupować tej książeczki dziecku.
Mam też w domu taką śliczną, maleńką książeczkę "I Ty potrafisz powiedzieć proszę i dziękuję". Wszystko by było z nią cudownie. Wytrzymała, ładna i w ogóle ale niestety uczy bycia takim pantoflem: że na wszystko trzeba się zgadzać i do wszystkiego potakiwać a poza tym słowo "poproszę" to jest taka magiczna furtka do dostania tego, czego się pragnie. Myślę, ze taka książeczka jest fajna do oglądania obrazków, dopóki dziecko jeszcze czytać nie potrafi ale tak do czytania to zdecydowanie kit.
W kontekście wcześniejszych narzekań na serię o Maksie i padające w niej określenia „głupi” itp:
Jestem ciut zawiedziona książką „Albert i Mika” ze względu na szereg bardzo stereotypowych sformułowań nt. dziewczynek. Oczywiście są pisane w odpowiednim kontekście, ale wciąż mi zgrzyta i nie wiem, czy każde dziecko będzie umiało wychwycić ten niuans. Rozumiem, że ta część przygód Alberta adresowana jest do ciut starszych dzieci, ale wiem, że wiele z was dość swobodnie traktuje wskazania autora w kwestii wieku. Dlatego więc uczulam rodziców czytających młodszym dzieciom tę pozycję. Ja swojemu zmieniam pewne fragmenty, bo ma zadziwiającą pamięć do książkowych cytatów, które z lubością potem powtarza.
Są dwie grupy matek: te, które mają kryzysy i te, które się do nich nie przyznają