Wczoraj ok. godziny 18, po całym dniu deszczu, tknęło mnie, aby zabrać moje ząbkujące dziecię na spacer. Może nie najlepsza pora, ale przejaśniło się, powietrze było wilgotne, więc mogło nawilżyć dziecku śluzówkę nosa, mały oderwał palec od obolałych dziąsełek, a ja od od depresyjnych myśli o poszukiwaniu pracy. Ubrałam Cyprianka i wyciągnęłam chustę... I wtedy stało się!!! Cyprianek na jej widok zareagował tak, jak mu się zdarza w momentach największej euforii (fikanie nóżkami i rączkami, przy ponaglających i pełnych śmiechu odgłosach): gdy widzi mnie rano, jak wyciągam ręce, by wyciągnąć go z łóżeczka, lub by odebrać go z rąk nieznanej mu babci-"teściowej" () jak pokazuję mu motylki (ulubiona zabawka), jak jest głodny i widzi miseczkę z obiadkiem, jak tata wraca z pracy i mówi mu "cześć, synku", lub gdy w ramach pokazywania mu świata przysiadamy koło piesków lub jedziemy do babci.
Obwieszcza wszem i wobec, że CHUSTA DOŁĄCZYŁA DO ELITARNEGO GRONA RZECZY/OSÓB NAJBARDZIEJ POŻĄDANYCH PRZEZ MOJEGO SYNKA!!!





.
Odpowiedz z cytatem
Moja mała też do MT zasuwa jak samochodzik









