Dziś. Wyżej, z rękami na zewnątrz i (miejmy nadzieję) dociągniętą górą. Pierwsza próba - dociąganie ze śpiewaniem - porażka. Zosia nie wytrzymała. Próba druga - metoda na zagadywanie. "Zobacz! Kotek! Tam!" - udało się. Ale to zadziała tylko z dużym, kumającym dzieckiem.



I po 10-minutowym spacerze do żłobka. Wygląda na to, że się nie poluzowało.



Ale myślałam, że w drodze ducha wyzionę! Czułam się, jakbym pięcioro dzieci niosła, nie jedno. Górny odcinek kręgosłupa od razu zaczął koszmarnie boleć, pasy chusty wpinały się w ramiona tak, że nawet mi się nie chciało wyciągać komórki, żeby w Ingressie portale hakować (coś nie do pomyślenia u mnie ), tylko myślałam, żeby szybciej do tego żłobka dojść. Chyba dziś pójdę po Zosię z nosidłem albo wózkiem