Dla mnie to jest również niepojęte, ale...Nie mogę pojąć tylko: jak kobieta po urodzeniu dziecka może godzić się i chcieć, żeby dziecko zabrano do obcej kobiety i w nieznanym kierunku. Co za zwyrodnienie!
Piszesz o zwyrodnieniu. Owszem z naszego punktu widzenia, przy dzisiejszym stanie wiedzy zarówno medycznej, psychologicznej etc. nikt przy zdrowych zmysłach i obdarzony odrobiną chociaż emapatii nie wpadłby na taki pomysł.
Jest to też kwestia ustawienia sobie "poziomicy", czyli co jest dla nas normą, a co już zwyrodnieniem.
Wtedy dziecko nie istniało dla świata, zanim nie zaczęło spełniać jakiejś przydatnej funkcji; mogło pracować, zostać wydane za mąż/ożenione z korzyściami majątkowymi czy koligacyjnymi itp.
Dziecko było brane za ułomnego człowieka, coś niedoskonałego, co musi zostać dopiero poddane obróbce, ociosane, coś co dopiero stanie się człowiekiem.
To nie były wytyczne przekazywane z pokolenia na pokolenie; "tak traktuj dzieci, oddawaj mamkom, nie okazuj zbyt wielkiej czułości", tylko rodzaj wiedzy potocznej, oczywistej jak słońce na niebie.
Tu pojawiają się pytania o instynkt macierzyński, co się z nim stało? Gdzie go zakopano przez te wieki 'mamkowania', oddawania dzieci na różnorakie pensje czy nawet zapominania o ich istnieniu? Co z matkami, które wbrew obyczajom chowały dzieci, karmiły je własną piersią, czy miały "fanaberię" okazywania dzieciom miłości? Czy w ogóle jest coś takiego jak pierwotna, wrodzona miłość matki do dzieci?
I tak pokrótce o tym jest właśnie ta książka, rozpatruje miłość macierzyńską z dwu biegunów; przy założeniu jej pierwotności i zakładając jej pochodzenie jako nabyte, kulturowe.



Odpowiedz z cytatem