Ogólnie autorka nie potępia aż tak strasznie mamek, bo przeciwstawia im rodziców którzy de facto porzucają dziecko na okres ok. 4lat,i wg Badinter to oni są tymi "złymi".
Co nie zmienia faktu, że opisy praktyk mamek przyprawiły mnie o mdłości.
W połowie XVIIIw w Paryżu, karmionych w domu(pozostających w rodzinie) było około tysiąca dzieci, na 21 tysięcy!!! Reszta była oddawana do mamek. Kto miał pieniądze i należał do arystokracji, mógł sobie pozwolić na sprowadzenie starannie wyselekcjonowanej i zdrowej mamki do własnego domu, reszta oddawała dzieci mamkom "zawodowym". Często mamki zaczynano szukać do piero po urodzeniu dziecka, nie troszcząc się zbytnio o jej "jakość" byle tylko zabrała dziecko. Korzystano też z usług pośredniczek, które działały na targowiskach i placach. Pośredniczki po prostu zabierały dziecko i oddawały je do mamki któa była akurat wolna. Bez żadnej rejestracji, zapisu nazwisk itp.
Za Gilbert, Disseration sur la depopulation, 1770:
"Przez ten czas[gdy mamka pracuje w polu] dziecko jest całkowicie zdane na siebie, tonie w ekskrementach, związane jak przestępca, pożerane przez komary(...)"
dalej:
"Ileż to razy, wyzwalając dzieci z ich więzów, widzieliśmy je okryte ekskrementami, sygnalizującymi swoją długą obecność przy pomopcy trujących wyziewów; skóra tych nieszczęsnych dzieci była cała zaogniona i pokrywały ją ohydne wrzody. Najsroższe nawet serce zmiękłoby wobec ich jęków, które słyszeliśmy, przybywając na miejsce; można było sobie wyobrazić ich uprzednią męke, patrząc na ulgę, jaką odczuwały przy ich uwalnianiu i przewijaniu... Były całe poodparzane, a jeżeli dotykało się ich trochę mocniej, krzyczały przenikliwie. Nie wszystkie mamki posuwają się w swym niedbalstwie aż tak daleko. możemy jednak zapewnić, że bardzo niewiele z nich wykazuje wystaczającą czułość, aby utrzymać dzieci w dostatecznej schludności, to znaczy uchronić je całkowicie od zagrażających im chorób."

Na porządku dziennym było stosowanie syropu z maku, laudanum czy wódki, nierzadko dzieci umierają z przedawkowania.
Ciasne zawijanie w pieluszki było wtedy normą, ale mamki widziały też tym inną zaletę(oprócz domniemanego zapobiegania wykrzywieniu kręgosłupa); zaciśnięte pasy powodowały przesunięcie tłuszczu w kierunku podbródka, w skutek czego dziecko wyglądało na grubsze i lepiej odkarmione.

"(...)Gdy dziecko wraca do domu rodzinnego, jeżeli w ogóle wraca, jest często okaleczone, zdeformowane, rachityczne, a nawet bardzo chore. Rodzice skarżą się gorzko i może nawet głośniej, niż gdyby nie żyło. bowiem dziecko w złym stanie zdrowia każe przewidywać duże wydatki w przyszłości i niewielki zysk na dłuższą metę".