No bo wystaw tylko sobie... Wchodzisz do pokoju, normalnie, wieczorem i jeszcze zanim zapalisz światło czujesz niepokój. Robi ci się chłodno, bardzo chłodno, mimo że to dopiero schyłek lata, Twój oddech zamienia się w obłoczek pary ledwie widoczny w wątłej poświacie księżyca. Zapalasz światło...
a tam... na ścianach... beloved hands!!! Ni to cienie, ni to plamy mokre, od wody, a może od potu... 