Przyznam szczerze że nie mam zbyt dużo kontaktu z rodzicami małych dzieci w realu. W zasadzie takie znajomości posiadam prawie wyłącznie przez internet a w szczególności dzięki temu forum.
Wersja do druku
Przyznam szczerze że nie mam zbyt dużo kontaktu z rodzicami małych dzieci w realu. W zasadzie takie znajomości posiadam prawie wyłącznie przez internet a w szczególności dzięki temu forum.
No, smutne to troszkę :(
Już to pisałam wcześniej, że nam znajomi oddali chustę, którą im wczesniej pożyczyłam bo byli zainteresowani, bo już nie noszą, chcą Małą przyzwyczaic żeby się sama bawiła na kocyku - Mała na 5 miesięcy....
Masz rację dużo pracy przed nami, ale z drugiej strony nic na siłę :?
moze z ta przyjaciolka i psychologiem to jakis wiekszy problem (moze depresja poporodowa albo cos ze ona ma wychodzic z domu do ludzi..) przynajmniej tak mi sie moim spaczonym umyslem wydaje i takie rozwiazanie jest jedynie zasadne
wiecie. inni moga miec inaczej. oczywiscie propagowanie noszenia i tulenia jest dla mnie zupelnie zrozumiale, ale w dobie Tracy Hogg (przy calym szacunku dla jej pogladow i metod) ktora pisze o usamodzielnianiu noworodkow mysle ze jest to dosc trudne.
mysle ze ludzie tez wyobrazaja sobie ze noszone dziecko nie bedzie o niczym innym marzylo do lat 3 tylko o tym zeby rodzice je nosili
coz..
przynajmniej jeden egzemplarz w postaci Wojciszka mowi ze ta teoria jest dosc bledna. W laduje akumulatorek przytulajac sie i siedzac na plecach po czym odchodzi w sina dal nie baczac na podazajaca za nim mame:P
Dlatego szerokim łukiem omijam zwykłe fora. :( Staram się też nie wdawac w dyskusje, bo...mam taką przypadłośc i zabijam wzrokiem. No nie potrafię udawac, że kilkumiesięczy brzdąc POWINIEN bywac czasem bez mamy, bo to zdrowo.
j.w
Ja zawsze twierdziłam, że trzeba siać wszędzie propagandę tulenia, pieszczenia, noszenia itd. Trzeba sprzeciwiać się mądrym radom wszelkich życzliwych znajomych i teściowych.
Mam tak samo. Sama nie wiem czy bardziej mnie wkurza czy dołuje taka walka z własnym dzieckiem. Więc się nie wtrącam. Przy takim podejściu do sprawy nawet nie wiedziałabym od czego zacząć tłumaczenie, że metoda "leż i morda w kubeł" jest niekoniecznie słuszna. Dlatego unikam innych for (forów??). No i jak już dzisiaj pisałam w wątku Hanti - obcy mi ludzie, obce dzieci, i tak nie mam na to wpływu, więc co mnie to obchodzi :?:Cytat:
Zamieszczone przez petisu
Ja nie wie skąd w naszym społeczeństwie przyjeło się że noszenie, tulenie, kołysanie jest złe. Nie mogę tego pojąć jak również kobieta majaca dziecko próbuje mi wmówić że jak noszę swoje dziecko to robię mu krzywdę :(
Z czego to wynika?
Równiez się spotykam z kometarzami że przyzwyczaję do noszenia :( I juz podchodze do tego raczej luźno i odpowiadam że może jak spończy 15 lat to juz nie będzie chciała być na rączkach :) a do tego czasu dam radę
Po prostu nie mam siły tłumaczyc że nie krzywdzę swoje dziecko przytulając je
Zauważyłam że wdając się w dyskusję na ten temat nic nie osiagam
mysle ze tp wynika z kilku spraw:Cytat:
Zamieszczone przez magda-sh
- nasze matki, ktore czesto sa wzorem macierzynstwa rodzily w czasie kiedy sterylnosc i wyprasowane pieluchy byly najwazniejsze, a naukowcy doradzali karmienie mieszanka a nie naturalne.
- w spoleczenstwie pokutuja przekonania, ktore czesto sa sprzeczne z intuicja, ale ciezko jest sie z nimi zmierzyc nie majac poparcia w rodzinie i otoczeniu
- bylam u mojej kuzynki w szpitalu dzien po porodzie i ona powiedziala: zobacz jaka cwana, juz sie przyzwyczaila ze ja nosze. - poglad bardzo rozpowszechniony i prawdziwy ;)
- usamodzielnianie na sile jest w modzie (a co? ma 1,5 roku i nie usypia sam i spi z wami? i nie ma swojego pokoju??? jak to???)
czekam na inne powody istnienia takiego przekonaia
pisze prace o macierzynstwie i wlasnie doszlam do rozdzialu o przekonaniach i emocjach:P
Miło poczytać takie wypowiedzi:) Jestem świeżą mamą, bombardowaną z każdej strony "dobrymi" radami, w tym także na temat noszenia, tulenia, przyzwyczajania dziecka do moich rąk, do piersi... w głowie się może od tego zakręcić, a wiele osób twierdzi, że wie najlepiej:) A ja sama też skołowana jestem, kiedy słucham tych wszystkich rad sama nie wiem jak postępować. Chyba najlepiej posłuchać siebie i swojego Malucha.... wtedy będę wiedziała co jest dobre, a Mały będzie czuł się bezpiecznie i szczęśliwie:)
Myślę, że przyczyną szybkiego usamodzielniania dzieci jest też często po prostu egoizm ludzki - może niektóre mamy chcą żeby dziecko jak najszybciej umiało zająć się sobą, aby one miały.... święty spokój i mogły zająć się sobą??
Przyznam szczerze, że też bałam się uwiązania i "zamknięcia" w świecie dziecka. Na szczęście okazało się, że są chusty, a wiele miejsc jest coraz bardziej przyjaznych mamom i dzieciaczkom:) Teraz będę mogła pokazać synkowi mój świat i uczynić go "naszym".
Jeszcze jedno w temacie... W szpitalu, tuż po urodzeniu Szymka ... Mały płakał, ja jakoś instynktownie tuliłam go w ramionach i bujałam. Akurat przechodziła pielęgniarka i kiedy to zauważyła, pokiwała z politowaniem głową i powiedziała: " No to już się przyzwyczaił do noszenia, ma pani przechlapane". Szymek miał wtedy jakieś dwa dni...
wstretne i przebiegle te dzieci, tak sie przyzwyczajaja przez ta ciaze do noszenia i bliskosci matki::PP
To samo miałam w szpitalu. I to na Żelaznej, "szpital przyjazny dziecku" bla bla bla... Położna, skądinąd przemiła dziewczyna, ostrzegała mnie "bo one są cwane i błyskawicznie sie przyzwyczajają, niech jej pani nie nosi".Cytat:
Zamieszczone przez miedziana
A najgorsze jest to, że ja jej uwierzyłam...
Ja myślę, że to o to chodzi. Czasem mam wrażenie, że wielu osobom dziecko po prostu przeszkadza. Jak chce na ręce, do piersi, jak płacze. Że najlepiej byłoby jakby cały czas spało albo bawiło się samo i wymagało tylko nakarmienia, przewinięcia, wykąpania. Żeby nie przeszkadzało mamie w ploteczkach przy kawce z koleżanką, w wypadzie do centrum handlowego itp. Ileż to razy czytałam, że np. dziewczyna nie karmi piersią, bo "nie chce być uwiązana do dziecka, bo chce mieć czas dla siebie, czasem wyskoczyć gdzieś z mężem/koleżankami" itp. Że po prostu wygodnie jest jak dzieckiem nie trzeba się zajmować.Cytat:
Zamieszczone przez miedziana
Moim zdaniem za ten stan rzeczy odpowiada PRL i jego celowa (moim zdaniem) polityka rozbijania rodzin.
Sepracja mamy taty i dziecka w porodzie i przez cały pierwszy tydzien życia dziecka. Traktowanie rodzacej jak przedmiotu. Podkopywanie jej wiary w intuicję, ze sama tez by urodzila i xajęła se dzieckiem, wpajanie, ze urodzila tylko dzieki szpitalowi, ze wie co ilegodzin ma karmić tylko dzieki lekarzom; wsszystko to, aby potem łatwiej nią manipulowac.
Traktowanie dzieci jak gdyby nie miały uczuć. Zakaz okazywania dziecku miłosci, bujania, całowania (wolno tylko w pietkę), przytulania. Dziecko ma grzecznie lezec i głośno lub cicho oczekiwac na posilek (nie przejmuj się głośnym oczekiwaniem na posiłek, odczekaj jeszcze te 15 minut. ktore zostalo do pełnej godziny - to cytat z poradnika mojej mamy :shock: Panstwowy Zaklad Wydawnictw Lekarskich "Małe dziecko").
Ogromny nacisk na higienę, aby zająć umysl matki sprawami odkażania i prasowania, żeby nie miala sily ani czasu sie zastanawiac nad czymkolwiek.
Wpajanie matce, że dziecko chce przejąc nad nią władzę - to genialny pomysł socjotechników komuny. To przekonanie sprawiło ze wiele kobiet torturowało swoje dzieci i jeszcze mialo z tego satysfakcję. Były przekonane ze robia coś bardzo dobrego. Nie ma lepszej drogi do rozbijania więzi rodzinnych jak rozbijać je od pierwszych godzin życia. Takim spoleczesntwem sie o wiele łatwiej rządzi.
Grimma napisz o tym, napisz!!!
Kobiety maja wyprane mózgi! Moja ukochana babcia, mądra skadinad, stara kobieta, moj autorytet, wczoraj powiedziala mi tonem nie znajacym sprzeciwu: "dziecko ma spac w halasie" (zaczelam ciszej mowic bo synek usnął). Pierwszy raz w zyciu odpyskowalam jej : "sama spij sobie w hałasie". :(
Poza tym powiedziala tez ze za czesto go karmię (bo na żądanie), i ze w ogole to dziecko powinno grzecznie lezec w łózeczku (nie kolysce) i byc wyjmowane tylko na jedzenie. :( :( :( I jeszcze ze powinnam dawac mu sok z jablka, herbate i wode do picia, bo się męczy, bo mu sie chce pić... nagle empatia??? :roll:
Byłam zdenerwowana, i w końcu wyszłam prawie bez pożegnania. Ta polityka rozbijania więzi rodzinnych działa nawet i teraz. (Będę musiała pojechac jeszcze raz do babci i odnowić naszą serdeczność.)
mysle ze egoizm jest na drugim miejscu
na pierwszym jest to ze mloda wystraszona w swojej roli matka jest bombardowana testami o malych terrorystach w wieku 4tyg i nie ma zadnej alternatywy.. chustowe rady wydaja sie jej zbyt odlegle i jednak rzadkie.
dlatego przekonujac uzywam argumentu o ssakach ktore nosza i nic sie ich malym nie dzieje. jest tez doswiadcznie z rezusami, ktore zeby sie rozwijac potrzebowaly przytulas sie do matki z puchatego materialu, a nie matki drucianej ktora karmila.
http://grimma.blox.pl/resource/monkey4_384x350.jpg
nie popadajmy w skrajności.
Nauczyłam moją 5-miesięczną córeczkę bawić się samodzielnie i samodzielnie zasypiać. Powód - praca. Do 16:00 nie mam zbyt dużo czsu dla dzieci - mimo, iż biuro mam na parterze domu. Mała jest z babcią, którą bardzo pochlania zazdrosny trzylatek. Ja tylko biegam na górę w celach karmieniowo-pieluszkowych i to nie zawsze. Resztę dnia spędzamy w chuście. wieczorem zasypia sama - bo nigdy nie doczeka aż zaśnie starszy brat - który od urodzenia zasypia z mamą. A ja wcale nie chcę zmieniać tej jej cechy - bo wiem, że w przyszłości bedzie jej łatwiej przy nauce samodzielności.
Mimo, że staram się ja jak najwięcej przytulać, nosić - nie uważam, że powinnam to robić ciągle. Aczkolwiek ZAWSZE reaguję na jej płacz, czy choćby kwilenie.
Apropos takich godzinnych "odzwyczajań" od mamy - dziecku nic się nie stanie jak pobędzie z kim innym. Może chodzi tu o nawiązanie kontaktu z tatą. A może o częsty problem zazdrosci odsuniętego faceta, który w zazdrości nie jest w stanie normalnie pokochać dziecka.
Moje kuzynki były takimi przyklejkami, że w wieku 10 lat nie pozwoliły mamie iść bez nich do ginekologa (10 min drogi od domu) - nigdy wcześniej nie zostały same z tatą.
Także uważam, że z dziecka da sie zrobić mamincycka - i wcale to nie musi być dla niego dobre. Dziecko można także zaniedbać, chcąc je usamodzielnić za wszelką cenę. Zawsze zdrowy rozsądek jest najważniejszy.
więc wg szkoły wychowywania panujące w czasach PRL skrajnie rozpuszczasz dziecko i pozwalasz jej sobą rzadzić.Cytat:
Zamieszczone przez mama-anika
Babcia - to się nie dziwię, bo jak sama piszesz, w innych czasach uczyła sie opieki nad maluchem. A do mnie kiedyś przyszła znajoma, dziewczyna młodsza ode mnie, mama 1,5 rocznego synka. Przyszła jak akurat Antek spał w chuście. Widziałam jej zdziwienie na twarzy.Cytat:
Zamieszczone przez beata2802
Generalnie to jest bardzo trafne spostrzeżenie.Cytat:
Zamieszczone przez beata2802
pamietacie co mowil podrecznik D. Morgana z Ani z Zielonego Wzgorza (tzn chyba pojawia sie w Wymarzonym Domu Ani albo Rilli ze zlotego brzegu...)
nie nosic nie rozpieszczac i mowic jak do doroslego
Wymarzony Domek Ani. :)
Co innego pozwolic dziecku robic pewne rzeczy po swojemu i samodzielnie-zasypiac, bawic się itd.-wiem, że są takie dzieci, widziałam kiedyś ;P
Co innego próbowac dziecko przerobic wg swojego pomysłu za wszelką cenę.
A, no i dobrze dziecko zostawic z tatusiem, jak najbardziej. Chociaż mojemu jak się lęk separacyjny włączył w wielu jakiś 7 miesięcy to nie mogłam z pokoju wyjśc nawet jak się w najlepsze z tatą bawiła? Powinnam przerabiac na siłę? Nie sądzę. Skończyła rok, to wychodziła z nim na spacer radośnie do mnie kiwając rączką.
mama-anika-nauczyłaś, ale nie każde dziecko można nauczyc. Dzieci się różnią między sobą tak jak dorośli.
Ja tam myślę, ze takie podejście to głównie znieczulica, dezinformacja też, ale młode mamy uważają, że im się NALEŻY czas wolny, odpoczynek. No należy się jak najbardziej, ale jak się zostało matką, to trzeba byc plastycznym i dostosowac się trochę do drugiego jak by nie patrzyc człowieka, nie zwierzaczka domowego.
dobrze że mi już w szpitalu położne nie dają takich "cennych rad" żeby nie nosić :)
Jak leżałam z Kinią tylko jedna się przyczepiła że śpię z dzieckiem i mogę je przydusić :? ale neonatolog był bezbłędny i jak poleciała poskarżyć na mnie, odpowiedział jej że Kinia to wcześniak, ma zaburzenia termoregulacji i powinna grzać się od mamy :lol:
No nie wiem... W Anglii, kraju Tracy Hogg, nie było komuny, a stosunek do noszenia identyczny. Miła skąd inąd sąsiadka, za każdym razem, gdy mnie wiedzi z Tosią w chuście lub na rękach przestrzega mnie, że ją rozpieszczę a w zasadzie już to zrobiłam. I ja za każdym razem się z nią zgadzałam, na odczepnego aż do wczoraj. Niby przyznała mi rację, że dawanie dziecku miłości nie może rozpieścić a dzieci szybko rosną i powinno się cieszyć okresem, gdy można je nosić, a nie go ograniczać, ale chyba bez przekonania.Cytat:
Zamieszczone przez beata2802
A ja musze po prostu wspomnieć o Searsie i jego "The baby book", gdzie jest rozdział "Babywearing: the art and science of carrying your baby", który moim zdaniem powinien byc lekturą obowiązkowoą wszystkich rodziców. Szkoda, że jeszcze nie ma po polsku... Za to na świecie sprzedanych ponad milion egzemplarzy i to cieszy :)
mi powiedziala ze spadne z lozka albo ja albo on i bedzie tragedia i ze to niewygodnieCytat:
Zamieszczone przez hanti
a jak mialam sie zwlekac po cc i go brac przenosic i odkladac to wolalam spac z nim.
zreszta ja chcialam miec wojciszka blisko siebie;p
ale koleznaki z sali twardo odkladaly do tych wozeczkow, coby nie przyzwyczajac
http://gazeta.przyjaciel.pl/ciekawe_art ... ziecka.pdf
wlasnie skonczylam czytac i bardzo polecam
jest tam kilka faktow ktore moga byc pomocne przy dyskusjach o wychowaniu niemowlat....
ptysiu :D (no nie mogę,boskie)Cytat:
Zamieszczone przez petisu
ja właśnie tak macierzyństwo rozumiem,choć napisałabym to mniej kulturalnie,czyli jak się chciało dziecko to teraz trzeba być konsekwentnym,bo to nie laleczka.
zawsze jak widzę Maję,jak bawi się lalkami przypominającymi niemowlęta,a potem zostawia w wózeczku i wychodzi z pokoju,to mi się takie gówniary przypominają.
stąd ogólnie w realu nie znoszę mówić o dzieciach,wychowywaniu,opiece,bo zaraz wybucham słysząc durnoty wypowiadane przez mamusie.
tu się czuję zrozumiana :D
to mnie akurat pierwszej nocy w szpitalu trafiła się całkiem pielęgniarka z całkiem niezłym podejściem: Matylda płakała, a ja się bałam, że coś jej jest i płakałam razem z nią, a babka przyszła i powiedziała, żebym ją przytuliła i żebyśmy spały razem, bo mała pewnie chce po prostu być blisko mamy
To ja do lektur dorzucę dwa tytuły (które bardzo polecam!):
Desmont Morris: "Zrozumieć niemowlę"
Vitus B.Droscher "Rodzinne gniazdo"
I jeden i drugi pan jest zoologiem i psychologiem, a dziecko rozpatrują jako małego ssaka (którym jest! ;-)), przedstawiciela jednego z wielu gatunków ;-) i jak ten fakt przedkłada sie w codziennym życiu.
Tu znalazłam recenzje, jedną króciutką, drugą obszerną, więc wklejam,
"Zrozumieć niemowlę": Książka ta to kolejna książka znanego zoopsychologa, którą proponujemy polskim Czytelnikom. W książce tej autor rozprawia się z głęboko zakorzenionymi przesądami i uprzedzeniami dorosłych, dotyczącymi zachowań i reakcji niemowlęcia na otaczający świat.
"Rodzinne gniazdo" to fascynująca opowieść o relacjach uczuciowych w rodzinach zwierząt. Największa uwaga jest zwrócona na instynkt macierzyński (autor opowiada o jego rodzeniu się także u ludzi, natomiast przy omawianiu więzi między ojcem a dziećmi, członkami wspólnoty czy rodzeństwem posługuje się przykładami wyłącznie ze świata zwierzęcego). Jak tworzy się ta magiczna więź między matką a maleństwem? Czemu matka broni swojego dziecka za wszelką cenę, nieraz narażając życie? Z drugiej strony- co sprawia, że niektóre maleństwa zostają odrzucone, jak to się dzieje w wielu ogrodach zoologicznych (i oczywiście niestety u ludzi)? Najważniejszy wydaje się być fizyczny kontakt w pierwszych godzinach. To wtedy rodzi się uczucie. Jeśli maluszka oddzielić tuż po porodzie od matki, po ponownym ich zetknięciu uważa je za kogoś obcego. Eksperymenty potwierdzające teorię kluczowego wpływu kontaktu prowadzono także u ludzi. Pewnej kobiecie, która do końca ciąży uparcie twierdziła, że nie chce swojego dziecka, bezpośrednio po porodzie powiedziano, że nie znaleziono jeszcze odpowiedniej rodziny zastępczej i poproszono, żeby zatrzymała maluszka na kilka dni. W tym czasie codziennie przynoszono jej dziecko do pokoju na pięć godzin. W końcu powiadomiono ją, że znaleziono świetną rodzinę zastępczą. Matka z najwyższym oburzeniem powiedziała, że synka za nic w świecie nie odda!
Ta więź nie zawsze rodzi się od razu. Czasem samice rodzące pierwszy raz są kompletnie zdezorientowane. Tak zdarzyło się pewnej suczce, która po pierwszym porodzie spacerowała ogłupiała w kółko ciągnąc szczeniaczka na pępowinie. Nagle maleństwo zapiszczało. Wtedy matka przegryzła pępowinę i zajęła się czule potomkiem. Jego pisk wyzwolił więc instynkt macierzyński. Innym "wyzwalaczem" może być na przykład zapach. Zdarza się też jednak, że gdy matka straci dziecko, swe uczucia przelewa na dowolny obiekt, mimo że nie ma on odpowiedniego zapachu, wyglądu czy zachowania. Po prostu dąży do zaspokojenia uczuć opiekuńczych. Bywa, że maluchem zastępczym jest naturalny wróg!
Więź matka- dziecko działa zresztą w obie strony. Niekiedy prowadzi to do zabawnych nieporozumień. Wyklute z jaj pisklęta za matkę uznają pierwszą zobaczoną przez siebie poruszającą się istotę. Jeśli w eksperymentalnych warunkach będzie nią człowiek lub np. zabawka ciągnięta na sznurku, efekt jest nietrudny do przewidzenia. Bywa jednak mniej wesoło. Jeśli na przykład cielę czy jagnię straci mamę, nikt mu jej nie zastąpi. Będzie cały czas tkwiło w miejscu, gdzie skończyła życie ich rodzicielka, aż umrze z głodu.
Jednak, jak już wspomniałam, książka poświęcona jest nie tylko macierzyństwu, ale i innym relacjom rodzinnym. Poznajemy więc całą galerię tatusiów- zarówno bardzo troskliwych, jak i wyrodnych. Niektórzy nawet zjadają własne dzieci. Mamy więc do czynienia z kanibalizmem. Zdarzają się też kazirodcze stosunki ojców z córkami. Między rodzeństwem też się różnie układa. Czasem u ptaków zdarza się, że jedno pisklę karmi głodnych braci i siostry. Wręcz przeciwnie jest u kukułek- podrzutek wyrzuca prawdziwe potomstwo z gniazda. Wśród innych zwierząt też w stosunkach między rodzeństwem nie zawsze jest różowo. Zdarzają się przykłady poświęcenia, ale i zabójstw (fachowo nazywamy to kainizmem- genezy nazwy chyba nie trzeba tłumaczyć). Społeczeństwa zwierzęce i ludzkie niewiele więc się różnią.
Książka to piękna i wzruszająca. Niezwykła opowieść o sile uczuć rodzinnych, przede wszystkim macierzyńskich. Nasi "bracia mniejsi" potrafią nas czasem zawstydzić ich głębią...
Kalina Beluch
jw
z ta Anglia to roznie bywa - w szpitalu polozne pilnowaly, zeby odkladac dziecko po karmieniu do lozeczka - bo moze spasc, zwlaszcza jak mama zasnie (oni tu maja fiola na pukcie tzw. health and safety...). i moj maly, wczesniak, z problemami, m.in. zla termoregulacja lezal na wodnym, podgrzewanym materacyku. jakos nikt nie proponowal, ze z mama by mu bylo lepiej :( choc jak sie dalo, to go przemycalam do swojego lozka na jak najdluzej... za to moje health visitor sie rozplywaja nad chusta - ze takie fajne, blisko mamy, itp. itd... jedna nawet zwrocila uwage praktykantce, ze moj dziec ma taki dobry kontakt ze mna m.in. dltego, ze jest tak blisko mnie :)Cytat:
Zamieszczone przez yena
a co do pokolenia naszych rodzicow, to mi ich troche zal, jak sie tak nad tym pozastanawialam. moj ojciec zobaczyl mojego brata - wczesniaka wagowego po kilkunastu dniach - tylko dlatego, ze jakas mila pielegniarka miala dyzur i sie zgodzila :( do dzis pamietam, jak moja mama po kolejnym maratonie cyckowym mojego dziecia powiedziala 'cale szczescie, ze teraz juz nikt nie mowi takich glupot, zeby karmic co trzy godziny...'
i moja bardzo wspierajaca rodzina, dumna, ze mlody rosnie na cycku jak na drozdzach, jest noszony, calowany i tulony ile sie da, czasem 'zalicza wpadki'. jak moja mam, ktora uwaza, ze dzieko jednak powinno spac u siebie w lozeczku (bo mysmy spali i bylo ok). czy tesciowa, zmartwiona tym, ze dziec zle znosi upaly - poczytala co pisza w poradnikach dla mam (jest bibliotekarka, wiec miala na miejscu) i wyczytala, ze dziecko piersiowe koniecznie trzeba dopajac. na szczescie, ona nie z tych, co to kategorycznie twierdza, ze cos trzeba... zadzwonila i zasugerowala, zeby sprawdzic :) jak sie pokolenie wychowalo na zimnym chowie, to, niestety potrzeba troche czasu, zeby rozne dziwne przekonania zmienic...
Powiem Wam, że ja jak słucham wszystkich tych porad to sama mam mętlik w głowie. Nie chciałabym zrobić krzywdy swojemu dziecku, nie przemawia do mnie takie tresowanie dziecka od małego bo skoro płacze to znaczy, że jest mu źle... choćby to że potrzebuje przytulić się do mamy. Nie wyobrażam sobie żeby mała płakała a ja nie będę reagować.
[quote="Ilonsa":hwj0bn5m]
[quote="Ilonsa":3ov13elm]Powiem Wam, że ja jak słucham wszystkich tych porad to sama mam mętlik w głowie. Nie chciałabym zrobić krzywdy swojemu dziecku, nie przemawia do mnie takie tresowanie dziecka od małego bo skoro płacze to znaczy, że jest mu źle... choćby to że potrzebuje przytulić się do mamy. Nie wyobrażam sobie żeby mała płakała a ja nie będę reagować.
[quote="Ilonsa":3731v40j]Powiem Wam, że ja jak słucham wszystkich tych porad to sama mam mętlik w głowie. Nie chciałabym zrobić krzywdy swojemu dziecku, nie przemawia do mnie takie tresowanie dziecka od małego bo skoro płacze to znaczy, że jest mu źle... choćby to że potrzebuje przytulić się do mamy. Nie wyobrażam sobie żeby mała płakała a ja nie będę reagować.
W polskiej sluzbie zdrowia sa tez cudowni ludzie, np polozna, z ktora rodzilam, wspaniala neurolog mojego mlodszego dziecia, psycholodzy z IMiD i inni, ktorzy uwazaja, ze dzieci TRZEBA nosic, tulic, glaskac i grzac od mamy i taty, bo maly ssak wlasnie tego potrzebuje.
Jak urodzilam mojego wczesniaka, to pierwszy miesiac zycia spedzil na mnie jak maly kangurek. Brzuch do brzucha. Na szkole rodzenia przy pierwszym dziecku widzialam film o wczesniakach z Bogoty, jak sie tam nimi zajmuja. Nie wiedzialam nic o chustach, ale bazujac na tym filmie i intuicji trzymalam dziecia przy sobie. Nasza neurolog mowila, ze dzieki takiemu a nie innemu podejsciu dziec nie ma problemow neurologicznych.
Amerykanie juz dawno dowiedli, ze chore dzieci szybciej zdrowieja, gdy sa blisko rodzicow, dlatego my najpierw leczymy bliskoscia i cieplem. Oczywiscie nie szarzujemy, ale znajac nasze dzieci, wiemy, kiedy potrzebna jest interwencja lekarza, co zreszta ich lekarze sami nam mowia.
A co do noszenia i tulenia - to ten okres trwa tak krotko, ze cieszmy sie nim, nie bedziemy synowym naszych wnukow wyrywac, a corek pouczac o sterylnosci, bo same sie nasycimy bliskoscia. Ja nie ukrywam, ze ja tez potrzebuje byc blisko moich dzieci i uwielbiam sie z nimi tarzac po podlodze, czytac im tulac sie, calowac spocone od zabawy glowki, masowac plecki.
Sterylnosc szkodzi - o tym wiemy juz, prawda? Organizm ludzki nie trenuje wtedy swoich mechanizmow obronnych i glupieje. Mam czesto odruch, ze moje niemowle za czesto podloge lize, ale do tej pory ona miala tylko katarki i oby tak dalej. Starsi w jej wieku powazniejsze choroby i szpital na koncie mieli. Czyli na moich genach to dziala i to jest dla mnie najwazniejsze.
I nie zamierzam nikogo przekonywac ani namawiac. Niech sobie chusta bedzie trendowym towarem de luxe dla wybranych :wink:
j.w.
Ja jestem nastawiona na noszenie córeczki, chce aby najdłużej była przy mnie czy moim M. dlatego od jakiegoś czasu czytam o wszelkich chustach itp.
[quote="Ilonsa":bi5v3zu5]Ja jestem nastawiona na noszenie córeczki, chce aby najdłużej była przy mnie czy moim M. dlatego od jakiegoś czasu czytam o wszelkich chustach itp.