Ja tak miałam ostatnio na mojej wsi - kierowca sie tak zagapił, że niewiele brakowało...
Wersja do druku
to ma też swoje plusy bo przepuszczają na pasach chcąc się lepiej przyjrzeć w czym to dziecko siedzi hehehe....teraz się nie nosimy ale mam tak też z naszą przyczepką rowerową (kiedy jej używam w formie wózka) i przypiętymi do niej dwoma psami :-D
U mnie w mieście też ciągle się ktoś przygląda, jak idziemy na spacer, chociaż pionierką nie jestem, bo na miejskim forum temat o chustonoszeniu już był parę lat temu. Ale fakt, że teraz oprócz mnie tylko jedną osobę zachustowaną widziałam tej zimy. Zazwyczaj reakcje są miłe (że fajnie dziecku, że blisko ma mamusię itd.), czasem można się uśmiać.
Niedawno jakaś starsza pani idąca z przeciwka przepuszcza mnie obok samochodu zastawiającego prawie cały chodnik. Kiedy podeszłam bliżej, ona mi mówi: "A ja z daleka myślałam, że pani tam dzidziusia niesie". Nie dowiedziałam się, co sobie pomyślała, jak podeszłam bliżej:lol:
A w piątek spotkałam rodzinkę idącą z nowym zakupem ze sklepu zoologicznego i poleciał tekst: "Widzisz, ty niesiesz pod kurtką chomika, a pani tak dzidzię niesie":lol:
Dziś przychodni jakąś babcia z wnuczką: widzisz, pani ma dzidziusia związanego, mama też miała taką chustę i cię nie wiązała, a ja jej mówiłam, żeby się nauczyła cię nosić bo to takie fajne :lol:
Dobra. To dzisiaj zaliczyłam najgorszą reakcje ever. Szlam z młodszym (lat 1)na plecach i przyczepiła się kobieta czy długo już niosę, czy jeszcze długo zamierzam, a to strasznie niezdrowe, karygodne i powinnam sobie lepiej plecak kupić, etc. Babka się ewidentnie nakręca, więc najpierw jej grzecznie podziękowałam za troskę, a potem zupełnie olałam, przeszłam na drugą stronę ulicy. Zwiedzaliśmy, więc kluczyliśmy to tu to tam, a to zamek, a to kościół, różne zaułki. Dochodzimy do rynku, a tu zatrzymuje nas policja, bo mieli zgłoszenie, że męczymy dziecko. Wrrrr.. Więcej nie skomentuje!
Wysłane z mojego HUAWEI Y300-0100 przy użyciu Tapatalka
No dobra, ale mnie zaciekawilas co ta policja na to? Zgloszenie przyjac musza, nawet jak jest troche absurdalne - mielismy tak kiedys na plazy, ze ktos kto dzien wczesniej sobie siedzial w danym miejscu doniosl na nas, ze "rozrabiamy", bo mu to miejsce zajelismy - na dlugiej pustej plazy koniecznie chcieli w tym konkretnym miejscu - no bez komentarza. Policja przybyla, zobaczyla grupke czytajaca gazetki (my z dziecmi juz bylismy w drodze) i sami powiedzieli, ze takie glupoty prawie codziennie, ale maja obowiazek przyjac i sprawdzic (takie troche OT wyszlo - ale ciekawi mnie koniec historii)
Było tak jak mówisz.. Przyjąć zgłoszenie musieli, widać, że wcześniej nas chwilę obserwowali, podeszli akurat jak rozchustowałam dziecia, bo właśnie się zbudził i robiliśmy przerwę. Byli mili, stwierdzili, że dziecko zadbane, nie płacze, więc ok, ale spisać muszą. Strach się bać co by było jakby mały z głodu zapłakał. Trafia mnie jednak na sama myśl, że ta baba nas śledziła!
Brak słów normalnie
OMG coś strasznego :(
Nie wyobrażam sobie... Ludzie naprawdę są czasami niepoważni...
moire, szok normalnie. Ciekawa jestem jaka byłaby jej reakcja gdyby ktoś dawał publicznie klapsa swojemu dziecku. Czy też by zareagowała.
Nie rozumiem jednak dlaczego policja musiała was spisać skoro nie stwierdzili żebyście dziecku krzywdę robili.
Czyżyk przy klapsie reakcji by pewnie bie było, bo to "normalne", "wszyscy tak robią", "pewnie zasłużyło".
Co za masakra.
Niestety to głupota przeplatana z niewiedzą... Mój m. ma taką Ciotkę, która jest na nas śmiertelnie obrażona, po tym jak ona "nie chcę się wtrącać, ale... nie powinniście męczyć tak dziecka..." odpowiedział "przeczytałaś choć jeden artykuł na ten temat? Jak nie to wrócimy do rozmowy jak przeczytasz" Od tamtej pory nie odzywa się do nas, dostała zaproszenie na urodziny Jul to powiedziała, że nie przyjedzie, bo umówiła się z koleżanką na kawę już wcześniej w tym terminie....
Mnie irytują powoli ludzie komentarzami " nie udusi się", "kręgosłup Pani nie odpadnie", "Boże, ona ma chyba sine nóżki - (Jul jest blada naturalnie)", "wyjmie ją Pani lepiej do wózka, a nie ją Pani męczy sobą, a tak to przynajmniej coś Pani zrobi, a nie" Mam ochotę powiedzieć coś brzydkiego jak słyszę takie komentarze.
Dla równowagi powiem, że są też miłe słowa. Baaardzo starszych ludzi, głównie mężczyzn, którzy o dziwo pamiętają noszenie w torbach. Kiedyś mijał nas na ulicy Pan w wieku około 80-85 lat i mówi "Dziecko na mamie!Jakie to dobre dla tego malucha, nosić nosić nosić" Byłam w takim szoku, że nawet mu nie podziękowałam za miłe słowa.
Irytujące są też spojrzenia mam w wózkach (nie wszystkich, są takie które się szczerze uśmiechają) ale czasami mijam mamy z zaciśniętymi szczękami....
Z tego co zrozumiałam to musieli, żeby było odnotowane, że "coś" zrobili. Teraz żałujemy, bo trzeba było od razu złożyć skargę na nią, że stalkinguje nas, ale zbyt długo zbieraliśmy szczeny z podłoża. W ogóle to jeszcze doszła do nas taka starsza babeczka i startowała do policji, że co oni od nas chcą i że ona nas będzie bronić. No szopka była niezła..
Ja na początku to myślałam, że baba się czepia, że to wiązanie na plecach, ale teraz sama już nie wiem. A co do klap klapsa, to wtedy to przynajmniej dziecko płacze, a w chuście śpi, więc trzeba o nie walczyć :P
A najgorsze, że nasza donosicielka wcale stara nie była
moire - no straszne to co piszesz. Niestety u nas nie zawsze H. siedzi spokojnie i zawsze mam wtedy obawy, że spotka mnie coś podobnego - no może nie zakładałam nigdy policji, ale natrętną obserwatorę i owszem.
Ja za to ostatnio robiłam za atrakcję turystyczną - no stresa mam wrzucając H. na plecy w terenie, ale trzeba było i kątem oka widziałam te spojrzenia i jeszcze parę osób - "może pani pomóc?" - na szczęście gładko szło:).
Raczej wszyscy się cieszyli i uśmiechali do młodej - a jak jeszcze momentami szłam z jednym jeszcze za rękę, albo z dwoma to już w ogóle głowy nami odwracali.
I powiedzcie mi, że na pod Jaskinią Niedźwiedzią był ktoś kiedyś z chustą:ninja: - bo aż wierzyć mi się nie chce, ale jeden parkingowy podszedł do nas i powiedział, że owszem widywał tu nosidła różne, ale chustę widzi po raz pierwszy (do tej pory słyszał o tym tylko w tv).
Straszna historia. Widzę, że nie ja jedna boję się reakcji otoczenia na niespokojne dziecko w chuście.
Wydaje mi się, że dla wielu osób jak dziecko płacze w wózku to znaczy, że próbuje na rodzicach wymusić noszenie i trzeba je zostawić w wózku aż się uspokoi, a jak płacze w chuście to trzeba je natychmiast wyjąć, bo się mu straszna krzywda dzieje.
współczuję atrakcji a policją w tle. Mi tylko grożono zgłoszeniem sprawy do opieki społecznej z powodu noszenia dziecka w chusci zamiast w wózku oraz "zaniedbanie" w postaci noszenia dziecka (w chuście czy nosidle) w polarowym kombinezonie w zimie (+5 stopni). No i zabawa na placu zabaw zimą przy minus 5 stopniach gdy jest śnieg to też jest niewybaczalne (dzieci w kombinezonach Tchibo tym razem nie w polarze). Na to wygląda że powinnam była się puknąć w głowę żeby z dziećmi bawić się na dworze zimą na placu zabaw na śniegu. Usłyszałam że "nie mam sumienia". Chyba tylko na groźbach sie skończyło bo nikt z opieki sie nie zjawił, a możliwe że tą mamuśkę wyśmiano w MOPSie.
A jak Maciek był malusi i po 3-4 godzinach śnie w chuście ( w dzień spał tylko na mnie!) sie budził i byłam pod domem a on gryzł piąstkę i zaczynał sie kręcić i płakać szukając cyca to oczywiście słyszałam że dziecko krzywię, że mu niewygodnie itp. dlatego płacze
Moire, okropna reakcja, i nastanie policji. Nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu.
A jestem w lekkim szoku, bo moja siostra cioteczna, której opowiadałam o chustach, widziała jak noszę pierwsze dziecko, teraz kolejne wydała kasę na wisiadło :-( dla swojego małego synka. Owszem, nie wygodnie jej w tym, dziecko wisi na kroczu... A ja noszę jak cyganeczka :-S co rusz to słyszę jak babcie odwiedzam.
Z niemiłych reakcji, to raz na poczcie miałam. Wdałam się w dyskusję, bo mnie to obudziło, że baba w okienku zamiast mnie obsłużyć komentuje jakie to niezdrowe, bo tak pediatra powiedział jej córce. A mogłam powiedzieć, że przyszłam wysłać list polecony, a wszelkie uwagi może mówić koleżance jak nie słyszę. Co to publiczna poradnia? Praca by się zajęła, a nie obgadywaniem klientów.
Sorki, udałam sobie. ;-)
Ja w moim 13-miesięcznym chustonoszeniu spotkałam się , na szczęście tylko 3 razy z negatywnymi reakcjami. Raz wchodząc do lasu ze śpiącym w chuście synkiem , mijając dwóch starszych panów usłyszałam, jak jeden mówi:,, czy to dziecko nie wypadnie? pewnie mu niewygodnie, nie lepiej to w wózku?''. Na to drugi pan:,,no co ty, nie wiesz, że właśnie tak się powinno nosić dzieci ?Ciepło im, bezpiecznie przy mamie, popatrz, jak spokojnie sobie śpi''.
Druga sytuacja- bardzo typowa: zatroskana pani ok.60-ki w sklepie:ale mu się pokrzywi kręgosłup no i pewnie niewygodnie, choć dziecko spokojne, uśmiecha się do ludzi(ale nie do tej pani).
Trzecia:jakiś podchmielony jegomość widząc mnie przystaje, przeciera oczy i zdziwiony pyta:,, A co to, k... , jakieś Indie?:duh:
Wczoraj rano poszliśmy na mszę z dziećmi. Noworodek w kangurku (który mi pewnie idealnie nie wyszedł, ale generalnie było OK), starszak (16 miesięcy) w wózku, który porzucił po 5 minutach, żeby sobie pochodzić za rękę z tatą (sam nie chodzi). Mała mi co ok. 10 minut podnosiła wrzask, szarpała się - chyba chciała zrobić kupkę albo ją brzuszek bolał. Jak jeszcze chodziłam to było OK, ale jak np. klękłam na chwilę to był płacz.
No i może jestem przewrażliwiona, ale wszyscy na mnie się gapili jak tylko mała się odezwała. Na przekazanie znaku pokoju żadna starsza pani nawet na mnie nie spojrzała. A potem przed komunią jakaś pani ok. 60-tki przede mną zwróciła mi uwagę jakimś takim nieprzyjemnym tonem, że ona będzie chciała wyjść z ławki, więc mam zabrać wózek. Wózek stał przy ławce, ale jestem przekonana, że pani by się zmieściła. No ogólnie to poczułam się jak intruz i po komunii to ja się rozpłakałam i wyszłam. I tak jakoś mi się wydaje, że jakby K. była w wózku to nikt by na mnie nie patrzył jak na jakąś patologiczną matkę, która robi krzywdę dziecku. I niby się nie przejmuję reakcjami ludzi, ale przy rozhuśtanych emocjach poporodowych to już wymiękłam. I tylko mi przykro, że taka nienawiść spotkała mnie ze strony członków mojej wspólnoty parafialnej, ludzi wierzących.
Karolka, nie przejmuj sie! U mnie bylo odwrotnie w sytuacjach koscielnych. Jechalam z noworodkiem w wozku, ale moj synek z tych, co to wozka nie cierpia i tylko stanelismy pod kosciolem ( a bylo to w lecie, wiec mnostwo ludzi na zewnatrz ),juz byl okropny placz. Wiec ja wyjmowalam synka z wozka , wiazalam go w kangurka (wyobraz sobie, ja-poczatkujaca wiazaczka, liczne audytorium, WSZYSCY sie na mnie patrzyli, ale, o dziwo kangurek wychodzil mi wedy idealnie i w mgnieniu oka, wygladalo, jakbym wiazala go od wiekow, wszystko przez towarzyszacy temu stres :-) ). Po chwili dziecko grzecznie spalo! Widzialam podziw w oczach ludzi, a zwlaszcza wozkowych mam!
Miałam podobnie, a właściwie tak samo. Faktem jest że początek był pełen emocji i rozhuśtanych nastrojów i strasznie mnie drażniło jak cały Kościół poruszał głową w kierunku w którym dreptałam z młodą w chuście. Czasem po prostu spała, czasem się wierciła, marudziła, a wręcz wrzeszczała.
Wtedy kosztowało mnie to wiele sprzecznych emocji, z perspektywy czasu myślę że teraz miałabym to w d...
Ludzie oceniają i są wybitnymi teoretykami w każdej dziedzinie....
Rób swoje i wyostrz język :p
Nie przejmuj się:ninja:
Karolka, nie przejmuj się w każdej nawet najbardziej wierzącej i wspaniałej wspólnocie sa osoby zwłaszcza starsze które nie tolerują dzieci które wydają z siebie jakiekolwiek dźwięki. Nie ma znaczenia czy wózek czy chusta, czy rączki - wg niektórych dziecko musi siedzieć na baczność przy rodzicach i udawać że w ogóle nie oddychają jak by nie istniały. Tylko takie dzieci są chwalone. Potem wielkie zdziwienie że rodziców i młodych ludzi w kościele nie ma.. no nie ma bo dziecko w kościele też trzeba na bieżąco wychowywać i uczyć zachowań właściwych i nieraz przeczekać płacz i awanturę z nim by potem nie powielali zachowania, bo mama, czy tata zawsze wtedy ze mną wyjdą i nie będę musiał tam być, bo tam nudno przecież..
Więc spoko, głowa do góry, najważniejsze byś trzymała się tego co uważasz za najlepsze dla Twoich dzieci.
Przypomniało mi sie, jak bylismy na chrzcie mojego bratanka. No i wiadomo - rodzina, czyli pierwsze rzędy, przez cały kościół trzeba przemaszerować :) miałam Masimbe w krótkim Oriencie na plecach. Głownie widziałam sympatyczne uśmiechy starszych pan :) bardziej ludzi zmylal fakt, ze ja stałam z dwójka mieszanych dzieci, a chrzestna mojego bratanka tez jest mulatka, ino w moim wieku. No i widac było, ze zwoje ludziom sie rowno grzeją, kto jest kim w tym układzie ;) nie pomagało, ze Welly, jako ateista, stał z tylu i go koło nas nie było. Dopiero jak wyszliśmy i Welly przejął dzieciaki, a chrzestna stanęła koło swojego (białego) faceta to sie ludziom chyba poukładało ;)
Sent from my iPhone using Tapatalk
Ostatnio po pracy w kolejce stoję po owoce, Mała z pleców obserwuje towarzystwo, w warzywniaku starsza Pani wypycha mnie przed siebie. Niech Pani idzie, mówi, niech już dziecko się nie męczy. Tłumaczę grzecznie, że się nie męczymy, ani ja, ani dziecko i nie chcę przejść przed nią. Wytrzymała minutę, dalej mnie za ramię i pcha. No niech Pani już kupi... Ona (znaczy się moja córka) niech juz się nie męczy. Ale miałam luz i dobry humor wyjątkowo i nie odgryzłam się wyjątkowo ;) tylko spokojnie Pani wytłumaczyłam co i jak i mnie przeprosiła, że się wtrącała. A inna Pani która stała dalej w kolejce zapytała, jak to robię, że dziecko jest zadowolone, bo ona ma Maleństwo i płacze jej w chuście, więc sobie dała spokój. Dałam więc namiar na chustoforum, na doradcę chustowego, może dołączy...
Też mam wrażenie, że kierowcy to tak trochę slalomem jadą, jak idziemy zamotani. :lol: W mojej miejscowości jeszcze nie spotkałam nikogo chustującego, dostrzegam tylko ciągle ciekawskie spojrzenia, czasem z sympatią, a czasem wręcz nienawistne... :confused: I te ciągłe komentarze mojej matki: "biedne dziecko, zawiązali cię tam, uwięzili, nie możesz się ruszać", "rozwiąż go, nie męcz dziecka", "nie wiąż go, bo mu krew nie będzie krążyć", "nie szkoda ci było pieniędzy na taką szmatę?" Nie, nie było mi szkoda pieniędzy. Jeżeli coś ma służyć mojemu dziecku, to mi nie szkoda. :p Nie wiem, może to naturalne, że ludzie do nieznanych rzeczy podchodzą jak do jeża... Ale po co ta wrogość, ta agresja?
Mnie pan robotnik gonił krzycząc, że coś się zaplątało mojemu dziecku koło nogi :P. Był w kieszonce :).
Spotykałam się z różnymi reakcjami na chustę - pozytywnymi i negatywnymi niestety też, ale dzisiaj usłyszałam coś kompletnie innego... Zazwyczaj odprowadzam córkę do przedszkola z synem w chuście, a dzisiaj młody był w wózku i jedna z mam na mój widok powiedziała: "Ale dziwnie pani wygląda z wózkiem!" ;)
Mnie ostatnio nazwano cyganką, bo dziecko w chuście, niestety było to z wydźwiękiem negatywnym
a ja myślałam,że średniowiecze jest już dawno za nami i widok matki w chuście to coś zupełnie normalnego,ja nie spotkalam się z negatywnymi komentarzami,choć ze zdziwionym wzrokiem owszem, ale jak czytam o Waszych doświadczeniach to jestem zszokowana,jakiś ciemnogród czy co...
Wczoraj spacerowałam niby w dużym mieście Bydgoszcz, ale panie starszej daty i tak krzywo patrzyły na dziecia w chuście.
Dziś nie-dzieciata znajoma na widok Marianny w chuście (oschowych różach dodajmy :ninja:): pomysłowe z tym szalem :mrgreen:
podchodzą do mnie ludzie w moim rodzinnym mieście z bananem na twarzy i zazwyczaj mówią takiemu to dobrze i nie mogą się napatrzeć :)
Hue hue, mi się przypomniało, jak rok temu spacerowałam z małą w chuście z przodu z zapiętym na to polarem, tak że nie było widać chusty i jakiś robol do mnie: "Ale nie wypadnie???" Zapewniłam, że nie, a potem sobie zdałam sprawę, że pewnie pomyślał, że dziecko w samym polarze trzymam i ochoczo wymachuję rękami :mrgreen:
zulam :lol: Moja kuzynka kiedyś mówi - a bo ty nosisz w tej SZARFIE. Się musiałam zastanowić, o czym mówi :hmm:
Ostatnio usłyszałam jak to teraz dzieci mają fajnie. I taką kurtkę pani ma? Powiedziane z sympatią.
U nas jeszcze nikt nie komentował Młodego w chuście. W rodzinnym miasteczku gapią się (i pewnie myślą, że dziwna jestem, bo noszę zamiast wsadzić do wózka). We Włoszech wzbudzaliśmy zainteresowanie i serdeczne uśmiechy.
niedawno mąż wyszedł na spacer z najmłodszą w chuście. Podobno zaczepiła go pani która zwróciła uwagę że tak nie można. Dlaczego? Bo dziecku na pewno niewygodnie i źle. Dlaczego niewygodnie skoro śpi?
na to pani:
"może tylko panu się wydaje że dziecko śpi a tak naprawdę to dziecko jest przyduszone..."
może dobrze się stało że mnie przy tym nie było; pani przedstawiła że jest "z służby zdrowia więc wie co i jak z dziećmi"
Ooo współczuję! Faktycznie dobrze że cię tam nie było, choć przypuszczam, że i tak nerwy miałaś po usłyszeniu takiego tekstu... Rozumiem doskonale, mnie w autobusie spotkała kiedyś niemiła sytuacja, gdy starsza pani która weszła do autobusu i mnie zobaczyła, zaczęła mi szarpać górną krawędź kieszonki, mówiąc że się udusi... Szlag mnie trafił, ale i tak w miarę spokojnie zareagowałam odpychając jej rękę i mówiąc co ona robi i że ma mnie zostawić.
A w służbie zdrowia to wiesz... mój tata laaata temu pracował jako kierowca karetki, też miał w papierach służbę zdrowia :P