Znam to! My mieliśmy lans na kombinezonik puchatkowy;-)
Wersja do druku
A mnie ostatnio zszokowała moja mama. Ogólnie jest przyjaźnie nastawiona do noszenia, sama kiedys się szkoliła z Shantala, wszystkim dokoła opowiada o zaletach chusty i broni nas przed potępieniem, a kiedy ostatno wspomniałam, że musimy poćwiczyć wiązanie na plecach, bo młoda odkręci sobie głowę o 180 stopni to wpadła w panikę. Że absolutnie nie, że dzieci nosi się z przodu, bo z tyłu ktoś może coś im dać (w sensie w jakiś sposób skrzywdzić). Nigdy tak nad tym nie myslałam, ale przecież nawet na plecach jest jakas kontrola nad dzidziem...
A z reakcji otoczenia to wywołałysmy falę zachwytu na poczcie, Gabrysia była z przodu pod moim swetrem I pani w okienku zachwycała się, że tak miło I ciepło I jeszcze mamę grzeje :)
Taaa, moja mama też uważa, że na plecach ktoś go np. uszczypnie, ale ona akurat nie lubi jak noszę w chuście, bo "w wózku dziecku wygodniej".
Komentarz ortopedy po wyjęciu Młodego z kółkowej na badanie:
"Zbadamy Cię i wrócisz do karceru." :twisted:
W moim mieście nie widziałam ani razu mamy czy taty z dzieciem chuście. Wydawało mi się zanim zaczęłyśmy się motać, że to takie już popularne. Jednak jak przeanalizuję czas, od kiedy chodzimy z Olą na spacery (od maja) to widzimy dzieci tylko w wózkach. Raz chyba w Warszawie widziałam dziecko w wisiadle. Reakcje na chustę są tylko pozytywne. Nawet starsze panie mówią, że to świetny pomysł. Najlepsze jest to, że jak jesteśmy z wózkiem to rzadko się zdarza, żeby ktoś na nas uwagę zwracał - chyba, że położę Olę na brzuchu przodem do kierunku jazdy. W chuście zawsze ktoś do nas zagada :) Raz jakiś starszy pan chciał mnie uprzejmie poinformować, że mi szalik za chwilę upadnie ;)
Nie dziwiłam się komentarzom, kiedy nosiłam starszą córę w Wadowicach. Myślałam, że jak przeprowadzę się do Krakowa, to nie będę wzbudzać sensacji, jednak jest inaczej ;-) Co chwila ktoś nas zaczepia, pyta się czy to bezpieczne, czy dziecko mi nie wypadnie, czy takie proste plecki są na pewno dobre dla dziecka. Najwięcej sensacji wzbudzam, jak idę z Asią w plecaku :backcarry::evil:
A nas dzis w banku klientka zaczepiła:) Była tak zafascynowana ze musiała obejrzeć nas wokoło i pomacać pao:)Myślała że to jakiś materiał indyjski:P Okazało sie ze otworzyła niedawno przedszkole. Zaprosiłam ja na nasze forum, może zajrzy:)
Miałam ostatnio kilka miłych sytuacji. Na cmentarzu spotkałam sporo znajomych, z którymi się na co dzień nie widuję i reakcje na Hankę w plecaku były miłe, nawet jedna osoba powiedziała, że też nosiła, ale tylko z przodu i nie wiedziała, że z tyłu można.
Najbardziej natomiast zaskoczyła mnie pewna pani, która głośno zaczęła wszystkim wokół opowiadać, że Hania na pewno nie będzie miała problemów z bioderkami bo tak ładnie ma nóżki ułożone i cały wykład dała. Powiedziała, że pierwszy raz na żywo widzi, ale w TV widziała i w internecie i sama żałuje, że swoich dzieci tak nie nosiła. Wnuki natomiast zamierza już nosić :)
Mnie ostatnio starsze panie w mięsnym obstawiły i się zachwycały a ja nie mogłam się przebić by powiedzieć panu ile chcę karkówki:duh:. Młody był na plecach dość nisko zawiązany i tylko mu czubek głowy z polara wystawał, więc tak na wysokości wzroku tych pań był. Jedna podeszła do mnie potem i mówi "takie słodkie, że chciało by się pocałować" takim tonem jakby oczekiwała ode mnie odpowiedzi "śmiało proszę całować".
Moja mama też krzywo patrzy jak młody na plecach.
I dziś w IKEI: przebiega obok nas chłopiec max2,5 roku, nagle się przy nas zatrzymuje patrzy, patrzy i pokazując na nas woła do rodziców "dzidzia dzidzia". A mama co mijała nas z drugiej strony do swojej marudzącej córki "patrz jakie tu dziecko grzeczne, też tak powinnaś". :ninja:
Irish dancer- to dziwny ten ortopeda, kółkowa to przeciez na szybkie przejścia/dojścia, zobaczył by maluszka w plecaku zamotanego, to dopiero niewola :twisted:
Marta- u nas sa dwie mamy chustujace oprócz mnie, ale nie ma szans spotkać ich przypadkiem, bo jedna mieszka nad morzem, a druga nosi tylko w domu, do drzemek. Ale widujemy sie na festynach i miło zobaczyć jakieś ogony indiowe (nawet jesli to indio jest moje i tylko pożyczone od prawie dwoch lat). Nosidla niestety widuje codziennie, choć ostatnio coraz wiecej ergonomikow, co mnie bardzo cieszy.
Wczoraj w pracy (prywatne lekcje angielskiego) mąż miał Sumire w plecaku cała godzinę, bo ona musi byc z tata i do mamy nie pójdzie (mama w tym czasie zabawiala przedszkolaki, tez na angielskim, wiec nie mogłam jej po prostu zabrać i wyjść gdzieś). dzieciakom sie podobało aż zaczęła sie młoda wspinać po plecach taty, to były krzyki, ze ucieka ;)
:) jeszcze kilka miesiecy ( w Maroku) takie buziaki bardzo mnie irytowaly,tymbardziej ze nikt nie pytal tylko wsadzal nosi calowal. Az pojechalam do PL na wakacje i moje dziecko nagle stalo sie takie jakby niewidzialne i jednoczesnie nietykalne.Ciesze sie ze wrocialam w cieple kraje ;), i juz mnie te buziaki i zaczepianie dziecka przez obce osoby lub dzieci przestalo denerwowac a nawet je polubilam.
Chociaz nieukrywalna prawda jest,ze dziecko w chuscie przyciaga o wiele wiecej uwagi niz w wozku. :)
A ja mam pytanie :)
Ale muszę je poprzedzić wstępem: otóż byłam dziś z Małą na kontroli bioderek. Po wyjściu z gabinetu zabrałam się za wiązanie. Oczywiście w poczekalni kilkoro rodziców śledzących każdy mój ruch. No a że z powodu tej wizyty u lekarza przegapiliśmy porę drzemki, to Ulka zaczęła mi dość intensywnie płakać (a generalnie uwielbia noszenie i przy wiązaniu nie ma problemu). Maaaatkooo, jak zobaczyłam wzrok tych ludzi, to zastanawiałam się czy mam uciekać, czy zacząć przepraszać. Wszyscy wyglądali, jakby zaraz mieli mi zabrać dziecko, a mnie obrzucić kamieniami - jakbym robiła Uli ogromną krzywdę.
No i pytanie: reagujecie jakoś w takich sytuacjach, czy po prostu na luzaku robicie swoje?
Ja wychodzę gdzieś gdzie nikt mnie nie obserwuje - taki krytyczny wzrok sprawia że nie mam szans poprawnie zawiązać;)
Gdyby ktoś próbował Zosię pocałować, zamordowałabym chyba gołymi rękoma. Mam paranoję na punkcie wirusa opryszczki :/ Sama mam co chwilę "zimno" na ustach, w takich sytuacjach pilnuję jak szalona higieny, żeby Zosi nie zarazić - i zimny pot mnie oblewa na myśl, że ktoś ustami z opryszczką mi dziecko zarazi...
Powiedzieć, że marudzi, bo głodna... Ale też się wtedy palę ze wstydu ;)
to nie jedź pod żadnym pozorem do Gruzji ;)
i jeszcze tak sobie przypomniałam, że ostatnio zostałyśmy z młodą obgadane przez dwie migające, właśnie w Gruzji. Minęły nas i jedna nam się przyglądała a potem wytrwale pokazywały sobie na plecy, no musiało być o nas jak nic :P
W sumie nie byłam w takiej sytuacji, ale myślę, że powiedziałabym do dziecka coś w stylu: "Wiem kochanie, że jesteś zmęczony. Mama zaraz zawiąże chustę i będziesz mógł się zdrzemnąć". Na pewno nie tłumaczyłabym się ludziom. No chyba, że ktoś ewidentnie by mnie zaczepił.
to oczywiste, że gdyby dziecko wkładane do wózka tak wyło, to nikt by nawet nie zerknął... smutne ale prawdziwe
Miałam ostatnio analogiczną sytuację tylko że z ubieraniem. Poszłam po moją małą zbuntowaną dwulatkę, do żłobka. Oczywiście buzia się jej nie zamyka, gada różności jak najęta. Ale jak tylko zobaczyła spodnie i kurtkę, uciekła na drugi koniec szatni i sie zaczęło... "Ja nie chce do domku, nie chce spodni, nie nie nie, bu bu bu" itd itp. Chwile czekałam, tłumaczyłam, gadałyśmy jeszcze troche o innych rzeczach, ale za każdym razem gdy pojawiła się kurtka i spodnie był ryk. Reakcja innych rodziców zupełnie jak w twoim opowiadaniu ;) Niestety musiałyśmy juz iść, wiec przyznaje sie bez bicia, uzyłam siły. Cały czas mówiłam do niej, że wiem, że nie lubi ubierać spodni i kurtki, ale jest zimo (cos w tym stylu) Nagle mała sie uspokoiła. Powiadomiła resztę wgapiających się rodziców, że nie lubi ubierać spodni, ale trzeba bo jest zimno. I było po sprawie... :hmm:
Rodzice przestali się wgapiać a my spokojnie wyszłyśmy ze złobka...
Prawda. Niestety...
U mnie też ortopeda była prochustowa, nawet mieliśmy zalecenie, żeby jak najwięcej nosić. Ale moja koleżanka to usłyszała, że to niezdrowe, że dziecko ma za ciasno, jego narządy wewnętrzne są ścieśnione, że za szybka pionizacja ciała itd.
"matko,tyle kolorów, i jeszcze jakiś kolorowy szal taki wielki... jejku Pani coś w tym nosi?!"
Ja uwielbiam zadane z ogromnym zdziwieniem pytanie: "Co pani tam nosi?? Dzieeeckooo?!". Nie, wor ziemniakow lubie sobie na klate zalozyc, wiecie, w ramach treningu zamiast silowni.
A ostatnio jedna pani patrzac na moj opiety polar dla dwoja byla pewna, zem w ciazy, tylko cos brzuch mam dziwny, taki az pod brode ;)
Wysyłane z mojego GT-I9100 za pomocą Tapatalk 2
Ja dzisiaj jechałam autobusem z Płaczoliną w nosidle Tula (dygresja - jak to odmienić - w Tuli? w Tula?).
Płaczolina zaczynała być już głodna i śpiąca, było jej też może trochę duszno, a oprócz zdjęcia czapki nie był jak jej rozebrać.
No i dzieciak pokazał, dlaczego ma taka ksywkę :-)
Doczepiła się do mnie jakaś baba. Na początku ignorowałam, bo mruczała pod nosem, ale jak zaczęłam mi publicznie zwracać uwagę, że nie wolno dziecka tak nosić, że to złe na kręgosłup to zaczęłam krzyczeć: "To jest moje dziecko i będę je wychowywać i nosić tak jak chcę! I w dupie mam co pani myśli na ten temat! Zna się pani na tym?"
Cytat mniej więcej dokładny.
Pani oczywiście się nie znała, sądząc po tym, że na nosidło mówiła "to coś".
Babka coś tam dalej marudziła, ale już mniej napastliwie. Nic dziwnego, ludzie w autobusie przestraszyli się mojego krzyku.
Przez chwilę myślałam, że przesadziłam ale po namyśle stwierdziłam, że jednak nie - należało jej się :-)
Ja kiedyś pojechałam na takową zaczepkę następująco mówiąc wyraźnie do 6miesięcznej córki - Magdusiu nie możesz tak płakać, bo te wszystkie Panie nie znają się na dzieciach, nie rozpoznają, że jesteś głodna, to tylko mamusia wie.
AKS. Dobra reakcja :) Ja ostatnio usłyszawszy jak pani w kolejce na bazarze poucza matkę jakąś, że nie powinna majtać wózkiem jak dziecię śpi, bo się przyzwyczai i usłyszawszy kilka zdań riposty w stylu: "znam moje dziecko" dodałam "też mi się wydaje, że rodzica zna swoje dziecko najlepiej". Dwie baby na jedną i kobieta naprawdę się spłoszyła :twisted: Nienawidzę pouczających bab wiedzących lepiej co dolega mojemu dziecku! Nie mniej, czasem widząc inne matki sama chciałabym im czasem doradzić, bo wydaje mi się, ze coś jest takie ewidentne (np. dzieć się drze, a mama mu nawet czapki nie zdejmie), ale gryzę się w język.
Moja córka też z tych płaczolinowatych momentami. Więc jak za gorąco w autobusie albo spać się chce i wiadomo, że w chuście usnąć jak matka siedzi się nie da to potrafi dać do wiwatu. Jak była malutka to to był standard. I te posępne spojrzenia, że mi dziecko płacze, bo je przywiązałam.
Opinie moich teściów o noszeniu wyszły na jaw dopiero teraz, przy drugim dziecku. W Wigilię usłyszałam od teścia, że jak tak będziemy nosić, to się przyzwyczai i najlepiej to do 18stki nosić, a następnego dnia od teściowej, że może by się tak do dziecka przytulić (czyli wziąć na ręce po prostu), zamiast na plecach mieć jak jakąś narośl albo rzecz... Ciekawe, że przy pierwszym milczeli.
Ja ostatnio tylko słyszę, że mogłabym juz małego przestać nosić z przodu bo ma już pół roku i swoje waży, że przecież po coś mam wózek w wózkowni.
Nasza córka uwielbia się przytulać do pleców. W sensie bez chusty. Staje przy plecach i się przytula, szczególnie do męża tak lubi :)
A cd. przyzwyczajenia. Dziwi mnie niespójność "takiego" podejścia, bo te same osoby jednocześnie nie mówią, aby nie karmić papkami, bo się przyzwyczai albo nie zakładać pieluch, bo się przyzwyczai :>
A tam przyzwyczai. Moja Jadźka (teraz 13 mies.) noszona jest od 2-giego tygodnia życia. Codziennie jeździ tera z małżem do żłoba w meitai, do tego noszone spacery, czasem usypianie u znajomych i jakoś nie widzę, żeby chciała na ręce częściej, niż bym to mogła wytrzymać. Właściwie jak się temu dzieciowi da książkę, to samo się potrafi bawić całkiem długi czas.
A co do reakcji - bo to przecież taki wątek, małż mówi, że ciągle ktoś Jadźkę zaczepia i się cieszy. Tylko u familii małżowej w święta padały pytania "jak długo zamierzacie nosić?", "dlaczego uważacie, że to wygodniejsze, niż wózek (wózek mamy, to przetestowaliśmy w praktyce)?". Głupio, że najwięcej "wiedzą" ci, którzy danej rzeczy nawet nie próbowali, a wypowiadają się tylko na podstawie "bo mi się tak wydaje"...:duh:
U mnie po serii negatywnych komentarzy dziś był pozytywny :) Pani powiedziała, że córeczka jak kangurek :) i że pięknie wyglądamy :D
Dziś przyjmowałam księdza "po kolędzie" (wizyta duszpasterska) z Hanką w chuście. Pofatygował siesam proboszcz (tak 185cm/ze 150-160kg chłopa)- w czasie modlitwy mała radośnie śpiewała z nami siedząc w kieszonce z przodu. A ksiądz patrząc na nią na to "o, proszę, jak ładnie, jak dobrze u mamy na brzuchu"
Zazdraszczam ksiundza....
Nasz nie był fajny w zeszłym roku :( buuuu
Ja co prawda zaprawiona w bojach od 2008 roku, to... ostatnio babcia mnie z autobusie komunikacji miejskiej zbiesiła....
- Plecy pani mu krzywi. Po co pani to dziecko tak wiąże? A w ogóle to mu za gorąco. I kto to widział tak nosić? Ciasno ma, jeszcze się udusi!!!
Normalnie by mnie to obeszło, ale... nie był to mój dzień cierpliwości.... Nagadałam jej, że to moje dziecko i zeby się nie wtrącała w czyjeś życie.... - troszke ostrzej... zamknęła się....
Ale doszłam do wniosku, że wcześniej, jak nosiłam Starszą córkę i szmaty były mniej popularne mniej słyszałam negatywnych komentarzy.... Teraz - takie odnosze wrażenie - jest więcej EKSPERTÓW (psudoekspertów) - w tej dziedzinie i każdy daje "dobre rady", poucza, mądrzy się.....
Dzisoaj wieczorkiem na szybko zamotalam mlode by wyskoczyc po chleb gdy w koncu nie pada- jedna w tkanej a druga w kolkowej, obie na biodrze.
pani ekspesientka w polsk sklepie powiedziala ze to taaakie fajne, ze lepsze niz wozek, ze rece mam wone a wodac ze malym dobrze isa blisko mamy
ale najbardziej zaskoczyl mnie anglik, na dworze ciemno tylko latarnie swieca ten mnie mija i nagle ustal blisko i paaatrzy sie ;);) no to ja czy cos sie stalo ;p on ze nie ze to takie slodkie, wiec ja usmiech. on za chwile "one sa tam dwie?", tak... i uslyszalam "jakie to piekne" ;);)
wzruszające są takie szczere wyznania :rolleyes: ja do dziś pamiętam jak na początku noszenia Pan z tych zbierający puszki mnie zaczepił w parku i wychwalał takie noszenie, że w Ameryce południowej wszystkie matki noszą....na końcu podsumował wypowiedź...." a wie Pani....te matki, które tak noszą są przez swoje dzieci kochane....a u nas tego ludzie nie rozumieją jakie to jest ważne" zaskoczył mnie pozytywnie bardzo bo już się spodziewałam tekstu w stylu " a wózka Pani nie ma...ja Pani kupię"
Wczoraj spacerowalysmy z maldita po okolicznym forcie. Gdy mijalysmy grupe starszych nastolatek bylo slychac jak mowia miedzy soba: "ooo, fajne!". A po chwili slyszymy z tylu krzyki: "prosze panieee? gdzie panie takie kurtki kupilyyyy?" :-):-):-)
huskymama zqstanawialam sie kto mi nick zmienil i dopisal mama :):):) :D
bardziej ich oczu :)