Mam te baśnie, ale jakieś baaardzo stare wydanie bez ilustracji. Uwielbiałam je w dzieciństwie :)
Wersja do druku
Mam te baśnie, ale jakieś baaardzo stare wydanie bez ilustracji. Uwielbiałam je w dzieciństwie :)
Zdobyłam właśnie Joachima Lisa - nowego, w księgarni internetowej! Ale się cieszę :bliss::bliss::bliss:
a możesz zdradzić gdzie :ninja:
zabawkiniebanalne.pl ale chyba to był ostatni egzemplarz i Pani go odszukiwała. Choć nie zaszkodzi spróbować czy jeszcze się i drugi nie znajdzie :)
a my dziś bibliotekę odwiedziliśmy i wyszliśmy z Muminkami z wyd. egmont (te z NK młodemu nie podpasowały -będą na później ), Kaktus, dobry pies, Przedszkolaki z ulicy morelowej, Mali einstaini, Dzieci z ulicy Awanrurników, Ja tez chce mieć rodzeństwo -A .Lindgren. Wiktor zadowolony :)
A przy okazji zaczęłam Joachima licytować na allegro: http://allegro.pl/joachim-lis-ingema...705870235.html - możesz mnie przebić :)
Kupujecie coś świątecznego dzieciom? Mikołaj, choinka, prezenty i te sprawy.
Chciałabym znaleźć coś dla prawie trzylatka. Najlepiej z niewielką ilością tekstu, ładnymi ilustracjami i żeby cena plasowała się w okolicach 50 zł. Pewnie jest tu tego sporo, ale szukanie w takich ilościach tekstu mnie przerasta...
Chciałabym też zapytać mamy polskojęzyczne mieszkające w Polsce - czy i od kiedy czytałyście dzieciom książeczki po angielsku?
http://www.edycja.pl/produkty-wielka...ajka-o-adopcji
Można dodać do działu o adopcji w pierwszym wątku, mam i myślę, że dobrze napisana, ładne ilustracje, dla dzieci 4+ chyba, może 5+.
Może się kiedyś przyda też nam? :thumbs up:
http://www.chusty.info/forum/showthr...o-mikolajowych! z 70 roznych, w kilku jezykach...
aniamakrela11 - dzieki, rano doloze :)
w sobotę weszła po raz pierwszy w żywy kontakt z Badetem:-) tym wilanowskim. i wróciłam z pustymi kieszeniami.
wykupiłam cały zapas Themersonów "Był sobie haj kraj/Była sobie wieś" (zachwyciło mnie to wydanie i mam zamiar mikołajkowo obdarować nim kilkoro zaprzyjaźnionych dzieci) i kontynuację "Gdzie jest tort?" czyli "Wielki piknik".
w kontekście ostatnich, spektakularnych unicestwień ostatnich wielkich księgarni stacjonarnych w Warszawie które nie należały do żadnej z wielkich sieciówek (księgarnia na Pięknej, w Al. Ujazdowskich, na Brackiej), zastanawiałam się ostatnio kto z psioczących na krwawą łapę kapitalizmu, w ogóle jeszcze robi zakupy w tego typu miejscach? bo ja - bardzo rzadko, na ogół wybieram wygodę, czas i niską cenę, którą mi oferuje internetowy dostawca. z drugiej strony robi mi się smutno, gdy z ulicznych witryn znikają książki, a ich miejsce zajmują szybkie kredyty.
postanowiłam więc kupować mniej, za to w realnych miejscach - takich jak Badet w Wawie właśnie. albo Kredka. albo Kalimba. albo no właśnie? jakie jeszcze znacie miejsca, w których jest fajny wybór książek dla dzieci?
dzięki natala! że tez nie zauważyłam nigdy tego wątku
Bywam w Badecie tylko z okazji wyjątkowych okazji ;) - takich jak spotkanie z pisarzami, warsztaty czy jakieś inne imprezy. Badetowe ceny ksiażek są jak dla mnie absolutnie nieakceptowalne... :hide: To kosmos w porównaniu z cenami internetowymi. Rozumiem, że Badet jest głownie nastawiony na sprzedaż zagraniczną - i ok, oferuje płatności na różne sposoby, wysyłkę itp. Ale mając dostęp do tańszych żródeł zaopatrzenia w ksiażki, kupuję gdzie indziej - czasem o -1/3 ceny mniej- bo nie jestem instytucją charytatywną :dunno: Na Badetowe spotkania przychodzę z własnymi egzemplarzami... Tam oglądam co najwyżej nowości (ale i tak bez problemu mogę je dostać do poczytania z biblioteki - szeregiem stoją nówki).
Za to Badetowe imprezy okołoksiążkowe - :thumbs up::applause:
jakiś czas temu był na Allegro wysyp Joachimów. u tego pana. widzę, że nie sprzedał wszystkich 10 egzemplarzy. napisz do niego, a nuż.
na Chmielnej jest przyjemnie wyglądająca księgarnia dla dzieci, ale tylko zaglądałam przez szybę
Nie wiem, nie analizowałam całości oferty Badetu - pewnie jest różnie.
Teraz sprawdziłam kilka interesujących mnie książek z Zakamarków, Multico i Dwóch Sióstr:
- nowa Lotta - cena B i wyd taka sama
- Dobro i zło - -"-
- Albert i tajemniczy Molgan - B: 24,9, Zakamarki: 22,41
- O zwierzętach Kruszewicza: B:39, Multico: 35,10
w Warszawie fajna księgarnia jest na rogu Żeromskiego/Reymonta niestety duża różnica w cenach w porównaniu do sklepów internetowych
szast cena jest głównym czynnikiem
ale nie tylko
jadąc z prowincji swej do 3 city z 2 dzieci i jak wchodzę z nimi do empiku jest dla nich miejsce, wystarczają pufy na których moje dzieci położą książkę by ją bezpiecznie obejrzeć, nikt nad nami nie stoi nie każe być cicho, możemy się zastanowić podyskutować - zawsze wychodzimy z czymś w ręku
mamy też te księgarnie o których mówisz: no więc wielokrotnie byłyśmy upominane, że jesteśmy za głośno
teksty pod tytułem: proszę nie dawać dzieciom książek bo zniszczą
raczej nie stwarzają atmosfery, że mój portfel otworem stoi
są też inne kawiarnio bookarnie czy jak to zwał gdzie dzieci mogą być dziećmi a rodzic przy kawie może wybrać spokojnie książki ale te książki dla dzieci są tam zniszczone ( ok rozumiem serio rozumiem) ale przy zakupie Panie nie chcą zejść z ceny nawet 2%
jest jeden wyjątek ale b rzadko tam zajeżdzamy bo godziny otwarcia dla nas ciężkie do dotarcia
poza tym nie demonizujmy tak sieciówek tam też pracują ludzie, są pasjonaci który się z tej pracy utrzymują a te z prawdziwym klimatem, pasją przetrwają
Baryłko, za to, co się zniszczy i upaćka w empiku zapłaci finalnie wydawca, więc empikowym sprzedawcom dokładnie jest wszystko jedno, co się stanie z ksiązkami. Za książki w małych księgarniach zapłacił właściciel, trochę nic wiec dziwnego, że mu serce krwawi ;)
Ja czasem kupuje w Badecie, jak wpadnę na towarzyskie pogaduszki (pracowałam tam kiedyś ;)). Wychodzę z ksiązkami, owszem, "przepłacam", za to mam poczucie jednak dokonania fajnych, przemyślanych zakupów, via net kupuję często po pobieżnym przejrzeniu, skuszona cenami, promocjami, w teorii oszczędzam spore pieniądze, w praktyce często przepłacam, bo kupuję coś, co potem leży w kącie.
ależ ja o tym doskonale wiem bo sama sprzedaję książkowe hamburgery i pozwalam oglądać klientom książki a te zniszczone obniżam cenę albo daję coś co klienta zadowoli za jakiś tam uszczerbek
obniżenie ceny klientowi jest bardziej opłacalne niż droczenie się z wydawcą czy dystrybutorem przy zwrotach, odsyłkach itd
Baryłko, w Gdyni jest fajna księgarnia, Espejo mnie kiedyś zabrała. tam chyba panie nie pohukują, co:-)? bo to o czym wspominasz (czyli sposób prowadzenia biznesu) też jest bardzo ważne. gdy te znane i poważane warszawskie księgarnie upadały, zastanawiałam się czy to też nie było powodem. naturalna selekcja; nie jesteś frontem do klienta, odpadasz.
ale... przyznacie, że trudno jest:
nie być częścią wielkiej sieci, zapewniać mega wybór, mieć ekipę, która zna się i wykazuje pasję, pozwalać macać książki, serwować kawę, pufy i jednocześnie utrzymywać ceny porównywalne z internetową konkurencją (o sprzedaży prowadzonej przez wydawnictwa nie wspominam, bo to sposób, który eliminuje wszystkich pośredników, a więc i gros kosztów; można szaleć).
no mi sobie trudno takie kombo wyobrazić.
ciekawe jak się zmieni sytuacja, gdy wejdzie Ustawa o Książce. jeśli wejdzie.
EDIT: Kammik, to tak jak Ty czuję. i to co piszesz o stracie - też tak to widzę. model dystrybucji i sprzedaży jakie proponują takie kolosy jak Empik, bywa bezwględny.
EDIT: odpisując jeszcze Tobie, Baryłko, dodam, że Empik się z wydawcami nie droczy:-) on im nie daje wyjścia przy wejściu:-)
Myślę, że niechęć do obniżania ceny uszkodzonych egzemplarzy brac się też może z nieciekawych doświadczen - sa ludzie, którzy potrafią celowo uszkodzić ksiązkę, żeby wytargować rabat. Taki sport :)
tak troszkę OT: w arosie jest teraz obniżka prawie wszystkiego o 32%, w bonito podobnie: -30%
od czasu do czasu. odkad zaczelam czytać w ogołe, jakies 2 latka miał, wcześniej nie chciał słuchać. NIC absolutnie żesz kurde NIC to nie dało w przypadku starszego, jak był nieosłuchany tak jest, jak miał fatalną wymowę (w każdym języku, próbowałam też francuski, rosyjski, hiszpański a nawet duński :D) tak ma. Aha, katowałam go raczej bajkami edukacyjnymi w lengłydżu- Baby Einstein (do dziś mam odruch wymiotny na Mozarta :D) albo jego ulubioną bajką tylko 'po innemu języku' jak on mawiał.
co do książeczek o świętach to sorry, ale poza Opowieścią wigilijną nigdy nic nie kupiłam chyba
ja nie Kasia ale to Ambulencja :heart: ale tam jest Pasja
a w Gdyni gdzie?::)
hehe Kasia
ja większość kupuję na arosie.
tak jeszcze w kwestii księgarni z literaturą dziecięcą to się mi You've got mail z Mega-Rajan przypomina w tem momencie...
mega store FOX wygrał z księgarenką za rogiem. amen.
uwielbiam kupować stacjonarnie książki, lubię macać, przegladać, odkładać, dobierać. tego mi aros nie daje niestety. daje mi zakupy często średnio trafione o czym już kammik. ekonomicznie więc naprawdę wyszłoby pewnie bardzo podobnie o czym już też było.
jak dobrze że poczekałam z zamówieniem z arosa do dzisiaj! Zawsze to 5% wiecej niż było na jednej książeczce :) A zamówiłam 11 :P
Poczuwam się jako wywołana do odpowiedzi:)
http://vademecumgdynia.osdw.pl/
księgarnię internetową też mają:) do tego fajne imprezy
miejsce na kawe mają - z mlodym byłam tam chyba raz, nikt go nie gonił, ale i on też niespecjalnie był wtedy zainteresowany literaturą jakąkolwiek:)
jak juz musze cos kupic na miescie a jestem w okolicy to wolę tam, chociaz ostatnio zdarzyło mi sie na osiedlu w empiku, bo też własnie mogłam obejrzeć - i choć przepłaciłam raczej to nie żaluję - niekiedy przy jednej książce nie warto kombinować, szukac okazji (stracony czas) przeliczać kosztów dostawy. No i mam całkiem dobrze zaopatrzoną bibliotekę:)
Ja, ponieważ nie mam wyboru, to nie mam i dylematów :D w moim mieście jest jedna księgarnia i Matras. KONIEC. Ceny średnie na jeża, przyjazności brak.
Dlatego lubię arosa :P i inne int też lubię czasami :p
Pomacać niekiedy bywam w empiku albo wspomnianym matrasie. Ale kupuję tam rzadko.
jak jade do Pl to sie rzucam na ksiegarnie stacjonarne :D tylko - Jedynki juz nie ma (miala swietny wobor porzadnych ksiazek dla dzieci); Hetmanskiej zostalo pol, wiec ksiazek dla dzieci jak na lekarstwo. w Znaku jak bylam teraz byl remont. przez chlam Empikowy sie nie mam sily przebijac, zreszta na Rynku Empiku juz nie ma. dobrze, ze Targi byly - to troche zaoszczedzilam - ale warunkow do ogladania raczej nie bylo (a i ja mialam raczej ograniczona ilosc czasu, niestety). w Bonie bylam, jest jeszcze Czuly Barbarzynca (prawie pod domem mojego ojca zreszta), do Matrasu sie urwalam przy okazji kupowania chlopakom butow przez dziadka (i raczej na grach sie skupilam zreszta).
gildia rzadzi jednym slowem :) chyba, ze mam transport, to wtedy szukam gdzie taniej. kupuje to co wiem, ze chce, bardzo rzadko nie trafiam - ale to zasluga blogow/forum/intuicji chyba tez troche.
to samo zreszta na miejscu - najblizszy kiedys byl Borders, ktory zbankrutowal - a szkoda, mieli wielka ksiegarnie pare minut od nas, mozna bylo poogladac spokojnie co sie chcialo. kupuje glownie przez amazon i bookdepository, chyba, ze szukam czegos ekstra, to gdzie sie znajdzie. no i charity - ale tujuz na zasadzie co sie ciekawego wygrzebie. brak mi porzadnej ksiegarni w maire blisko - do centrum nie bede jezdzila tylko po to, zeby ksiazki poogladac, bo nie bardzo mam kiedy - chyba, ze w weekend z chlopakami - ale wtedy ani spokojnie, ani poogladam ;)
Natala, pamiętam Borders z Chicago, to była pierwsza księgarnia w której spotkałam się ze zjawiskiem zachęcania do czytania na miejscu:-)