Proszę bardzo :)
http://www.empik.com/opowiem-ci-mamo...5462,ksiazka-p
Wersja do druku
Proszę bardzo :)
http://www.empik.com/opowiem-ci-mamo...5462,ksiazka-p
Byłam w czwartek, oceniam jako całkowity niewypał. Targi zmieniają się w imprezę towarzyską dla ludzi z branży ew. są dla ludzi którzy chcą uczestniczyć w spotkaniach autorskich itp. Można je jeszcze traktować jako miejsce, gdzie za jednym zamachem obejrzymy dokładnie interesujące nas książki. Zdecydowanie nie są już miejscem na zakupy.
Auto zostawiłam pod M1, do Targów podjechałam targowym busem, cuchnącym papierosami, bo panowie kierowcy na postoju palą "przez okno".
Na miejscu - jak zwykle POTWORNIE gorąco i duszno, w związku z czym wnętrze przesiąknięte zapachem ludzkiego potu, gorzej niż w lecie w autobusie normalnie!
Obsługa - głównie zajęta rozmowami towarzyskimi, nawet jak nie ma kolejki albo jest niewielka, trzeba długo czekać, czy to na skasowanie, czy na udzielenie informacji. Na większości stoisk brak wyraźnej wywieszki typu: "-X% od ceny okładkowej", trzeba się za każdym razem dopchać do obsługi i pytać, na jednym stoisku poprosiłam żeby mi policzono ceny 3 książek, odpowiedź "-15% od okładkowej, niech pani sobie sama policzy". Na innym z książką i portfelem w ręku stoję przy kasie, pana "kasjera" nie ma, oddalony o kilka metrów udziela informacji innym klientom, natomiast przy samej kasie, ale nie "za kasą" tylko obok stoi facet pogrążony w towarzysko-branżowej rozmowie z innym facetem. Czekam kilka minut, pot się ze mnie leje, po rozmowie tych gości orientuję się, że ten "nie za kasą tylko obok" jest tu służbowo, z tego właśnie wydawnictwa, więc ośmielam się założyć, że może mi sprzedać książkę. Grzecznie przerywam i proszę o skasowanie tej jednej książki. Facet widział, że czekam już prawie 10 minut. Odpowiedź: "Ja tu jestem wydawcą, kasę obsługuje tamten pan". Po czym wrócił do rozmowy. A ja głupia zamiast rzucić w niego tą książką, pokornie poczekałam jeszcze trochę na kasjera! Końcówka ciąży najwyraźniej odbiera mi resztki asertywności.
Ale to wszystko pikuś. Głównym źródłem mojego rozczarowania jest fakt, że wcześniej sprawdziłam i zapisałam sobie ceny prawie wszystkich pozycji z mojej listy (zawsze przychodzę na Targi z listą tytułów rozpisaną wydawnictwami i numerami ich stanowisk, żeby jak najszybciej wyjść z tego dusznego, zatłoczonego piekła) na stronie pewnej księgarni internetowej (nie wiem czy mogę tu podać adres czy to będzie reklama? aczkolwiek nie mam z nimi nic wspólnego). Co się okazało? ŻADNA pozycja nie była na Targach tańsza niż w internecie. Różnice sięgały 11zł! Przy zakupie kilku książek to są już poważne oszczędności!
Aha, na stoisku "Zakamarków" nie wytrzymałam i powiedziałam Pani (grzecznie) że w wszystkie te książki które oglądam (i do których Pani liczy mi "targowy'" rabat i zachwala "okazyjną cenę") w internecie są 5-6zł taniej. Pani chyba się obraziła.
Rezultat: kupiłam puzle z mapa świata z CzuCzu oraz jedną książkę, której ceny zapomniałam sprawdzić w tej księgarni internetowej.
Następnie czekałam 30 minut na busa (miały być co 10 minut) do którego czekał taki tłum, że udało mi się wsiąść i mieć miejsce siedzące tylko i wyłącznie dzięki widocznej baardzo zaawansowanej ciąży i uprzejmości pasażerów.
Wieczorem w domu zamówiłam z tej księgarni internetowej następujące pozycje:
dla mnie:
Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL
Wanna z kolumnadą
dla dzieci:
Yeti
Dobranoc Albercie Albertsonie
Matematyka ze sznurka i guzika
Bajki z dna szuflady
A ja już wiem 5 lat
Byczek Fernando
Tak się wszystko zaczęło. Od pierwszej komórki do człowieka
W sumie 204zł, odbiór w Krakowie (do wyboru 3 miejsca) więc nie płacę za przesyłkę. Liczę średnio, że zaoszczędziłam ok. 65zł w stosunku do cen targowych.
Nie nabyłam tylko Mrówek, ale będą w sprzedaży w tejże księgarni od połowy listopada, więc sobie wtedy zamówię.
no, wylałam jad...
Kirah ja obskoczyłam na naszym terenie wszystkie książkowe targi w tym roku jakie były
Ja i dzieci byliśmy tam w centrum uwagi, starsza i młodsza córeczka nie opuszczały stoisk bez gadżetów, którymi bawią się do dziś
baaaa na pewnych stanowiskach nas przepraszano za brak rabatów
z różnego rodzaju warsztatów Kalina zawsze wychodzi w pełni usatysfakcjonowana, teraz pyta kiedy pojedziemy na warsztaty książkowe
więc nie dziwię się Twojej goryczy tu wylanej :)
było by miło wręcz ;)
ale jaka u nas była porażka, matko niby targi książek a zero stoiska z książkami za to reklamowych stoisk nie związanych z książkami od groma, wyszłam wściekła bez jednej knigi ;/
Nie wiem czy "dyskont" jest właściwym słowem? W "dyskoncie" spożywczym oczekuję towaru nieco gorszej jakości (generalnie, oczywiście nie wszystkiego) niż w "normalnym" hipermarkecie czy delikatesach oraz okrojonego wyboru. Tymczasem w tej księgarni internetowej znalazłam to samo po co pojechałam na Targi (i zapłaciłam za wstęp!) i nie jest to towar niższej jakości.
Poza tym uważam, że mam prawo spodziewać się poważnych obniżek cen, bo:
1. Targi - od słowa "targować się", czego rezultatem, z punktu widzenia kupującego, powinno być kupienie czegoś taniej niż normalnie. Jeśli nie mogę tam kupić taniej, to może powinno się to nazywać wystawa? Wtedy w porządku, idę pooglądać, nie z nastawieniem na zakupy.
2. Wydawnictwa na stronach internetowych zachęcają do odwiedzenia swoich stoisk na Targach między innymi kusząc rabatami.
3. Na wielu stoiskach kiedy padała cena i rezygnowałam z zakupu informowano mnie, że to "cena okazyjna", "taniej pani nie kupi" itp. Gdybym nie miała tych cen z sieci zapisanych i po tekstach w rodzaju "taniej pani nie kupi" kupiłabym to wszystko na Targach a POTEM sprawdziła ceny w internecie, poczułabym się oszukana. Może dla niektórych te 65zł to jest nic, ale dla mnie sporo.
Podsumowując, z wykształcenia jestem bibliotekarką na Targach bywam regularnie od kilkunastu lat i dawno temu były czasy, że sprawiało mi przyjemność samo bycie tam, miałam dużo czasu i mogłam tam spędzić wiele godzin. Ale teraz, ze względu na duchotę, smród, tłumy i 39 tydzień ciąży, pojechałam po prostu na zakupy i w tym zakresie Targi moich oczekiwań absolutnie nie spełniły.
No tak się określają - aros ma nawet w logo słowo "dyskont".
Targowanie = handlowanie, niekoniecznie próba obniżki ceny, ale mniejsza z tym. Przykro mi, że cię okłamywano na stoiskach, wydawnictwa przecież doskonale wiedzą, jakie są ceny internetowe. Generalnie sporo się już mówi o zmianie formuły targów książki, żeby była mniej kiermaszowa.
Na zakupy polecam ostatnią godzinę, dwie targów - większość wystawców wyprzedaje wtedy książki za 60-50% ;)
Zamowilam "Gdzie jest moja siostra" Svena Enquista, juz ja mam. Boska jest po prostu, tzn. ilustracje:love: Juz ja uwielbiam.
ta czarownica jest bardzo sympatyczna!:) i koniec taki wesoły:) tłumaczenie Rusinka ok, w kilku miejscach coś tam mi zgrzyta, ilustracje super. Synkowi tez się podoba, ale akurat przyszła do nas kiedy wypożyczaliśmy nowy zapas z biblioteki więc teraz sporo nowości, aż nie wiadomo, co czytać
mnie jakos mrowki nie zachwycily - a ze i tak mialam stos to sobie darowalam. Misiowa piosenka cudna, Kicia Kocia kiciokociowa ;) tyle nam sie udalo przeczytac wczoraj z nowosci...
reniglef a ja wawelskich nie znalazlam zesz... ale tez czas mialam bardzo ograniczony i szlam z dokladna lista wydawnictw do odwiedzenia. nic to na Wawel chlopakow zabiore to sobie tam kupimy.
Reginleif, jak intrygująco wygląda księga portretów zwierząt! a w środku - dasz recenzję?
i jeszcze zaciekawił mnie Pan G.
oo, też nie znaleźliśmy wawelskiego :(. ale i tak się cieszę, ze cokolwiek nam się udało kupić w tych warunkach. dobrze, że następne targi już będą w innym miejscu
ksiege ogladalam, ale odlozylam zakup na pozniej, bo finansowo nie wydolilam. podobala mi sie bardzo... pana G mam ale zostal w Krakowie, wiec cos wiecej po srodzie moge napisac.
Przy wizycie na Wawelu można nabyć. Takie połączenie przyjemnego z przyjemnym :)
"Pan G." to opowieść o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych. Tytułowy Pan G. - szanowany mieszkaniec pustynnego i cichego miasteczka - postanawia dokonać rzeczy niemożliwej: chce wyhodować kwiat i wprowadzić trochę muzyki w swojej okolicy. Nikt nie wierzy, że mu się to uda, ale Pan G. jest bardzo zdeterminowany i nie przejmuje się, że reszta mieszkańców uważa go za dziwaka. Zakończenia nie zdradzam, choć nie trudno się go domyślić :) Ale cena 27 zł za małą książeczkę może odstraszyć. Dla porównania "Wielka księga portretów zwierząt" kosztuje 45 zł.
"Wielka księga portretów zwierząt", jak sama nazwa sugeruje jest zbiorem portretów wielkich mistrzów widzianych. Jak pisze autor, kiążka przeczy powszechnej opinii, że nie istnieją portrety zwierząt. Każdej ilustracji towarzyszy krótki, humorystyczny opis. Piękne, duże ilustracje, Dopracowane szczegóły i świetna zabawa przy odgadywaniu oryginałów.
http://imageshack.us/a/img96/1685/hxhg.jpg
Reginleif, merci. Fajnie się zapowiada ten Pan G.
a ja się chciałam podzielić swoją radością. udało mi się wreszcie kupić moją ulubioną książkę z dzieciństwa:)
http://img822.imageshack.us/img822/4861/e7r6.jpg
szast.prast, super! Długo jej szukałaś, prawda...? :)
A ja już drugi raz mam problem z księgarnią Merlin.. :( Raz czekaliśmy w ponad 3 tygodnie na przesyłkę i było po urodzinach, a teraz system Merlina twierdzi, że z takiego maila nie zrobiono zamówienia, i mimo, że podaję poprawny numer zamówienia, bo został mi numer płatności w historii konta - to NIC mi nie powiedzą, bo nie podaję dobrego maila (a podaję dobry!!) i oni nie mogą mi udzielić żadnych informacji, bo wg systemu nie znam wszystkich danych, czyli swojego maila (!) i nie istnieję, nigdy nie robiłam u nich zamówienia! I jeszcze jacy niemili są, po prostu... Porażka..
Zaraz mnie strzeli normalnie :mad :cry: chce mi się jednocześnie ryczeć i jestem wkurzona, wygląda na to, że stracę i kasę i ksiażkę, przez ich błędy w systemie.. :( Kurcze, nigdy już u nich nic nie kupię.... :cry:
Soul o problemy z merlinem, to witaj w klubie!
ja kupiłam za Twoją namową ;) i wypatrrzeniem okazyjnej ceny i darmowej przesyłki książkę. Kupiłam kilka szt. żeby na prezenty było :p
no i oczywiście nakład się wyczerpał! książkę dostałam 1 ale w systemie jest, że dwie.
Może i pieniądze nie duże, ale i tak mnie wkurzają!
No i ciekawe jak długo będę czekać na zwrot pozostałej kasy bo zrobiłam przedpłatę.
No właśnie pierwszą, Pana Peabodiego kupiłam, doszło do paczkomatu szybko i dlatego kupiłam ponownie jeszcze inną ksiażkę, która doszła PO urodzinach Ignasia, a oni nie byli w stanie odpowiedzieć na proste pytanie: dlaczego..
Ostatnią kupiłam u nich tylko dlatego, że po prostu nigdzie indziej w internecie nie było już tego egzemplarza, i teraz takie jaja.. Nikomu ich nie polecam już, ale najgorsze jest to uczucie oszukania i bezduszności ludzi na infolinii, po prostu w szoku jestem :shock: W piątek byłam w systemie, mogłam się logować itd. a dziś po awarii systemu już nie ma mnie :shock: i jeszcze to wmawianie, że nigdy nic u nich nie kupowałam, no żenada.... :evil:
Wyślę im na maila potwierdzenie zrobienia przelewu, ale szczerze wątpię, żeby coś to dało.. Nie wiem, jak to u nich funkcjonuje, że zapłacić i zrobić przelew mogę, ale już zapytać, dlaczego moja ksiażka NIE doszła od 2 tygodni, to już nie mogę i mam spadać :cry:
Kirah, to o czym piszesz jest bolączką większości targów w Polsce. Nie dzieli się dni na branżowe i dla publiczności i takie są efekty. W druga strone też to działa. Ja często chcę coś po prostu pozałatwiać, odbyć 3 rozmowy w jednym miejscu zamiast jeździć po Polsce. I co mówią wydawcy? Nie teraz, nie tutaj, muszę przyjąć dostawę, muszę porozmawiać z kimśtam, jestem sam i muszę obsłużyć kasę, zaraz mam autora w stoisku, bardzo przepraszam. No ok, ja czekam, pan z marketingu obsługuje kasę. Wszystko trwa godzinami bo nie jest księgarzem, nie wie co ile kosztuje, często nie wie, jakie rabaty ma naliczać. Nie ma miejsca żeby usiąść na spokojną rozmowę i na koniec i tak tylko wymieniam wizytówki, zła, że tracę czas. Dlatego w końcu nie dotarłam, stwierdziłam że szkoda czasu w ścisku i tłoku, to już raczej dogadam się na maila albo pojadę w dwa miejsca. W Bolonii targi są zamkniete, tylko dla branży. Sa specjalne kawiarenki dla agentów, salon dla ilustratorów, na każdym stoisku wystawia się po 1 egzemplarzu danej ksiązki. Wyprzedaż trwa przez ostatnie 2 godziny ostatniego dnia (wtedy zresztą ludzie dopiero lataja z obłedem w oczach, żeby upolowac to co chcieli :-)). Książki które mam z Bolonii to perełki, ale nie żadne nówki, bo obejrzane przez tysiace osób. U nas nie ma takiej kultury targów. Jednocześnie toczą sie rozmowy biznesowe i gigantyczny kiermasz, na którym usiłuje się nabrać na "rabatowe" ceny mniej zorientowanych kupujących. Dzieje się tak też dlatego, że wydawcy ponoszą duże koszty rozstawienia stoiska i jakoś to się musi zwrócić (zwłaszcza małym). I dlatego zamiast normalnego handlu, rozmów, "kupowania" sobie autorów czy ilustratorów to wszyscy biegają wokół i nikt nie jest zadowolony, chyba że przyjechał czysto towarzysko.
A w ramach rekompensaty odwiedziliśmy rodzinnie po raz pierwszy nowy Badet (filię ulubionej księgarni). Dzieci naciagnęły nas na "Basię i modę", któregoś z brakujących "Tsatsikich" i mapowniki, w które wsiąkły na amen na cały weekend.
acha, czyli mówicie, że też się będę bujać z merlinem? bo Pana Peabodiego również mam w zamówieniu
britta, oby nie. No mój pierwszy Peabody doszedł szybciorem, pisałam tu, chyba w 3 dni i już miałam w domu. Dopiero potem kolejne zamówienia są teraz z takimi atrakcjami... :|
Na moje, oni mają ogromny problem widzę ze stroną, z serwisem i notorycznymi awariami systemu, i mają też problem z obsługą klienta, trafiłam na 2 różne osoby i obie były bardzo nieprzyjemne, nie liczyłam się ja - jako człowiek w ogóle, tylko to co mówi system. Masakra.. :|
Żałuję, że linkowałam wam tego nieszczęsnego Peabodiego, ale skąd miałam wiedzieć.. Książka cudowna, i chciałam dobrze, a tu klops.. :|
Soul no co Ty, dzięki Tobie mam chociaż jedną w domu :) więc i tak dziękuję
ale już kiedyś miałam nieprzyjemności z merlinem
ale masz maila z potwierdzeniem zamówienia? bo ja takiego dostałam, no i wpłata pieniędzy przecież też świadczy o złożeniu zamówienia
w weekned w merlinie mieli jakiś atak hakerów, strona nie działała przez dwa dni. Może dlatego jest problem?
He, he - ja tez kupiłam "Wielką księgę portretów zwierząt" i "Pana G." - za dwie pan z Tako dał mi miły rabacik (a książki z Tako od zawsze są za drogie jak dla mnie). Tym razem jednak nie mogłam sie powstrzymać. Podróżując zmuszamy nasze dzieci do spędzania wielu godzin w galeriach obrazów, więc portrety i wyszukiwanie oryginałów (a potem plan podróży by je zobaczyć!) są kolejnym krokiem na drodze rodzicielskiego znęcania się ;-)
Pan G. - spodobała mi się i historia i rysunki.
Poza tym dzieci wzbogaciły sie jeszcze o - Julka: "Tajemnicę Pływalni" - została przeczytana w tramwaju powrotnym do domu, baaardzo nieekonomicznie; "O Stephenie Hawkingu, czarnej dziurze i myszach podpodłogowych", "Czerwone serce, niebieski motyl", "Ewelina i czarny ptak", z wojennej literatury "WSzystkie moje mamy", "Mój tato szczęściarz" i "Kotka Brygidy", feministycznie "Moc jest z nami, dziewczynami" i dwie kolejne księgi "Tytusa, Romka i A'Tomka". A Zosia - "Król i grzyby" rysowany przez Buthenkę, "Louis na plaży", "Bangsi" a sama wybrała sobie "Pomelo" i "Dżoka". No i ja i mąż też się nieco obkupiliśmy, ale dział nie ten :-)
I - polemizując nieco z Kirah, choć ją rozumiem i w części się zgadzam - atmosfera targowa jest targowa (choć gorąca i duszna). Możliwość rozmowy z wydawcami jest dla mnie bardzo cenna, lubię, jak opowiadają mi o książce, argumentują za nią, opowiadają o autorze, ilustratorze, czasem można zamienić kilka zdań z twórcami. Lubię móc obejrzeć i dotknąć książkę, zanim zdecyduję o jej kupieniu, księgarnia internetowa mi tego nie daje, parę razy wtopiłam. Moje dzieci lubią warsztaty, możliwość dotykania, układania, pogrania w gry. Dwa razy do roku dla mojej rodziny Targi są wspólnym rodzinnym wyjściem(wyjściami) połączonym z debatami nad książkami, gustami, różnicami i zaspokajaniem potrzeb oraz zachcianek.
Jest coraz lepiej zorganizowana forma dojazdu (parking, bus - może powinien być częściej, darmowy powrót z targów komunikacją miejską), potrzeby fizjologiczne (jedzenie i picie), wejście (dwa lub trzy wejścia, a nie jedna wielgachna kolejka), płatności (coraz więcej wydawnictw stwarza możliwość płacenia kartą).
Przeszkadza mi brak napisanych, jawnych cen targowych i konieczność dopytywania (nie u wszystkich wystawców) i wciąż jeszcze spotykany brak drobnych do wydawania.
modrooczka - bardzo cenny post "z drugiej strony":thumbs up:
Od paru lat targi warszawskie się zmieniły ale dawniej po pierwsze nie były warszawskie a międzynarodowe i była to na prawdę bardzo ważna licząca się w Europie impreza z mnóstwem wystawców zagranicznych. Za komuny chodziło się na nie - wpierw pod Pałac Kultury potem przeniosły się do Pałacu by "powąchać" wielkiego niedostępnego i kolorowego świata. W latach dziewięćdziesiątych i pierwszych latach XXI wieku a więc za mojego dzieciństwa i wczesnej młodości bywało że w czwartki dzień był zamknięty tylko dla ludzi z branży - do zawierania znajomości zadzierzgania kontaktów itd. i było to dla wszystkich oczywiste.
Dlaczego chadzało się na targi - bo było pełno ciekawych książek niszowych wydawnictw nie do kupienia w normalnych księgarniach, ale to było zanim rozpowszechnił się internet i księgarnie internetowe. Nadal z ojcem i mężem głównie wyszukujemy takich perełek na interesujące nas tematy, o których istnieniu nie wiedzielibyśmy gdyby nie targi albo dowiedzieliśmy się o nich z jakiś artykułów branżowych i jest to jedyna szansa na ich nabycie bo w normalnym obiegu ich nie ma (czyt. wydawnictwa uniwersyteckie). No i ta miła świadomość że stoi się w tej samej kolejce co Szymborska, Boniecki, Federowicz, Michnik, Mrożek i wielu wielu innych, że jest się częścią tej samej kultury.
Od paru lat targi w Warszawie nie są tym samym co dawniej - prężną międzynarodową uroczystością czytelniczą. Przepraszam za określenie ale dokonano gwałtu na tej imprezie i jest ona o połowę co najmniej jak nie więcej słabsza. Aż mnie zęby bolą jak o tym myślę - znowu jakieś konflikty i biznesy wzięły górę, jakieś spółki się pokłóciły i rozpirzono coś co miało ponad 50 letnią tradycję i co obecnie jest tylko nędzną ich namiastką. Amen
Moje zamówienie dotarło bez większych problemów - jednych puzzli nie było, ale znalazły się wcześniej niż 14 dni ;) Cały czas miałam kontakt z BOK i nie narzekam. Inna sprawa, że zamawialam 1 szt. książki Madonny. Teraz kolejne zamowienie (gry) jest kompletowane - 3 rzeczy były niemalże od razu, czekam do 4.11 na ostatnią.
Może rzeczywiście ten atak hakerski coś namieszał? Prześlij im to potwierdzenie przelewu i nie daj się, bo to śmieszne, że wszystkie dane się zgadzają poza mailem i juz nie uznają "reklamacji".
To by się zgadzało, na jednym stoisku byłam świadkiem (któreś dziecięce, nie pamiętam które) jak podeszła pani, przedstawiła się i powiedziała że prowadzi księgarnię dziecięcą i jest zainteresowana współpracą i została spławiona dość szybko i niezbyt ładnie - panie obsługujące dały jej tylko numer komórki nabazgrany na jakimś świstku.
Wracam jeszcze do "Opowiem ci, mamo, co robią mrówki", bo obiecałam parę słów po przeczytaniu. Książka nie ma fabuły jako takiej, są tylko po dwa wersy na stronę - zagadki, jakieś krótkie komentarze do tego, co dziecko ma znaleźć na rysunku. To bardziej książka do oglądania, wyszukiwania szczegółów, no i opowiadania. Ilustracje bardzo nam przypadły do gustu, jest sporo zabawnych scenek, np. mrówka siedząca w toalecie, wołająca o papier :lol:. Nie wiem, czy mój pięciolatek będzie wracał do mrówek (bo on jednak łaknie już tekstu), ale myślę, ze dwu- czy trzylatkowi może się bardzo spodobać.
Acha, z Targów przywlekliśmy też "Sonia śpi gdzie indziej". Mimo ostrzeżeń, kupiłam w ciemno, bo Michał krzyczał, że mu się podoba, a Ala krzyczała, że chce wyjść z tego miejsca, więc nie było czasu na przeglądanie. Czytaliśmy dziś, Młody uważa że super, widziałam, że go wciągnął nastrój grozy, nie miał żadnego problemu z tym, że ludzie jacyś dziwni. Potraktował to chyba jako niezłą przygodę. Ja też chyba się już przyzwyczaiłam do "dziwności" książek Lindenbaum, nie odebrałam historii Soni jako zniechęcania do odwiedzin - ot, po prostu akurat ta dziewczynka takie miała odczucia, ale każdy może mieć inne
no właśnie mi się też kojarzyło, że przecież kiedyś był dzień branżowy na tych targach, chyba jednego roku nawet 2 (wtedy targi trwały 5 dni)
zagraniczne pod tym względem są fajne dla wydawców i dystrybutorów, ale jeśli się tam jedzie na spotkania z wydawcami, a przy okazji chce się skorzystać prywatnie i trochę taniej obkupić i zaoszczędzić na kosztach przesyłki, to gorzej, bo przed ostatnim dniem targów wielu wystawców nie chce sprzedawać książek. Jedynie Włosi mi się kojarzą, że z radością wyprzedawali swoje regały :D u Francuzów żebrałam, ale raczej z mizernym skutkiem :p
Dzięki britta :) Chyba sobie zakupimy :)
A tu nawet można się dokształcić http://www.mrowisko.nk.com.pl/
A ja się chciałam Was poradzić odnośnie mojego 8-latka - bardzo wciągnęły go Mapy. Mamy z biblioteki, ale chyba kupimy na własność, bo ciagle do niej wraca i wraca, rano sobie przegląda, czyta, ciagle nas pyta o stolice poszczególnych państw (sama musze sie douczyć:) Chciałabym iść za ciosem i coś mu podobnego dokupić, może nawet bardziej "naukowego", ale mimo wszystko podane w formie atrakcyjnej dla dziecka? Co byście proponowały? Aha - i czy Mapownik to fajna rzecz dla chłopca, który niechętnie rysuje?
u nas fascynacja trwa nieustająco - około półtora roku najfajniejsza była ksiażka z serii obrazki dla maluchów - http://alejka.pl/w-stadninie-kucykow...aluchow-n.html Tolek do teraz chętnie do niej sięga. Jest tez dużo przyjemniejsza dla oka:)