to tak jak mój synu wieczorem przy usypianiu
ja- poczekaj trzeba spacyfikować Duśkę, bo ucieka
Michu- czyli przywiązać do siebie?
ja- tak
Michu- a nie lepiej do ściany? wtedy na pewno nie ucieknie
Wersja do druku
to tak jak mój synu wieczorem przy usypianiu
ja- poczekaj trzeba spacyfikować Duśkę, bo ucieka
Michu- czyli przywiązać do siebie?
ja- tak
Michu- a nie lepiej do ściany? wtedy na pewno nie ucieknie
Wychodzę ze sklepu z dziećmi. Starsza pani woła:
- Niech mi pani pokaże ten materiał!
- ?
I łapie gada w plecaku za zad. Zorientowałam się o co babie chodzi i podaję jej ogony. Maca, ogląda na wszystkie strony.
- No, teraz jestem spokojna. Porządny materiał - dziecko nie wypadnie.
To się nazywa namacalny dowód :mrgreen:
Dzisiaj byłam u babci, na wiosce. Jak wychodziłam na spacer, to widziała nas sąsiadka z mężem (dziadkowie po 80 lat), a jak wracałam to na tej samej ławce były jeszcze 3 inne babcie :P Jedna mówi, że już z dalekamnie widziały że idę, i ta co wcześniej mnie już widziała, mówi że z dzieckiem idę. A druga na to, ale gdzie to dziecko? :hmm: :D Jak podeszłam to się zaczęły wszystkie zachwycać, że tak słodko śpi. I że tak się wtuliła w mamę, żę jej tak na pewno dobrze. Jedna babcia, taka już garbata, i o lasce chodzi, zastanawiała się jak to jest związana ta chusta i aż wstała podpatrzeć. Stwierdziła, że główka też dobrze podtrzymana, bo do samej szyi sięga materiał, i powiedziała, że tak chyba wcale nie jest ciężko, że gdyby jej tak na plecach zawiązali to może i ona by ponosiła :D (mimo że córcia na brzuchu była :D). No i ogólnie się zachwycały :P
Byłam w Toruniu latem 2008 r, twój post jest z tego roku, i naprawdę czułam się tam jak celebrytka.
Na dworcu pks motałam synka, ludzie stali i patrzyli, jak już zamotałam do końca klaskali w dłonie, w galerii copernicus panie z witryn pokzaywały palcami koleżankom, uśmiechały się do nas, machały nam rękoma, na przystankach ludzie ze mną roznawiali, jedna pani to nawet mnie wycałowała na pożegnanie jak juz odjerzdzał jej autobus. Fajnie było, takie przyjazne miasto dla chustomam. Koleżanka wtedy na spacery chustowe chodziła do parku przy Rybakach to tam ludzie komórkami robili jej zdjęcia...
Mijałam dzisiaj grupkę starszych osób, które jak mnie zobaczyły z zamotanym z przodu Małym, zaczęły wymieniać między sobą uwagi - raczej przychylne. Najbardziej jednak podobało mi się zdanie:"Ale to trzeba siłę mieć tutaj żeby tak dziecko na piersiach nosić!" :)
Przechodząc na światłach usłyszałam krzyk: "ło jezu to nie lalka to dziecko":wink:
Stoję sobie w sklepie z Alą w plecaku, kolejka krótka, podryguję w rytm muzyki, bo Ala zaczęła się wiercić. W pewnym momencie patrze a od drzwi szybkim krokiem zmierza ku mnie kobieta i już z daleka woła: "O. Jakie to praktyczne i pomysłowe. Jak blisko mamy i ręce wolne." Nie powiem. Bardzo to było miłe.
Pani w bibliotece to juz przyzwyczajona do naszego widoku. I sama przytakuje, że w niektórych wypadkach to wózek tylko stanowi kłopot (do biblioteki np muszę wejść po wysokich wąskich i krętych schodach), ale dzis pierwszy raz widziała mnie z dzieckiem na plecach to się dopytywała tylko jak się to robi.
Kilka dni temu musiałam 2 godziny czekać na dworcu centralnym w Warszawie, między 21 a 23. Na szczęście córeczka zasnęła jeszcze w pierwszym pociągu i praktycznie całe to czekanie potem na drugi pociąg przespała w chuście. Umówiłam się z koleżanką na ten czas i siedziałyśmy w kawiarni. I widziałam kątem oka jak się panie ekspedientki zachwycały i pokazywały sobie jak to słodko maleństwo śpi :P Jedna jak sprzątała ze stołów to nawet zagadała, że też próbowała nosić, ale jakoś jej nie szło, i bardzo żałuje.
A potem na peronie podszedł do nas jakiś pan i się wypytywał o chusty, o ceny, o nosidła, czy zawsze taka spokojna ta moja córeczka ;)
Ja zazwyczaj spotykam się z negatywnym odbiorem, nawet mojej mamie musiałam tłumaczyć że chusta nie skrzywi, nie połamie i nie udusi dziecka a wręcz przeciwnie pomorze mu na bioderka z którymi mieliśmy malutki problem, uspokoiła się dopiero kiedy ortopeda potwierdził to kwitując "dobrze zawiązana chusta nigdy nie zrobi dziecku krzywdy" - mądry człowiek:) ale poza tym często właśnie od starszych kobiet:omg:słyszałam pozytywne komentarze że super jak maluszek taki przytulony do mamy jest itp. i że szkoda że za ich czasów tego nie było:wink: najlepsze było jak pewnego dnia dziewczynka na przystanku w wieku ok. 4 lat powiedziała do swojej mamy "mamusiu patrz pani ma bluzkę z kieszonką na dzidziusia ja też chcę taką żeby Emilkę w niej nosić" :D (milka to jej lalka którą miała przy sobie, taki mój wniosek po słyszanej rozmowie) :) hehehehe
to chyba nowa chustomama rosnie :)
ja dzis mialam debiut- poszlam po starsza do przedszkola z Natka w chuscie. (dodam, ze u nas nigdy nie widzialam nikogo z nosidlem, a co dopiero z chusta;). z Maja chodzilam raczej po domu, na spacery rzadko, raczej wozek). kilka rodzicow wytrzeszczylo oczy, skomentowala tylko znajoma: "cos ty dziecku zrobila???"i "na pewno dobrze jej tak???".
Jechałam wczoraj na basen z małą. Ubrałam się wygodnie (adidaski, bluza), mała śpi w chuście z przodu, plecak z tobołami na plecach i książka w ręku ;) Jakiś stary dziad patrzy na mnie na przystanku, patrzy i nagle wypali:
a ty dziecko miałaś chociaż 15 lat jak w ciążę zaszłaś?
Nie wiem czy to wina chusty czy tego, że po prostu mała jestem.
ja w Polsce nie lubię nosić w miejscach publicznych. Wszyscy wytrzeszczają gały, odwracają się, wytykają palcami i te głupie komentarze i wtrącanie swoich uwag, no masakra. Tak tego nie lubię :mad: W ogóle nie mogę się do tego przyzwyczaić. Czuję się jakbym co najmniej w stroju kosmity szła, albo nago. I dodam, że mieszkam w dużym mieście gdzie nie raz widziałam rodziców w chustach, czy nosidłach.
Teraz jestem za granicą, miasteczko średniej wielkości, nikogo w chuście czy nosidle nikt tu jeszcze nie widział. I jedyne osoby, które zachowują się tak jak to opisałam powyżej, to akurat krajanie. Całe szczęście nie zagadują mnie ze swoimi uwagami,bo nie wiedzą, czy miejscowa jestem, czy jak oni przyjezdna. I w końcu z przyjemnością z małą się nosimy :)
Chciałabym żeby w Polsce też tak było...
dzisiaj:
babcia: a jemu tak dobrze na pewno? to powinno tak być?
ja: no tak, zobacz jak spi i nigdy nie placze, jakby mu bylo zle to plakalby i protestowal przeciez.
b: niekoniecznie, moze sie juz przyzwyczail. czlowiem do najgorszych rzeczy sie moze przyzwyczaic i nie protestowac...
dzisiajza plecami słyszałam dwie panie "to takie specjalne dla dzieci"
i później jak Asia spała, "ale słodko"
a w sklepie przy kasie, że to takie super i dziecku dobrze i bezpiecznie i się fajnie moze przytulić, a przed nami stała pani z dzieckiem w wisiadle przodem do świata i tylko zerkała z boku...
wygląda to strasznie, nóżki obijały się o uda i kolana mamy, mimo, że maluch próbował jakoś je podkurczać, a później jak zasnął, to bezwładnie wisiało
dziś pierwszy dzień w chuście w mieścinie rodzicow - trochę ciekawych spojrzeń, trochę zachwytu, ale też mini sukces - spotkalam się z koleżanką i przez 3h spaceru od nastawienia "daj spokoj, jeszcze mi sie by do chusty przyzwyczail, dopiero by bylo przesrane" doszła do "a ty masz 2 chusty to moze sprobujemy jutro mojego zawiązać?" bo nasz spacer wyglądal tak, że mój maluch zasnąl po 15min i tylko go raz na karmienie wyciągnełam, a jej buczał w wózku i go niosła przez 2h, a ja pchalam wózek z racji wolnych rąk.
Szłam sobie dziś po naszym miasteczku z Alą w plecaku. Po kilkuset metrach poczułam, że mi się poluzowała. Rozsupłałam i pracowicie dociągam. Akurat nieopodal dwie panie w średnim wieku ucinały pogawędkę. Jak kończyłam to przytruchtały z pytaniem, czy nie potrzebuję pomocy. Potem pytały czy ja może z tych co wczoraj w domu kultury uczyły wiązać, czy może z tych co się tam uczyły. Zrobiłam duże oczy bo nic nie wiedziałam i wyjaśniłam paniom, że ja już drugie dziecko noszę to mam wprawę, ale nie jestem instruktorem. Potem przepraszały, że tak późno z tą pomocą pospieszyły, ale w sumie to widziały, że mi świetnie idzie. Były ciekawe, czy po takim kursie to od razu się tak sprawnie wiąże. W sumie to bardzo miła rozmowa była. A skoro odbywał się kurs to może w końcu spotkam kogoś w chuście.
A wcześniej, jak motałam Alę na skwerku to wyłowiłam spojrzenie udręczonej mamy, która właśnie przytaszczyła malucha w foteliku samochodowym i wydawała się tym zmęczona. Patrzyła zaciekawiona ale się nie odważyła podejść.
Spędziliśmy ostatnio tydzień w górach i co mnie zaskoczyło - ludzie bardziej dziwili się, że niosę maleństwo niż że jest w chuście. Często więc słyszałam - "o, jaki dzidziuś!", "jakie maleństwo!" itp.
Jednego dnia mijałam parę z dziećmi, która zaczęła rozmawiać na temat chust. Pan stwierdził, że widział w jakimś programie porannym w telewizji, jak pokazywali to coś, co się wiąże, na co mama odparła, że to są chusty i jej kuzynka przez kilka miesięcy nosiła tylko w chuście i nie miała wózka, ale w końcu kupiła bo jechała na jakiś festiwal i potrzebowała miejsca do spania dla dziecka :).
Ale najbardziej podobało mi się, kiedy mijałam na szlaku mamę z kilkuletnią córką. Diewczynka jak mnie zobaczyła, zawołała "mamo a ty mnie też tak nosiłaś?" :) A mama na to "nie, ja nie miałam tyle siły!"8))
A i jeszcze często słyszeliśmy z mężem "jaki śliczny!" I się zastanawialiśmy, czy chodzi o Małego, czy o naszego psa, czy może o męża:ninja: który po cichu mówił "a dziękuję, dziękuję!":rolleye:
wiązałam Asię dzisiaj w sklepie i pan ochroniarz aż zawrócił i patrzył i mówi, ale to oryginalny pomysł ;)
wracam dzis ze szkoły z dziećmi, Maciek w mt pathi i zaczepiła nas starsza pani i mowi, że często widzi jak noszę. Mówiła, że ogląda czesto niemiecka telewizję (bo ponoc biegle zna niemiecki) program i tam jakiś lekarz wypowiadał się, ze noszenie jest niekorszyszystne dla kręgosłupa dziecka, że je łamie i wypadają kręg dziecku:omg:. No ja jej na to, ze noszenie jest bardzo korzystne No i argumenty. Nie uwierzyła. Powiedziała, że ma w domu wózek i że mi da za darmo, bo pewnie nie mam, a tak Maćka włożę do wózka i bedzie mu ciepło (teraz podobno marźnie w grubym swetrze, kamizelce ocieplanej, getrach pod ocieplanymi spodniami:lol:). Ja jej na to, że mam kilka wózków, więc podziękowałam. Podobno się męczę, a wózkiem byłoby mi łatwiej:lool:(szczególnie we wchodzeniu na 4 piętro, gdzie jest w szkole zerówka). Pogadałyśmy sobie jeszcze o tym i tamtym i poszlismy
nie umiem nawet powiedzieć jak bardzo mnie denerwują podobne sytuacje- kiedy zaczepia mnie obca osoba na ulicy i poucza.
Zawsze wtedy mówię, że noszę z zalecenia lekarza i kupiłam chustę w sklepie ze sprzętem medycznym. Zawsze zarzekam się, że nawet refundacja na to jest. I to na problemy z bioderkami u dzieci jest.
I ludzie w to wierzą. I kiwają głową ze współczuciem.
Może wredne, ale mam z głowy zaczepianie mnie przez starsze panie z okolicy.
kiki dobry patent na wszystkich "życzliwych" :ninja:
Za mną wakacyjne wyjazdy, rozjazdy, zwiedzanie, kawał Polski w tym roku objeździliśmy. Były zarówno wioski, jak i większe miasta. Jestem w szoku czytając co Wam się przytrafia. Współczuję.
Mnie na szczęście jeszcze żadna z niemiłych sytuacji nie spotkała, albo jakas gruboskórna jestem. Jedyne z kim się zawsze wykłócam to z mamą, która nadal twierdzi, ze niszczę dziecku kręgosłup i z dziadkami, którzy uważają, że dzieci powinno się nosić jak najrzadziej i wogóle chyba uczuć nie okazywać. Na szczęście mieszkają w Niemczech, a swojego rozpieszczonego wnuka widzieli ostatni raz rok temu ;)
Ludzie podchodzą zagadują czy trudno zawiązać, gdzie kupić chustę, często polecam forum. Panie w sklepach do młodego "ale ci dobrze" itd.
Gdyby jednak zdarzya się sytuacja wymagająca szybkiej reakcji słownej, moja riposta może i nie była by cięta,a le moim zdaniem "nie Pani sprawa!" wystarczy.
Miłe to nie jest, ale bezczelne wkraczanie z buciorami się w życie obcych ludzi tez nie.
a mnie ostatnio zaczepiła sąsiadka, że super,że tak noszę dziecko bo jemu wygodnie i mi na pewno lżej niż jakbym miała nosić na rękach i że takie najprostsze rozwiązania są zdecydowanie najlepsze:)
a jak wychodziłam z wózkiem to jakiś starszy pan się zdziwił, że mały nie w chuście:)
Ja jestem zaskoczona tym jak pozytywne reakcje młody wzbudza w chuście- stosunki z sąsiadami mi się poprawiły, listonosz zaczął się kłaniać, w mięsnym mnie puścili bez kolejki;-). Ludzie pytający czy to zdrowo i dziecku nie szkodzi też się zdarzają, ale raczej życzliwie podchodzą, a nie z agresją. Czy coś za moimi plecami gadają i palcami wytykają nie wiem, bo przy dzieciach ogłuchłam i jestem krótkowidzem :D
Ja pamietam taka sytuację jak stałam na przystanku czekając na autobus (młody w ergo śpi smacznie ma około pół roku) i starsza pani mnie zaczepiła czy się nie boje że dziecko się udusi bo takie przyciśnięte i na pewno mu nie wygodnie i przecież tak mu raczki i nóżki wystają jeszcze zmarznie. Zdenerwowała mnie wtedy mocno bo nie miałam jak sobie pójść a ta jak najęta w kółko to samo przez 10 min. Oprócz tej sytuacji to miałam zawsze same pozytywy np. raz w biedronce jakoś niedawno młody w manduce na plecach wiec go z przodu nie widać i do niego mówię zastanawiając się co kupić i podchodzi do mnie pani w średnim wieku i mówi że myślała że sama do siebie mówię a dopiero później zauważyła Jaśka, uśmiałyśmy sie z tego mocno. A teksty że jak to młodemu dobrze że tak wtulony i na rękach to na okrągło słyszę np. dzisiaj 3 razy, miłe to jest.
Sąsiadka dziś zagadała, że nas obserwuje i czy to nie za wcześnie na "takie noszenie dziecka"(?), że mamy odwagę i że chyba lepiej w wózku. Odpowiedziałam, że mała nie lubi wózka i że ją noszę jak "pramatka" (nic innego nie przyszło mi do głowy) ,a sąsiadka na to: widzi pani już przyzwyczajona,a co to będzie jak będzie starsza...tak jakoś smutno mi się zrobiło...:( A jak jeszcze przed porodem chciałam kupić tetrę w osiedlowym sklepie, to pan wąsaty właściciel niemalże popukał mi się w czoło, że gdzie ja tam będę pieluchy prać:bduh: Co oni jacyś tacy zniechęcający i nieszczęśliwi?:dunno:
Kurde...też się czuję wtedy niepewnie i macie rację, że jak dziecko "drze się" w wózku to wtedy ok. Jeszcze jak mała jest we mnie wtulona to czasem mają sąsiadki pretensje, że dobrze jej nie widzą, bo tak to śpi i nie zwraca na nie uwagi.
My dziś na targach przyciągaliśmy spojrzenia w motylkach :) Usłyszałam "a ona nie wypadnie" oraz "...dobrze jej przy mamie:)"
My tam się w chuście póki co nie ujawniliśmy publicznie bo jakoś tak się boję że nie wiążę idealnie i jak ktoś to zobaczy kto się na tym zna to mnie skarci wzrokiem :D
ALE byliśmy z mężem i córą w górach i mąż niósł córeczkę w ergo Beco :) I po drodze wszyscy którzy nas mijali to się uśmiechali i zagadywali ze podziwiają, ze jednak da się z dzieckiem z domu ruszyć i w ogóle miło było.
Jestem po weekendzie w Zakopanem. Gdy maszerowaliśmy na szlaku z młodszą w MT i starszą samodzielnie idącą, śpiewając "słoneczko nasze...", to reszta ludzi z ogromnymi uśmiechami na twarzach się szturchała na na nas pokazywała :D