My kupiliśmy wozek na wszelki wypadek, i dla babć na później... Na początku Kacper kilka razy w wózku wychodził, ale strasznie ryczał. Najdłużej przespał w wózku 1 godzinę. Potem uspokajanie przy piersi w parku na ławce albo kołysanie do upadłego, aż po 15-20 minutach zasypiał. Wtedy młody do wózka i pędem do domu, żeby znowu się nie obudził.... koszmar.
A od kiedy się motamy, wychodzimy tylko w chuście. No i tu mam pytanie takie swoje przemyślenia... Kacper ma 2 miesiące z kawałeczkiem. Nasze spacery to góra 2 godziny, czasami godzinę, bo budzi się na jedzenie. W chuście czasami się budzi na sekundę, rozgląda się i dalej śpi. Z racji jego wieku, motamy tylko w kieszonkę. Jak już widzę, że będzie chciał jeść, to w te pędy do domu na cyca, no bo jak? W parku małego z chusty wyjmę, nakarmię, a jak po karmieniu jak raz nie będzie chciał spać, tylko brykać to co? Na rękach z takim małym brzdącem? Jeszcze na osiedlu w parku to pół biedy, bo to jakieś 10 minut od domu, ale i tak Kacper jeszcze przeciez nie do końca trzyma główkę, to tak drałować z nim w pionie na rękach? (w pozycji kołyski u mnie nie lubi, tylko u taty, a w chustę daje się zamotać jak zasypia). Tym bardziej nie wyobrażam sobie wycieczki atobusem gdzieś 'w miasto', a tyle czytam, że chusta daje Wam mobilność i niezależność...
