Nam dzisiaj sąsiad powiedział, że mamy fajne to rosyjskie nosidełko:hide: a małą w podzie na plecach miałam :D
Wersja do druku
Nam dzisiaj sąsiad powiedział, że mamy fajne to rosyjskie nosidełko:hide: a małą w podzie na plecach miałam :D
Na widok rastamana jedna para się zatrzymała i za moimi uszami -podejrzewam że żona, dziewczyna- opowiadała swojej drugiej połówce jak to w Indiach taką samą widziała:mrgreen:
My po 3 godzinnym spacerze po centrum Gdańska nie usłyszeliśmy żadnego bardzo negatywnego komentarza, raczej zdziwienie i teksty w stylu o jaki maluszek [mała to już 5 kilowy klocek :)]. Widzieliśmy jedną Panią w pasiaku jakimś i kilka osób z nosidłami.
Za to jedna reakcja strasznie mnie rozczuliła, 2 Panie jedna koło 50-60 lat drugą na pewno powyżej 80 [chyba matka i córka]. Przystanęły spytały i le Duśka ma i ta młodsza stwierdziła, że nosze "jak murzynka" na to starsza odparła "no i dobrze" i obdarzyła nas uroczym uśmiechem który Luby zdążył uwiecznić na zdjęciu :)
https://lh5.googleusercontent.com/-t...0/IMG_0854.jpg
To ja się Wam muszę pochwalić moim dzisiejszym sukcesem :D Byłam na poczcie odebrać polecony i była ogromniasta kolejka, jak za każdym razem zresztą. Wszyscy poddenerwowani, bo Pani się okropnie grzebała i bardzo wolno obsługiwała.
Dwaj panowie, którzy stali za mną, zaczęli się zachwycać, jaki fajny maluszek, a jakie ma fajne nosidełko ( byłam w chuście ), a jaki grzeczny i spokojny i narobili rabanu, że jak to, dlaczego ja stoję w kolejce, żeby mnie ludzie przepuścili, że przecież nie będę tyle stać z takim malcem itp. I o dziwo, ludzie z przodu kolejki bez szemrania mnie przepuścili
W ciąży nigdy nikt mnie nie przepuścił w kolejce,a stało się średnio 30 - 40 minut. Jestem na prawdę baaaardzo pozytywnie zaskoczona :)
A ja dzisiaj pierwszy raz usłyszałam cos negatywnego :( Tak myślałam, że wcześniej czy później ktoś coś powie, jak córcia zacznie marudzić...
Nakarmiłam ją przed wyjściem, całkiem długo jadła, wcześniej troche spała, pieluszka sucha, więc nie wiem co jej było. Może jednak się nie wyspała? W każdym razie już w drodze na autobus jakoś się wierciła i kręciła, prostowała nóżki. W autobusie też sie masakrycznie wierciła, do tego zaczęła pojękiwać, popiskiwać, na twarzy sie cała czerwona zrobiła, wyglądało to tak jak by chciała wyjść z chusty. No i pani siedząca obok powiedziała, żebym chociaż jej rączki wystawiła, bo taka jest ściśnięta, że przecież nawet nie może powietrza złapać... Popatrzyłam na nią tylko, tak jak bym nie rozumiała o czym mówi. Do domu jeszcze ze 20 minut musiałam jechać, więc postanowiłam wysiąść, bo wzrok tej kobiety (inni nie wiem co sobie myśleli) mnie dobijał po prostu. Chyab z pół godziny spędziłam na przystanku. Córeczka nie chciała za bardzo jeść, pieluszkę miała suchą, ale też nie zasnęła. W końcu jakoś ją z powrotem zawiązałam i troche się uspokoiła. Wydaje mi się że była zmęczona, ale potem w autobusie nie zasnęła. Potem w domu weselsza się zrobiła, ale po chwili się rozpłakała. Nie mam pojcia czemu. Nigdy tak nie robiła. W sumie nie ważne. Tylko dziwnie sie czułam jak mi ta kobieta zaczęła gadać. I nie wiedziałam co bym jej mogła odpowiedzieć.. Bo w tamtym momencie córeczka rzeczywiście wyglądała na niezadowoloną z bycia w chuście :(
patrysha rozczuliłaś mnie tym zdjęciem.... :)
ja w banku usłyszałam tekst młodej siksy (sorki), że ona też sobie weźmie ze sobą dziecko i będzie pierwsza w kolejce...zero empatii. Cały bank na nią wyskoczył (tzn klienci) a ta dalej sie bulwersowała, że specjalnie wzięłam dziecko, żeby w kolejce nie stać!!
patrysha zdjęcie wzruszające!!
heh, takim mlodym dziewczynom zawsze sie wydaje ze wszystkie rozumy pozjadaly i ze swiat znaja ze ho ho! Ciekawe czy za kilka lat bewdzie taka madra kiedy nie bedzie mialaz kim dziecka zostawic i bedzie musiala z nim wszedzie chodzic i wystawac w gigantycznych kolejkach ;)
Ja bylam juz dziesiatki razy na poczcie z mlodym w chuscie. I nic! Dlatego zlecilam wrzucanie poleconych do skrzynki, bo ile mozna stac, no? :?
Patrysha, fajna sytuacja:-)...
A my wczoraj troche chodzilismy zalatwiac rozne rzeczy podczas deszczu. Ja bardzo lubie deszcz i jak pada to nawet chetniej z domu wychodze:rolleye:
Maly mial kapelusik no ijeszcze parasolke trzymalam nad nami rozpostarta. Ale kiedy schodzilismy po schodkach do metra, napatoczyla sie jakas stara baba ze swoim "maluuuszek moooknie". Olalam ja i udalam, ze nie slysze.
Bo po pierwsze nie mokl. A po drugie, nawet jakby troche zmokl to z cukru przeciez nie jest. Moj ojciec cale zycie sie martwil jak musialam gdzies jechac/wracac w deszczu. Stal w oknie i patrzyl, czy jego biedna corka sie przypadkiem nie rozpusci na tym strasznym deszczu:duh:
Wkurzalo mnie to zawsze potwornie. :mad:
Dziś znowu jakaś stara baba się do mnie przyczepiła. Na prawdę mam do nich pecha, bo to nie pierwsza taka sytuacja. Najgorsze, że nie wiem co im odpowiadać, a najchętniej to bym zabiła :mad::mad::mad:
Pani do mnie " a czy takie małe dziecko można nosić, ja nie wiem, dla mnie to takie toporne" <krzywa mina>
"a główki nie trzeba trzymać", na co ja zrobiłam tak :omg:, a pani "aaaa, rozumiem, sama się trzyma" <jeszcze bardziej krzywa mina>
Ręce opadnięte, humor spartolony. Jak ja nie lubię takich sytuacji :mad
Ostatnio wchodząc na Ślężę usłyszałam taki tekst: Nosidło to rozumiem, to takie solidne, ale tak dziecko w szmacie nosić, tak przywiązane??
Nie było to do mnie, bo my w mietku akurat byliśmy, ale ubawił mnie ten tekst :)
cisnienie mi dzis tak poskoczylo ze myslalam ze zabije
wracam z wyprawy calodniowej...jade ostatnie metry w miescie tramem juz...dziec ma enaf...zaczyna ryczec, chce cyca, tlok ze jasna dupa
dziec na plerach, przystanek mi został i co
i jakas kurde madra penera na całe gardlo
no wez zdejmij je, ono wrzeszczy, ja pierdziele co za mataka...(czy cos w tym stylu-nie pamietam)...ze jej w wozku juz dawno spi itd
nosz :duh: miałam ochote jej ...
O, ja pierniczę...!
biedna... :kiss:
Otóż to. Dziecko w wózku może drzeć się wniebogłosy i wszystko jest si.
A w chuście ledwo piśnie i już każdy znajduje potwierdzenie swojej teorii, że na pewno jest mu tam strasznie nie wygodnie, matka jest wyrodna i robi mu wielką krzywdę, która jeszcze się odbije na reszcie jego życia.
Nie przypuszczałam, że żyjemy w aż tak zaściankowym kraju.
o qcze:sick:
dzięki kochane...ech...
nadal jestem zdenerwowana
dziecko na plecach spi, ale widocznie tak jeszcze chodze nakrecona ze jak ja odkładam to sie budzi...
nic, czas przejśc nad tą baba...i isć swoją drogą dalej:lol:
dokładnie
oczywiscie zapomniałam tego tej babie powiedzieć
:duh:
ale wybaczcie, byłam w szoku ze można takie teksty sypać:duh:
ps: oczywiscie jakby moja uzywała smoczka i bym ja nim zatkała ...wsadziła do wozka i kazała sie zamknac byłoby super:mrgreen:
nic...tak juz jest...widocznie dzis mi sie dostało za "wychylanie się" poza szereg
a może to o to chodzi, że ludzie jednak nie lubią jak dzieci płaczą... tak z troski... wiecie? no i jak widzą, że się drze w chuście (czyt. czymś niepopularnym) to zrzucają od razu na nią winę? :hmm:
no, a w połączeniu z polskim "znaniem się na cudzych dzieciach najlepiej" :roll:... to tak wychodzi...
Niezależnie od intencji tej troskliwej to gdyby ktoś tak do mnie wystąpił to bym jednak użyła w zasadzie jednego słowa :twisted: No,góra dwóch :mrgreen:
I tyle :whistle:
buractwo pierwszej wody :omg:
współczuję
a my ostatnio manducę oswajamy i stwierdzam, że dla nosideł jest w społeczeństwie więcej zrozumienia. jak ustrojstwo ma szwy i klamerki to bezpieczne przecież. bo kto to widział dziecko w szmacie z węzłem na "słowo honoru" nosić :roll:
Nie dziwię się że ludzi denerwuje płacz dziecka, mnie też :P
Tyle że ja wiem jaki jest powód, albo jak nie wiem, to jestem pewna że nie chusta jest powodem, tylko coś innego.
Ja i dzisiaj i wczoraj karmiłam w autobusie, bo też mi córcia zaczęła płakać (już wracałyśmy do domu i też niedaleko miałyśmy, ale nawet na 5 minut wolałam dać niż czuć na sobie spojrzenia ludzi...). Po ostatniej sytuacji (którą tu zresztą parę dni temu opsiałam) stwierdziłam, że dam cyca i tyle. Już sama nie wiem co lepsze - płaczące dziecko w chuście, czy matka karmiąca publicznie :omg: Poza tym, może i sie dziecko uspokoi, ale na pewno bezpieczniej byłoby w chuście normalnie związanej, niż przy cycu, gdy wiadomo jak czasem jeżdżą kierowcy, i ile jest zwykle miejsca...
We Wdzydzach wdrapywaliśmy się na wieżę widokową.Jasiek wrzucony na plecy w Didkowym Osiku. Mijaliśmy jakąś parę i pani głośno i z entuzjazmem do partnera: patrz jak cudnie z ręcznika plecak zrobiła:) ...auć:hide:
:kiss::kiss:
dzieki po dwakroc kobietki
juz mi lepiej
sie wygadałam...
najgorsze by było jakbym nie miała komu tego powiedzieć-uf...jest forum:kiss:
mamaslon tulam:kiss: też bym miała nerwa
pulpecja dla mnie karmienie to normalka, gdzie popadnie, nawet na środku marketu na podłodze:mrgreen: bo jak się drze z glodu to przecież nie zatkam szmatą:twisted:
ostatnio raczej pozytywne komentarze słyszałam, dzisiaj dziadek jakiś dreptał sobie jak szliśmy na plac zabaw, zatkało go tak, że aż sobie przystanął;-) ostatnio też jakiś mało karku nie skręcił:twisted: ale nic nie mówili
Teściowa nadal sceptycznie podchodzi z tego co widzę, ale nic nie mówi. A jeszcze teraz decydowałam się na wielo (lepiej późno niż później;-)), czekam na przesyłeczkę... to dopiero będzie hardcore :twisted:
Z tym wozkiem to sie nie zgodze. Jak nie mielismy jeszcze swojej chusty a musialam cos zalatwic na miescie to jak sie darl w autobusie (w wozku) to tez sie swoje osluchalam od roznych madrych cioc, co to gadac potrafia, ale miejsca ustapic zebym mogla dziecko na rece wziac i nie martwic sie ze z nim polece przy najblizszym hamowaniu, to juz nie. :evil: Co za kraj...
Niestety ale też tego doświadczyłam, jak dziecko drze sie w chuście to na pewno dlatego że je zła matka dręczy. a jak śpi w chuście to: co ma robić zła matka zdusiła to śpi.
No coś Ty? Ja się z czymś takim nigdy nie spotkałam, choć sytuacji że dziecko płakało w wózku widziałam bardzo wiele. Co innego wtrącanie się i zwracanie uwagi, że za lekko/grubo dziecko ubrane, że źle przykryte, albo nie tym co trza, że grzechotka/zabawka zła, że nie powinno tego jeść/pić, że za duże na samo mleko i różne inne dziwne teorie. Na prawdę dziewczyny, przysłuchując się takim rozmowom można się niezłych rewelacji dowiedzieć.
Zastanawia mnie dlaczego ludzie zamiast zajmować się sobą, swoimi sprawami czują się zobowiązani do wtrącania się w życie innych ,a zwłaszcza wychowanie ich dzieci.
Na przystanku autobusowym zaczepiła mnie młoda dziewczyna i zapytała, czy tą chustę wiąże się na jakiś specjalny węzeł i czy na pewno się to nie rozwiąże, bo widziała kiedyś dziewczynę z dzieckiem w chuście jak biegła na autobus i strasznie się bała, czy jej to dziecko nie wypadnie :lol:
Reakcja mojego taty, który pierwszy raz widział Młodego z chuście: "Ale on garbaty! A rączki? Gdzie on ma rączki?! A, tam... Ale mu ich nie połam!"
Reakcja przy drugim razie: "On tak krzywo siedzi, nam zawsze mówili, że trzeba siedzieć prosto i się nie garbić!" - a na to moja mama - "Ale to było w szkole, że macie się w ławkach nie garbić!":rolleyes:
na dniach miasta byłyśmy z pawiami .młoda skakała na trampolinie a ja czekałam z obowiązaną chustą. obok stał starszy pan kowboj :mrgreen: który rysował w ołówku twarze. podniósł głowę i krzyknął do mnie że śliczne mam "tototo ":wink:.za sekundę przybiegła córa i wskoczyła do pawiszonów aż dziadek zdębiał, przyrównał się i krzyknął ponownie "aaaa to takie cudo":mrgreen:
a mój tato mnie ostatnio zaskoczył. Byłam kilka dni u rodziców. Najpierw się przyglądał jak motam i nic nie mówił, ale podejrzewałam go raczej o lekko kpiarskie podejście. A ostatniego dnia siedzimy sobie przy kawie, Maruda nie chciała zasnąć więc do chusty i tak sobie stoimy przy tacie/dziadku:) Niuńka już wtulona przysypia i tato na to: "Fajne to jednak jest. I tak blisko mamy, bo to bardzo ważne jest ta bliskość" :heart:Kochany ten mój tatko.
Pomykamy z Zuchem w mt. Jak to bywa w małych miastkach (jesteśmy u dziadków), niektórzy starsi panowie, z braku zajęć, stoją sobie przy bramie, patrzą na jadące samochody, na ludzi... no i na nas... I swoje trzy grosze muszą dorzucić: "Jak będzie w tej torbie siedział to nie urośnie! :) "
A tak ogólnie, to spotykam się z niezwykłą sympatią ludzi (chyba tylko ja noszę tutaj dziecko w chuście lub w mt), wszyscy zgodnie stwierdzają, że Franiowi musi być strasznie dobrze, tak blisko mamy :)
Syn mój marudzi strasznie ostatnimi czasy. Zostawiłam go z mama na godzinę, bo musiałam coś załatwić, siedzieli w parku. I nagle Kuba jak nie ryknie, jak nie wrzaśnie, jak nie zacznie zawodzić - przeszła straż miejska, ale co poradzą na płaczące dziecko?
Na co z kawiarni wybiega jakaś baba: "Głodne dziecko ciąga! poszła by do domu! Wyrodna! Tu po policję trzeba dzwonić!" Na co moja mama: "To prosze dzwonić!"
Przyleciałam kwadrans później, baba się zmyła, moja mama roztrzęsiona, dzieć się drze. Ja za szmatę, zawwiązałam siebie i jego w tempie błyskawicznym, dziecko odetchnęło, spojrzało na babcię, ziewnęło i zaczęło się rozglądac na boki. Mojej mamie ręce opadły. Położyliśmy do wózka jego żyrafę, przykryliśmy kocykiem i poszliśmy do domu. Kuba ani razu nie pisnął. Mama moja tak się na niego patrzy i patrzy i mówi: "Jednak jakby był w szmacie, to by histerii nie dostał. Następnym razem będziesz musiała z nim w chuście pójść".
A my z mężem orzekliśmy, ze to lęk separacyjny, bo dziecko u wszystkich się drze, tylko u mnie nie.
Widzę w tym wątku trochę narzekań na to, że chusty wywołują sensację i ludzie komentują, a na wózki nikt nie zwraca uwagi... Chodzę z chustą, ale z wózkiem też całkiem dużo i myślę, że to nie całkiem tak jest. To znaczy, chusty pewnie trochę sensacji robią, ale noszone dzieci głównie dlatego wywołują tyle komentarzy, że są dobrze widoczne. :) W wózkach są po prostu lepiej ukryte przed światem. Jak niosę Adasia w chuście, to zdarza mi się słyszeć szepty "Jakie słodkie maleństwo" albo pytania "A nie za zimno mu bez skarpetek?", ale to samo słyszałam już też, kiedy Adaś leżał w wózku - z tym, że to faktycznie były rzadsze przypadki. Tak więc używanie wózka nie chroni przed zwracaniem na siebie uwagi. :) Osobną kategorię stanowią komentarze na temat stanu kręgosłupa noszonego dziecka i inne w tym rodzaju, bo te rzecz jasna są przeznaczone tylko dla zamotanych.
Wczoraj wiozłam zamotanego Adasia tramwajem i usłyszałam od starszej pani, obrzucającej chustę krytycznym spojrzeniem: "Kiedyś to z takim małym dzieckiem się w ogóle z domu nie wychodziło, żeby mu się dobrze kręgosłup wykształcił i cała reszta".
Komentarz mojego znajomego, kiedy mu to opowiedziałam: "Trzeba jej było powiedzieć, że niektórzy dorośli też w ogóle nie powinni wychodzić z domu". :lol: Taka riposta nie przyszła mi do głowy, ale odpowiedziałam pani radośnie, że nie martwię się o to, bo noszenie w chuście zalecił mi lekarz. Pani po tej mojej odpowiedzi już niczego więcej nie powiedziała.
Swoją drogą, czy ona poważnie mówiła? Jak sobie pomyślę, że miałabym przez szereg miesięcy w domu siedzieć, żeby "z tak małym dzieckiem nie wychodzić", to czuję, że od samej tej myśli świra dostaję.