wczoraj w urzedzie pani mowi do mnie z rozrzewnieniem, ze ja tez tak mama nosiła, w jakimś prześcieradle czy coś. Miała takie wzruszone oczy, zobaczylam ja jako taka mala dziewczyneczke w tym prześcieradle :)
Wersja do druku
wczoraj w urzedzie pani mowi do mnie z rozrzewnieniem, ze ja tez tak mama nosiła, w jakimś prześcieradle czy coś. Miała takie wzruszone oczy, zobaczylam ja jako taka mala dziewczyneczke w tym prześcieradle :)
u mnie niestety większość komentarzy negatywnych-męczenie dziecka itp,standard i oglądanie się na ulicy.A moherki zasiadujące swoją ulubioną ławeczkę komentują za kazdym razem :/ Raz jeden pan zaczął całkiem miło wypowiadać się o moim maluchu,ale potem dodał,że lepiej wyglądał,gdybym go wyciągnęła z tej szmaty,bo co ze mnie za matka.
Dziś po piątej wyszłam na spacer Pogoda super więc wszystkie ławki obsadzone no i jeszcze nigdy nie wywołałam takiej sensacji. Miałam wrażenie że przy każdej ławce przy której przechodziłam cichły rozmowy i zaczynały się komentarze. tylko jedna starsza pani powiedziała że te chusty to teraz są takie dobre. A reszta? Hmm Dialog nr 1:
- Boże widziałaś to? (przerażenie w głosie)
- Daj spokój, widziałam... (jedna wielka dezaprobata w głosie).
Oprócz tego męczę dziecko, moje dziecko jest biedne mimo tego że błogo spało, straszne jest to że nie ma jak się ruszyć itd. Ale wiecie co? Taka refleksja mnie naszła że jeszcze 2,5 roku temu nie miałam pojęcia o istnieniu chust i jakbym zobaczyła matkę z dzieckiem które jest tak zamotane, przycisnięte do matki, wystaje mu tylko główka i nóżki a rączki zwisają żałośnie (jakoś Oli wygodniej trzymać je w dole a nie zgięte i wygląda to faktycznie żałośnie :-)) No więc jakbym kiedyś znaczyła taki obrazek to wcale nie wiem czy bym nie pomyślała tego samego co ci ludzie ;-) Ale mam nadzieję że poza tymi wszystkimi negatywnymi emocjami może kogoś mój widok chociaż zaciekawił i może się zainteresuje tematem?
Wczoraj wiązałam K. w plecak na ławce na placu zabaw, siedziała tam babcia któregoś dzieciaka. Już po tym, jak się bawiła z dziećmi widać było, ze równa babka :) Ale do rzeczy. Ja wiążę, zaczynam szmatę przerzucać, a babeczka mi sama zaczęła końce podawać i przytrzymywać. Do tego opowiadała, że fajne to, i że dawniej się dzieci nosiło w podobnych (tu zapomniałam słowa, coś na "k") i że jej babcia ją tak ponoć nosiła :) Skwitowałyśmy, że dobra moda wraca ;)
ostatnio wiaze majke na plecach przed sklepem jak wysiadlysmy z auta i na parkingu stanelo sobie dwoch takich i poatrza na mnie najpierw z lekkim zdziwieniem potem powatpiewaniem a na koniec uslyszlam od jednego ze bardzo sprytnie dziecie nosze a od drugiego ze on to by sie tak bal ;) ale pomysl fajny
a zwykle komentarze sa przychylne jak to dzidziusiowi dobrze u mamy jaka przytulona itp
Wczoraj z Emi na plecach i Mati piechotką na zakupach zaczepiła mnie pani: "Ojjj - bidulka usnęła na pleckach i tak jej się główka kiwa. Ja to nosiłam córki maluszka tak z przodu że widział cały świat". Tłumaczenie nie wiele dało ale pani bardzo miło mówiła o przytulaniu i noszeniu dzieci.
A mi ostatnio sąsiad poiwiedział, jak wyłaziłam z domu z małym w chuscie: O, jak Krysia fajnie sobie siedzi, cieopło jej od mamy (młody ma naimię Wojtek), ja na to, ze to Wojtus, a dziadek: Wojtek bez portek! I młody sie rozryczał, bo tamten tak się wydarł ;-/ Inne moherowe sąsiadki - o dziwo - zrekły, że młody wygląda jak laleczka i ze fajnie go noszę.
Tylko pani kasjerka w supermarkecie niby do Woja mówi: Niech cię ta mam wyjmie, niewygodnie ci. Nie zwróciłam uwagi.
Chłop mój mi gadał, ze jak idziemy, to się wszyscy ze zdziwieniem na mnie gapią.
większość rekacji pozytywnych, szczgólnie starszych panów- o, jakie ma fajne nosidło, taki to ma dobrze, ciągle przy cycuciach, mały wie, gdzie głowę położy.. a ostatnio byłam w Chojnicah na wystawie psów rasowych, wszyscy spoglądali na nas z uśmiechem, niektórzy macali małego za jego grubaśne nózki, a jedna pani nawet powiedziała do swojej córki " a pamietasz, jak mała tak nosiłam?" i wszystko byłoby dobrzem gdybym nie spotkała mojego męza ciotki ( ciotka po 60tce)
ojej, tak nie zdrowo, jak mozna tak nosic i ton taki jakbym conajmniej mojemu dziecku kręgosłup łamała..na to ja, wkurzona pysknęłam- tak zalecają wszyscy lekarze- ona zdziwiona- taaak, na co ja stanowczo TAK i skończył się temat
jak sie nie zna, to niech zapyta a nie od razu ocenia i nie chodzi mi o nic, tylko o ten ton..masakra..
a ja i tak będę nosić bo mały to uwielbia i ja też:-)
dzisiaj pani kasjerka w supermarkecie mowi ze to fajnie tak móc przytulac i byc tulonym i ze to na pewno lepsze niz... no i tu myslalam ze powie wózek ale nie, mówi ze to lepsze niz nosidła!!! Nie zna sie na tym ale mowi ze widziala pania z dzieckiem w czyms takim i na jej gust to to niedobre bo dziecko tak wisi, sztywne to to, nie to co u mnie, ze mała tak ladnie sobie na mamie lezy :) No, czyli mozna intuicyjnie poznac sie na nosidłach ;)
ja dziś wybrałam się z dziewczynkami autobusem na wycieczkę i jeszcze dobrze nie weszłam do środka a tu staruszka pędzi by mi miejsca ustąpic bo ja taka biedna obładowana dzieckiem matka ;)
Idę sobie z córką w MT przez park. Córka smacznie sobie śpi, tylko jej łapki i nóżki dyndają. Mijam panią z przedszkolakiem i słyszę za plecami jej głos: Zobacz jak pani fajnie niesie dzidziusia. Na to przedszkolak rezolutnie: Ale to się chyba nosi z przodu. Odpowiedzi mamy nie usłyszałam. Obawiam się, że się wisiadeł naoglądał :(
Ja spotykam się z przeróżnymi reakcjami, to co zauważyłam, to to, że prawie nikt nie przechodzi obok nas obojętnie, albo uśmiech, albo pozytywny, negatywny komentarz, często też zdziwienie. Jak byliśmy z mężem ostatnio na giełdzie, to stwierdził, że wszyscy się na nas gapili, jakbyśmy co najmniej nago chodzili ;) W mojej wsi sąsiad jak mnie widzi bez małego w chuście to zawsze pyta gdzie dziś kangurek :) a inny pyta gdzie to sobie podpatrzyłam, bo pięknie to wygląda. No i prawdą jest co dziewczyny pisały, że wszysto można załatwić raz dwa, w ciązy mi tak miejsca nie ustępowali jak teraz z małym w chuście! Ale jest też sporo negatywnych komentarzy i te pieką mnie do żywego... Bo ktoś, kto nigdy nic nie czytał na temat chust i nie ma o nich pojęcia mówi, że za ciasno, że niewygodnie, że niezdrowo, że rozpieszczony, że jak tak można męczyć... och szkoda słów :(
mi przed chwilą starsza "miła" pani z klatki obok uświadamiała że Mały (miesiac i 4 dni) jest za mały na noszenie, bo ma kregosłup z chrząstek i będę żałowała potem jak będzie miał garba, że zmarnuję dzieciaka... :/ wściec się można...
My to ogólnie wzbudzamy uśmiech, bo często towarzyszą nam 2 psy jack russell terrier, które mają mnóstwo energii i latają w koło jak szalone:)
Dowiedziałam się dzisiaj, że noszę dziecko jak Cyganka... (oczywiście zostało to wypowiedziane z wielką dezaprobatą) :)
Ja w swoim czasie się dowiedziałam, że tak to Murzynki w Afryce dzieci noszą, a nie w cywilizowanym kraju (ton, jak wyżej).
Tak czytam te Wasze wypowiedzi... Sama już nie noszę, dziecko już za duże, nie chce. Właściwie, jeśli chodzi o chusty, to mentalność ludzi nie zmieniła się ani trochę. Przecież coraz więcej chust widać, a ciągle pojawiają się negatywne komentarze. Myślicie, że ci ludzie rzeczywiście myślą, że matka nosząca w chuście chce swojemu dziecku zrobić krzywdę? Przecież skoro ktoś się na czymś nie zna, to nie powinien zabierać w tym temacie głosu. A już tym bardziej głośno komentować... Szczerze mówiąc, ja najchętniej nosiłam Antka po lesie, bo wtedy nie słyszałam na każdym kroku komentarzy i nikt się na mnie nie gapił jakbym z kosmosu właśnie przyleciała.
Życzę wielu pozytywnych reakcji na chutonoszenie :)
A mi się codziennie gęba śmieje, jak spotykam moją sąsiadkę (13-14 lat) z misiem w chuście. To dla mnie najlepsza reakcja na moje noszenie. Ciekawe, czy kiedyś będzie nosić swoje dziecko...
Ja myślę, że pomstują wcześniejsze przekonania, że dziecko powinno prosto leżeć, że nie wolno nosić, jak to ostatnio usłyszałam do trzeciego miesiąca ma plackiem leżeć. Ale wiecie co? często słyszę też głosy dezaprobaty i daleko posuniętego sceptycyzmu wśród młodych mam, które nie noszą. Z całym szacunkiem do nich, ale wydaje mi się, że te komentujące są po prostu...zazdrosne? że one tak nie noszą, więc zostaje im tylko wyrazić krytykę na swoją obronę. Myślę tak dlatego, że żadne argumenty nie są w stanie ich przekonać, nie mają ochoty nawet posłuchać, poczytać, nie bo nie i już.... Ale podkreślam, że to są moje odczucia i oczywiście w stosunku do niektórych "mam nienoszących"
a mnie ostatnio, jak byliśmy na obozie, pochwaliła pediatra już chyba emerytowana- między innymi "za to tulenie" czyli za noszenie w chuście :)) i nie tylko za to; i to było super :) ogólnie spotykałam się z reakcjami pozytywnymi, z jedną osobą wymieniłam konstruktywne uwagi, a jedną koleżankę nawet zachustowałam na jeden spacer (pomysł mojego męża :)) +sprezentowaliśmy jej podaegi, który okazał się zbyt mały na moją córę - znajoma testująca chustę stwierdziła, że to jest wygodniejsze od nosidła- podejrzewam, że ma wisiadło, ale go nie widziałam
ostatnio zaczepił nas taki staruszek ksiądz, Piotr był zamotany, ja trzymałam starszaków za ręce+ M z dzieciem nr 3 obok, a ksiądz do mnie: "jaka Ty cudna jesteś mateczko" a potem do mojego M "cudna jest, prawda?" wzruszyłam się, nie powiem, oj wzruszyłam...
Tydzień temu idę z Zosią w plecaku przez rynek. Mijają mnie turyści - model 2+2. Dzieci tak na oko 3 i 5 lat. Kiedy jestem jeszcze przed nimi, tatuś mówi do najmłodszego dziecka: "popatrz synku, popatrz! coś się pani do pleców przykleiło ;-)"
Kiedyś cyganka mnie zaczepiła. Byłyśmy zawiązane w 2X, Zosia wtedy spała. Spytała się mnie: co ja tam mam, po odpowiedzi: śpiące dziecko, zaczęła się zastanawiać jak mi się udało ją tak zawiązać, bo oni też kiedyś nosili, ale bardziej w pozycji kołyski :-)
A poza tym, bardzo mi się podoba jak idę z Zosią w chuście, to często mnie przepuszczają ludzie w supermarkecie przy kasie. Z wózkiem to się nie zdarza.
Może ja też się pochwalę troszeczkę. Otóż mieszkam raczej w małym mieście i to w dodatku na peryferiach, nie widziałam jeszcze w dzielnicy mamy z dzieckiem w chuście... Mam za sobą dopiero 2 dłuższe spacery ale już widzę, że ludzie obserwują. Gdy idę ulicą czasem obserwuję jak kierowcy zaciekawieni zwracają głowy w moim kierunku, zwłaszcza kobiety, nieraz rowerzyści obracają głowy żeby zobaczyć jak to wygląda od frontu a kilka osób mnie nawet zaczepiło. Jedna pani stwierdziła, że wyglądamy uroczo, usłyszałam też "o jak małemu fajnie się musi spać tak blisko mamy". Jedna starsza kobietka powiedziała, że mam bardzo ładne dzieci i że "pomysłowe to wiązadło" :D Dzisiaj w sklepie inna zapytała gdzie coś takiego kupić. Na razie więc spotykam się z sympatią ludzi i pozytywną reakcją a także ciekawością.
a mnie wkurzyło dziś... Młody cos zaczął ryczeć niemiłosiernie, nie wyspał się. Nic nie działało, był śpiacy. No to ja go do chusty i - ziut - na dwór. Jak jest zły, to wscieka go motanie. Wiec załączył wrzaskuna, motałam go na dworze. Po pieciu minutach zasnął, ale co sie wczesniej nasłuchałam, jak dziecko męczę, jakie ono biedne i jaką jestem wyrodna matką etc. W pewnym momencie musiałam mocno ugryxc sie w jezyk, aby coś nie chlapnąć (n ietsety często najpierw mówię, a potem myślę).
Najważniejszy, ze młody sie uspokoił.
Ja muszę przyznać, że więkoszość to pozytywne komentarze, głównie dlatego że Bibi w chuście prawie ciągle śpi i wtedy wygląda jak aniołeczek:zzz: i jakoś otoczenie uważa że w takim razie krzywda mu się nie dzieje ;)
Wsiadam dziś do windy z półprzytomną Małą w MT. W windzie pani, która się do mnie uśmiecha, mówi: dzień dobry. Odpowiadam uśmiechem wciskam guzik i obracam się nieco bokiem. W tym momencie słyszę: Ja nic nie widziałam jak pani wchodziła a Pani ma tu taką cudną niespodziankę na plecach. Anioł po prostu. A jak jej wygodnie...
No i następny miętek będzie chyba ze skrzydłami anielskimi.
Wychodzimy "na dzielnicę" w plecaczku, pod blokiem dzieciarnia młodsza i starsza przesiaduje, chłopczyk tak z 5 lat na nasz widok: "Dzidziuś, dzidziuś w ... kapeluszu!" :D
JoShiMa - mam poda ze skrzydłami własnie.
Ja dziś dałam pokaz motania u fryzjera. Wszyscy dostawali wytrzeszczu że dziecko grzeczne, że nie wypadnie i że na piętro sie z nim wtaszczyłam.
Zamotałam młodego tak, że na bandżi nogli byśmy skakać i pomknęłam w miasto :D
Dorzucę swoje 3 grosze;) Ogólnie reakcje bardzo pozytywne, w kolejeczkach rzadko stoję, bo mimo iż z wózkiem zauważana nie byłam tak z chustą stałam się bardziej widzialna ;) Ludzie uprzejmie przepuszczają (matka cierpiąca- dziecko nosząca). ;) Wczoraj na zakupach wyjmując rzeczy z koszyka rozbiłam słoiczek z deserkiem. Powiedziałam więc do pani kasjerki, że za niego zapłacę, żeby poprosiła kogoś o sprzątnięcie, na co miła kobietka odpowiedziała "nie płaci się za coś co na taśmie nie leżało" ;) I kazała zostawić. Oczywiście potem zachwalała jak to sprytnie dziecia noszę i że taka słodziutka śpiąca z niej królewna ;)
piękna aplikacja na podzie :)
Odwiedzili nas znajomi - moja bliska przyjaciółka z chłopakiem Barzylijczykiem (którego jeszcze nie mieliśmy okazji poznać). Mała spała w chuście, a Carlos nie mógł się skupić na żadnym temacie, bo patrzył na małą i że jej tak cudnie, że jakie to jest wspaniałe dla dziecka, bo dzieci się nosi, żeby były blisko rodziców, bo czują się bezpieczne. chusty i noszenie zdominowały konwersację. Przyjaciółka raczej póki co antydzieciowa, więc mamy przechlapane, he , he , he :D
w klimacie odwiedzin zagranicznych:) : była u mnie koleżanka, od lat mieszkająca we Francji. Bardzo się zdziwiła, że wszyscy tak się na nas gapią na ulicy. Powiedziała, że we Francji nikt nie zwraca uwagi, bo wiele osób nosi w chustach, m.in. jej siostra (ona sama bezdzietna)
i jeszcze a propos przepuszczania w kolejkach: ostatnio byliśmy bez chusty w sklepie ja stałam w kolejce, pusty wózek, obok Antoś na rękach u taty, bo w wózku już wysiedzieć nie mógł, generalnie sytuacja napięta :)- swoje odstaliśmy. A wczoraj w aptece, ja w chuście, starszy pan ledwo trzymający się na nogach chciał nas przodem puszczać... nie rozumiem... ale to kolejny argument na korzyść chusty :)
dobra, do tej pory był cud miód malina ale wczoraj ech....
wzięłam dziecia, zamotałam i wyszłam po zakupki , jakoś więcej mi ich wyszło niż pozwoliła pojemność siaty, więc wygladałam dość komiczno- żałośnie, z przodu dzieć, w jednym ręku dość ciężka i wypchana siata, w drugim dwie butle wody, w zębach klucze (dodam że sklep mam na szczęście w bloku) :duh:
No i super by było gdyby wejście do klatki było otwarte, ale nie, trza było wbić kod nastąpnie zdążyć podejść do drzwi by je otworzyć, no i.. oczywiście 3 x próbowałam i się mi nie udało, w dodatku w recepcji siedziała baba i się gapiała na mnie zamiast mi qrde pomóc :twisted::mad. Stałam przed drzwiami jak ta sierota zupełnie bezsilna, i po raz pierwszy poprosiłam o pomoc, jakiś młody chłopak podleciał widząc mnie taką żałosną i pomógł :hide:. Byłam tak wściekła na całą sytuację że po wejściu do klatki nie mogłam wydobyć głosu i nic tej recepcjonistce nie powiedziałam :roll: , do tego jak sie później zorientowałam wszystkiemu przygladała się inna baba z tej samej klatki co ja :mad. Wsiadła ze mną do windy, obrzuciła mnie takim spojrzeniem że lody na Spitsbergen'ie przy tym to pikuś odwróciła się plecami i tak stała. Ech....
ogólnie do tej pory było miodzio , ale wczoraj po prostu koszmar, zupełnie nie wiem jak się odnieść do tego, a dziś tej babie z recepcji nie podaruję :ninja::twisted:
Mnie zadziwia, jak reagują ludzie z najbliższego otoczenia. Moi rodzice, obje lekarze, co prawda okulista i internista-pulmonolog, ale zawsze, zareagowali bardzo pozytywnie i nam kibicują. Za to teść.... Wiecie, taki z tych, co to na niczym tak naprawdę się nie znają, ale wszystko wiedzą najlepiej. Wtedy, kiedy pierwszy raz zobaczył młodą w chuście akurat nosił ją mój mąż Daniel. Oliwka ma to do siebie, że czasem przy wkłądaniu w kieszonkę pruje się aż do momentu kiedy zacznie się chodzić i wtedy tak samo... A ten się pruję na Daniela: Ty ją wyjmij z tej szmaty, nogi jej zaraz zsinieją! I coś tam jeszcze nie pamiętam... W każdym razie tak się wk...łam, że mu również wywrzeszczałam, że to nie jego interes i, jeśli się nie mylę, nie jego dziecko, a jak chciał zgrywać ojca roku to trzeba było trzydzieści lat temu przy swoich, a tak poza tym, żeby się o czymś wypowiadać należy najpierw posiąść na ten temat wiedzę. Na szczęście mój mąż wstawił się za mną a teść... położył uszy po sobie i już nigdy do tematu nie wrócił.
Z kolei reakcje obcych ludzi mnie bawią, ponieważ niektórzy starają się dyskretnie zerkać (co wcale dyskretnie nie wychodzi), inni się po prostu gapią. Ale najbardziej rozbawił mnie młody człowiek w aptece w Manufakturze mówiąc bardzo teatralnym szeptem: Kaśka... Kaśka... Ty chodź tu i TO zobacz...
wczoraj spacerując z małym w plecaczku usłyszałam:
zobacz, zobacz, jaktam fajnie dzidzia sobie na mamusi jedzie!!!
ubawiłam się!
Odwiedził mnie mój ukochany dziadek(lat 80), ja z Młodym w chuście otworzyłam mu drzwi...Pietruszka uchachany o pachy bo dopiero co odstawiliśmy nasz poranny taniec:) Dziadzio stał tak wpatrzony i po chwili poleciały mu łezki,mnie ścisneło w gardle i też zabeksałam a Dziadziuś mówi :"jak jemu musi być cudownie u mamusi,jak w brzuszku". Dziewczyny, do dziś jak o tym pomyslę, oczka mi się szklą...
Maja wczoraj nam niespodziewanie usnęła w MT na "końskiej" imprezie pod Zamościem a my gamonie zapomnieliśmy kapturka coby jej głowę podtrzymywać. Więc gdy zdarzyły się minuty, że nie trzymałam jej główki (ręce mnie bolały) to Maja zwisała trochę z głową do tyłu. Jakiś młody facet przechodzący rzekł do swoich znajomych: "patrzcie jakie fajne, jak ten stworek fajnie w tym wygląda. Musimy sobie takie coś kupić". A tak w ogóle to tłumy nas oglądały, widzieliśmy spojrzenia ciekawe, zniesmaczone, zachwycone :)