A ja zazdraszczam moim dzieciakom, które szaleją, bo śnieg i są całe szczęśliwe z takiej pogody. Ja coś mniej jestem szczęśliwa na ten śnieg :hide:
Wersja do druku
A ja zazdraszczam moim dzieciakom, które szaleją, bo śnieg i są całe szczęśliwe z takiej pogody. Ja coś mniej jestem szczęśliwa na ten śnieg :hide:
Ja dzis bylam w chuscie z parasolka, zeby nas nie przewialo i bylo ok.
ja wyjechałam rano wózkiem na spotkanie z koleżanką - było całkiem ok ale jak wracałam, wszystko zasypane, chodników nie było widać ciągnęłam wózek tyłem, coby Synusiowi nie wiało... masakra!!! a Boguszek jakby nigdy nic sobie w tym wózku w tej wichurze zasnął - a nigdy w wózku mi nie zasypia i nie obudził się jak go rozbierałam, przenosiła do łóżeczka i spał 2,5h :) sanki muszę kupić :)
Sanki to super rzecz, wczoraj bylam z Ola pierwszy raz i bardzo jej sie podobalo.
Mój szanowny niemąż od 9 rano wraca z Poznania, od 7 godzin od Sochaczewa.....i raczej na noc nie wróci.....masakra......jutro chyba odpuszczam dzieciom konie......a w środę jak będzie te -20 to chyba wogóle z domu nie wyjde......
Nina nie cierpi zacinającego w twarz śniegu - wyła dziś przeokrutnie i nie chciała iść na spacer........chyba więc zmuszać jej nie będę......szczególnie że mi samej też się nie chce :(
mojego nadal nie ma w domu...
MartaS, mojego też nie. Droga od nas na Okęcie to jest normalnie max pół godziny, razy dwa no i z kwadrans na odebranie gościa... a nie ma ich już 3,5 godz; co nagorsze wziął mój telefon i nie mamy kontaktu :twisted:
mojemu powiedzieli że TIR zakopany zatarasował drogę i nie ma jak dźwig go wyciągnąć....poszedł wiec spać w aucie na środku drogi.....
niedawno widzialam w tv, ze wawa wciaz stoi w korkach, koszmar jakis
u mnie w pracy ludzie wychodza i wracają mowiac, ze sie poddali bo nie da sie wyjechac :shock:
a godzina ktora? i nadal wszystko stoi! a parking zasypany po pachy :p
paraliż niezly, a mnie strachają takie paralize spowodowane pogodą , normalnie sie boje :hide:
ufff, mój jest... Trzymam kciuki, żeby pozostali też wrócili
Mojemu zajęło ponad 4 godziny pokonanie Dickensa - Stryjeńskich, ale w końcu dotarł - uff...
Masakra, dzisiaj spóźniłam się 1,5 godziny po młodą do żłobka bo nie przyjechało 6 kolejnych autobusów z rozkładu (jednej lini!), ponad godzinę czekałam na przystanku i prawie płakałam z zimna bo nawet wiaty tam nie było. Część trasy pokonałam na piechotę a jak odbierałam młodą to i tak były jeszcze inne dzieci! M. jechał dwie godziny trase, którą zazwyczaj robi w 20 minut.
Teraz wieczorem jak wracałam do domu to śnieg po kolana w ogóle chodników nie widać. Właśnie mamy burzę mózgu jak dotransportować młodą rano do żłobka...
hehehe..., no to nocka w pracy :-) Przy okzaji kilka dni można odrobić i potem dwa dni wolnego :-)
U nas śniegu mniej niż w Lublinie, ja byłam z Kajetanem na 1,5 godzinnym spacerze z wózkiem, mały spał, wiało sniegiem, ale naprawdę to pewnie pikuś z tym co tam u Was.
Zastanawiałam się, czy wziąć Kajetanka do chusty, pod kurtkę, żeby miał ciepło i dodatkowo wziąć wózek, żeby mieć się czego trzymać jak będę szła.
Pomysł niegłupi :-)
babcia została z dzidzią, a ja z mężem poszliśmy odśnieżyć samochód i po małe zakupy spożywcze (kobitka w kasie mówiła, że mieli wyjątkowy mały obrót)
niesamowita ilość śniegu, zamiecie prosto w oczy, bardzo zmienił się krajobraz dzielnicy podczas jednego dnia, paraliż ;p cieszę się że mąż późno, ale wrócił z pracy, połowę drogi szedł na piechotę, przemoczył buty
a jutro znowu cały dzień siedzimy w domku z Róziakiem
to ja dopiszę , mój 3 h wracał z mokotowa na bemowo , wyruszył o 20 a 23 był w domu , normalnie dramat, dziś nei jest lepiej
Uważam, że Hanna dała ciała po całości. Śnieg nie był zaskoczeniem, był zapowiadany.
A firmy odśnieżające mają bardzo wygodną umowę nie powiem - tylko co by było jakby miało padać bez przerwy przez kilka dni?
Masakra powyborcza bania jak nic.
Nie wiem, kto jest winny, a chciałabym wiedzieć. Panowie, którzy przywożą chleb do naszego sklepiku osiedlowego mówili, że nikt, albo raczej że wszyscy kierowcy którzy głupieją w pierwszy śniegowy dzień.
Mój mąż wczoraj wyruszył z czerniakowskiej o 18, w domu był o 1!!! dodam że jednym autobusem....
A ja dzisiaj byłam z Wojtkiem po młodą do szkoły w wózku. I sorry, snieg lezy od wczoraj, a nigdzie, totalnie nigdzie niepoodgarniane. Czułam się, jakbym jechała conajmniej 30 km, a to 20 min. spacerkiem tylko. Jechaliśmy ok. 50 minut i tyle spowrotem.
Jak zwykle zima zaskoczyła wszystkich:-/
u nas oczywiście też masa śniegu ale nie ma wiatru więc bardzo przyjemnie się chodzi. Helena od dawna na to czekała :) Za pierwszym razem to zjechała z wałów chyba 60 razy aż przy kolejnym podejściu całkowicie odcięło jej prąd :) Sanki, chodzenie po głębokim śniegu, rzucanie się i turlanie - u nas na razie same plusy zimy :)