Zamieszczone przez wanderluster
Wydaje mi się, że wiele ostatnich rad co do wychowania dzieci (np. Tracy Hogg) budzi kontrowersje głównie z powodu terminologii, jaką się stosuje i określeniu, "zdiagnozowaniu" potrzeb dziecka.
"Nie karm na żądanie" nie musi oznaczać "zostaw dziecko głodne". Czasem rodzice myślą, że dziecko płacze, więc jest głodne. Chyba każda mama karmiąca usłyszała, że może ma za mało pokarmu, bo dziecko płacze = głodne. A to wcale nie tak...
Więc myślę, że w większości rad chodzi o lepsze zrozumienie sygnałów wysyłanych przez dziecko. Nie zawsze interpretacje są słuszne. Dziecko w łóżeczku może płakać, bo jest zdezorientowane, nie wie o co chodzi, skoro zwykle tam nie zasypia, a niekoniecznie potrzebuje bliskości. Dziecko zmęczone, a zasypywane bodźcami, też się męczy i płacze, a nie znaczy to, że jest głodne.