Mój też twierdził, że nie, bo będie się pocił.
Cóz Jego wybór, jest fantastycznym ojcem, nosić mogę ja. :)
Wersja do druku
Chustowanie jest męskie. Do tego nie trzeba przekonywać, do tego trzeba dojrzeć.
Moj nanosil sie rodzenstwa jeszcze jak dzieckiem byl, z chusty sie smieje, ze tyle materialu i ze to jakis europejski wymysl. Sam rzadko nosi, wylacznie po domu i wylacznie w swoim kawalku materialu. :D
Mój w chuście nosił kilka razy i tylko gdy ja go zamotałam :) Ale MT uwielbia, ma swój i gdy tylko może to nosi :)
http://imageshack.us/photo/my-images/255/ja048.jpg/Ja w ciazy kupilam elastyka, bo nie wiedzialam z czym to sie noszenie je ;). Ale bardzo nam nie szlo. W dodatku bylam po cc i dosc ciezko to znosilam. W koncu wyladowalismy na KK. Maz sie zamotal w tkana (on pierwszy!) i zatrybilo!. I to jak. Od razu podjal decyzje, ze kupujemy chuste. Co prawda pierwsze kilka razy sprawdzal co chwile czy dziec dycha, ale dychal i zadnym motaniem nie dal sie udusic ;)
Teraz jak wychodzimy razem to jest dyskusja kto niesie. Teraz mu bardziej pozwalam, bo: zima, ciezka kurtka, mlody prawie 10 kg, a ja schudlam inaczej:hide:. I czekam do wiosny ;). Pierwsze chusty mamy bardziej meskie (braz, granat). Potem maz sam kupil 'nadziewana czekolade LL z alpaka' - sam wybral kolor - i widac wcale mu nie odbiera meskosci. Nawet oslonki i golfy dla dwojga nosi. Golf to nawet gdyby byl rozowy to by nosil (tak powiedzial, nie testowalam ;) bo Jaskowi ma byc cieplo). A teraz po pol roku kupilam sobie w koncu bardziej dziewczynska chuste :) Niech tylko przyjdzie wiosna.
A do przekonania? Coz, nic na sile, jesli nie wychodzi wola od taty, to trudno do czegokolwiek zmusic. Moze przyda sie spotkanie z jakims noszacym tata? Moze na KK jakims? Uroczo wyglada chlop jak dab z przymotanym malenstwem :):love:
http://imageshack.us/a/img255/9943/ja048.jpg
http://imageshack.us/photo/my-images/255/ja048.jpg/
Nosił jak go zamotałam... i to w różowej chuście! :D. Sam się nigdy nie nauczył wiązać. Za to teraz mamy MT (udało się znaleźć takie w którym się "zakochał") i kłócimy się o to kto nosi ;)
Ślicznie :D
Mój stwierdził,że nosić nie będzie bo mu ciężko,wózkiem też jeździć nie będzie,bo nie wygodnie,chyba że mnie nie będzie i będzie musiał :neutral:
Mój mąż od początku nosił w chuście, a teraz w MT. Pod koniec ciąży to on zamówił i pomógł wybrać chustę (natibaby dakar, więc dosyć kolorowa), pierwszy trenował wiązania. Na początku więcej ja nosiłam, a teraz, gdy mały już swoje waży, to jak idziemy gdzieś razem zawsze mąż nosi. Bardzo lubi nosić synka i lubi się tak pokazywać wśród ludzi, bo wszyscy się za nim oglądają. Ostatnio ledwo weszliśmy do kościoła, to od razu podbiegła jakaś staruszka i zaoferowała swoje miejsce siedzące w ławce, żeby tatuś z dzieciątkiem sobie usiadł :-o W naszej okolicy jest prawdziwą sensacją. No i mały najlepiej śpi noszony u tatusia. Jedynie na razie nie może się przekonać do noszenia na plecach, w ogóle ma ulubione swoje wiązanie - kieszonkę i całkiem dobrze mu wychodzi. Czasem tracił cierpliwość przy wiązaniu, bo łatwo się denerwuje, ale muszę przyznać, że zaskoczył mnie pozytywnie z tym noszeniem. A jak idziemy z wózkiem, to też on pcha, ja to mam na co dzień, jak jestem sama z dzieckiem, więc niech się nacieszy. Jak się nauczę wstawiać zdjęcia to może coś pokażę.
Mój się uprzejmie zgadzał na zamotanie co polegało na tym że stał jak ciele z rozłożonymi rekoma i mówił: pomóż mi. Ja każdorazowo dostawałam wścieklicy, że robi z siebie durnia i skoro ja się mogłam z obrazków nauczyć to on by mógł spojrzeć uprzejmie jak mu pokazuję i powtórzyć czynności. Nie wierzę, że nie jest w stanie się nauczyć. Zgoda nastała dopiero z chwilą kupienia manducy a potem nubika - ja mam chusty, on nosidła i każdy jest zadowolony. Jak jesteśmy razem to zawsze M. nosi, akurat samo noszenie uwielbia. Zawsze mówił, że przy pierwszej córce nie miał tyle bliskości z niemowlakiem i że bardzo tego żałuje. Pozostałe 3 córki nosił od poczatku, zawsze dumny. Oczywiście wszystkie kobiety jego :-)
Mój przekonał się do noszenia dopiero, jak zaczęłam nosić na plecach. Z pierwszym synem mieliśmy początkowo tylko nosidła - bondo i MT, w nich nosił, jeśli go zamotałam. Potem kupiłam kółkową i tu był opór. Ale w sumie to używałam jej głównie po domu i na szybkie wypady do sklepu, jak mi się nie chciało wiązać MT.
A teraz zobaczymy :whistle:
Dwie tkane już czekają w szufladzie.
mój nie protestował, kiedy oznajmiłam, że kupujemy chustę :)
pierwsza motałam ja, później próbował em i stwierdził, że to pomaga nawiązać bliskie relacje z maluszkiem ;-)
nosi tylko w domu, nie namawiam- sam decyduje
nic na siłę
http://imageshack.us/a/img687/2786/dsc04784q.jpg
http://imageshack.us/a/img13/5456/dsc04769e.jpg
http://imageshack.us/a/img854/9493/dsc04971lp.jpg
Mój do chust nie dał się przekonać, chociaż był ze mną na spotkaniu KK i muszę przyznać, że wiązanie szło mu lepiej niż mnie (m.in. wiązał na biodrze z węzłem przesuwnym - dla mnie czarna magia...), ale nosidło użytkuje i to MT - ergo mu nie pasowało (mi z resztą też nie)
Gdzieś był świetny tekst muchy o noszeniu... Poszukam.
My jeszcze nosidla na oczy nie widzielismy, ale moj stwierdzil, ze wolalby MT, bo jak sie mota, to czuc luzowanie. A jak w nosidle peknie klamra to bach... Przypuszczam, ze sa zabezpieczenia i w ogole, ale MT i chusta daje jakis wiekszy komfort psychiczny (zwlaszcza tacie, bo ja to bardziej beztroska jestem).
Ja już olałam przekonywanie mojego, on dźwiga plecak z rzeczami a ja młodego i tyle :P Oporny jest, wózka też nie lubi, tylko na rękach by nosił :P