I ja poprosze, pawie mam i MT z kwiatami i kotem :lool: Mówta jak źle jest :applause:
Wersja do druku
I ja poprosze, pawie mam i MT z kwiatami i kotem :lool: Mówta jak źle jest :applause:
Ja tez proszę :mighty: o poprawienie moich wiązań nie obraże się(będe wręcz uradowana) :) A na pomacanie chust tez się piszę :P
Ja sie nie szczypie i zagaduje, usmiech na twarzy i:
- o jaki piekny widok....
- milo widziec mame noszaca w chuscie...
- piekna chusta...
potem albo ktos jest zintersowany rozmowa i milo sie rozmawia, a jak nie to wtedy przechodze do rzeczy. Tylko raz ktos na mnie parsknal, zeby sie nie wtracala i ok.
Njaczesciej wreczam wizytowke klubu kangura lub polecam strone www i zapraszam na spotkania, mowiac - jesli chcialaby sie pani czegos wiecej dowiedziec o noszeniu to zapraszam. Jak jest wiecej czasu i ktos chetnie slucha to po krotce mowie o kregoslupie, ulozeniu, dociagnieciu. Czasem cos poprawie.
Uwazam, ze watro zagadac, moze przy okazji poznam kogos fajnego :)
Pomysł ze znakiem rozpoznawczym superowy!
Wszystkie tak optymistycznie podchodzicie do tego, a mnie sie wydaje, ze jakbym do was (mowie o tych, ktore o poprawe prosza) podeszła i powiedziala cos na temat wiazania (nawet uprzejmie - niech bedzie, moja strata :twisted: ) to byscie mnie przepedzily na cztery wiatry i jeszcze bym sie nasłuchala, ze co ja tam moge wiedziec, takie wapno, i jeszcze, ze w moich czasach to sie pewnie inaczej nosilo :twisted: :twisted: :wink: :wink: (bo ja (przypominam) juz emerytka chustowa jestem :wink: )
Jaśnie Pani :) Ja nie, spokojna głowa :mrgreen: Ja jestem pokojowa, ostatnio widziałam w eco sklepie jak to ekspedientka pokazuje klientce jak mota się chustę, to jak zobaczyłam jak to zamotane :omg: Podeszłam, pogadałam, pokazałam, wykład zrobiłam :lool:
Jakby co to ja z kolei mam Nati Marsylię, często chodzę w różowym, a na spacerach towarzyszą nam dwa husky. Wasze dzieci/ę będzie mieć rozrywkę na czas wykładu 8))! Oczywiście Toruń...
:lol: :lol: :lol: :lol:Cytat:
Zamieszczone przez Jasnie Pani <img src=\"{SMILIES_PATH}/icon_smile.gif\" alt=\":)\" title=\"Smile\" />
Usmialam sie. Ja tez emerytka chustowa, a wlasciwie to na zwolnieniu warunkowym bo na kolejnego chusciocha czekam :roll: i jakos mnie nie gonia.
boszzzz, ja to zawsze jakiś ot muszę walnąć, ale nie mogłam się powstrzymać, po co Wam haszczaki, wystawowe, czy pociągowe? Jak ja chcę mieć te psy.Cytat:
Zamieszczone przez ChowChowww
No ja też koniecznie proszę, żeby mnie poprawiać. Przecież niekoniecznie trzeba okraszać to wiązanką na temat tego, jak źle zawiązane.
Jakiś czas temu w sklepie - fakt, to był sklep z chustami :D - inna mama, zresztą bez chusty, widząc jak wiążę 2X zaproponowała, że mi pomoże dociągnąć. I poprawiła mi na plecach zrolowaną chustę - od razu lepiej się zrobiło. Przy okazji doceniłam fakt, że jak chusta jest ładnie rozłożona na plecach, to naprawdę lżej się niesie.
Jest kolosalna różnica (dla mnie przynajmniej) między radami i uwagami typu "dziecko się pani udusi" "ale przecież jemu niewygodnie" a poprawieniem wiązania przez kogoś, kto umie. Przecież w tym drugim przypadku ten ktoś nie krytykuje i nie czepia się, tylko wspiera i pomaga.
Zgadzam się, że rozpoczęcie takiej rozmowy może być trudne, ale tak jak już dziewczyny pisały - nie trzeba zaczynać od krytyki wiązania, ale od ucieszenia się na widok chusty, od wzmianki że samemu się nosi/nosiło... a potem często z samej rozmowy wyniknie, że można coś poprawić lub doradzić.
jak nie poprawiać fatalnego wiązania:
"biedactwo moje, co ta twoja mamusia tu namotała? kręgosłupik chce ci skrzywić. maleństwo takie biedne, tak męczyć w krzywym wiązaniu. przecież ty tu zaraz wypadniesz"
"lustra pani w domu nie ma? przecież widać, że krzywo. jak nie umiesz wiązać, to w wózku woź!"
pisze to ta, która przy podobnej krytyce kładzie uszy po sobie, potem dobrze zapamiętuje twarz i jak jeszcze kiedyś spotka na osiedlu (tfu, tfu), to chowa się za drzewo.
ja nikomu uwagi nie zwrócę, ale sama byłabym wdzięczna gdyby ktoś się o moje dziecko zatroszczył.
ostatnio jak wróciłam z pracy i zobaczyłam swoje wiązanie to stwierdziłam z przerażeniem, że jeśli ktoś się przyjrzał, to musiał stwierdzić, że to dla dziecka nie może być dobre tak wisieć, że jedna połowa ciała wyżej niż druga.
zartujesz???Cytat:
Zamieszczone przez dvoicka
ktos tak sie do Ciebie zwrocil? no masakra.
przykro mi :-(
Mnie nikt uwagi nie zwróci, bo tu chustowa pustynia :( A szkoda, że nie mam nikogo na żywo, żeby poćwiczyć wiązania, podzielić się doświadczeniem itp. Powiem Wam szczerze, że dopiero dziś zamotałam Małą poza domem, jak byliśmy na swoim "ranczo" na wsi, a tak na ulicę jeszcze nie wychodziłam z zachustowana, boję się, ze zacznie mi płakać i co wtedy? Chyba mnie babki zlinczuja, że dziecko męczę. Na razie muszę ją przyzwyczajać w domu no i w weekendy na wsi...
dla mnie też porażka...Cytat:
Zamieszczone przez ithilhin
ja zaczęłam dopiero nosić w tkanej i mam problem z dociąganiem bo jednak instalacja trwa dłużej niż elastyka więc pierwsze kilka minut wiązanie jest "na słowo honoru" a dziecię asekurowane rękami (ale to głównie dla mojego spokoju wypaść by pewnie nie wypadło...) i wiązanko poprawiam już na trasie spaceru - jakby ktoś podszedł i mi pomógł podociągać to chętnie skorzystam - ale raczej nie po takich tekstach :evil:
to teraz trochę OT:Cytat:
Zamieszczone przez merolik
a skąd jesteś?
mi kilka razy zachustowane dziecię robiło cyrk pod tytułem "krzywda mi się dzieje" ale uwagi nikt mi nie zwrócił... a w wózkach to się niby dzieci nie drą i nie płaczą?
ja to mam nawet gotową odpowiedź i scenariusz w głowie na taką ewentualność, np taki:
KTOŚ: ale pani męczy to dziecko w tej chuście widac że nieszczęśliwe bo płacze...
JA: trzeba by posłuchać jak się w wózku potrafi wydzierać, to to dopiero cichutkie pojękiwanie jest... :twisted:
mam nadzieje, ze to byly wariacje dvoicki w odpowiedzi na moje posty w tym temacie, a nie jej autopsja :hide:Cytat:
Zamieszczone przez ithilhin
:sorry: juz zmykam, nie bede was wiecej straszyc :wink:
Dvoicka, mnie też nie chce się wierzyć, że to mógłby byc ktoś od nas...
A co byście powiedziały na widok taty z noworodkiem w luźnym 2X? I to jeszcze z dyndającą główką?
Mąż mojej koleżnaki tak nosi. Najdelikatniej, jak mogłam powiedziałam jej o konsekwencjach. Zawołała męża i kazała mu powtórzyć...
Pokazałam mu kieszonkę. Jakoś zamotał, ale też była strasznie niepodociągana i dziecko dyndało mu na brzuchu, a ja wolałam nie naciskać, bo on sporo starszy ode mnie i miał minę pt" czego ta gówniara ode mnie chce"...
Sama nie wiem co zrobić... Macie jakieś materiały o konsekwencjach złego noszenia? Może chociaż koleżance podeślę...
Nie wiem, w ogóle mam dzisiaj fatalny humor :(
Może się przydać taka wersja odpowiedzi :) w małym miasteczku na Podlasiu... :thumbs up:Cytat:
Zamieszczone przez Mayka1981
Hmmm... ja myslę, że chyba nie będą aż takie skore ;-)Cytat:
Zamieszczone przez merolik
Mój Piotrek chustę kochał od początku, zwłaszcza w połączeniu z poruszającą sie matką!
Ale był też egzemplarzem kolkowym, miał okresy, że tak kolka mu dość mocno dokuczała i wył, nawet zawiązany. Któryś z takich momentów zaliczyliśmy na krakowskim rynku, w ładne niedzielne popołudnie (tak na spacerek wyskoczyliśmy... )Wyobrażacie to sobie: rynek pełny ludzi, matka z wyjącym niemowlakiem w szmacie - a płucka to on ma niezłe! - polowa się za nami oglądała, ale nikt, powtarzam NIKT nie odważył się podejść i rzucić do nas jakiejkolwiek uwagi. Moze to dlatego że nie szłam sama tylko z M, i choć on nieduży facet to jednak facet :twisted: A co tam między sobą mówili to mi to latało...
Tak więc radze - Faceta weź ze sobą, jako obrońcę uciśnionych i ruszaj w miasto :lol:
nie, no co Wy.Cytat:
Zamieszczone przez Jasnie Pani
przecież chustowe matki to złote kobiety są :D , żadna by z takim tekstem nie wyskoczyła (nawet Jaśnie Pani :wink: )
w takim tonie zaczepiają mnie różne panie, twierdząc, że za lekko dziecko ubieram i nakrywam zbyt małą ilością kocyków.
pierwszy w życiu spacer z dzieckiem mi zepsuły. :evil:
a za zamieszanie przepraszam :hide: