Nie żałuję żadnej chusty. Jedną jedyną zostawiłam :)
Był jednak czas, kiedy żałowałam /żal to zbyt małe słowo/ pewnego mietka. Ale że poszedł w dobre /BARDZO dobre/ ręce olmis, to go odzyskałam. I już nigdy w życiu się go nie pozbędę :)
Wersja do druku
Nie żałuję żadnej chusty. Jedną jedyną zostawiłam :)
Był jednak czas, kiedy żałowałam /żal to zbyt małe słowo/ pewnego mietka. Ale że poszedł w dobre /BARDZO dobre/ ręce olmis, to go odzyskałam. I już nigdy w życiu się go nie pozbędę :)
Bardzo żałowałam, że sprzedałam SN ash, ale już mieszka u mnie kolejny ;)
Na początku bardziej emocjonalnie podchodziłam do chust, teraz tylko mnie cieszą jak dostaję, kilka razy ponoszę w jednej i już to nie to, już jej nie chce.... Masakra, wariatka ze mnie :roll:
Brakuje mi róży julietek, bo piękne były, VHI oj to była super szmatka.... No i Elias :heart: staram się znaleźć kolejnego, ale nikt sprzedać nie chce....
No i pewnie będę żałować, że Natka w deery poleciała kilka dni temu w świat, jeszcze do mnie nie dotarło, że już jej nie mam.
Także tego :thumbs up: lepiej cieszyć się, że wlatuje coś nowego niż rozpamiętywać co się puściło w świat... :)
katje :(
Nic. Żadnej nie żałuję
Żałowałam vespersa, bo to była pierwsza Oscha, którą pokochałam. Ale teraz mam vespersa kółkowego :).
I żałuję wełen - alto zen, bramble, maya, japan indigo, śnieżynki :(. Ale i tak bym w nich nie nosiła :(.
mi chwilę jest smutno jak coś sprzedam , ale po dwóch- trzech dniach jest ok ;) za bardzo mnie ciągnie do tego by próbować nowych chust by rozpamiętywać ;)
mojego ukochanego, wypieszczonego, długo poszukiwanego szarego japanka z jedwabiem :heart::heart::heart: Stałam przed domem nowej właścicielki i jeszcze nie byłam pewna, czy go zostawię u niej, czy jednak nie :hide:
(jest niedaleko, 30km, i gdyby jeszcze kiedyś ktoś, to może do mnie wrócić. Ale i tak strasznie mi przykro, że już go nie ma w szafce)
i w sumie to chyba jedyna chusta, której mi aż tak bardzo żal
żałuję sprzedania eibe. I odfarbowanych czarnych pawii 2007.
Filippo, "Twoje" Perlmutty pojechały do Kalifornii.
Wiem, marne pocieszenie, ale przynajmniej trochę świata zobaczą. W Polsce nikt ich nie chciał.
Ja się przymierzam do pozbycia wszystkich szmat ale jak natrafiam na ten wątek, to mnie zaczyna w dołku ściskać :bduh:
Łeeee, myślałam, że aliona się zwierzyła i przygnałam w dyrdy. Aliono, dziewczyno z piegami i skryta, wyjaw, której Ty żałujesz?
Aj, pacz pani, przeoczyłam Twoją śmiałą deklarację. Ja właśnie zinka, com go miała sprzedać i pożałować, biorę do Łęczycy (jednak jedziemy tam, choć plany były inne), w nadziei, że rycerstwo młodą zmęczy, a wózkiem będzie niewygodnie, bo w Łęczycy na pewno chodników nie mają tylko sążniste korzenie pod stopami sterczą :roll: Spotkamy się tam, na owych nieubitych drogach? Czy Wy jutro? Czy wcale?
Sprzedałam właśnie bambusową SN Midnight i już żałuję :hide:.