pierwsze plecaki motałam przy asekuracji męża, który pomagał tam co nieco przytrzymać. Teraz już nie mam żadnego problemu, a plecak to nasze ulubione wiązanie :)
ćwiczenie czyni mistrza!
powodzenia
Wersja do druku
pierwsze plecaki motałam przy asekuracji męża, który pomagał tam co nieco przytrzymać. Teraz już nie mam żadnego problemu, a plecak to nasze ulubione wiązanie :)
ćwiczenie czyni mistrza!
powodzenia
Nie zamierzam zrzucać odpowiedzialności na dziecko, ale mimo wszystko widzę różnicę w motaniu Antka i w motaniu Franka. Poza tym kwestia ewentualnego zdejmowania 6 miesięcznego maluszka w "terenie" (gdzie nie ma miękkiego łóżka czy fotela) nieco mnie przeraża. W przypadku Franka nie miałam z tym problemów. To w tym kontekście pisałam o wychodzeniu z domu z Antkiem na plecach.
BTW - czy udaje się Wam samodzielnie zdejmować z pleców śpiącego maluszka nie budząc go?
moge z dumą powiedzieć ze tak :)
z konieczności nauczyłam się, bo Lila zasypia TYLKO na moich plecach, tak więc 2-3 razy dziennie muszę ją odkładac z pleców na materac, ostatnio nigdy się przy tym nie budzi. Nasuwam jej chustę na głowę, bardzo, baaardzo powoli i ostrożnie kładę się razem z nią w chuście na materacu, na boku i wtedy rozwiązuję chustę, delikatnie zsuwając Lilę z pleców.
Każdy się boi wrzucić na plecy dopóki nie spróbuje. Dziecko na plecach bardzo dobrze czuć, gdyby się zsuwało na pewno byś to czuła. Ja na początku bez przerwy latałam do lustra i sprawdzałam czy jest ok, ale po paru razach przekonasz się że malucha czujesz, wiesz w którym jest miejscu i czy bezpieczny, czy nie ma za luźno. Trzeba trochę czasu żeby nabrać zaufania do tego wiązania.
Co do zdejmowania z pleców śpiącego dziecka to wiadomo: są dzieci odkładalne i nieodkładalne, dotyczy to nie tylko chusty ale i przenoszenia np z fotelika samochodowego czy wózka.
kwestia zdejmowania jest łatwiejsza niż zakładania na plecy. Luzujesz chustę i obniżasz malucha jednocześnie przekręcając sobie na biodro, to się praktycznie umie od początku.
nigdy jeszcze sama nie wrzuciłam dziecka na plecy.
to tak na pocieszenie, jakby któras z Was myslala, ze to ona jest najgorszą chustofajtłapą ;)
ale Tosia juz będzie plecakowa, tak cos czuję. nie będę miala wyjscia pewnie...
Zdarzyło mi się ze dwa razy, ze w plecaku prostym pupka małej wypadła, ale to z powodu bardzo duzego wiercipiętstwa mojego dziecka (jak ktoś na plecach, nie powiem kto, patatajuje wciąz to nie dziwota, ze chusta spod zadka sie wysuwa :D :P ;))
Zarzucanie na plecy to pikuś, mogę zarzucić małą gdzie bądź i przy kim bądź(ostatnio w ciuchlandzie przy armii klientów wpakowałam małą w mietka na plecy, wszystkim na chwilę mowe odjęło :))
Na zdejmowanie wynalazłam "windę", mała zjeżdża po mojej nodze :) gdy zaśnie przesuwam ją delikatnie pod moim ramieniem, podtrzymując główkę, przejmuję pupę i odkładam na łózko-działa.
aaaa tym patataj to mnie wystraszylas bo moja uwielbia tak robic.. wiec jak wrzuce na plecy to dopiero bedzie ujeżdżanie... nie wiem kiedy sie odważe, zwłaszcze ze nie składa mi sie czasowo umówienie się z pomocną mamą :(
Sama spróbuj :) to nie takie straszne :)
ja próbuję plecaczka od tygodnia, Zosia drze się w niebo głosy w trakcie wiązania (pewnie dlatego, że z racji braku wprawy trwa to dość długo), ale potem... zasypia
i wrzucam na plecy jak worek ;)
Zosia zwykle odkładalna jest, ale delikatnie trzeba i nie można za długo czekać ;)
no to i ja się pochwalę swoim plecakowaniem. Pierwszy raz - czarna magia, ale że przy pomocy, wsparciu i asekuracji doświadczonej chuściary to się odważyłam. Drugi raz już lepiej, ale tylko się przyglądałam. Wróciłam do domu i zamotałam jakoś, choć spociłam się przy tym mocno. Ale Mała zadowolona szybko usnęła więc się odważyłam i czwarty raz. Tyle że bez wrzucania, z biodra. Trochę bardziej pracochłonne ale wrzucić bym się bała. Tak więc próbuje choć sama widzę, że idealny to ten plecak ciągle nie jest:) No i odruch sprawdzania czy materiał się spod pupy nie wysuwa włącza się co chwile ...
Ja też tylko z biodra umiem, albo z fotela, jak siedzi, dla mnie o wiele łatwiej dociągnąć plecaczek teraz, jak już mogę zostawić rączki na zewnątrz, z rączkami w środku nie udaje mi się nadal.
hehe, ja tylko z biodra, przerzucić nie umiem (wypadałoby się w końcu nauczyć!), ale mój mąż zawsze przerzuca, od samego początku. dziewczyny mają przy tym niesamowitą frajdę.
zaczęliśmy ćwiczyć plecaki na warsztatach, kiedy janka miała cztery miesiące. zanim poczułam się pewnie z młodą na plecach, minął miesiąc. pamiętam moje niedowierzanie, kiedy ekomama mówiła, że przekładanie pół w plecaku z krzyżem tylko tak skomplikowanie wygląda, a w rzeczywistości jest całkiem proste :lol:
przy tośce byłam odważniejsza, o drugiego miesiąca regularnie siedzi na plecach - wówczas dopiero moje spacery z obiema stały się przyjemne :D
Nie mówię że nie, wręcz przeciwnie - napisałam że z biodra więcej zabawy jest :) tyle że ja przerzucić jak narazie się nie odważyłam. Poza tym nie widziałam jeszcze jak to się robi z dzieckiem, prezentacja z lalką była, a to jednak łatwiej zarzucić niz własnym dzidziolem po plecach majtać :)
dzięki brikoli wiązanie plecaka, no prostego plecaka, okazało się faktycznie proste ;)
DZIĘKUJEMY :)
próba wiązaniowa w domu wyszła już bardzo ok. i nawet mąż się zdecydował zarzucić mała sam na plecy i...dał radę!!!
ja do plecaków przekonałam się niedawno, bo Bartek z przodu zaczął mi za bardzo świat przesłaniać i zderzyliśmy się ze słupem:(.Nie wiem czy to kwestia większej wprawy czy Dzieć dorósł, bo jest mi teraz w plecaku prostym całkiem wygodnie a jeszcze kilka miesięcy temu to wiązanie kompletnie mi nie pasowało.Trochę brakuje mi tylko tego, że jak Bartuś z tyłu to mam go poza kontrolą wzroku, nie mogę mu czapki poprawić, nosa obetrzeć itp. i mam problem jak zaśnie w terenie. Łapki ma na zewnątrz chusty więc nie umiem jej nasunąć na główkę. Próbowałam ją podtrzymać moim szalikiem ale było tak sobie.
odwazzylam sie i wrzucilam na plecy z kanapy. Mialam wrazenie ze material spod pupy zaraz wyleci - jak to zrobic aby tak nie bylo??? W ogole to plecak prosty jest dla mnie tak samo kontrowersyjny jak kangur. Chusta kest tak zebrana do góry (na ramiona) ze latwo wypasc jej spod pupy, no nie lubie tego :(
Od początku nie mam żadnego problemu z dołem - pakuję dużo materiału pod pupę dociskam połami trzyma na beton:) za to dociągniecie góry od 3 miesięcy spędza mi sen z powiek. Nie umiem i już, chyba w końcu jakiś wątek na chustowiązaniu na ten temat popełnię:(
Wow, widzę kam.xt, że jesteś mistrzynią w odkładaniu z plecaczka, skoro robisz to tyle razy dziennie:)
A czy nasuwanie chusty na głowę zawsze jest takie trudne? Ja zawiązałam Antosia na plecach cztery razy i za każdym razem jak zasnął, brakowało mi rąk, by założyć chustę na "machającą" się od mojego chodzenia główkę. Ostatecznie jakoś założyłam, ale było trudno i Antek prawie się budzi przy tym zabiegu.
Ech... no tym razem mamy maluszka raczej niezdejmowalnego... Tylko z kieszonki udaje mi się go odłożyć bez obudzenia. Inne przypadki, nawet przekładanie z naszego łóżka do łóżeczka najczęściej kończy się obudzeniem.
Winoroslinka gratuluję pierwszego wiązania! Fajnie że się odważyłaś. Każde kolejne wiązanie będzie co raz łatwiejsze (przynajmniej po moich czterech wiązaniach tak stwierdzam :) )
Co do kangura się nie wypowiem, bo nie wiązałam, ale odnośnie Twojego pierwszego zapytania, to chyba sekret tkwi w tym co napisała brikola
no i foty drugiego w moim życiu plecaka, a pierwszego samodzielnego ;) góra widzę słabo dociągnięta. a jak reszta, ok?
http://images47.fotosik.pl/351/48a6b9f1d9512ac0med.jpg
http://images50.fotosik.pl/351/7e15fe00eef7e18emed.jpg
ovejablanca-mi się podoba:) ale znawcą nie jestem:)
sama wiązałam może ze dwa lub trzy razy, ale za każdym razem wychodzi mi materiał spod pupy jak mała podskakuje na pelcach (i o dzwo gorzej mi sie wiąże mojego starszaka, bo on to szaleje okropnie na plecach) no i jak mi mąż pomaga, to nie wiem co to wychodzi, ale na pewno nie plecaczek:)wolę sama-taka zosia samosia ze mnie;) troche strach, że spadnie, ale chyba większy mam że podczas noszenia wysunie sie spod pupy materiał;) więc jak sie wiazemy tak to tylko po domu póki co-zdj w avatarze mojego pierwszego wiązania:) takiego kangurka z niej zrobilam, bo za luźno na górze mi wyszło;)
a tak marzą mi się spacery na plecach...
Bardzo ładnie, jak na drugi raz! Górę warto dociągnąć jeszcze raz osobno już po dociągnięciu całości, bo często lubi się luzować. Trzeba złapać za górną część chusty na szyi dziecka i zdjąć nadmiar materiału do przodu, a potem naciągnąć ręką. Nie wiem, czy jasno to piszę. :-)
wiecie co, teraz to mi się tak to wiązanie plecaka spodobało i jednocześnie wiąże się tak szybko...że uważam, że jest łatwiejsze niż kieszonka. a na pewno szybsze. a kieszonkę wiążę już od dawna z zamkniętymi oczami ;-)
grunt to się przemóc i zarzucić dziecia na plecy, potem idzie samo.
Jeszcze niedawno czytałam ten wątek, i na tytułaow pytanie odpowiadałam sobie: "Hmmmm, trochę tak..." Ale Toś rośnie, kobita z niej słusznych rozmiarów a do tego ciekawa świata, więc wyjścia za bardzo nie miałam ;) na biodrze się sprawdza, i panna nawet lubi, ale na dłuższe dystanse, i gdzie dwie ręce w pełni potrzebne, to plecak i już! Tosia jeszcze nie siedzi, więc miałam problem, jak ją na plecy zarzucić... na huśtanie w chuście za ciężka (i mój krzywy kręgosłup by chyba tego nie polubił...), więc sadzam ją na kolanie i hopla! na plecy :D Tosiula już wie, co to znaczy i dzielnie i cierpliwie znosi motanie ;) a potem, w nagrodę, ciekawie łypie znad moich ramion :D baaaardzo wygodne wiązanie! oswoiłam już plecak prosty i planuję bardziej skomplikowane motania... więć na koniec powiem tak, jak wróble misiowi Uszatkowi: "My się ciebie (plecaku) nie boimy! Strach ma wielkie oczy, a ty masz malutkie." więc alleluja, i ... na plecy! :D
Olban dobre,musze sie tej pioseneczki nauczyc :)
Bałam się bardzo. Ale syn był bardzo spokojny przy wrzucaniu na plecy (ja robiłam taki tobołek)...
melduje ze odwazyłam sie juz kilka razy i nie jest źle. Tylko te górę trzeba jakoś dociągnąć... ale wreszcie mogłam poprasować w dzień i nie czekać aż mała uśnie (normalnie nie dawala prasowac tylko trzęsła dechą i sznurem od żelazka) :) Widze nowe możliwosci zajecia sie domem :)
Ja się boje,moje wiercidło nie chce się w ogóle motać z tyłu,są przy tym straszne protesty,na razie dałam mu spokój
ja probowalam malego wrzucic na plecy, glowke juz trzyma fajnie wiec pomyslalam ze chociaz sprobuje i zobacze czy Mikolajowi sie sodoba. skonczylo sie na tym ze nie moglam go wrzucic na te plecy :) nie mam pojecia jak to zrobic, balam sie ze maly spadnie i nie wiedzialam za co i jak go chwycic, powiedzcie jak to zrobic? :)
ja narzucam chustę na dziecko, potem łapię malucha pod pachy i wrzucam na plecy...to tylko się takie trudne wydaje :)
to ja poprosze najprostszy sposob wiazania na placach i my tez sprobujemy :P
ja na razie z poziomy kanapy to robie. Owijam mała tak aby jak najwiecej miała pod pupą, siadam przed nią, i poły biorę na ramiona, pochylam sie i tak delikatnie pociągam małą na plecy. Pod pupą zostawiam zapas materiału, bo przy dociąganiu wyłazi spod pupy jak sie tego nie zrobi (albo ja nie umiem inaczej). Zgieta ale nadal siedzac na kanapie dociągam - kanapa daje mi na razie poczucie względnego bezpieczenstwa :)
edit: nie ten wątek :)
ja się nie boję (chociaż wybitnie preferuję plecach z krzyzem i przede wszystkim na plecach to w ergonomiku noszę) ale za to małż mój ma takie lęki, że jeszcze NIGDY Pyzy nie nosił na plecach tylko cały czas dźwiga ją z przodu na brzuchu
dzis kolejna proba ;) jeden sukces byl, bo udalo mi sie ladnie Mikolaja wrzucic na plecy :) gorzej bylo potem, wszystko mi sie pokickalo, mlody zaczal sie denerwowac , ja zreszta tez... chwile byl na plecach i jak juz zamotalam to siedzial cicho, tyle ze zle zamotalam i bylo mi niewygodnie wiec go zdjelam. jutro bede probowac dalej ;) sie nie poddam.
oj jak ja mialabym tak malego szkraba to bym go chciala non stop nosic z przodu :) Moc w główke pocałować itd. :)
to prawda Winoroslinko :) tylko ze niektore rzeczy cezko mi jest robic z maluchem z przodu, ale poki co bede nosic z przodu bo nawet jesli bym umiala zamotac plecaczek to balabym sie ze maluch mi wypadnie z tylu :)
boicie sie, boicie :oops: a jeszcze mnie chlop podpuszcza :duh: dlatego musze wiazac jak jestem sama
wczoraj nawet jako tako poszlo tylko gora za luzno wyszla no i nie mial kto foty zrobic do oceny