Ja się wypalam z powodu wieku dzieci. Chciałabym ale one nie chcą...nasz czas mija, mnie smutek dobija, chusty cudne wychodzą a ja już nie będę miała kogo nosić. Emka 3 letnia już nie chce, Zosia z rzadka :(
Wersja do druku
Ja się wypalam z powodu wieku dzieci. Chciałabym ale one nie chcą...nasz czas mija, mnie smutek dobija, chusty cudne wychodzą a ja już nie będę miała kogo nosić. Emka 3 letnia już nie chce, Zosia z rzadka :(
mój 13kilowiec w żłobku na drugim końcu miasta, szybkim krokiem na piechotę koło 35min (ja szybko chodzę a nasze miasto na szczęście niewielkie;)) jeden raz poszłam po niego z wózkiem..zwykle jestem dość spokojną osobą, ale chyba nie muszę wam pisać co tam mamroliłam pod nosem przez całą drogę:ninja: to było straszne, a wydawało mi się, że u nas chodniki w miarę proste są; droga zajęła nam chyba z godzinę...noszę dzieciaki od ponad 4 lat i absolutnie się nie wypaliłam, choć my teraz już tylko nosidłowi od miesięcy.... chusta leży sobie w szafie i tak może na wiosnę odkurzę bo tęskno mi:)
gdzie wozek nie wjedzie tam chusta wlezie :cool:
jak Ksawery był mały, to jednak częsciej na dworzu wózek był w uzyciu, bo zakupy, bo goraco, bo to, bo tamto, potem straaaaaaszanie było mi szkoda tego czasu
teraz wiosna idzie i znowu zobaczymy jak to Sare będę nosić, mam nadzieję że dużo, bo plecy mam opanowane więc i chęci będą wieksze :)
La Chica, ja też się czasem wypalam. Wiesz, że mam mega ciężkie dzieciaki. Maks w wieku 5 miesięcy ważył 10,5 kg :hide: Jak ostatnio z nim byłam na spacerze w chuście (takim typowo chodzonym, a nie polegającym na pilnowaniu starszaka na placu zabaw), to następnego dnia miałam zakwasy - w BIODRACH.
Mi na kryzysy pomaga odstawienie chust na kilka dni. Maksowi minęły wreszcie kolki, więc da się. Z Miłoszem też tak robiłam. Potem wracam z radością. To jest uzależnienie - nie można tak po prostu odstawić ;) Kiedy byłam w ciąży, BARDZO brakowało mi noszenia, a nosić nie mogłam.
są chwile że klnę do nosem - jak ja nienawidzę wózka a są też takie: że mnie pokarało z tą chustą
mam dziecko w wieku Kasi ijuż też uskuteczniamy małe spacerki
przy ilości tobołów przy 2 dzieci wózek będzie częściej używany jak tragarz
Ja tez mam takie kryzysy, ze mi niewygodnie, albo bym sie inaczej ubrala... Tylko my nie mamy wozka i z kazdym dniem sie zastanawiam, czy to jeszcze warto kupowac go, skoro mala coraz wieksze dystanse na nozkach pokonuje? I czy bedzie mi sie chcialo targac go po schodach i do tramwaju??? I juz tylko czekam na cieplejsze dni, jak bedzie mniej ciuchow do ubierania i zamienie nosidlo spowrotem na chuste :)
No właśnie w tym rzecz. Są dni kiedy narzekam. Najgorzej jest, gdy ja zmieniam się w obciążonego gratami tragarza. Niech czasem wózek powiezie te klamoty :P
Nie zmienia to faktu że wychwalam chusty pod niebiosa. Nie przeżyłabym tego pierwszego półrocza mojego syna, gdybym nie miała chusty :P Za dużo mam codziennej bieganiny po mieście, żebym jeszcze musiała wózek wciągać do tramwajów i poradni....
Ja mam chyba odwrotnie z kolei :-)
Młodego nosiłam sporo, ale nie ortodoksyjnie, czasem nam z wózkiem było wygodniej. Ale więcej noszę go w Tuli niż w szmatach, a do nich mi się teraz tęskno zrobiło. A mały... motać się nie lubi, siedzieć w nosidle czy chuście to OK, spacer w ten sposób jest super. Ale zawiązanie go sobie na plecach jak mi sie wykręca, drapie (ma teraz fazę na szczypanie wszystkiego, co mu sie pod rękę nawinie) i ciagnie za włosy...
A ja dopiero teraz zaczynam chorować na różne piękne wzory, materiały, domieszki i kolory. Chyba ciut za późno... :oops:
Ja częściej szału z wózkiem dostaję niż z chustami :roll: dziś właśnie miałam z nim średnio fajne przejścia i na jakiś czas mam go dosyć :P a mam fajny wózek, tylko z chustą zdecydowanie można dotrzeć wszędzie ;)
La Chica, myślałam jeszcze nad tymi kryzysami i mi się przypomniało, że zawsze pomagało mi kupienie nowej chusty :mrgreen:
Czasami też przerzucałam się z Miłoszem na nosidła - szybciej się zakładało, bezwysiłkowo. Mniej gimnastyki.
mnie wkurza nadmiar i ciężar tobołków, zwłaszcza gdy mam załatwić coś na mieście... (wieeelka torba ze wszystkim) wtedy biorę wózek (tramwaje niskopodłogowe rządzą :-P ) chustę/nosidło brałam na spacer, ostatnio już nie mam po co brać - spacery krótkie, bo pogoda nie sprzyja, a tymczasem dziecko się odchustowuje :cry:
Nasz wózek rozleciał się na kawałki pewnego pięknego dnia na jesieni. Zuza wtedy kiepsko jeszcze chodziła (miała 2 lata, ale bardzo późno zaczęła). Najpierw targałam ją w MT, plecak z rzeczami z przodu. Potem się zrobiło zimno i zaczęły się schody: najpierw ok, potem w metrze spływałyśmy potem, nie opłacało się jej zdejmować na 3 przystanki, potem spocone jeszcze 10 min piechotą do przedszkola - masakra.
Rozwiązałam to tak, że do każdych 10 min drogi dodałam 20 i krok po kroczku za rączkę szła sama. Czasem, zwłaszcza w deszcz się załamywałam, ale nauczyłam się jej zakładać deszczową kurtkę i spodnie, kalosze, sama brałam parasol i tyle. Minęło kilka miesięcy i Zuza śmiga sama w dobrym tempie. Na pewno ją jeszcze ponosimy na dłuższe wycieczki w wakacje, ale noszeniu po mieście już powiedziałam adios. 13,5 kilo i wystarczy :-)
Jeszcze się nie wypalam, nawet po dzisiejszym "płaczącym-jak-jeszcze nigdy"" spacerze w chuście, ale wizualizuję sobie jak to będzie gdy E.zacznie chodzić....Jestem z tym pogodzona i jak tylko zacznie siedzieć wyciągam wózek, żeby zobaczyć jej reakcję, jakiś jeden wózkowy spacer pewnie uskutecznimy, dziadkowie to w ogóle nie mogą się doczekać...jeszcze trochę czasu do tego momentu mamy. Nie spełniłam wszystkich marzeń chustowych i chyba nie spełnię, nie ubolewam nad tym. Boję się momentu powrotu do pracy, że ze znużenia, braku czasu nie będzie mi się chciało motać, aż mała się odzwyczai i nie będzie chciała. Póki co jest to cudownie chustowe dziecko. Co do organizacji "bagaży" i stosownego/wygodnego ubrania - opanowałam tę sztukę, ale ja nigdy nie ubieram się niepraktycznie. Nasycam się tym czasem w chuście każdego dnia:wink:
Ja bardzo dlugo nie nosilam, raz, ze nie ogarnialam za bardzo dwojki malych, gdzie za starszym trzeba bylo dosc energicznie biegac, dwa, ze mam wozek, ktory kocham miloscia wielka (podwojny Phil&Teds), trzy, ze u nas podjazdy wszedzie i rowno wszedzie, autobusy glownie niskopodlogowe i samoschylajace sie do wozkow, wszedzie (prawie) windy, no i na plaze wozek niezbedny, jako "walizka" :D Ale mam nawrot milosci chuscianej, potroilam kolekcje :D z tym, ze u nas biore i to, i to. Zazwyczaj konczy sie tak, ze maly w wozku, w dolnej czesci zakupy, a starszy wola "na plecki" (osiemnascie kilo, ale daje rade), no to sie wiazemy z przyjemnoscia i ku uciesze (pozytywnej) przechodniow. Przy okazji wiec uskuteczniam edukacje i reklame :P
Ja noszę cały czas, z tym że już coraz rzadziej. Wózka nie używamy odkąd Jagódka skończyła 8 miesięcy -wcześniej używany był głównie po domu. Na spacery Jagódka chodzi na nóżkach, jak się zmęczy, to biorę ją do chusty. Ona mówi, kiedy chce chodzić, a kiedy do chusty. Tylko że teraz preferuje chustę kółkową ub nosidło ergo. Do wiązanej za bardzo nie chce.
Jest bardzo silna. Potrafi przejść na prawdę spory dystans na własnych nóżkach.