A ja rodzę swój stosik satysfakcjonujący w pełni,a po drodze jest po prostu trochę zamieszania :whistle: :lol:
Wersja do druku
A ja rodzę swój stosik satysfakcjonujący w pełni,a po drodze jest po prostu trochę zamieszania :whistle: :lol:
Uważam,że chustouzależnienie istnieje jak najbardziej,to tak jak uzależnienie od zakupów.Zresztą na tbw i na SuT podobno też są wątki wsparcia dla uzależnionych.U mnie podobnie jak u dziewczyn,kasa krąży cały czas ta sama,mnie najbardziej ekscytuje moment oczekiwania na chustę i pierwsze z nią kilka dni,później zamieniam ją na inny model i tak w kółko,nie mam ani jednej chusty,do której jestem przywiązana,a chciałabym mieć takową.
ja to w ogóle nie rozumiem po co tyle chust:rolleye:
jak to po co, kolekcjonersko, jak znaczki.... :lol:
http://i181.photobucket.com/albums/x...3010200916.jpg
Mój największy szał zakupowy był wtedy jak miałam jeszcze pensję wypłacaną. Potem było ciężko i jak coś mi się zachciało to najpierw sprzedałam.
Teraz znów pracuję:ninja: Ale czasu nie mam na śledzenie nowości. Noszę w tym co mam. Bo moje dzieci to prawdziwe chuściochy. Wczoraj mój syn powiedział, że on chce w chuście na spacer. To się zamotałam i poszłam. Wyboru nie miałam i nosiłam prawie trzylatka:P
Ja podciągnęłabym to pod zakupoholizm;) Wprawdzie nie mam chust, ale w kwestii nosideł też miałam sporą rotację;) Jednak najbardziej wciągnęły mnie wózki przez 6 miesięcy przerobiłam 9, aż kupiłam wymarzony terenowy wóz mountain buggy swift(nawet z tego powodu jedno nosidło sprzedałam). No i jak już mam ideał, a w kwestii wózków nie ma nic sensowniejszego ponad mb, poczułam mega pustkę:( tak, tak, to zdecydowanie uzależnienie od kupowania...to wertowanie okazji, śledzenie nowości etc.
a ja jestem na odwyku... w pełni świadomi przyznaje się do chustoholizmu...kupowałam tylko po to by pomacać i już następnego dnia sprzedać...
problemem było też to że uwielbiam tylko nowe chusty...
jedyny plus jaki mam w tej chorobie to taki że mój stos od dłuższego czasu nie zwiększa liczby 2....chcąc coś kupić najpierw sprzedawałam co mnie zniechęcało do kolejnych zakupów - zawsze szybciej można kupić niż sprzedać - niewiele tracąc na transakcji...
Finansowo nigdy nie zaciągnełam kredytu na chuste - 98% zakupów chustowych konsultowałam i negocjowałam z mężem... który zazwyczaj sprowadzał mnie na ziemie :) i dla mnie stos powyżej 2 chust to już zdecydowanie za wiele ;) a taka szafa chust to wielkie wyrzuty sumienia :)
W życiu nie miałam wyrzutów sumienia w związku z zakupem chusty, przecież to nie wydane pieniądze, tylko chwilowo zamrożone, czasem nawet zarobić można. Czy można sie uzależnić - jasne, ale taniej wychodzi w moim przypadku niż palenie ;P
:omg: ta szafe to ja musze malzowi pokazac :lol: moze przestanie krecic nosem na moj jednocyfrowy stosiczek :lol:
edit:
mysle, ze to akurat kwestia tego czy sie ma na dana szmate czy tez nie
ja osobiscie wyrzutow sumienia nie odnotowuje zadnych ale to pewnie dlatego, ze kupuje za kase, ktora i tak przeznaczylabym na zwierzeta i przeznaczam - tyle, ze po sprzedazy :) a co se pomacam to moje ;)