Lekarze to nie służba zdrowia, ale jak nazwał ich słonecki - służba chorób.
Wersja do druku
Lekarze to nie służba zdrowia, ale jak nazwał ich słonecki - służba chorób.
to ja muszę poprzeć Lilly, im bardziej nas widać w chuście na osiedlu tym bardziej wisidła mnożą się jak grzyby po deszczu, przykre to, nie mogę patrzeć jak dzieciaki w tym "wynalazku" wiszą, i całkiem poważnie...zamykam oczy :cool:
rozmawiam tylko z tymi co pytają, szerzę ideę wśród znajomych..
bardzo podoba mi się ten pomysł z oddziałami położniczymi, super:applause:
a gdzie ulotki zanabyć?
Madziuchna - ja w Gliwicach jestem 3 razy w tygodniu teraz - i ani jednej chusty nie widziałam ( no chyba, że siebie w odbiciu witryn sklepowch :mrgreen: )i dzięki Bogu wisiadła tez nie :ninja:
a ulotki są tutaj:
http://klubkangura.com.pl/witamy/materialy
Mnie się zdarzyło, że ludzie (najczęściej kobiety w sklepach) pytaja, a czy to wygodne i pani się tak sama wiąże? (no, teraz już rzadziej bo pod kurtką nie widać:)) mówię, że super wygodne i nic się wbija i plecy nie bolą jak w tych nosidłach (czyli wisiadłach) gdzie klamry uwierają i jak dłużej rozmawiam to jeszcze dodaję, że ortopeda tak zalecił, a w nosidłach na krocze jest za duzy nacisk - w sumie to zalecił na żabkę nosić a nie w kołysce:mrgreen:
ja tez mysle, ze nie widza roznicy. nosic to nosic. pisalam w osobnym watku jak zachustowalam trzy mamuski. oczywiscie mowiac o tym jak "zabka" jest wazna itd. nawet artykuly im powysylalam. do dwoch dotarlo.
niestety, niestety- jedna z nich ma BB i nawet po tym jak jej w sklepie pokazalam Manduce stwierdzila, ze to to samo. wyjasnilam raz jeszcze o zabce i zwisaniu na kroczu. "aha-aha", pokiwala glowa, a w zeszly piatek znowu ja widzialam z BB. w chuscie nosi po domu, BB na spacery (jak mloda sie rozplacze w wozku, szybciej jej zapiac BB :duh:). na szczescie badziew jest niewygodny, a dziec szybko rosnie, wiec moze sie przestawi na manduce. ale juz przestalam mowic, bez sensu sie powtarzac jak nie dociera.
Moze przewrotnie powiem - ale...wazne, ze NOSZA :)
Jasne, ze Cie trzepie, mnie trzepie na kazdym kroku.
Ale jesli sama z siebie sie nie nawiaze konwersacja (usmiech, usmiech na widok mamy w wisiadle!), to kazde zaczepianie i wtykanie ulotek moze skonczyc sie efektem wprost odwrotnym do zamierzonego.
Szukaj kontaktu - wzrokowego, usmiech, zagajenie "O widze, ze sie nosicie!", a gdy sie nawiaze nic' porozumienia - "Wiesz, mam taka fajna informacje, przyniose Ci nastepnym razem, bo tu trudno tak na szybko gadac".
Powodzenia!
Mam znajomą, dość doedukowana osoba ale na tym polu nie mogę jej przekonać :cryy:
Ma BB i chustę. Uważa że BB wygodny, robiłam wykłady i słuchała, mówiła że faktycznie będzie w chuście lepiej nosić.
Ostatnio ją spotkałam przypadkiem, była z małą w BB ale wstydziła się okrutnie jak mnie zobaczyła :lol::lol:
Faktycznie, może i chustowanie się przyczynia do zwiększenia ilości wisiadeł... Bo konia z rzędem temu, kto po raz pierwszy w życiu usłyszał o pięciometrowej szmacie i się nie wystraszył. A nosidełko - dostępne w każdym sklepie, kolorowe, tanie, nieskomplikowane. Ja ostatnio nawróciłam koleżankę z nosidełkiem Chicco - ale jej wystarczyło dosłownie kilka zdań plus ulotki. To jest, myślę, kwestia podatności na uwagi i braku poczucia wszechwiedzy. Niektórym ciężko pojąć, że mogą się mylić.
Offtopowo - ostatnio w parku rozmawiałam z tatą półrocznej dziewczynki. Zakochany w niej do nieprzytomności, na urlopie wychowawczym. I tak sobie gadamy o naszych dziewczynach, szczęka mi opada, jak mówi, że mała lubi kotlety schabowe i żółty ser, ale dopiero jak zaczął mówić o jej ulubionej zabawie, to zareagowałam. Bowiem ulubioną zabawą półrocznej Tosi jest podrzucanie do góry, pod sam sufit, najlepiej z obrotem. Zaczęłam mówić o stawach, o możliwych uszkodzeniach mózgu, to patrzył na mnie jak na świrniętą kosmitę - "ale ona lubi tak". W chuście owszem, żona nosiła, ale teraz córeczka przeciez już za duża, poza tym trzeba je uczyć samodzielności. Powoli zaczynam się leczyć z chęci adopcji wszystkich takich niemowlaków ;)
a mi się wydaje, że wisiadła to moda i traktowanie tego "noszenia" jako współczesny desing, no bo jak ludzie widzą chustę to i może będzie się podobać sama idea ale i tak kojarzenia są z trzecim światem, a jak widzą np BB to oooo:eek: XXI wiek, jakie super, nowoczesne i ma tyle bajerów, no więc jak taki nowoczesny rodzic widzi takie gadżety to kupuje i nieważne że to niezdrowe
i trudno tu mówić o niedoczytaniu i niedowiadywaniu się, ile osób dzisiaj nie ma dostępu do netu? myślę, że sporadyczne "przypadki" a i tak wisiadła się mnożą
aaa i jeszcze....myślę, że jak taka mama z wisiadłem mnie widzi w chuście to sobie myśli co za głupia baba takie są fajne wynalazki a ona w szmatę się wiąże:duh:
Lilly ja w Gliwicach to widziałam raz i mój mąż też raz i nawet były to dwie różne chusty choć nie wiem czy właścicielki też :)
Wiecie co, ja 16 lat temu kupiłam w sklepie dziecięcym taka jakąś samoróbkę nosidła. Z buraczkowego sztruksu i różowej bawełny w środku.To były czasy krótko po uwolnieniu rynku przez Balcerowicza i w sklepach było pełno różnych dziwnych rzeczy, o atesty się nikt nie pytał. No więc to coś, jak się patrzę na zdjęcia, to był niedorobiony MT. Miał fajny panel, Hania siedziała na żabkę, tylko paski były głupio zrobione, bo wąskie i tylko z jakimiś kółkami do regulacji. Zsuwały mi się z ramion, a ona szybko była ciężka no i ponosiłam ją gdzieś tak w sumie od 3 do 5 może miesiąca (zaczęłam, jak trzymała sama główkę). W każdym razie nie dyndała. Tyle wiedziałam, że dziecko ma mieć nogi na żabkę, i zaleca się noszenie przez rodzica na biodrze, żeby nóżki były szeroko. Przypuszczam, że gdybym wtedy zobaczyła tego womara, toby mi jednak coś nie pasowało.
A, pamiętam, że poszłam z nią w tym nosidle na szczepienie, okryłam nas kurtką. Padał śnieg i jej na rzęskach zostawały płatki. Ona była cała szczęśliwa, ja też, bo mi było wygodnie, a ile zdumionych spojrzeń żeśmy ściągnęły na siebie, łomatko :)
ja tam bym chciała żeby ktoś delikatnie zwracał mi uwagę że coś np źle robię znaczy motam, tylko że pewnikiem moja pierwsza reakcja byłaby "stanąc okoniem" gdy ktoś życzliwy zwracał by mi uwagę jakoś tak stanowczo; myślę że te ulotki propozycja warsztatów to super pomysł bo u nas nie ma czegoś takiego i sama chętnie podpatrzyłabym kogoś doświadczonego
w sumie matce z dwójką dzieci się nie dziwię że super dobrze zamotana nie była u nas też do wyjścia motam by tylko było ( zawsze zachowuję podstawy i jakoś koszmarnie źle nie robię ale ja lubię miec wszystko dokładnie i bezpieczniebo) u nas niecierpliwa młoda koszmarnie a potem na spokojnie dociągam wszystko, młoda zajmuje się oglądaniem świata a matka "dopieszcza"wiązanie
Ja zachustowałam kilka mam (w tym swoją), z własnego doświadczenia wiem, że ludzie boją się wyróżniać, często też wybierają wygodnictwo. Chodzi mi o to że chustę najczęściej nie jest tak łatwo kupić jak nosidło, które często jest odziedziczone po kimś, lub też kupione za grosze.
Jedna z moich koleżanek nosiła wyłącznie jak ja jej pożyczyłam chustę, z czasem dostali niestety nosidło górskie, ale tanie i koszmarne niestety. Mały gibał się w nim na wszystkie strony. Teraz drugiego maluszka nosi w chuście - mojej starej samoróbce, którą jej podarowałam.
Innej znajomej zawiązałam małą (2 mies) na sobie i utuliłam ją, bo była wyjątkowo niespokojna. Mama zachwycona, dałam jej chustę by mogła się nauczyć i kupić własną. Jak zabrałam moją, przestała nosić. Teraz nosi, zachwycona w mojej, a ja jak potrzebuję to od niej pożyczam. Wiem, że niestety jak zabiorę chustę to nie będzie nosić małej. Wygoda i konfort noszenia jest doceniany, ale już chustonoszenie jako pewna idea czy sposób na życie niestety nie.
Jak trafiam na kogoś irytującego z gatunku :znaika: "wiem najlepiej" to proponuję żeby sam(a) przetestował(a) - powisieć sobie w gatkach albo posiedzieć okrakiem na jakiejś belce albo równoważni bez podparcia (a jak nie przemawia do wyobraźni - to jeszcze włożyć sobie w majciochy wilgotną podpaskę)...
Ludzie czasem mnie wkurzają i nic na to nie poradzę - a ww. choć mało oświatowe :hide: to na ten typ wszechwiedzący :roll: (wszystkie sensowne argumenty omijają ich szerokim łukiem) zazwyczaj działa albo przynajmniej więcej się nie uzewnętrzniają
ech... sama nosiłam starszą córkę w wisiadle:oops: ale to było 9 lat temu, o chustach w ogóle nie słyszałam, dziecię nie protestowało, a ja na uczelnię wtedy latałam, z wózkiem sobie nie wyobrażałam ganiać po dzieknatach... teraz bardzo żałuję że nie chustowałam Jadzi - wyrosła z niej super dziewczyna, zdrowa, z prostym kręgosłupem... szkoda mi jednak tego straconego specyficznego chustowego tulenia (wisiadło wymięka pod tym względem również). Dla Justynki dostaliśmy również wisiadło, po córeczce koleżanki, ale na pewno nie będziemy używać... ja oczywiście chustuję, a dla męża (on z tych "technicznych") planuję MT lub inne miękkie nosidełko:)
Ja też kiedyś nie widziałam różnicy, choć w wisiadle nie nosiłam...na mnie jak idę po ulicy patrzą się z mieszanymi uczuciami, chyba stanowię atrakcję lokalnego folkloru :mrgreen: koleżanka poradziła mi, żebym dołączyła metkę z ceną, to będą patrzeć z szacunkiem :p no nic, takie to moje miasteczko...ale uświadamiam niestrudzenie, choć sama do ekspertów jeszcze nie należę.