-
U nas przed wejściem do sklepu zapowiadam:
możesz wybrać sobie jedną małą rzecz (ale są to małe sklepy spożywcze - w marketach prawie z nami nie bywa) i ją kupimy
albo
dziś przychodzimy po ... nic więcej nie kupię i się tego trzymam
dzikich awantur nie było nigdy jak nudzi w związku z tym że akurat opcja numer dwa obiecuję, że przy następnych zakupach jak będzie chciał to kupimy, że dzisiaj przyszliśmy po ... i to rozładowuje napięcie
-
Murmlu - wiesz, że co do zasady się zgadzam i mniej więcej stosuję, ale....
U nas problem wymuszania i szantażu - nie tylko zakupów, ale też "jak nie zrobisz mi tego, to nie idę do przedszkola" - oraz dużych problemów z umawianiem się ("ja wcale tego nie chciałem"), wydaje się być niemal niezależny od naszej konsekwencji, a powiązany ściśle z aktualnym kryzysem emocjonalnym. W wypadku tamtego eksperymentu z kupowaniem, akurat dla synka centrum handlowe ograniczyło się praktycznie do sklepu z zabawkami, więc nie o wielkość sklepu chodziło (starsza kombinowala czy chce książkę albo pismo, a może opaskę do włosów, a może lalkę, a może dwie tańsze rzeczy zamiast jednej...); od tego czasu za każdym razem jak jesteśmy niedaleko, słyszę żądanie kupienia mu klocków cobi (których wtedy w końcu nie wybrał), ostatnio pojechaliśmy po przedszkolu do miasteczka po ciasteczka - większość wycieczki była awantura o to, że syn nie chce ciastka, a do sklepu z zabawkami (w okolicy nawet nie było żadnego). Dobra, kończę juz OT.