O wpływie potłuczonego lustra na plecaczki :)
Potłukłam już drugie lustro w ciągu 4 miesięcy... :hide: Takie duże, przedpokojowe - no i ostało się jedynie małe w łazience. Jakoś tak dziko mi się wiąże Lenę bez możliwości skontrolowania czy wszystko ok, ale wyjścia nie ma. I wiecie co? Do tej pory zawiązanie plecaczka to była MĘKA - dosłownie - poprawianie fynfset razy a i tak materiał potrafił wyskoczyć po jakimś czasie spod Leninej dupki (w p. prostym), coś tam zawsze było krzywo albo luźno. A teraz wiążę na czuja, dużo szybciej bo bez ciągłego poprawiania - i nic się później nie luzuje, nic nie odstaje, a kontrola (obowiązkowa) w wystawach sklepowych lub samochodowych szybach zaskakuje nieodmiennie - pierwszy plecak zamotany bez lustra okazał się jednocześnie pierwszym plecakiem idealnym :mrgreen: I pomyśleć, że do tej pory zawsze miałam wątpliwości, czy aby na pewno muszę motać Lenę na plecach, kiedy z góry wiedziałam, że po drodze będę musiała ją z chusty wyciągać i montować od nowa... I ostatecznie najczęściej w plenerze przemotywałam młodą na brzuch... :duh:
Dzisiaj idziemy po nowe lustro, bo jednak wolę ubierać się widząc, co do czego nie pasuje, ale na czas motania Leny chyba będę chować je do szafy :lool: