Zobacz pełną wersję : gleba z dzieckiem w chuście
justyna_m
10-06-2012, 22:09
tego bym nigdy nie wymyśliła, że się z dzieckiem w chuście wywalę :duh:
padało, błoto na ścieżce, crocsy... i zaliczyłyśmy glebę, na szczęście poleciałam na bok i Hanki nie przygniotłam, oczywiście się wystraszyła (i ja jakieś tysiąc razy bardziej), ale szybko przeszło, tylko trochę gruntu we włosach miała, a ja obtarte kolano. No i babcia prawie zawał serca na ten widok.
ciekawe, czy komuś jeszcze się udała taka sztuka.
teraz myślę, że jakbym ja na rękach niosła, to by mogło się skończyć gorzej.
nie Ty pierwsza i pewnie nie Ty ostatnia, na rękach to bywa gorzej, też takie wątki bywały. OMG poczułam się staro... i słusznie :rolleye:
Zaraz poszukam ;)
edit: Poszukałam
w chuście:
http://chusty.info/forum/showthread.php?t=1680&highlight=upadek
http://chusty.info/forum/showthread.php?t=26927&highlight=upadek (niby w chuście a wcale się dobrze nie skończyło)
na rękach:
http://chusty.info/forum/showthread.php?t=63718&highlight=upadek
justyna_m
10-06-2012, 22:18
się pospieszylam, zamiast poszukac wątku, ale emocje jeszcze mi nie zeszły...
madagaskar
10-06-2012, 22:18
mi sie trzy lata temu ze starszaczka zdarzylo poleciec na kanciaste betonowe schody-spieszylam sie bieglam w gore i sie potknelam, cale szczescie mialam mala w nosidle i rece wolne wiec na nia nie runelam tylko jakos sie wyratowalam, strach myslec co by bylo gdyby nie nosidlo
Uf, dobrze, że Wam się nic nie stało!!!
Miałam się nie przyznawać, ale jeśli Cię to pocieszy...;) ja z 2 miesiące temu idąc z piekarni z dziecięciem w kieszonce potknęłam się na typowym łódzkim chodniku - Janko się nawet nie obudził o dziwo (zdążyłam jedną ręką zasekurować główkę, więc tylko zmienił pozycję z wertykalnej na horyzontalną, bez większego szarpnięcia. A ja prawie skręciłam nadgarstek i mocno poturbowałam kolano (strup miałam, jak za przedszkolnych czasów, ślad do tej pory) i zrobiłam dziurę w ulubionych spodniach.
No i stan przedzawałowy zaliczyłam ja, panie z piekarni i panowie robotnicy, remontujący ulicę.
Witam w klubie zatem:)
justyna_m
10-06-2012, 23:10
Poczytalam archiwalne watki, dzięki Madisa. Jednak wypadki chodzą po ludziach.
Shazza-przybij piątkę.
Ja przy upadaniu prawie nigdy nie wyciągam rąk :) W dzieciństwie zawsze miałam strupy na nosie/policzkach. Taka przypadłość.
ciekawe, czy komuś jeszcze się udała taka sztuka.
Zaliczyłam glebę zimą. Szłam z dzieckiem w chuście z przodu i z psem na smyczy. Chodnik nieodśnieżony tylko wąziutka ścieżka wydeptana a w niej na dnie taki mielący się pod stopami śnieg z piaskiem. No i mój własny pies postanowił mnie wyprzedzić i mnie podciął. Na szczęście upadłam do przodu i podparłam się rękoma, a dziecko było dobrze zamotane. Nawet nie drgnęło i się nie obudziło.
Ja też zaliczyłam, tykle że na schodach... Było krzyku co niemiara:cry: i guz przez tydzień.
Jak tylko dotarłam do domu buty w których szłam wylądowały w koszu
Tola_zet
11-06-2012, 12:22
justyna, shazza - buziaki dla was :kiss:
jedyne co mi przychodzi do głowy to (:oops: nie umiem wstawić ładnie filmu niestety):
http://www.youtube.com/watch?v=IJ2kvZpJ_BU
Witaj w klubie ;)
Ja poleciałam na mokrych schodach z Agatką w kieszonce, zimą pod kurtką. Mała miała ok1-1,5 miesiąca. Asekurowałam się ręką i poleciałam na plecy. W wąktu zimowym dziewczyny śmiały się z mojej pupy, ale kość ogonowa bolała mnie chyba ponad miesiąc. O zawale serca wspominać nie muszę ;)
panthera
11-06-2012, 15:01
mnie własny syn starszy podciął. Maciek wtedy jeszcze z przodu był. pacnełam na tył troszkę na bok. poobijana byłam ja i starszy, młodemu zupełnie nic.
czyli wychodzi że statystycznie w chuście bezpieczniej.
Glebłam z Mirem w kółkowej. Na budowie domu i to tak nieszczęśliwie,ze uderzył głową w pustak. Bardzo sie wystraszyłam. POjechałam do szpitala,ale na szczęscie nic sie nie stało.
Georgina
11-06-2012, 22:52
Mnie się zdarzyło potknąć tylko - chodząc byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam dziury w chodniku :duh: mała była na plecach dobrze zawiązana, skończyło się na zbitym kolanie, otartych dłoniach i śmiechu Jagódki - bo to dobra zabawa jak mama fiknie;-)
martekle
12-06-2012, 00:13
Nie dalej jak wczoraj, wracalismy do domu i mała zaczęła sie awanturowac o jedzenie.
Szukałam miejsca by ja intymnie nakarmić i gdzieś tam po schodach za namiotem coś wypatrzylam i przestałam patrzeć pod nogi
No i lecę jak długa, milion myśli w głowie ze zaraz zabije dziecko.
Na szczęście cudem sie uratowałam w ostatniej chwili niczym jak je matrixie wygielam sie do tylu utrzymując równowagę.
Mam tylko rozżalony palec u nogi o jakis drut.
Co do wywalania sie, to często schylam sie do starszaka a on sobie lubi na kolano mi usiąść i wtedy tez tracę równowagę.
martekle
12-06-2012, 00:15
Hahaha palec mam rozwalony a nie rozżalony, choć może miec do nie żal, ze go nie uratowałam
Autokorekta ipada nie przestaje mnie zaskakiwać
Dobra idę spać, bo już brednie wypisuje
A mnie się bardzo spodobało w tym kontekście słowo "rozżalony palec" dawało duże pole dla wyobraźni:)
Niosłam Idalię w kółkowej po schodach, do góry, potknęłam się i poleciałam w przód. Instynktownie głowę jej zakryłam przedramieniem, inaczej walnęłaby o kant schodka. Zbiłam sobie łokieć, Idalia nawet nic nie zauważyła.
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.