Zobacz pełną wersję : Mąż i chusta - jakoś tak....
W dziale 'Chusty tu i tam' napisałam, że dzisiaj widziałam tatę z malcem w chuście, identycznej, jak nasza.
I przyznam, że zrobiło mi się tak jakoś nie teges. Mój mąż bardzo mało nosił Ulkę w chuście czy MT, prawie wcale. Nie wiem, czy się bał, czy się wstydził, czy co, ale na każdą moją propozycję 'To weź ją w chustę' mówił: 'Eeeeeee... nieeee... wezmę ją na ręce' (chociaż oznaczało to noszenie Ulki przez pół godziny czy dłużej). Ja miałam kryzys, owszem, ale jednak okres chustonoszenia był i znów jest, tymczasem mąż i ojciec ogólnie nie za chętny.
No i jakoś tak na widok taty w 'naszej' chuście zrobiło mi się przykro.
To dziwne, bo przy noszeniu na rękach nie ma nawet trochę tego cudownego wrażenia, kiedy maluch przytulony śpi w chuście. Ale przy starszej ja też się bałem że coś zrobię nie tak, poza tym głupio się wiąże, kiedy obok stoi żona i wiesz, że ona to umie zrobić sto razy lepiej :) Dlatego najfajniejsze wyjścia były, kiedy zostawałem z Julką sam i szliśmy gdzieś w chuście.
Namawiaj męża żeby teraz zaczął nosić więcej. Ze starszym dzieciem jest łatwiej :) I najlepiej nie pomagaj mu wiązać. Najwyżej będzie próbować 10 razy ;)
Mój nosi chętnie i nie wstydzi się tego, nie wiem od czego to zależy bo znam kilku facetów co do których "dałabym sobie rękę odciąć że nie założą chusty".
Nosił nawet w czerwono-pomarańczowej colorado :lol:
Teraz kupiła zarę leaf (bo mi się podoba) a powiedziałam M że to specjalnie dla niego żeby do "emek" pasowała:twisted::twisted:
Obecnie ja mało już nosze bo mi ciążko z brzuchem a M na spacer za żadne skarby z wózkiem nie wyjdzie tylko MT lub chusta.
a może problemem jest fakt że wiązanie mu nie idzie a nie chce się do tego przyznać? Może przełamałby się do ergo czy MT?
Allad, myślisz, że on może się po prostu bać i czuć niepewnie? Ale czasem mu się zdarzało i mnie zniechęcać (w ZOO myślałam, że go wepchnę do zagrody z szympansami ('Wezmę ją w chustę', 'Nie, nie bierz, niech jedzie w wózku').
Basinda - on w MT jeszcze bardziej nie chce. O kupnie chusty 'specjalnie dla niego' myślałam, ale na razie finansowo tak sobie.
Mój w chuście nie nosi , tylko w nosidle,ale wcale mu się nie dziwię....za każdym razem jak zabierał się do chusty stałam obok i wytykałam błędy.Facet dostał urazu ;)
Basinda, Krtek standardowo nosił w colorado, to "jego chusta". Nosił też w testowej zarze purple :D
kachna_zg
14-05-2011, 20:58
Mój nosi :) Starszego w MT i chuście a młodszą tylko w marsupi. Ostatnio nawet plecak wiązał bo mu się dziecko samo władowało i wielkiego wyboru nie miał :D Kolor chusty nie ma dla niego większego znaczenia, wiąże to co akurat jest pod ręką ;)
Basinda, Krtek standardowo nosił w colorado, to "jego chusta". Nosił też w testowej zarze purple :D
ulubiona chusta mojego to jaskrawo czerwona grecja wełniana :D ;)
Przyznaję, ze ja mojego nie poprawiam. Widzę, że nie jest poprawnie (powiedzmy, że jego kieszonka ma "swój styl" ;)), ale uważam, że lepiej tak niż żeby się zraził (m. nosi rzadko i tylko po domu ale UWIELBIA. Tylko Domiś jest strasznie mamouzależniony i jak jestem w pobliżu to wyrywa się do mnie )
Mój też nosi - w nati sunset:lol:
Ja tam tego swojego męża nie poprawiałam specjalnie, chyba swój rozum ma, prawda? PRAWDA???? ;)
joleczka
14-05-2011, 23:12
mój nosi, nawet ostatnio jak szedł z dzieciakami na plac zabaw i Adaś był śpiący, bierze chustę, ja do niego: może weź wózek jak Ci zaśnie to poszalejecie z Kamilą a on "wiesz nie pomyślałem nawet że mogę wziąć wózek" , :lool:
mój nie nosił, raz zamotał małą, niezbyt mu było wygodnie. nie naciskałam. nie chciał - nie musiał - jego wybór. tak jak mój, że nosiłam.
Agulinka
14-05-2011, 23:26
No to ja mam chyba męża ideała. Tzn póki co, jak się Małe urodzi sprawdzimy w praktyce. Jak tylko przyszła chusta to dookładnie ją poogladał, przeczytał intrukcję od deski do deski po czym zamotał sobie miśka. Zrobił to tak sprawnie, jakby był stworzony do chustowania. To chyba on mnie będzie uczył... No i twierdzi że nie potrzebujemy wózka, ja się jeszcze waham, ale on wózka nie chce widzieć. A nigdy nic nie czytał, po prostu na chłopski rozum uważa że chusty są the best ;)
Myślę sobie, żeby może właśnie takie wyzwanie, zainteresowanie w chłopakach wzbudzić. Bo trochę tak mój traktuje chustę - kolejny "obiekt" do zdobycia, umiejętność do nabycia. A faceci to lubią...
A, no i zażyczył sobie coś w granatach. Więc będę musiała mu kupić! Jak równouprawnienie, to równouprawnienie!
mój nie chciał nosić dopóki nie zachciało mu się pójśc w góry:) no z wózkiem to było niewykonalne więc w końcu pozwolił , żebym ich zamotala:) mam nati sunset:) na poczatku krepował się, że w takiej pomarańczowej... ale teraz już nie zwraca na to uwagi... no ewentualnie mógłby się zawstydzić przed sarnami, bo w lasach to ludzi wiadomo:) no, ale chyba w tej mojej chuście to by się na miasto nie wybrał... czekamy aż Mati usiądzie żeby kupić MT:)
Mój nosi- poprosiłam żeby sam wybrał, jaka Jemu się podoba wybrał nati avocado, ale początkowo nie był zbyt przekonany. Mieliśmy indywidualne zajęcia z doradcą, żeby nie było że ja Go pouczam, poprawiam- dokładnie jak pisze Allad, coś poprawiam dopiero jak poprosi, ale też proszę żeby ocenił jak ja się zawiąże (choć wcale tego nie potrzebuję- bardziej chodzi o to żeby Jego angażować). Przełamał się, jak został sam z 5cio tygodniowym dzieckiem, które się mega rozkrzyczało- jak wróciłam to byli przywiązani, a Krolinka spała ;)
A teraz nie chce ze mną chodzić na spacery jak idą na chuście ;)
malutk_a
15-05-2011, 09:43
moj za bardzo nie chce raz w sumie mial tylko zamotana toske co ja mu wiazalam bo on sam nie chcial ale cos mu nie pasowalo a szkoda bo wygladali super. zamotany byl w indio brazujace wiec nie jakies krzykliwe kolory no coz czekam na testowe ergo i mt i zobaczymy moze mu spasuje i jednak przekona sie do noszenia.
Żeby nie było, że zmuszam - nie zmuszam, nie napastuję, nie nakłaniam, nie przystawiam pistoletu do głowy :) Po prostu tak mi się zachciało pojęczeć i posmucić, wszystko przez tego tatę w LL ;)
czukczynska
15-05-2011, 10:45
Żeby nie było, że zmuszam - nie zmuszam, nie napastuję, nie nakłaniam, nie przystawiam pistoletu do głowy :))
No i prawidłowo :) Może w koncu sam zechce.
Mój mąż nosił w misiowym MT ,misiowej hybrydzie i konopiach.
Mój nie nosi, uważa, że chusta to jak biżuteria - element kobiecych dodatków. Każdy nowy nabytek żywo komentuje, ale zamotać nigdy się nie dał.
Obiecał, że w MT ponosi, bo teraz ma urlop i chwilami z dwoma zostaje i z psem, no ale niestety i targa małą na rękach - do przedszkola starszą odprowadza a potem wychodzi z psem i utrzymuje, że mu tak wygodnie, a Alicja jest zadowolona......... też mi trochę przykro, bo taki uświadomiony a jakieś dziwne opory ma. Starszej też zresztą nie nosił. Za to moja mama wyraziła chęć nauki motania:lol:
niestety i targa małą na rękach - do przedszkola starszą odprowadza a potem wychodzi z psem i utrzymuje, że mu tak wygodnie
Ano właśnie. Czasem sobie myślę, że może mężowi to motanie wydaje się za długie, a wydatek energii niewspółmierny do efektów? Taka, hm... ekonomia? ;)
A propos chust i innych członków rodziny, moja teściowa na widok chusty jest bliska okrzyku: 'apage, satanas' :/
misunderstanding
15-05-2011, 14:07
mój próbował, ale ma słomiany zapał, to raz, a dwa.. nie chce mu się uczyć wiązać :P
twierdzi, że jak kupię manduce albo tuli, to będzie nosił
mój próbował, ale ma słomiany zapał, to raz, a dwa.. nie chce mu się uczyć wiązać :P
twierdzi, że jak kupię manduce albo tuli, to będzie nosił
Mój podobnie. Denerwowało go dociąganie. Dostał więc nosidło tuli i...zakochał się od pierwszego noszenia:-) Każdego dnia naszą malutką w nim usypia i wszędzie nosi. A wózek...stoi:-)
Tak sobie przypominam, przy tym Waszym gaduleniu o nosidłach ergo, że kiedyś pożyczyliśmy bondolino - Ulka była jeszcze za mała, ale potem mąż kilka razy coś przebąkiwał na ten temat.
Może to jest myśl...? Nie nowa chusta, tylko właśnie bondolino?
Myślę sobie, żeby może właśnie takie wyzwanie, zainteresowanie w chłopakach wzbudzić. Bo trochę tak mój traktuje chustę - kolejny "obiekt" do zdobycia, umiejętność do nabycia. A faceci to lubią...
No dokładnie tak, jaka to radość jak się upoluje coś szczególnego. Jaka to była radość jak zamówiłem "potajemnie" pierwszego didka. Do dzisiaj jest u nas i raczej go nie sprzedamy. No a potem to już pełne szaleństwo. To ja się zawsze awanturowałem żeby mieć wielki stosik i żeby niczego się nie pozbywać. Gdyby żona nie sprzedawała i nie wymieniała co chwilę chust, to ja pewnie bym trzymał wszystko i już byśmy mieli ze 30 :hide:
Allad, myślisz, że on może się po prostu bać i czuć niepewnie? Ale czasem mu się zdarzało i mnie zniechęcać (w ZOO myślałam, że go wepchnę do zagrody z szympansami ('Wezmę ją w chustę', 'Nie, nie bierz, niech jedzie w wózku').
Tak to mówi moja mama i dodaje jeszcze ('W szmacie! Jak cyganie!'). Ale może Twojemu mężowi się wydaje, że jeśli jemu wiązanie zajęłoby dużo czasu, albo sprawiło sporo problemów, to Tobie również. I dlatego lepiej nie wiązać i nie stać przed tymi szympansami pół godziny ;)
Hejka:)
Kofeino - jakaś przyczyna, że nie nosi być musi. A czy powiedziałaś mu chociaż raz jak wspaniale się omotał i jaki jest zaradny z tą chustą i sexownie wygląda? podejrzewam, że pomoże...
hildegarda
15-05-2011, 19:35
Mój mąż spróbował chusty, moze ze 3 razy dał sie zamotać i stanowczo stwierdził, że nosić nie będzie. Kupiłam Manducę i teraz nosi więcej ode mnie.
Tak sobie przypominam, przy tym Waszym gaduleniu o nosidłach ergo, że kiedyś pożyczyliśmy bondolino - Ulka była jeszcze za mała, ale potem mąż kilka razy coś przebąkiwał na ten temat.
Może to jest myśl...? Nie nowa chusta, tylko właśnie bondolino?
Może przed zakupem pożycz od kogoś do przymiarki :) bondolino może być za małe... najlepiej niech M przymierzy różne.
mój nauczył się na warsztatach i... nigdy nie nosił ;)
co nie przeszkadza mu być fajnym tatą :)
ale rozczulający są zachustowani faceci :)
mój mąż został przezemie wciągniety gdyż za groma jasnego do dnia dzisiejszego nie nauczyłam się wezła podwójnego
więc go malabru uczyła, do tego wziełam go raz na warsztaty z plecaka był jedynym tatusiem:lol:
z przodu kieszonkę wiązał lepiej odemnie dziś mt w użyciu choć coraz mniej:cry:
w kazdym razie mój przesył do niego byl taki, baba potrafi zamotac a ty marynarskie śmigasz to chusty nie zawiążesz?:ninja:
mój na początku nosił w elastyku, ale wiem że miał obawy gdy ja chciałam wyjść z Kasią w chuście (bo się poślizgniesz, bo ktoś w ciebie wjedzie wózkiem w sklepie).
niedawno spotkałam się z doradcą która oprócz tego co pokazała mi (ćwiczymy teraz wrzucanie na plecy :)) pokazała mojemu 2x.
Co prawda jego oburzenie no i zdziwienie wywołał kwiecisty hoppek ale dziś stwierdził, że na czarnym czy granatowym swetrze to ten hopp fdajnie wygląda...
a wczoraj już planował że chciałby chustę w kolorach ziemi - jakiś brąz, ecru czy coś takiego.
Acha, no i jak większości facetów podoba mu się nowy didkowy labirynt...
No, przyznam, że zachustowani faceci wyglądają bosko, bościej od kobiet, bo to rara avis ;)
Bondolino - za małe? Przymierzaliśmy je, kiedy Ula miała kilka miesięcy, chyba 5, i było zdecydowanie za duże. No, chyba, że chodzi o to, że za małe może być dla mojego męża :)
Taka moja refleksja na temat bondolino... no bo niby producent twierdzi że od urodzenia. W prawdzie bondolino ma regulowany panel na szerokość ale zastanawiam się jak z wysokością? Bo z kolei manduca ma regulację wysokości panela.
Może refleksja spowodowana tym że moja młoda kiepsko się czuje z rączkami nad pasami i ja akurat preferuję wysokie panele:confused:
Tak czy siak porównać przed zakupem nie zaszkodzi :)
Pamiętam, że Ulka w tym bondolino utonęła, panel wystawał mocno ponad główkę.
Nie wiedziałam, że manduca ma regulowaną wysokość panela, ale jakoś tak na tym bondolino się zafiksowałam.
Porównać na pewno porównam, bo to poważna sprawa jest. :)
Mój mąż jakoś nie przekonał się do chusty, ja nie namawialam, natomiast dużo i chętnie nosił Asię na rękach i uważam że to najważniejsze ;) Obejrzałam niedawno zdjęcia wczesnoniemowlęce Młodej i na wielu z nich śpi właśnie u M. w ramionach :heart:
Natomiast na wycieczkach chętnie nosił i nosi w ergonomiku :)
Mój uważa, że za dużo z tym zabawy-dociąganie go nudzi. Wolałby, jak w elastyku-zawiązać i wsadzić dziecia. Nawet kupiłam mu nosidło, specjalnie zielone-jego kolor, ale hybrydę, więc jeszcze te pasy mu przeszkadzają. Gdyby były same klamry, to byłoby ok. Ale widzę, że ostatnio się przekonuje. A z małą i tak się pięknie bawi, jak była maleńka, to dużo spała na jego brzuchu :D
Mój nie dość, że nie nosił, to drwił ze mnie, że to obciach nosić w "takiej szmacie". Ani go nie namawiałam ani nie przywiązywałam uwagi do jego drwin.
u nas tata trochę nosił, ale że sama go motałam więc na pewno nie było to super zawiązane. Jednak odkąd jest manduca nosi częściej niż ja...
Ridibunda
16-05-2011, 11:13
Marmez, nosił chuście ale tylko z przodu. Nie nauczył się sam wiązać plecaka, używał MT.
Już ma zapowiedziane że przy drugim młodym się pelcaków nauczy.
Wczoraj pierwszy raz pojechał na wyjazd kilkudniowy z młodym bez MT.
Kilka przypadków, że to tata lepiej sobie z chustą radzi a mama woli wózek znam.
Jednego, co rocznego ząbkującego malucha wziął na nocny, kilkugodzinny spacer na wyjeździe bo w chuście synek zasypiał. To się nazywa troska o dziecko, sen żony i współmieszkańców :).
Ridibunda
16-05-2011, 11:29
Jeszcze zapomniałam napisać, że poucha miał (nawet go uszył i mojego też), w kółkowej nosił, w elastyku nosił.
Dwójkę na raz dzieci nosił - Rufina i Alę Agnen. W sumie to umiał plecak wiązać, nawet mnie nosił w ramach eksperymentu :)
A mój parę razy w sytuacji rozpaczliwej się zamotał jak mnie nie było. Mały się darł, więc podjął taką "męską" decyzję. Potem dumny opowiadał mi: Noo tu zrobiłem jednego x , tam coś zawiązałem. Mały nie narzekał> A ja go pochwaliłam, chociaż byłam baaaardzo ciekawa, jak to wiązanie wyglądało :-) Ale teraz polubił nubika i o wózku słyszeć nie chce :-)
Im dłużej to analizuję, tym ciekawsze wyciągam wnioski ;)
Więc - ekonomia (długo się wiąże, może za długo).
Traktowanie wózka jako bazy, a chusty jako - fanaberia to złe słowo, raczej rzecz okazyjną, nie do używania codziennie. Wózek jest dla małżonka rzeczą znaną, codzienną, naturalną, chusta - jak już się wózkiem nie da.
Tak sobie kombinuję.
Im dłużej to analizuję, tym ciekawsze wyciągam wnioski ;)
Więc - ekonomia (długo się wiąże, może za długo).
Traktowanie wózka jako bazy, a chusty jako - fanaberia to złe słowo, raczej rzecz okazyjną, nie do używania codziennie. Wózek jest dla małżonka rzeczą znaną, codzienną, naturalną, chusta - jak już się wózkiem nie da.
Tak sobie kombinuję.
Ja bym raczej powiedziała, że to męska wymówka. Mało który facet przyzna się że czegoś nie umie- lepiej powiedzieć że to głupie, albo za długo trwa. Sprawność manualna jest raczej domeną kobiet. To trochę jak z krawatami- niektórzy się nauczą i noszą, innym żona wiążą. Z resztą jak patrzę na mojego jak się mota to robi to tak..no...topornie, bez gracji...nie wiem jak to nazwać nawet.
moj nosil w chuscie i nosil w nosidle
teraz Michal jest noszony tylko w dzien do spania wiec w tygodniu ja go nosze a w weekendy wiaze tacie na plecach
ostatnio panowie zmiekczaja mi rozowa evke didka :D
ale dzis musze go nauczyc wrzucac na plecy w nosidlo bo zaraz czeka mnie szpital a maly za nic w swiecie nie usnie w dzien bez noszenia...
nowa_aleksandria
19-05-2011, 21:31
mała jest noszona od urodzenia - ja zaczęłam, potem dołączył mój mąż. oboje dość zieloni w temacie, ja mam większą praktykę, ale on dzielnie mota. jeśli wychodzimy na wspólne spacery to zazwyczaj on niesie w chuście małolatkę. ostatnio niósł Kalinę w kieszonce, a Franka na barana..
Czerwony Hopek pasuje mu do ramoneski ;)
Lubi to, chyba docenia tę bliskość z maluszkiem jaką daje chusta. No i wygodę. Jechaliśmy raz pociągiem z wózkiem - nigdy więcej go na drogę nie zabraliśmy.
No ale mój mąż radzi sobie też z wielo i nie obraża go zapranie brudnej pieluszki ;)
Jeśli coś jest dobre dla dziecka - on to robi.
U nas mąż zaczął nosić pierwszy i długo wiązał lepiej ode mnie. Teraz jesteśmy na równym stopniu wtajemniczenia:)
mamaslon
20-05-2011, 17:51
ja poszłam na sposób:duh:
jeszcze w ciaży zapisałam nas na zajecia...bakcyl podłapany pełną para,a ze tak własciwie to w ciąży słabo sie człek mota, więc to ON był pozniej guru motania w domy;)
hihi...no i oczywiście swoja ma, osobista...jest nia indio ultramaryna-sam sobie wybrał...ale w jade candy tez sie motał :D! lubi jade(miał plum) i takie chusty gdzie jak się zamotasz to już trzyma...w wiśniach didka też chodził:lol:
a jeszcze ad. temat wózka...mój miał może mała na spacerze wózkiem raz!...woli sie zamotać!
hmmm...nie wiem, może to też taka sprawa, że On akurat jest typem bez uprzedzeń-wszelakich :D
Jako że nasz pierworodny się jeszcze nie narodził, to nie powiem, jak będzie naprawdę, ale w naszym przypadku to mąż pierwszy "napalił się" do chustowania i przekonał mnie ;) Myślę, że on też póki co lepiej potrafi wiązać, bo i łatwiej mu się było uczyć, z brzuszkiem jednak mniejsze pole do popisu :P
Zobaczymy co będzie potem :)
mój mąż mimo że popiera moje chustonoszenie to sam zamotać się nie chce
choć może bardziej nie miał póki co okazji
Mirtucha
25-07-2011, 23:39
Mój mąż najpierw podchodził do chust jak do mojej kolejnej fanaberii,że mi w domu odwala i kombinuję na co kase wydać,ale szybko zaczął zdanie zmieniać kiedy płacze wieczorne Bartusia kończyły się wraz z wsadzeniem go do chusty,bez zająknięcia kupił manduce a potem kółkową (no dobra tu go troche podeszłam bo pochulał za bardzo na grilu i to w ramach kary było ,sesese:lol:) no ale kupił.Ostatnio przyznał ,że fakt żyć się nie da!!i chusty są super,ale jak chciałam zamotać to ni huhu się nie dał,nawet jak sam z młodym zostaje a ten śpiący to go nie zaplącze.Ja tam motać uwielbiam więc mi to nie przeszkadza,że małżon nie chce ale chciałabym,zeby choć raz poczuł tak wtulonego syneczka jak śpi i oddycha ,posapuje i ten oddech pachnący ,no szkoda mi że tyle facet traci ,no.
Mój Stary nie nosi i nie ma w tym dla mnie problemu- On się poci niemiłosiernie, Dzieć by utonął i padł z gorąca, które z Tatusia bucha...
Mam wyłączność. I nie martwi mnie to :ninja:...
To może ja jako mąż i ojciec się wypowiem na temat chusty.
Dla mnie jest to coś cudownego! Dziś z żoną poszliśmy do Kalimby i w jedną stronę miałem Kubę ja, a z powrotem żona. I jak ona szła z Kuba, to mi było troche smutno? Może nie tyle smutno co bylem po prostu zazdrosny. Wiec poszliśmy do teściów i potem już do domu chuste miałem ja :D Taka bliskość z dzieckiem, takie ciepło, takie uczucie...coś czego jakieś wisiadło nie zastąpi, nawet ręce. Kuba był we mnie wtulony. Czułem jego oddech. Nawet to, że wbijał mi przez sen pazurki i przekręcał na sutkach nie było problemem :D <żarcik taki :P> Jeśli chodzi o mnie, to chusty są moją trzecią miłością :D (jeśli można to tak policzyć). Wózek może się schować. Spacer z synem i żoną. nie muszę się zatrzymywać a mogę oboje pocałować. Do tego dobrze działa to na mój kręgosłup (mam lekka wadę) a chusta mnie prostuje :D same +.
Ludzie tez jakoś tak pozytywnie reagują.
Ludzie tez jakoś tak pozytywnie reagują.
Oooo, tak- Tatusiowie chustonoszący mają dobrze :wink:...
Bardzo ładnie napisałeś o swych odczuciach Tatusia noszącego- dałabym mojemu Staremu do poczytania, ale uznałby to za indoktrynację :twisted:...
Raczej niereformowalny jest- kocha spacery z Dzieciakami, ale Młoda wędruje na nóżkach, a Piotras wożony przez Tatusia w wózku jest...
A mi się wreszcie udało w weekend zamotać Małża w kupioną dla niego chyba z miesiąc temu Lanę - a raczej sam się zamotał po moim światłym kierownictwem:] Byliśmy dwa razy na dwugodzinnych spacerach, Młoda spała wtulona w Tatę, a jemu nawet się podobało.
Nie wiem tylko jak go namówić, żeby mocniej dociągał górną krawędź, zamiast podtrzymywać główkę Małej jak zaśnie ręką - widzi że jest za luźno, ale nie lubi motać, poprawiać, dociągać, a Młoda ostatnio w trakcie wiązania wyje (zaraz potem się uspokaja), co go dodatkowo stresuje i zniechęca (ja się nie przejmuję i robię swoje, wysłuchując wrzasku, bo wiem że skończę, pokołyszę się i będzie błogi spokój, on tak nie umie/nie chce). Na razie odpuszczam, nie chcę zniechęcić w ogóle, ale chciałabym, żeby motał prawidłowo, tak żeby obojgu było wygodnie...
hypnozis
26-07-2011, 16:02
A mojego Małża chusty cieszą chyba bardziej ode mnie:) Może to dlatego, że często Go nie ma w domu, jak już ma czas by Synka zamotać, to ze szczęścia unosi się niemal nad ziemią:) Ja nie krytykuję, nie poprawiam, nawet jeśli są małe niedociągnięcia, to widzę jacy są szczęśliwi i to jest najważniejsze:) Faktycznie najlepiej Mu się wiąże w elastyku, ale z kolei wydaje mi się, że Go nudzi, bo ogląda razem ze mną tkane, przebiera i podsuwa mi co ładniejsze, że może taką chcę:) I u nas to ja Mu mówię (sic!), że na razie nie kupimy kolejnej:) Uwielbia kolorowe pasiaki w stylu rasta i co jakiś czas pyta: Kochanie, może kupiłabyś sobie taką chustę? I tu mi jakąś pokazuje:) Argumentuje to tym, że ja to tak lubię i tak mi ładnie, a jak mamy coś nowego to...sam w tym śmiga najczęściej:) I jest dumny jak paw, jego mina w kierunku wózków jak idzie z Młodym zamotany - bezcenna:) W ogóle piękna jest ojcowska miłość i to, że dziś mężczyźni się tego nie wstydzą:)
A tak z rzeczy zabawnych, to mój Małżonek przesiąkł chustowym językiem i ostatnio jak wieszał pranie to stwierdził, że musi ręczniki z jednej strony lepiej dociągnąć, bo krzywo wiszą;):)
"Romans" mojego z chustą miał wzloty i upadki ;-) Jeszcze w ciąży, miśka motał koncertowo. Po urodzeniu Małego, to on się pierwszy odważył wsadzić 3-tygodniowego dziecia w kieszonkę - ale Mały się powoli przekonuje do nowości i po kilku próbach ryk Męża trochę zniechęcił. 6-tygodniowego Małego do chusty przekonałam już ja :-)
Potem rozpoczął się wielki bunt antywózkowy (trwa do dzisiaj) i nie ma wyjścia, nosić musimy nawet jak nam się bardzo nie chce ;-) Na początku Mąż dzielnie się motał ale jakoś tak bez przekonania. Pożyczona manduca podpasowała mu znacznie bardziej.
Przełom nastąpił ze zmianą chusty :-) Do naszej pierwszej nati z bambusem dokupiłam girasola i to był strzał w 10 jeśli chodzi o radość z noszenia. Mąż raz wsadził w nią Małego, odkrył, że ta chusta się sama dociąga, wystarczy kilak ruchów ręki i dziecko jest zamotane jak na obrazku... I teraz nosi bardzo dużo i ma z tego dużo radości. Wraca za każdym razem z wtulonym w klatę, uśpionym dzieckiem :-)
Właśnie sobie poszli na spacer :-)
Na marginesie, to nie był najlepszy pomysł, żeby kpić na początek chustę z bambusem - teraz widzę, że dużo trudniej w niej osiągnąć przyzwoite wiązanie, girasol dużo więcej nam wybacza ;-) Mały też się w nim z jakiegoś powodu lepiej czuje, może mu bezpieczniej w grubszej chuście?
a my byliśmy na wakacjach i mąż chyba nosił więcej ode mnie (w sówkach) :) jestem z niego dumna :) a ten widok jest dla mnie najlepszym widokiem kiedy niesie małego :) wcześniej tez nosił ale w elastyku...byliśmy nawet razem na warsztatach chustowych ... fajnie jest nosić "na zmianę"
Fajnie macie też bym chciała, aby mój mąż zamotał się. Specjalnie dla niego i z nim wybierana była chusta. Na początku ok będę nosił fajne to, ale jak przyszła paczka i usłyszał uwagi swojej mamusi, że w taką szmatę biedne dziecko zawijać to szkoda. Dlatego tylko ja motam i oboje z małym jesteśmy szczęśliwi. Jak chcę małego zamotać w chustę na mieście, żeby sobie odpoczął i miał wolne ręce to od raz NIE i koniec. Chociaż dobrze wie że jak udało mi się wyrwać z chałupy to prędko mnie tam nie zaciągnie chyba że głód, ale z tym też sobie daję radę, bo biorę prowiant ;) Dzięki chuście zapomniałam co to ból pleców i wszystko mogę zrobić w domu.
Dziadki są wózkowe, nie uznają chusty szczególnie ostatnio, według nich mały ma swoje nogi i ma sam chodzić mimo że jeszcze sam bez trzymanki nie chodzi. Wybaczcie, ale śmiać mi się chce czasem z nich jak narzekają, gdy mały chce opa, bo już się zmęczył, to mówią mu że jest dużym chłopcem i musi sam chodzić. Mogli by tylko chustę założyć i byłoby po sprawie.
Dumna jestem z męża ogromnie, bo dał się zamotać w MT na spotkaniu. :D Dziewczyny lekko go podeszły. :D Mały był marudny i śpiący, ale bardzo szybko usnął w MT. Powiedziałam m, że tak słodko wyglądali razem, że chciałabym MT. Chyba muszę kuć żelazo póki gorące ;)
Mój mąż niestety nie jest fanem chustowania. Wydaję mi się, że on uważa chusty za kolejny mój wymysł. Wczoraj kiedy byliśmy na pierwszym dłuższym spacerze w chuście, to M wziął wózek twierdząc, że na pewno sie przyda. Jakież było jego zdziwienie, kiedy Lenka bez marudzenia wytrzymała w chuście cały spacer:mrgreen:
Ale ale...dziś kiedy mieliśmy do załatwienia parę spraw na mieście i okazało się, że Mała trochę czasu spędzi na naszych rękach usłyszałam słowa "Szkoda, że nie wziełaś chusty... byłoby nam wygodniej i Lenka byłaby spokojniejsza.." Normalnie miód na me uszy:D
dziś chciałam małego nieść z przodu ale mąż mnie wyprzedził powiedział , ze on go weźmie i tak poszliśmy w siną dal a ja obok nich........ a chciałam się potulać :( spoko jutro sobie odbije na spacerq i w nocy przy karmieniu :D
moj jest za, ale zebym to ja nosila...sam jakos nie bardzo chce...mowi, ze jemu by sie nie chcialo tak wiazac ciagle...:roll: ale licze, ze jak bedzie ergo to moze sie przekona...
Nas uczono wiązać w szkole rodzenia. Najpierw wiązałyśmy my - kobitki, później panowie. Po tym jak zamotał na sobie miśka codziennie męczył mnie czy zamówiłam chustę bo on koniecznie Franka musi w chuscie nosić.
jadorota
10-08-2011, 23:31
mój mąż nosił kilka razy dopiero. Chyba jednak sama jestem winna bo mi motanie idzie szybko a on mota i mota:) dodatkowo wydziera się ostatnio Młody w czasie wiązania okropnie a on w stres wpada:)
Moj kilka razy nosił ale mówi, że dla niego za trudne to motanie i on nie ma talentu do prac manualnych :). W mt lubi za to nosić i to bardzo.
dziś chciałam małego nieść z przodu ale mąż mnie wyprzedził powiedział , ze on go weźmie i tak poszliśmy w siną dal a ja obok nich........ a chciałam się potulać :( spoko jutro sobie odbije na spacerq i w nocy przy karmieniu :D
I mi się ostatnio nasunęła się ta myśl, że na poczatku tak go zachecałam do chusty żeby sobie ponosił, poczuł tą bliskość a teraz na spacerach jak mężu małą śmiga to mu zwyczajnie zazdroszczę.. całe szczęscie, że karmię.
Widzę, że wątek się wziął i odświeżył :)
U nas kwestia noszenia o tyle zeszła na dalszy plan, że Ulka pożąda maszerować na własnych nóżkach, a jeśli na ręce, to na chwilę. Wózek stoi, MT leży, tyle noszenia na razie ;)
hypnozis
11-08-2011, 01:12
A u nas nowy wymiar noszenia nastał:) Mój Szanowny Małżonek od początku jest zwolennikiem noszenia, o czym już tu pisałam. Ale motanie nie zawsze Mu wychodziło, jednak zawsze się starał sam lub z moją pomocą. Odkąd jednak zapoznał się z Bondolino ja w ogóle nie mam kiedy nosić Wojtusia:)/:( wszędzie tylko razem i razem, a jak Młody mu uśnie, to Małżonek wygląda jakby unosił się parę centymetrów nad ziemią ze szczęścia:) To chyba najpiękniejsze widoki dla mnie:)
Czy Wy też się kłócicie z tatusiami, kto z Was ma nosić?:) Bo u nas to norma ostatnio. Dziś wieczorem usłyszalam przy kolacji ni z tego ni z owego: "Szach!" Ale co szach? "Szach! Ja jutro Wojtka noszę" I tak to wygląda:)
traschka
11-08-2011, 09:45
ja specjalnie zamówiłam długą chuste, żeby mąż mógł motać. Bardzo chciał, bardzo mu się wszystko podobało itp. Chusta przyszła dawno temu a mąż spróbował raz. Ale mu nie wyszło, trafił na gorszy nastrój małej i strasznie się zniechęcił:( Stwierdził, że to za trudne, że on nie ma trech rak żeby trzymać dziecko i jeszcze dociągać materiał:( Czasem przebąkuje, że spróbuje znowu ale widzę, że jest zniechęcony i mi przykro tak jakoś...
Mój małżonek pierwszy zamotał młodą, bo ja się bałam :mrgreen: Ale potem to ja głównie nosiłam. Teraz małż odkrył mandukę i trochę nosi. Ostatnio zaskoczył mnie stwierdzając, że weźmiemy na wyjazd chustę i nosidło, więc wózek nie będzie potrzebny.
opolanka
12-08-2011, 17:04
Mój małż..hmmm cięzki orzech do zgryzienia..:hmm::parę razy był w klubie kangura , wychwala zawsze chusty gdzie może ale tylko raz zamotał się przy mojej pomoc w domu.....a tak nie!
Nie wiem czy może sie boi? Czy może tez jego mięsień ;-) brzuszny przeszkadza..ale mówił ostatnio że jak młoda będzie troszkę większa to on się pisze ale tylko na mei taia
Poszliśmy w sobotę na warsztaty. O dziwo mąż bardzo chętnie się wybrał. Na warsztatach sobie świetnie radził. Został pochwalony za motanie. Kazał mi natychmiast nabyć chustę, co nastąpiło wczoraj, a jutro wybiera się do lumpexu szukać odpowiedniego misia do ćwiczeń:) Oby tylko nie stracił zapału.
mój mąż nosił kilka razy dopiero ale gdy zamotany jest to zachowuje sie jak nadopiekuńcza mama..takie to to uczucia wyzwala:)
princessara
16-08-2011, 12:24
Moj przed porodem byl mega zapalony ze bedzie nosil itd.,.ba! jeszcze dlugo przed ciaza jak widzial tate w chuscie to mowil ze on tez tak bedzie nosil i w ogole...a teraz co?jakos sie nie garnie a zapytany mowi ze może potem..wydaje mi sie ze chyba rie boi i jak widzi jak sie motam to mu sie to trudne wydaje.a on nie jest zbyt sprawny manualnie niestety...jak myslicie-zaczac od kieszonki?od razu na synku czy na misiu najpierw?
panthera
16-08-2011, 12:38
Moj przed porodem byl mega zapalony ze bedzie nosil itd.,.ba! jeszcze dlugo przed ciaza jak widzial tate w chuscie to mowil ze on tez tak bedzie nosil i w ogole...a teraz co?jakos sie nie garnie a zapytany mowi ze może potem..wydaje mi sie ze chyba rie boi i jak widzi jak sie motam to mu sie to trudne wydaje.a on nie jest zbyt sprawny manualnie niestety...jak myslicie-zaczac od kieszonki?od razu na synku czy na misiu najpierw?
na misiu :)
wiesz faceci tak czasem maja ze jak zobaczą tą swoją kruszynę to boją się że coś mogą jej zrobić, mój na początku jeszcze w szpitalu bał się Damiana na ręce wziąć, bo to takie maleństwo...
Macka nosi w manduce i mt, bardzo lubił tez pożyczone chusto-mt.
nosił tez w elastycznej, ale tkanych nie polubił, pozwala mi się zawiązać w chusty testowe, bo one zwykle za długie na mnie (taki mam argument sprytny :D:D ) jak juz zawiązany - nie ma oporów żeby wyjść na spacer, nawet "na miasto", tyle że z dzieckiem w wieku macka naprawdę wygodniejsze jest ergo czy mt.
ja mojego sama motałam
on czuł sie pewnie i nie protestował. mówiłam gdzie ma mi przytrzymac ect.
Polecam:)
W naszym przypadku to mąż pomagał mi się motać na początku... jak miałam jeszcze problem z odpowiednim dociągnięciem.
Mój mąż był sceptyczny gdy zaraziłam się chustami. Do momentu, gdy zrozumiał, że dzięki chustom nie musimy rezygnować z aktywnego wypoczynku (jesteśmy miłośnikami gór, z wózkiem ciężko byłoby gdziekolwiek dotrzeć). W Góry Świętokrzyskie pojechaliśmy gdy
Olcia miała 5 miesięcy, i od tego czasu chusta sprawdza się świetnie. Teraz na wycieczkach ja noszę Malca, mąż Olcię i wszystko gra :).
ropucha_
11-09-2011, 00:39
Mój mąż daje się omotać, choć tego momentu bardzo nie lubi, ale jak już są gotowi to by Młodego nosił bez przerwy :)
Mój mąż, mimo, że dzidzia w brzuchu się jeszcze grzeje, jest pozytywnie nastawiony do chust, pieluszek wielo itd. W sumie on zazwyczaj lepiej radzi sobie z dziećmi niż ja :hide:.
Mam takie przypuszczenia, że on będzie lepszym ojcem niż ja matką...:twinsdad:
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.