Zobacz pełną wersję : czy reagujecie widząc źle zamotane dziecko?
smellson
12-05-2011, 10:41
już dawno chodzi mi to po głowie, ładnych kilka razy widziałam dzieci, kótrym albo głowa dyndała do kolan albo wisiały na kroczku jak w wisiadle albo cos tam jeszcze...nie jestem doradcą po żadnej szkole motania, więc się nie czuje super kompetentna, z drugiej strony przykro patrzeć na takie źle zamotane dziecko, bo myśle, że mu niewygodnie a i mama może potem stwierdzić, że coś tam dziecku się stało, bo w chuście nosila albo , że chusta to beznadzieja, niewygodnie dziecku itd, ogólnie antyreklama chustowania. Kolezanki, które zachustowalam zdarzało mi się kilka razy poprawiać, obcej osoby nigdy nie zaczepiłam. reagujecie w takich sytuacjach?
anifloda
12-05-2011, 10:54
Nie, a jestem doradcą. :-)
Nawet znajomych nie poprawiam, chyba że mnie sami poproszą o uwagi.
pszczoła
12-05-2011, 11:03
Nie reaguję niepytana, sama nie chciałabym, żeby mnie ktoś na ulicy zaczepiał i krytykował. Kiedy jestem w przychodni z mała i pielęgniary ciągną za chustę żeby upewnić się, że dziecku krzywdy nie robię, jestem miła, ale bardzo mnie to irytuje:/
smellson
12-05-2011, 11:04
no trudny to jest temat, ale jakoś tak mi niefajnie przejść i nie zareagować; ja wolałabym, żeby ktoś taktownie zwrócił mi uwagę, niż żebym dziecko źle nosiła...może ja mam jakieś zboczenie zawodowe (lektorka) z tym poprawianiem
ja reaguje coraz rzadziej ale czasami nie moge sie powstrzymac
no i teraz zrobilo sie cieplo i wysyp chust i wisiadel niestety rowniez :(
ja ostatnio w wisiadle widziałam przodem..i chciałam..ale tak po chwili pomyślałam,że sama bym nie chciała,żeby mnie ktoś pouczał,poza tym z wózkiem byłam i jakoś tak..:?
Co do chust - pouczam, staram się taktownie. Sama byłam wdzięczna za każdą uwagę jako młoda nosząca mama, czy wszystko jest ok. Spotkałam wiele pytających o chusty i aby nabyć większej wiedzy zrobiłam dla siebie kurs chustowy.
Jeśli koleżanka po takim kursie nie zwracała mi uwagi, czułam się zbyta w temacie. Pytałam więc wprost, czy może mi pokazać konkretne wiązanie od początku.
Co do wisiadeł, jakoś mi niezręcznie krytykować udręczoną matkę, a korci bardzo. Ale zagadać zawsze można ;) Panie lubią powoływać się na atesty! Informacja o nadmiarze bodźców dla noworodka, i złym ułożeniu nóżek na pewno podziała na wyobraźnię.
A spróbuj podejść do dumnego tatusia który jak na niego patrzysz, gotowy zabić wzrokiem...
Aleksandra
12-05-2011, 11:41
a ja jako ta która krótko nosi byłabym wdzięczna za uwagę w stylu "może lepiej dociągnąć tutaj?" czasami człowiek (szczególnie jak się krótko nosi) nie widzi czegoś (mi się to zdarza na przykład jak motam w przychodni i nie mam lustra (przy lustrze czuję się pewniej bo widzę jak mi dzieć w chuście siedzi). Ostatnio w przychodni pani doktor zauważyła mnie na korytarzu i pochwaliła, że ładnie zawiązany ale mogłabym główkę mocniej podtrzymać :) to było miłe i przydatne - zaraz rozmotałam i poprawiłam :)
lepiej usłyszeć jakąś radę niż zaszkodzić dziecku..
takie moje zdanie :)
Przestałam , tzn gotuje mi się w środku ale nie mam siły zwracać uwagi.
Znajomi noszą w chuście, przodem do świata, na wysokości kolan :cryy: Mówiłam, wysłałam artykuły, nic nie zmienili.
magdalena
12-05-2011, 12:08
Ja zauważyłam ostatnio jakiś wysyp wisiadeł!
Może jest jakaś promocja, może moda (oby nie), ale wygląda to to koszmarnie. W dodatku dzieci, o zgrozo, noszone są w nich przodem do świata!
Ale trzymam mocno język za zębami :hide:
pszczoła
12-05-2011, 12:13
A spróbuj podejść do dumnego tatusia który jak na niego patrzysz, gotowy zabić wzrokiem...
Nie rozumiem ironii.
A co do szkodzenia dziecku, nie dramatyzujmy - w żle zawiązanej chuście nikt nie da rady nosić godzinami i instynktownie będzie ciałem równoważył niedoskonałości, odchylając się, wykrzywiając, podtrzymując rękami. JA uważam że wtrącanie się jest ryzykowne, może kogoś zrazic do noszenia (a, nie umiem, to nie dla mnie, a moze zamiast tej chusty lepsze nosidło - wisiadło?).
Nie rozumiem ironii.
jaka tam ironia!
panowie czasem z góry mają postawę obronną "niech mi koś spróbuje coś powiedzieć to ugryzę" (tak jej odpowiem, aż jej w pięty pójdzie)
albo tak mi się wydaje
ja z sympatią podchodzę do ludzi
pszczoła
12-05-2011, 12:43
jaka tam ironia!
panowie czasem z góry mają postawę obronną "niech mi koś spróbuje coś powiedzieć to ugryzę" (tak jej odpowiem, aż jej w pięty pójdzie)
albo tak mi się wydaje
ja z sympatią podchodzę do ludzi
Bo moze jakaś nawiedzona jedna z drugą własnie mu nagadały juz:P
to prawda, wysyp wisiadeł i w 9 na 10 przypadków dziecko przodem do świata, jeszcze w dodatku maluszki 3-4 miesięczne. Kilka razy delikatnie zwróciłam uwagę. Jedna mama bardzo chętnie mnie wysłuchała i dopytywała o ergonomiki, druga szybko mnie zbyła, ale już nigdy więcej nie widziałam, żeby nosiła dziecko przodem :) O chustach też mi się zdarzyło dyskutować.
Ważne, by zrobić to taktownie. Jak ktoś zabija wzrokiem lub słowem, nie ma sensu ciągnąć rozmowy, ale może jednak ta osoba się zastanowi i poszuka informacji. A może się okazać, że chętnie nas wysłucha i skorzysta z rad. Ja sama jeszcze jakiś czas temu byłam zielona w temacie i chętnie słuchałam wszystkich rad.
Aksamitka
12-05-2011, 13:02
Nie zwracam uwagi.Gdyby z rozmowy wyszło to mogę coś podrzucić,ale ekspertem nie jestem poza tym.Nie wyobrażam sobie podejść i pouczać-sama bym się zjeżyła -takie młode mamy i tak są bombardowane życzliwymi uwagami - ja po pewnej ilości pouczeń we wszystkich sprawach,które innym wydawały się nieodzowne nic już nie przyjmuję :ninja:.
Jako, że mam krótki staż byłabym wdzięczna gdyby ktoś mi coś podpowiedział - przecież tu nie chodzi o krytykę tylko o miłe doradzenie:D
Ja nie reaguję;/ Mam czasem ochotę coś podpowiedzieć, ale ja to z tych w myślach bardziej mówiących;/
slonetshko
12-05-2011, 13:37
Nie
I sama nie lubię, kiedy ktoś mnie zaczepia i twierdzi np że moje dziecko skarpetki musi mieć bo się przeziębi.
A wszystko przecież z dobrego serca :twisted:
nie poprawiam. Dziś mijałam rozpłaszczonego noworodka w luźnym 2x, i mimo, że serce krwawiło, owa mamusia otrzymała ode mnie jedynie uśmiech. :? Niedługo, mam nadzieję, w takiej sytuacji wręczę ulotkę.
Tak, zawsze.
Podchodzę i pytam czy wygodnie Osobie. Oczywiście Osoba jest nastawiona bojowo z reguły i odpowiada, ze tak. Wtedy mówię, ze byłoby wygodniej jeśli Osoba dociągnęła/poprawiła/wypadła pupke etc. Nigdy nie mówię, że źle nosi. W 99% wypadków Osoba poprawia wiązanie z moja pomocą:mrgreen:
U mnie to raczej wychodzi w zależności od sytuacji. Niestety, tutaj się zgodzę, młode mamy są wiecznie pouczane przez starsze panie w komunikacji, ciotki, teściowe, matki, koleżanki, siostry i Bóg wie jeszcze kogo. Nie raz mnie panie "ze stażem" molestowały np. wlaśnie w autobusie dlaczego dziecko ma czapkę taką a nie inną, dlaczego nie ma rękawiczek w zimie (a młody miał ręce pod chustą cieplusieńkie), a że właściwie to MUSZĘ to MUSZĘ tamto. :duh:No szału można dostać.
Kiedyś jakaś pani przez całą drogę z centrum na ursynów d... mi truła, że dziecka nie wolno nosić w pionie przez pierwsze pół roku jego życia:duh:Wręcz próbowała wymusić na mnie przyrzeczenie, że to ostatni raz. Przesiadłam się, a ta lazła za mną jak rzep.:evil: Nie docierało, że mi jej rady nie są potrzebne. Że nie miałam ochoty rozmawiać na ten temat:duh:
Więc jeśli widzę, że jakaś mamusia wyraźnie jest zainteresowana to próbuję jakoś zacząć rozmowę. Czasem się udaje, czasem nie. Generalnie jak jakaś rozmowa się nawiąże, złapiemy jakiś kontakt to temat zostaje rozwinięty, coś tam podpowiem. Ale naprawdę różnie to bywa. A jak się mijamy na ulicy, a ten ktoś ma masakrycznie zamotane dziecko to jednak często nie poprawiam:hide: Zazwyczaj ten ktoś jest tak dumny z tego, że nosi, że moje uwagi mogłyby odnieść skutek odwrotny od zamierzonego:|
biedronki-3
12-05-2011, 16:16
a ja w sumie sama nie wiem czy dobrze wiążę
chciałabym by ktoś mnie poprawił
ciągle mi jakoś wysoko wychodzi
misunderstanding
12-05-2011, 17:04
tak patrzę, skąd jesteście.. no tak, większość z Was, wypowiadających się, Warszawa. :P ja NIGDY nie spotkałam na ulicy face to face mamy w chuście. ostatnio w wisiadle, spojrzałam na nią, nawet myślałam, żeby zagadać, ale wzor miała "bez kija nie podchodź".
Verneo: "Lubie to".
:hey:
Ja zapewne sama jeszcze wiele błędów w motaniu robię (zresztą często po kwadransie spaceru te niedociągnięcia wychodzą) więc bym się cieszyła gdyby ktoś mi podpowiedział co poprawić.
Innych nie poprawiam, bo nie czuję się kompetentna, ale raz widziałam mamę z dzieciątkiem dwu-trzy miesięcznym w wisiadle, co prawda przodem do mamusi niesiony, ale nóżki dyndały straszliwie. W dodatku było to zatłoczone centrum handlowe. Nic nie powiedziałam, ale cały dzień o tym maleństwie myślałam.
ja chyba też byłabym wdzięczna za radę
Ja też dopiero się uczę i wolałabym,żeby któraś do mnie podeszła i zwróciła uwagę... Nie obraziłabym się nawet gdybym usłyszała: "słuchaj głupia babo,popraw to i tamto bo dziecku krzywdę zrobisz..." ;) Moim zdaniem,zdrowie naszego dziecka jest ważniejsze niż urażona duma :roll:
Tysiolinka
12-05-2011, 21:54
Ja bym chciała żeby mi ktoś poprawił. Jeżą mnie tylko uwagi starszych Pań, ale jakby jakaś miła mamusia mnie poprawiła tobym się nie obraziła. Sama nie poprawiam bo rak mi kompetencji.
A wisiadła... Grr ostatnio na placu zabaw spotkałam małżeństwo z dzieckiem w wisiadle przodem do świata i chyba słyszeli jak mówiłam do siostry, czemu wisiadła są bee i za chwilę nas mijali i maluch był przodem do tatusia. Mam nadzieję, że usłyszeli więcej i pogłębią temat. Ale nadal twarzą w twarz się nie odważyłam. Mam sąsiadkę która nosi w wisiadle ale jakaś nadgorliwa jest mamusia i boję się jej zwrócić uwagę.
Karolcia
12-05-2011, 21:55
Jeszcze do niedawna też tak mi się wydawało - jak wypowiadającym się tu młodym chustonoszkom - że dobro dziecka najważniejsze. Ale parę razy zostałam zbita z tropu i sama nie zaczepiam.
Jeśli już to staram się sprowokować zaczepienie mnie :lol: Dumnie wypinam pierś z chuściochem, uśmiecham się szeroko i ogólnie prezentuję zadowolenie z życia.
Działa na mamy wózkowe, które chciałyby ale się boją lub mają wątpliwości. Wisiadeł nie spotykam. Zamotane z reguły znam i wtedy nie boję się wtrącać jeśli coś zauważę.
U mnie chusty taka rzadkość, że reaguję na każdą noszącą:)
smellson
12-05-2011, 22:29
Vernea ma rację, że mamy są bombardowane niechcianymi uwagami wszystkowiedzących przechodniów, co to z dobrego serca im trują :(; kurczę, może lepiej dać spokój...a może o klubie kangura wspomnieć, coś w stylu, że ja też chustuję ale nie spotkalam Cię nigdy w łodzkim KK, zapraszamy, można się spotkać, pogadać, nauczyć się wiązać ...tak mysle, że jak ktoś miałby jakieś wątpliwości, to w takiej sytuacji by zagaił coś na temat wiązania właśnie
jak sądzicie?
nie poprawiam, ale mi ostatnio serce mocniej zabiło z zalu jak zobaczyłam dziecko przodem do swiata jakims wisiadle.
mamaslon
12-05-2011, 22:38
ja ostatnio w wisiadle widziałam przodem..i chciałam..ale tak po chwili pomyślałam,że sama bym nie chciała,żeby mnie ktoś pouczał,poza tym z wózkiem byłam i jakoś tak..:?
tez takie co i nic nie zrobiłam, tylko mi szczeka opadła
ech...
ps: aisinom! dokładnie !
nowa_aleksandria
12-05-2011, 22:47
hmm ja bym chciała, żeby mnie ktoś poprawił.
tylko taktownie i miło..
co do wisiadeł do wiele osób spośród moich znajomych je miało. staram się zachwalać chustę, a nie demonizować wisiadło. bo jednak jakiś rodzic który nosił w wisiadle nie robił tego po to, żeby zaszkodzić swojemu dziecku. po co ludziom garby wyrabiać.
emenemsy
12-05-2011, 23:19
Ja zwróciłam uwagę raz i więcej nie zamierzam. Dziecię miało z 1,5 miesiąca, wisiało na kroczu i miało rączki na zewnątrz (wisiało w kieszonce). Mama (Polka na obczyźnie jak i ja) była zdecydowanie niemiła, bo przecież ona "zgodnie z instrukcją" motała. Jak jej zaproponowałam zajrzenie na nasze forum, to mi powiedziała, że ona to na polskie strony nie zagląda, phi!
Widzę sporo fatalnych wiązań, ale zaciskam zęby... A wisiadła to praktycznie królują w UK. Na szczęście wśród bliskich znajomych udało mi się zaszczepić chustowanie :)
nie, bo i ja nie chce byc poprawiana. Czy to odnosnie chusty, czapki czy rekawiczek u dziecka. Moje dziecko moja sprawa. Reaguje jak ktos ise nad dzieckiem zneca, slownie lub fizycznie.
Nie reaguję na ogół, bo nie spotykam innych niż moje klubowe kangurowe (a one noszą dobrze).
Ok, raz spotkałam. Uśmiechnęłam się, zaprosiłam na spotkanie. Nie korygowałam, bo mama była mniej niż słabo zainteresowana dialogiem.
Inaczej jeśli jest to ktoś znajomy.
Zresztą język komunikajcji jest ważny. Działam podobnie jak Demona-nie krytykuję, ale sugeruję inny sposób wiązania/dociągania.
Ja zauważyłam ostatnio jakiś wysyp wisiadeł!
Może jest jakaś promocja, może moda (oby nie), ale wygląda to to koszmarnie. W dodatku dzieci, o zgrozo, noszone są w nich przodem do świata!
Ale trzymam mocno język za zębami :hide:
W Krakowie też jest wysyp wisiadeł /przodem do świata na wysokości krocza:-/
Nie mam odwagi nikomu zwrócić uwagi.
Ale kiedyś nas jedna Pani poprawiła jak nosiłyśmy się w chuście-bardzo mile i taktownie a jej rada jest bardzo cenna:-)
Nie reaguję, ponieważ:
1. nie widuję prawie innych zamotanych osób
2. sama nie wiem, czy motam na tyle dobrze, żeby pouczać innych.
Choć myślę, że jakbym kogoś takiego spotkała, to bym się mocno najpierw zastanowiła, czy się odezwać.
Ja ostatnio widze coraz wiecej i niestety ponad polowa zawiazane sa zle lub bardzo zle. Baaardzo luzno, lub w kieszonce (luznej) pasy pionowe sa poprowadzone na krzyz i nie rozlozone..... nie potrafie reagowac. Chyba ze to jakis bliski znajomy by byl.
Ja byłabym wdzięczna za każdą uwagę bo mistrzem w motaniu nie jestem ale... tylko i wyłącznie jeśli pomoc by wyglądała tak jak robi to np. demona ,bo jeśli ktoś by mnie opieprzył albo z góry powiedział, że wiązanie jest tragiczne zniechęciłby mnie tylko do dalszego działania...
Sama nie zwracam uwagi bo po 1 nie ma komu a po 2 nie jestem w tym specjalistą
dankin-82
17-05-2011, 19:49
ja zwracam, ale staram się to robic bardzo delikatnie, w sumie to bardziej podpowiadam co można poprawic :)
Ja też bym się ucieszyła gdyby ktoś mnie zaczepił i poprawił, radząc przy okazji jak poprawić wiązanie - byle z uśmiechem i uprzejmie:)
Ale szanse wielkie nie są, w mojej okolicy inną chustomamę widziałam raz;-)
Jako nówka chetnie przyjęłabym życzliwą radę. Zwłaszcza w takim tonie, o jakim pisze demona. Myślę, że zaoferowanie tzw. dobrej rady w sposób możliwy do przyjęcia (a i tak zawsze jest ryzyko, że zostanie odrzucona) jest dużo trudniejsze niż bycie jej adresatem
Ja dziś zwróciłam uwagę, co zważywszy na mój staż chustowania zakrawa na pewien absurd :oops:. Ale:
- wyraźnie mnie o to poproszono w toku dłuższej rozmowy z zaczepionymi przez mnie dwiema baaaardzo młodymi mamusiami
-i one, i ja miałyśmy zamotane kieszonki, przeto materiał porównawczy sam się nasuwał, a kieszonkę akurat mam opanowaną całkiem, całkiem :razz:
- i tak odesłałam je do instruktorki (nie ma za co, gingerr:ninja:...) oraz do forum :-).
Przeto czuję się usprawiedliwiona.
a moj mlody, lat 11, wypalil do mnie ostatnio na widok mamy z wisiadlem "Przeciez tak sie nie nosi!!!" ze swietym oburzeniem i domagal sie ode mnie glosno zebym jej uwage zwrocila. :oops: musialam dyplomatycznie tlumaczyc, ze kazdy nosi jak uwaza i to, iz mz jest niezdrowe dla dziecka nie oznacza, ze wszyscy musza nosic jak my. Katem oka widzialam, ze wisiadlowej mamie uszy urosly do rozmiarow sloniowych wiec mam nadzieje, ze sie sama zainteresuje tematem co tez ta wariatka opowiadala :bduh:
mnie "oczy bolą" ale nic nie mówię, bo sama bym się pewnie wkurzyła na wstępie że się ktoś obcy czepia ;)
ale jak coś to zawsze jest opcja zaproszenia na najbliższe spotkanie klubu kangura :P
kajkasz1
17-05-2011, 23:56
Sama mam na koncie kilka "baboli" i rzadko podchodzę do innych zamotanych mam (kilka razy zostałam potraktowana jak powietrze), a już pouczać to bym się nie odważyła. Ale fakt, oczy czasami bolą, oj bolą.
a teraz sobie wyobrazilam, ze podchodze na ugietych nogach do slabo zamotanej dziewczyny, mowie konspiracyjnie szmata lata, szmata lata, potem lapie sie lewa reka za prawe ucho, robie zeza, krzyzuje rece na brzuchu, piersi i glowie jednoczesnie, potem podskakuje na prawej nodze i zastygam w bezruchu w reakcji na odzew
ciekawe, czy przyjmie ewentualna pomoc? :-?
w pierwszym odruchu pomyślałam, że chciałabym, żeby mi powiedziano jeśli coś robię nie tak - omniebusem nie jestem, ostatnio koleżanka mi coś podpowiedziała i bardzo sie cieszę, że czegoś nowego się nauczyłam/dowiedziałam i stosuję, raz zobaczyłam swojego gigant babola dopiero na zdjęciu i byłam zła na męża, że mi nie powiedział. W razie co się zaczerwienię i powiem, że to tylko na chwilę albo co innego i dlatego akurat złe wiązanie mi wyszło (jak ostatnio, kiedy wiązałam na 5 minut na marynarkę). Ale...
1. Ostatnio pokazywałam w parku chustonówce jak się mota, przeszła koło nas kobitka z kilkulatkiem, nie zatrzymując się powiedziała, że za mocno dociągam pod nóżkami i poszła. I im bardzoej o tym myślę, tym jestem wścieklejsza na takie zwrócenie uwagi - bo teraz nie wiem, czy ona była jakkolwiek kompetentna czy po prostu sobie tak powiedziała (gdyby sama miała zachustowane dziecko, to trochę co innego), czy rzeczywiście coś źle robię, nie dała szansy się dopytać, nawet nie zdążyłam na nią spojrzeć. No mogła się baba na chwilę zatrzymać, powiedzieć, a, ja też noszę, fajna sprawa, ale wiesz, jednak przy tych nóżkach itd. Wtedy byłabym wdzięczna za radę.
2. Niedawno byłam w zagramanicznym sklepie, gdzie pośród różnych różności sprzedają też chusty. No i baba, której pytałam o coś kompletnie innego, na moje wykończenie tybetańskie, że na pewno mi nie wygodnie, i że oni to robią inaczej. No i się wściekłam - bo raz, że uwielbiam wykończenie tybetańskie, dwa, że jest mi z nim super wygodnie, trzy, że co babie do tego.
Wniosek - wszystko zależy od tego jak. No bo, widzę po sobie, to całe chustonoszenie wyzwala w człowieku jakąś dumę i poczucie wyższości - ja to robię lepiej, weszłam do grona wtajemniczonych i WIEM, i jak mi ktoś zwraca uwagę tak, jak opisałam to powyżej, to nie wiem, na ile rzeczywiście coś robię nie tak, a na ile uwaga została rzucona ot tak sobie, żeby pokazać że zwracający uwagę WIE.
Wisiadłom nie zwracam uwagi, co najwyżej tych, co jeszcze nie weszli na tę drogę mówię, żeby omijali, albo mówię dlaczego ja nie - ale to znajomym a nie na ulicy, znajomym mieszkającym za oceanem, którzy wkleili zdjęcia bardzo małego wtedy dziecka w chusto-torbie napisałam o wypadku uduszenia, który był chwilę wcześniej, podkreślając że sama noszę i temat mnie zajmuje, oni na to, ze już usłyszeli swoje od mamy, i że to było zupełnie co innego - bo nie tej firmy... No to ja im, że oni na pewno wszystko wiedzą, też to, co pod tym linkiem gdzie napisali na co zwracać uwagę przy noszeniu w takich torbach. Strasznie to trudne, bo właśnie - jak pisała Vernea - "wszystkie dzieci nasze są" i każdy czuje się w prawie zwrócić dowolnej matce uwagę na dowolny temat, że źle robi.
jadwigienka
18-05-2011, 04:42
ja nie zwracam uwagi bo mi głupio i nie czuję się kompetentna. już wystarczy że kilkoro znajomych nosi bo my nosimy i to ja ich uczyłam wiązać i teraz czuję się odpowiedzialna za wszelkie niedostatki...
poza tym miałam kiedyś taką sytuację od drugiej strony, kiedy to mnie pani zaczepiła i powiedziała że mam źle zamotanego Grzesia. Nosiłam wtedy już długo, on sam siedział, miałam go w 2x z rączkami wyciągniętymi. Ponieważ odkąd zaczęłam nosić spotykałam się z uwagami, że za zimno w nóżki, że się udusi w chuście, że na pewno coś go uciska, więc na kolejne hasło że coś źle z chustą od razu się najeżyłam... więc się nie wdawałam w dyskusję i pani też nie była nachalna (potem się zastanawiałam czy to nie ktoś stąd :ninja: i żałowałam że nie naciągnęłam na dłuższą rozmowę). nie pamiętam żeby mi wtedy było niewygodnie i żeby Grześ latał mi jakoś specjalnie... ale po pierwszym szoku i najeżeniu podociągałam trochę chustę, starałam się poprawić no i tak jak mówię... żałuję że nie podyskutowałam dłużej.
jednak to doświadczenie czyni mnie ostrożną w zaczepianiu innych bo wiem jak się mogą poczuć w pierwszej chwili...
edit: chyba mam tak jak jul: trzeba umieć zwrócić uwagę, bo nigdy nie wiadomo czy osoba zwracająca wie co mówi czy nie. może jakby mi ta pani powiedziała: "dzień dobry, jestem doradcą chustonoszenia i wydaje mi się że ma pani trochę za nisko zawiązaną chustę..." to pewnie inaczej bym zareagowała. a tak to faktycznie myślę o sobie jako o tej wtajemniczonej i co mnie tu ktoś będzie upominać :D
joleczka
18-05-2011, 07:49
ja tez pewnie mnóstwo błędów robię, poza tym ostatnio Adas tak sie wije i probuje wygladać że czasem jak na dwór wyjdę to już przed klatką muszę chyustę poprawić ale mimo to jak widzę totalnego babola to staram sie zwrócić uwagę, najpierw kontakt wzrokowy żeby wyczaić czy nie zostanę pogoniona, później zagaić ze ja też noszę i zwykle jest ok. Ostatnio byłam z samobiezna Kamilą na Dniu Ziemi i spotkaliśmy pare zamotaną troszke hmmm... wisiadłowo zagadałam, poprawiłam na co tatuś stwierdził "no właśnie tak tu chodzimy i chcieliśmy spotkać kogoś kto nam pomoże" :D
na wisiadła nie reaguje chyba ze mnie Kamila zapyta to pewnie troche za głośno swoją opinię i uzasadnienie wyrażam ;)
Ja chcialam tylko powiedziec, ze bardzo mi sie podoba to, co napisala jul.
panthera
18-05-2011, 12:45
duzo zalezy od sytuacji. tak na ulicy bym nie podeszła pouczac, ale jakby sie rozmowa wywiązała, to moze cos tam bym podpowiedziała.
ja tez bez lustra nie lubie wiązać, bo nigdy nie wiem czy jest równo itd. zwłaszcza na plecach.
pamiętam jak mi kiedyś kobitka w autobusie zwróciła uwagę ze za luźno młody. A to syt kryzysowa była.
no był za luźno- szmata nowy len prosto z pudła, sztywna deska - idealne zawiązany girasol został obchaftowany tuz przed wyjściem :hide:
no i w dodatku młody zasnął a wtedy zawsze się luzuje- a ja w autobusie na siedząco nie miałam jak poprawić - musiałam koszmarnie z tym wyglądać :)
A ja mam tak, że zawsze jak wychodzimy zaplątani, to się z jednej strony obawiam, że ktoś skrytykuje wiązanie, a z drugiej byłabym naprawdę wdzięczna za konstruktywne rady, dlatego proszę, jak mnie ktoś w Krakowie zobaczy w Ellaroo Larae i uzna, że coś mogę poprawić, to proszę śmiało:).
A dodatkowo, jesteśmy z mężem na tym samym poziomie wtajemniczenia, plączemy równie często, więc sami się czasem poprawiamy (tu dociągnij, tu poluzuj, tu nóżki nierówno...), takie dwa zdane na siebie bidaki:)
Blanka_1982
19-05-2011, 08:30
Ja chciałbym, żeby ktos zwrócił mi uwagę na źle zawiązaną chustę. Sama pewnie też bym kogoś zaczepiła, ale tylko w chuście, nie wisiadle. Jeśli w chuście, to przecież jest szansa, że ktos forumowy:)
dankin-82
19-05-2011, 08:49
jeśli chodzi o wisiadła to warto miec kilka argumentów dlaczego nie warto w nich nosic dzieci
jeśli chodzi o powiązania z forum, niekoniecznie zamotany rodzic musi od razu uczestniczyc w życiu forum, znam dwie motające które się u nas nie udzielają i nie mają takiej potrzeby
I ja bym była wdzięczna za porady.....cały czas wybieram się do krakowskiej famigi czy innej chustowej kawiarni, ale jakoś trafić nie mogę. Na razie jeszcze nikogo nie spotkałam w źle zawiązanej chuście (jak na moje oko), ale sama ucieszyłabym się gdyby ktoś parę rad mi udzielił jeśli uznałby, że coś jest nie tak. W końcu nie chodzi o moje ego ale o zdrowie malucha. Takie ot moje osobiste zdanie.
No cóż... drażliwy trochę temat... ja nie miałabym nic przeciwko uwadze co do mojego motania, aczkolwiek sposób w jaki ktoś udziela rad i pouczeń jest w takich sytuacjach kluczowy... dzisiaj widziałam na naszym osiedlu mamę (po raz pierwszy) w jakiejś takiej dziwnej pseudo kółkowej chuście (ki diabeł??? nie wiem...)- ramię na szyi (mało wygodnie), nie naciągnięta w ogóle (mało komfortowe dla dziecia), musiała cały czas dziecko rękoma podtrzymywać (więc jaki sens "chusty"?)- ale nie podeszłam, bo primo: byłam na towarzyskim spotkaniu, secundo: widziała, że my z chustami, i nie podeszła = brak zainteresowania... ale jak jeszce raz spotkam to pewnie zagadnę ;) i może podszepnę to i owo...
ja reaguję ale bardzo delikatnie. Nie spotkałam sie z negatywną reakcją
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.