Zobacz pełną wersję : w sejmie z dzieckiem
http://fakty.interia.pl/galerie/polska/w-sejmie-z-dzieckiem/zdjecie/duze,1429749,1,269
http://fakty.interia.pl/galerie/polska/w-sejmie-z-dzieckiem/zdjecie/duze,1429749,1,269
widziałam - fajnie :)
Kot.w.paski
17-03-2011, 15:42
Podpisy pod zdjęciem- żenada...
Szkoda,że ja nie mogę brać dziecka do pracy:applause:
a na tej samej stronie po prawej taka oto widnieje miniaturka:
http://fakty.interia.pl/tylko_u_nas/najlepiej_oceniane/zdjecia_w_galeriach/zdjecie/duze,1428400,1
maagduusiiaa
17-03-2011, 15:52
ja w kwestii formalnej: a to nie jest elastyk?
ja w kwestii formalnej: a to nie jest elastyk?
no raczej nie. może to jakaś nati organiczna...? wygląda na sztywnawą.
maagduusiiaa
17-03-2011, 17:14
no raczej nie. może to jakaś nati organiczna...? wygląda na sztywnawą.
tak się pytam, bo dziecko jakoś tak nisko pani posłanka ma na zdj 4, właśnie jakby elastyk się uciągnął (na siedząco jest w pozycji "pocałuj żabkę w główkę")
ps jak pan poseł piknie dłubie w nosie na ostatnim zdjęciu :D
omg, wierzę, że to nie dłubanie, tylko zamyslenie takie :)
lewa poła na niedociągniętą wygląda. dzieć ma jedną nóżkę bardziej...
ale co tam. nasi są w sejmie!
Faaaajnie, że się odważyła. Ciekawe jakie komentarze spotyka w pracy, mam nadzieję, że nie jeżdżą po niej. Brawa dla tej Pani :applause:
claribell
17-03-2011, 19:07
Komentarze pod zdjęciem - masakra. Bo dziecko to przecież w pokoiku z zabawkami non stop siedzieć powinno.
:applause:super, że pani POsłanka nosi:D
nowa_aleksandria
17-03-2011, 20:18
świetne zdjęcia!
Ładne zdjęcia, ciepłe takie.
Chusta luźnawa pewnie dlatego, że pani posłanka głównie siedzi - może poluzowała, żeby się tak nie ściskać.
A co do komentarzy to...
Niepopularnie napiszę, ale się zgadzam, że Sejm ani żadne inne miejsce pracy nie jest miejscem dla dziecka. Do pracy idzie się pracować i za to płaci pracodawca. Nie za podzieloną uwagę, za wyjścia na zmiany pieluch/uspokajanie płaczura, przeszkadzanie współpracownikom (jakkolwiek by się nie obijali :lol:) itp.
Rozumiem bliskość, dziecko przy mamie, ale żyjemy w innych czasach, niż nasze babcie, które zabierały dzieci w pole, bo nie miały ich gdzie zostawić.
Tyle się mówi o tym, że centra handlowe nie są właściwym miejscem dla maluszków. A Sejm jest? :roll:
Zgadzam się z Metą w kwestii zasadniczej :) Po cichu mam nadzieję, że to sytuacja wyjątkowa (wazne głosowanie) a nie norma.
mamuchap
17-03-2011, 20:35
super, ze posłanka nosi :applause:
ale zgadzam się z Metą.
zaraz się okaże, że jakiś mądry pracodawaca wpadnie na taki sam pomysł.
Niestety, musiałam kiedys odebrac dziecko ze złobka bo mi niania nawaliła w ostatniej chwili i mały siedział ze mną 3 godz w pracy. Nie było to dobre dla nikogo
Wiewiórka
17-03-2011, 20:47
Fajnie:applause:
A co to za pani?
no pewnie, mnie się podoba, że nosi, a nie że siedzi w sejmie godzinami z tym małym. ja sobie nie wyobrażam, że to jakaś norma, że ona codziennie kilka godzin siedzi z tym maluchem na czytaniach, głosowaniach itp.
wyobrażam sobie, że to było coś ważnego, musiała być, a nie mogła zostawić dziecka w poselskim hotelu - bo ta babka nie jest z wawy. pewnie (?) zwykle dziecko jest z nianią/tatą, a wyjątkowo mama je zabrała.
było kilka dyskusji o tym, że AP i kontinuum jest trudne w dzisiejszych czasach, bo dziecka nie można zabrać do pracy, a ta babka pokazuje, że jednak można próbować. mam nadzieję, że podchodzi do tego rozsądnie.
ja miałam kilka takich sytuacji, kiedy nie miałam co zrobić z dzieckiem (nie mamy we wro żadnej rodziny), a do pracy iść musiałam. no i poszłam ze Staśkiem.
http://img59.imageshack.us/img59/1162/przdjcie181.jpg (http://img59.imageshack.us/i/przdjcie181.jpg/)
Uploaded with ImageShack.us (http://imageshack.us)
spał w chuście, ja robiłam swoje, potem wyszliśmy. ale - nawet gdyby szefostwo się zgadzało, w co wątpię - nie robiłabym z tego nawyku.
a babeczka to Pomaska z PO. widzialam z nią wywiad, jak jeszcze byla w ciąży. mówiła, że planuje szybko wrócić do pracy (bo to też specyficzna praca, misja itp), ale nie zamierza rozstawać się z dzieckiem.
mnie tam się podoba :)
natomiast komentarze pod zdjęciami są... powalające po prostu
W pełni zgadzam się z Metą! Kocham noszenie, propaguję noszenie, ale wóczas gdy są ku temu sprzyjające okoliczności.
Praca to praca.
Mam nadzieję, że była to sytuacja wyjątkowa.
A komentarze...cóż, zaściankowość.
Ła
Niepopularnie napiszę, ale się zgadzam, że Sejm ani żadne inne miejsce pracy nie jest miejscem dla dziecka. Do pracy idzie się pracować i za to płaci pracodawca. Nie za podzieloną uwagę, za wyjścia na zmiany pieluch/uspokajanie płaczura, przeszkadzanie współpracownikom (jakkolwiek by się nie obijali :lol:) itp.
Rozumiem bliskość, dziecko przy mamie, ale żyjemy w innych czasach, niż nasze babcie, które zabierały dzieci w pole, bo nie miały ich gdzie zostawić.
Tyle się mówi o tym, że centra handlowe nie są właściwym miejscem dla maluszków. A Sejm jest? :roll:
:hmm:... to ja jeszcze może bardziej niepopularna będę w tym, co napiszę, bo zastanawiam się, czy pani posłance nie chodziło o pewien lans... Nie jest ona bowiem debiutantką w takiej sytuacji- dopiero co, w "Twoim Stylu" bodajże, widziałam zdjęcie z parlamentu włoskiego- chyba się nie mylę:oops:... Pewna pani minister w ramach zademonstrowania sprzeciwu wobec dyskryminacji kobiet- matek w kwestiach zawodowych, na głosowanie w sprawie stosownej ustawy, zabrała swą malutką córeczkę w chuście. Wzbudziła tym gestem powszechny aplauz i podziw.
Zastanawiam się zatem, na ile zainspirowała naszą panią poseł- i czemu wzięcie przez nią dziecka na obrady miało słuzyć:-?...
Ciezko ocenic sytuacje, bo z jednej strony to faktycznie moze wygladac na lans, z drugiej kazdemu moze zdarzyc sie taka sytuacja, ze trzeba dziecko zabrac ze soba. Koniec -koncow fajnie, ze nosi, przynajmniej swiat sie dowiaduje, ze jest takie cos jak chusta ;)
bo wbrew pozorom, nadal wiele osob nie wie co to takiego :)
Podejrzewam, że przyszła z dzieckiem bo to są zdjęcia z głosowania w sprawie OFE, więc pewnie obecność posłów była obowiązkowa. To są jej pierwsze zdjęcia a dziecko nie wygląda na noworodka, więc pewnie to sytuacja awaryjna. Ja ją rozumiem sama z dzieckiem kilka egzaminów zdawałam, bo byłam w podbramkowej sytuacji.
Ciezko ocenic sytuacje, bo z jednej strony to faktycznie moze wygladac na lans, z drugiej kazdemu moze zdarzyc sie taka sytuacja, ze trzeba dziecko zabrac ze soba. Koniec -koncow fajnie, ze nosi, przynajmniej swiat sie dowiaduje, ze jest takie cos jak chusta ;)
bo wbrew pozorom, nadal wiele osob nie wie co to takiego :)
Nooo, ja może jakaś skażona sceptycyzmem jestem:hide:... A co do tego, czego dowie się świat... wiem, czego dowiedzą się moi rodzice i jak to zinterpretują:lol:. Jestem bowiem jedynym odszczepieńcem rodzinnym głosującym okazjami na PO:duh:. To teraz będzie jasne, czemu noszę w chuście- to pewnie wewnętrzne zarządzenie partyjne a ja jestem jawnym dowodem skuteczności indoktrynacji tej partii:lool:...:twisted:
widziałam wywiadów kilka z panią posłanką, jescze jak była w ciąży oraz gdy już urodziła. Kobietka wydawała się "rozsądna", już w ciąży zwracała uwagę na np. brak miejsca (pokoiku) matek z dzieckiem, że nie ma gdzie przewinąć dziecka, a co dopiero przystawić do piersi. Zauważała, że sejm to nie tylko posłowie, ale całe "zaplecze gospodarcze" do tej instytucji.
W drugim wywiadzie wyjaśniała jak sobie radzi z małym dzieckiem i pracą w sejmie. Zwróciła uwagę, że posłowie nie mają urlopów macierzyńskich. Ona (chyba) jest z Gdańska i czasami zabiera dziecko do Warszawy (+babcia lub niania), lub gdy może szybko wrócić do dziecka to zostaje nad morzem. Pojawiło się także pytanie, czy zabierze kiedyś dziecko tak jak eurodeputowana francusk (?) w chuście na głosowanie. Potwierdziła, że w sytuacji podbramkowej, gdy obecność będzie obowiązkowa, a nie będzie miała z kim zostawić dziecka, to i owszem, pójdzie. Ja nie oceniam tego jako lans...
moja elastyczna LL wygląda podobnie - kolor
W pierwszym odruchu - łał, nasz człowiek w sejmie!!! :)
W drugim odruchu - pcha się do mediów, mało znana osoba, a takie akcje chwytliwe dość...
A w trzecim się wzruszyłam, że ona ma maluszka co usiedzi spokojnie i zapomniałam o odruchu nr 2 :D
Ja też kiedyś byłam w pracy z Małą, ale kurna nie dało się pracować bo mi każdy 'w szmate' zaglądał i zagadywał :D
panthera
18-03-2011, 14:18
jesli nie jest to sytuacja codzienna- to ok, uważam ze fajnie ze zabrała dziecko.
Jak byłam na studiach tez przychodziła na wykłady dziewczyna z dzieckiem (nie zawsze oczywiście) jej mama pracowała a na nianie nie stać.
i doskonale sobie radziła i uważam ze fajnie bo rok (ostatni) zaliczyła, nie musiała brać urlopu dziekańskiego ani posyłać dziecka do żłobka.
oczywiście nie kazdą pracę da radę wykonywac z dzieckiem, ale akurat w sejmie to posłowie sobie czesciej wychodzą na obradach na obiadki czy inne atrakcje w bufecie, więc jej wychodzenie na karmienie, czy przewijanie nie było problemem.
a skupienie posłów na zdjęciach tez widać....
Mnie się zdarzyło ze 2 razy cos załatwiać w miejscu pracy z Piotrkiem chuście, tez z konieczności ale i po drodze, bo potem spacer nad morze:)
rekord pobilam raz - Piotrek wysiedział ze mna na spotkaniu w najwazniejszym gabinecie ;) czyli z szefostwem:) jakie 2 godziny, juz nie w chuście - bawil się moim kalnedarzem, dlugopisem, spozyl jakies sniadanko... bylam w szoku, ze tyle czasu tam spedzilam i udalo się duzo rzeczy omowic.
Ale nie mam ochoty tego powtarzac:) teraz juz by sie tak nie dalo - pewnie roznioslby ten gabinet!:)
to zdjęcie powinno raczej dać do myślenia jak matka może pogodzić karierę i pracę zawodową
nie chodzi o to, by dziecko ciągnąć do pracy, ale aby czasem pracodawca wykazał się dla matki pewną elastycznością i wrażliwością gdy nie ma on co zrobić z dzieckiem a che pracować
powinno wywołać dyskusję na temat potrzeby żłobków i udogodnień potrzebnym młodym matkom powracającym do pracy
widziałam wywiadów kilka z panią posłanką, jescze jak była w ciąży oraz gdy już urodziła. Kobietka wydawała się "rozsądna", już w ciąży zwracała uwagę na np. brak miejsca (pokoiku) matek z dzieckiem, że nie ma gdzie przewinąć dziecka, a co dopiero przystawić do piersi. Zauważała, że sejm to nie tylko posłowie, ale całe "zaplecze gospodarcze" do tej instytucji.
W drugim wywiadzie wyjaśniała jak sobie radzi z małym dzieckiem i pracą w sejmie. Zwróciła uwagę, że posłowie nie mają urlopów macierzyńskich. Ona (chyba) jest z Gdańska i czasami zabiera dziecko do Warszawy (+babcia lub niania), lub gdy może szybko wrócić do dziecka to zostaje nad morzem. Pojawiło się także pytanie, czy zabierze kiedyś dziecko tak jak eurodeputowana francusk (?) w chuście na głosowanie. Potwierdziła, że w sytuacji podbramkowej, gdy obecność będzie obowiązkowa, a nie będzie miała z kim zostawić dziecka, to i owszem, pójdzie. Ja nie oceniam tego jako lans...
Hmmm... No, cóż- może zatem i ten gest służy czemuś więcej niż lansowi. Ja widziałam tylko zdjęcia- i pomyślałam sobie "To już było!". Czytając wywiady, możesz to ocenić w kontekście, czyli zapewne sprawiedliwiej:).
Co do kwestii narodowości eurodeputowanej, to cóż... albo moja ignorancja (:hide:), albo to zdarzyło się więcej jeszcze razy... Choć obawiam się, że ja coś pomyliłam:oops:...
A poza wszystkim- też mogę tej pani zazdrościć spokoju Maluszka w chuście. Mój nie lubi się nudzić.
to zdjęcie powinno raczej dać do myślenia jak matka może pogodzić karierę i pracę zawodową
nie chodzi o to, by dziecko ciągnąć do pracy, ale aby czasem pracodawca wykazał się dla matki pewną elastycznością i wrażliwością gdy nie ma on co zrobić z dzieckiem a che pracować
powinno wywołać dyskusję na temat potrzeby żłobków i udogodnień potrzebnym młodym matkom powracającym do pracy
:iagree:
Ale obawiam się, że zamiast dyskusji nt. potrzeby żłobków, w większości ludzi wywoła reakcje jak w komentarzach pod zdjęciami.
No, bo my takie światłe społeczeństwo mamy...
Moja Lu tez by tak nie siedziała spokojnie, nie ma mowy - ona musiała mieć ruch, no chyba, ze spała.
roneczka
19-03-2011, 02:06
Na pewno się nie lansuje wzorem parlamentarzystki z Włoch.
Świadczy o tym chociaż wiązanie- nasze, polskie!
Bo te włoskie to do bani było :-(
Magdailena
19-03-2011, 10:01
A mnie się bardzo podoba i chciałabym aby kazdy mógł zabierac dzieci do pracy. Gdybym mogła brac swoje wszedzie ze soba, to bym brała, bo co w tym złego - i brałabym je wszędzie, aby poznawały mój świat? Niestety, moja praca to dla nich niedostępny swiat, gdzie dzieja sie "dorosłe rzeczy"....
Jak byłam mała, to zabierała mnie babcia do pracy - pracowała w urzędzie miasta i tam sobie siedziałam i stukałam na maszynie do pisania; moja mam pracowała w labolatorium i były tam fajne probówki i inne mikroskopy, a dziadek był kierownikiem wodociagów miejskich i fajnie sie z nim jeździło sprawdzać studnie i ujecia wody. Tata pracowal w biurze i też z nim czesto siedziałam i pisałam sobie po papierkach.
Jakos pamiętam, nikt nie miał pretensji o to, ze ja tam jestem, wrecz przeciwnie, wszyscy mnei zagadywali i ze mną rozmawiali. Nie chodziłam do przedszkola, tylko z członkami rodziny do pracy. :D
Na pewno się nie lansuje wzorem parlamentarzystki z Włoch.
Świadczy o tym chociaż wiązanie- nasze, polskie!
Bo te włoskie to do bani było :-(
A tego nie pamiętam:hmm:... I nie wiedziałam, że są jakieś patriotyczne wiązania :wink:. No, ale ja jeszcze wielu rzeczy się dopiero dowiem:-).
Co do dziecka w miejscu pracy... Magdailena, mnie też w pewnych szczególnych okolicznościach (śmierć babci, problem z kim mnie zostawić) mama wzięła do pracy. Ja byłam rozanielona. Pacjenci mojej mamy (jest okulistką) zapewne mniej. Nie sądzę, by zachwyciła ich obecność pięcioletniej mądralińskiej, która- jak pamiętam- stanęła sobie w drzwiach i podczas badania wzroku jakiegoś chłopaka, z miną pełną wyższości, zaczęła poprawiać jego pomyłki przy odczytywaniu liczb:whistle:... Mama bez ceremonii wyrzuciła mnie do innego pomieszczenia, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu i zapewne nielichej uldze biednego chłopaka, muszącego znieść grzecznie wyczyny smarkuli, które była córka pani doktor...:evil:.
Nie, stanowczo miejsca pracy rodziców to nie miejsca dla dzieci, moim zdaniem. Pomijam już oczywistości takie jak praca lekarza właśnie. Dziecko wszędzie wymaga opieki i uwagi, praca zawodowa- jakakolwiek by nie była- też winna być wykonywana z uwagą. Gdziekolwiek się udajemy, do jakiegokolwiek biura, punktu usługowego, itp.- chcemy być traktowani z szacunkiem i zainteresowaniem tego, kto tam pracuje. Raczej nie zyskamy tego, gdy owa osoba będzie akurat zajęta swym dzieckiem.
No i kwestia wieku dziecka... co innego takie, które umie się czymś samodzielnie zająć. Ale niemowlę? Nie, to stanowczo zły pomysł według mnie.
Co innego żłobki w miejscu pracy... Ale o tym chyba możemy w Polsce tylko pomarzyć:-(.
Magdailena
20-03-2011, 11:50
A tego nie pamiętam:hmm:... I nie wiedziałam, że są jakieś patriotyczne wiązania :wink:. No, ale ja jeszcze wielu rzeczy się dopiero dowiem:-).
Co do dziecka w miejscu pracy... Magdailena, mnie też w pewnych szczególnych okolicznościach (śmierć babci, problem z kim mnie zostawić) mama wzięła do pracy. Ja byłam rozanielona. Pacjenci mojej mamy (jest okulistką) zapewne mniej. Nie sądzę, by zachwyciła ich obecność pięcioletniej mądralińskiej, która- jak pamiętam- stanęła sobie w drzwiach i podczas badania wzroku jakiegoś chłopaka, z miną pełną wyższości, zaczęła poprawiać jego pomyłki przy odczytywaniu liczb:whistle:... Mama bez ceremonii wyrzuciła mnie do innego pomieszczenia, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu i zapewne nielichej uldze biednego chłopaka, muszącego znieść grzecznie wyczyny smarkuli, które była córka pani doktor...:evil:.
Nie, stanowczo miejsca pracy rodziców to nie miejsca dla dzieci, moim zdaniem. Pomijam już oczywistości takie jak praca lekarza właśnie. Dziecko wszędzie wymaga opieki i uwagi, praca zawodowa- jakakolwiek by nie była- też winna być wykonywana z uwagą. Gdziekolwiek się udajemy, do jakiegokolwiek biura, punktu usługowego, itp.- chcemy być traktowani z szacunkiem i zainteresowaniem tego, kto tam pracuje. Raczej nie zyskamy tego, gdy owa osoba będzie akurat zajęta swym dzieckiem.
No i kwestia wieku dziecka... co innego takie, które umie się czymś samodzielnie zająć. Ale niemowlę? Nie, to stanowczo zły pomysł według mnie.
Co innego żłobki w miejscu pracy... Ale o tym chyba możemy w Polsce tylko pomarzyć:-(.
To można dziecku powiedzieć, aby tak nie mówiło, ja wierzę w siłę wytłumaczenia....;) a jakby nie posklutkowało to uzmyslowic, ze jeśli nie zmieni zachowania, to juz wiecej nie pryzjdzie, bo to przeszkadza.... To zalezy od dziecka, jakie jestm czy umie sie zabawic samo. Ja umiałam, dlatego dp prac mojej rodziny chodziłam, bo nikomu tam nie przeszkadzałam. Lubiłam sie bawic samam i umiałam tak po kilka godzin.
Mnie nie chodzi o to, aby codziennie dziecko do pracy zabierac.
Raczej o to, aby można było od czasu do czasu i nikt by nie krzyczał i krzywo by nie patrzył...
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.