Zobacz pełną wersję : Tak strasznie płacze przy wiązaniu... Czy to ma szansę się zmienić?
Witam, jak już może niektóre z Was przeczytały, jestem w zasadzie chustową debiutantką, ponieważ nieudany epizod z dziwnym ustrojstwem, które zakupiłam przy Córci, trudno nazwać wiązaniem... Teraz mam Syncia już niemalże sześciotygodniowego, który chimerycznie zasypia, raz bardzo dobrze, raz koszmarnie, a że Aliki jeszcze całkiem malutka, to nie mogę sobie pozwolić na godzinne sesje przy Jego łóżeczku. W tej sytuacji (i nie tylko w tej, bo spacery też planuję w chuście odbywać) zakup mojej Nati był oczywisty.
I teraz moje pytanie; ja wg mojej miejscowej guru chustowej, instruktorki Ali, nie jestem tak tragiczna w wiązaniu kangurka, którego na razie używamy. Dociągam podobno jak na debiutantkę całkiem nieźle. Pio do chusty ubieram leciuteńko. Na śpiewanie i tańczenie, by Młodego wyluzować, jakoś nie widzę większej potrzeby, bo ledwo On poczuje, ze to właśnie to- chusta- zaczyna wydzierać się niemiłosiernie i wić:-(...Wiązanie to koszmar, tak się pręży i odpycha, no i żal mi Stwora, że tak strasznie przy tym się stresuje...
I tu moje pytanie- czy Wasze Dzieci tez tak miały (mają?)? Czy to mija? Czy są może Maluszki, które nigdy nie polubią chusty:confused:?!... Mój raczej uspokaja się utulony przy mnie blisko, więc zakładam, ze bliskość wstrętna Mu nie jest...
Z góry dzięki za pomoc, bo nieco zdołowana jestem...
Moje dziecię jak pierwszy raz próbowałam zawiązać je w chustę tak się rozdarło, że aż przeszła mu czkawka. Wiązanie nakarmionego, przewiniętego i zadowolonego dziecka kończyło się kontaktem z małym, zdesperowanym rozdarciuchem. Początkowo motałam go na zupełnego śpiocha po usypiającym karmieniu, przy czym musiałam mieć już uszykowaną blisko siebie chustę, albo wręcz na sobie i wiązałam go na leżąco, tzn ja leżałam na plecach, a on na moim brzuchu i musiałam bardzo uważać, żeby go nie obudzić, bo jak poczuł że jest związywany, to było darcie nie z tej ziemi, prężenie i machanie głową na wszystkie strony. Teraz chusta nam służy do zmiany małego rozdarciucha w słodkiego śpioszka. Także wszystko jest możliwe. Myślę, że potrzebował czasu, żeby załapać, że chusta to nie narzędzie tortur tylko sposób na bycie blisko mamy dłużej niż na rączkach.
Ja też myślę że Piotruś potrzebuje trochę czasu. U nas początki też były z krzykiem. Tyle że pomagało bujanie w trakcie wiązania... nie zawsze ale po jakimś czasie mała przestała protestować...
Teraz kiwa głową i mówi "tiak" jak pokazuję chustę :P
U nas było podobnie. Po kilku razach przeszło :) a moment kiedy pierwszy raz w chuście mi usnął wspominam jako magiczny :)
a moment kiedy pierwszy raz w chuście mi usnął wspominam jako magiczny :)
taaaaaaak... mnie zasnęła zaraz po pierwszym zamotaniu - pewnie niezdarnym... ale jaka byłam z siebie dumna! Jeju! ach... ja chcę drugiego małego chuścioszka :P
A może warto spróbować z innym wiązaniem? Co wiązałaś?
kutylanka
22-01-2011, 20:46
o, u mnie było podobnie. Pierwsze 3-4 miechy były takie: jak zawiązałam moją Alę, to bunt, w najlepszym razie zbulwersowany płak pt. "gdzie jest cycuś?!". No to dawałam cycusia w 2x, czasem smoczek, na tym zasypiała. I też mi było smutno, bo starszaka wspaniale się zawsze nosiło (ale poźno go zamotałam, jak już miał 4 miechy, więc wiązanie noworodka to było wyzwanie).
Ale pomyślałam wtedy ze jak młodszak zacznie pewniej główkę trzymac, bedzie ok, i jest ok :) mała uwielbia chustę. Więc na spokojnie, daj małemu trochę czasu, zawiąż, jak płacze, to następnego dnia itd., i będzie ok.
ot: też mam Alę i Piotrusia :)
ps. 1. bujać się podczas motania; 2. może jaka kołysanka?; 3. dzidziuś musi poczuć, że jesteś na luuuzie, zestresowana mama to, wiadomo, zestresowany dzidziuś.
magnolia
22-01-2011, 20:51
u nas też ryk podczas wiązania, gorzej że często i podczas noszenia... na szczczęście odkąd wiąże w 2x wszystko przeszło i jest ok:) choc nadal nie przepada za wiązaniem w sumie...
u nas było podobnie - dość długo, dopiero niedawno przeszło. Że starsza była chustowo doskonała (straszne ryki normalnie, w chuście cudny śpioch najdalej po 5 minutach), bardzo mnie zdziwiło, że może tak reagować, ale wiedziałam, ze raczej nie robię nic źle i dalej wiązałam. Młody często uspokajał się i zasypiał dopiero, kiedy do chusty dostał jeszcze smoczek - niemal nie używany przy innych okazjach. Kiedy próbowałam zamiast dobrze opanowanej i sprawnie wiązanej kieszonki kangura był koszmar - oboje zmęczeni, wściekli - zaniechałam prób aż do teraz. Może rzeczywiście inne wiązanie będzie Wam łatwiej/szybciej/mniej nerwowo wychodziło i będzie lepiej?
Teraz kiedy mały płacze, uspokojony na rękach płacze jak go odkładam do zawiązania, macham nad nim chustą i nawet się uśmiecha - nie wiem, czy podoba mu się widok/machanie, czy to dlatego, że wie co będzie dalej :-)
Mayka1981
22-01-2011, 21:31
A kiedy zaczęłaś chustować?
Bo ja mam takie doświadczenia ze starszym który dopiero od 6tyg do chusty zaczął być wrzucany i na początku płakał i się bronił - ale wtedy zaczynałam od elastyka więc wrzucałam mimo protestów i od razu wychodziłam na spacer, po 50m równego marszu się uspokajał a potem zasypiał...
Też bym proponowała zmienić wiązanie. W kangurku jest ciężko dziecko "spacyfikować" bo musisz je trzymać i motać jednocześnie, wypróbuj kieszonkę albo i lepiej 2X - wrzucasz dziecko i zaczynasz marsz, dociągnąć porządnie możesz po uspokojeniu... O tyle problem, że warunki atmosferyczne nie zachęcają do spacerowania od razu po dworze, ale zrób sobie możliwie najdłuższą ścieżkę w domu i po prostu chodź takim szybszym krokiem spacerowym.
I nic na siłę. Dziecko na początek wyspane, najedzone, odbite etc. Możesz też motać się przed lustrem łapiąc kontakt wzrokowy z synkiem, trochę się powygłupiać przed tym lustrem i zrobić z motania zabawę - na początek samo np okrywanie chustą i ściąganie, machanie rękami w których trzymasz poły dociagane etc...
Bo zakładam, że żadnych problemów neurologicznych albo z innym napięciem mięśniowym nie ma?
ja myślę, że spróbuj za kilka dni. A tymczasem ćwicz na czymś. wyluizuj się (łatwo mi mówić). Mi łatwiej się zamotało Alę (8 mc) niż jak miała 2 mc (płakała:/). wolę ja teraz wiązać ale ona ja grzeczna bardzo i pozwala mi na wiele. chociaz jak zamotałam ją w wieku 4/5 miesięcy odginała mi się i był ryk niestety. Ja np. zaczynałam w 2 x - bo wkładałam Alę i dociągałam tylko ale teraz wiążę na biodrze. No ale Piotruś maleńki jest...
moli1978
22-01-2011, 22:17
Moja też ryczy. I kiedy po jakimś czasie już ryczeć przestała, to wymyśliłam że w chuście na spacer chodzić będę. A na spacer to wiadomo musze ubrac cieplej i ZAŁOŻYĆ CZAPKĘ. A czapka to samo zło po prostu. Więc znowu ryczy. Pocieszam się tym, że w wózku w śpiworku ryczy jeszcze bardziej ;)
mój 6 tygodniowiec też ryczał
w kangurku właśnie
pomogło -odczekanie troszke i zaczeliśmy chustowanie od plecaka
czy masz może duzy biust?może mu za ciasno?
u mnie problemem był właśnie duzy biust i wtedy upał na zewnątrz
potem w 2X poszlismy
a czapka i wózek też ryk straszny - nie cierpi jak mu za gorąco
czapka samo zło - pieknie napisane Moli ;)
czarna_zaba
22-01-2011, 23:00
Ja się denerwowałam, ze coś mi nie wychodzi, ze jak źle zawiążę to mu zrobię krzywdę i tak do końca to mój synek nigdy chusty nie polubił - zdecydowanie woli ergo. Na marginesie, nie chce wtykać kija w mrowisko, ale zastanawiam sie jak to wiązanie wrzeszczącego nieszczęśliwego dziecka ma się do AP? Pytam, bo sama tego dylematu nie rozwiazałam, mój syn po prostu dorósł do ergo, a jak wyluzowałam i już ryku w chuscie nie ma.
Dziewczyny, dziękuję bardzo za tyle odzewu!!! I przepraszam bardzo, ale dziś moje młodsze Cudo tak mi długo dało popalić, że nie dam rady porządnie odpisać, a Wasze wypowiedzi nieco namnożyły mi dalszych pytań:-)... Nie ukrywam, ze jednak ogólnie jestem dobrej myśli, ze Pio przyzwyczai się do chusty, bo tak wnioskuję z większości Waszych wypowiedzi... Dziękuję i... jutro dalej pytam:D.
Mayka1981
22-01-2011, 23:41
Ja się denerwowałam, ze coś mi nie wychodzi, ze jak źle zawiążę to mu zrobię krzywdę i tak do końca to mój synek nigdy chusty nie polubił - zdecydowanie woli ergo. Na marginesie, nie chce wtykać kija w mrowisko, ale zastanawiam sie jak to wiązanie wrzeszczącego nieszczęśliwego dziecka ma się do AP? Pytam, bo sama tego dylematu nie rozwiazałam, mój syn po prostu dorósł do ergo, a jak wyluzowałam i już ryku w chuscie nie ma.
Dziecko drące się i nieszczęśliwe plus zdenerwowana motająca matka - to żadne AP ;)
Dziecko drące się plus matka, która jest pewna, że po zamotaniu dziecko zaśnie szczęśliwe i razem odbędą przyjemny spacer - to właśnie jest AP :D
Bo AP to wybalansowanie potrzeb swoich i dziecka bez robienia krzywdy żadnej ze stron, a nie zmuszanie siebie i dziecka do czynności, która ani przyjemności ani innych korzyści nikomu nie przynosi...
Dlatego pisałam - nic na siłę...
Takie OT :)
budzynskamila
23-01-2011, 10:48
Moja dzidzia też musiała się przyzwyczaić do kieszonki i dzisiaj już jest zadowolona jak widzi chustę. Rozochocona sukcesem kupiłam kółkową... no i ta sama historia! Wrzask i wyginanie :(
Dziewczyny, ja dziś tylko krótko, bo musiałam przyjąć gości imieninowych (kto powiedział, że imieniny moją być przyjemnością:mad...)- dwa razu chustowanie- było lepiej:high:!
mój nigdy nie polubił. uratował nas ergonomik Tuli. na szczęście Michał je pokochał. teraz ma rok i przed ostateczną sprzedażą chusty nieelastycznej tkanej wiązanej postanowiłam po raz kolejny go sprawdzić i nadal nawet na jej widok jest krzyk, płacz i wyrywanie się... nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie polubił nosideł!!! urwałyby mi się ręce i pękłby kręgosłup! nie chcesz sprawdzić jak zaakcpetuje nosidło? ja swojego wsadziłam, jak tylko trzymał sztywno głowę (około 4 miesięcy miał wtedy)
rozbawił mnie ostanio, bo nauczył się przynosić mi Tuli zawsze jak robi się senny :D Tuli sobie leży normalnie przy łózeczku i zwykle go usypiałam nosząc i opowiadając bajki lub śpiewając i Mikrob od jakiegoś czasu zawsze jak robi się senny podchodzi do łóżeczka, bierze Tuli i mi je ciągnie :D
unas tak było z pierwszymi plecakami a w chuscie juz była noszona ale ja sie denerwowałam motając plecak i Róza wrzeszczała w niebogłosy jak ja na plecy próbowałam zamotać az raz nalucie spróbowałam zamotać -najpierw chodziłam z nia na czworaka 20 minut a potem podociagałam i wstałam-nie chodziło o motanie tylko o mój stres!
ale pierwsze motania wspominam miło -kieszonka za otaana beznadziejnie dociagnięta a dzieć zadowolony
o raju, dziewczyny, ja nawet nie wiedziałam że tak może być... mój Dziubas zasypiał w chuście od pierwszego motania... może ja mam coś nie tak z dzieckiem...? :)
Dziewczyny, dziś Pio zamotany bez najmniejszego pisku:high:! Pospał ok. 45 minut, potem jakoś się z lekka obsunął w głąb (bo jednak ciągle pewne niedociągnięcia- w sensie dosłownym- w tym moim motaniu:hide:), to i się obudził. Ale wobec spolegliwości Synia już nie myślę o zmianie wiązania, bo jak mi moja miejscowa Guru wyklarowała- kangurek dla noworodka najlepszy (nie wiem, czy wszystkie podzielacie te opinię:?). No i przede wszystkim cieszę się, że chusta będzie używana:D!
A jeżeli chodzi o zasypianie w chuście, Pio zasypiał w niej natychmiast albo po paru minutach wrzasku- i to też od pierwszego razu. Tylko żal mi Go było, bo wiecie, co to za sen po takim stresie- płytki, niespokojny... Dziś inaczej zdecydowanie, zresztą już wczoraj były widoczne postępy Synia w oswojeniu się z wielką płachtą. U mnie jeszcze kuleje nieco dociągniecie materiału przy główce, ale pracuję nad tym.
Stopniowo przyzwyczaja się też moja Aliki- widok matki motającej się w wielkie zwoje materiału działa na Nią niesamowicie rozrywkowo- ciągnie i owija się w to, co zwisa, ubaw ma po pachy:lol:... Innego zastosowania chusty pewnie w Jej wypadku nie będzie, bo nieco późno na debiut:confused:... Chętnie bym Jej 15 kg nieraz wrzuciła, ale trochę wątpię, by moja charakterna Córcia na to poszła.
Mayka1981, Pio chustowany id dwóch tygodni, czyli od 4 tyg, swego życia, schorzeń neurologicznych u Niego nie stwierdzono.
Dziękuję Wam bardzo za słowa otuchy, już bałam się, że nie wypali to, na co bardzo liczę w uporaniu się z moim dynamicznym Duecikiem:D...
roneczka
24-01-2011, 20:14
I tu moje pytanie- czy Wasze Dzieci tez tak miały (mają?)? Czy to mija? Czy są może Maluszki, które nigdy nie polubią chusty:confused:?!... Mój raczej uspokaja się utulony przy mnie blisko, więc zakładam, ze bliskość wstrętna Mu nie jest...
Z góry dzięki za pomoc, bo nieco zdołowana jestem...
Nie wiem co tam dziewczyny napisałay bo nie czytałam, ale my też tak mieliśmy i minęło - natychmiast jak tylko wyszliśmy z domu :-)
Mayka1981
24-01-2011, 22:28
No widzisz, i poszło :)
I Piotruś już nie taki noworodek ;) A zdania nt wyższości kangurka nad całą resztą są i owszem, ale nie każdy je podziela, ot wątek taki możesz przeczytać sobie (http://www.chusty.info/forum/showthread.php?t=45148&page=1) i zadecydować co o tym myślisz sama.
Ale jak się udało, to super:)
Córę jak najbardziej możesz na plecy wrzucić - albo i z przodu jak nie jest za wielka (ja starszego 12kg w 2X czasem noszę...).
Zacznij od wrzucania jej na plecy "na sucho" bez chusty albo zamotaj jej szalikiem misia czy inną lalę - może zechce :)
Dzięki, wątek poczytałam i pooglądałam, jestem pod wrażeniem Waszych umiejętności:thumbs up:! Na razie pozostanę przy kangurku, choć nacisk pasów podtrzymujących w nim nóżki Młodego tez mnie nieco niepokoił (pisałyście o tym:)). Ale "siła fachowa" wdrożyła mnie jak do tej pory tylko w kangurka, to pewniej się z tym czuję:).
Co do wrzucania Córy na plecy (na przód odpada- duuuuuża jest:D!), to- zastanawiam się, co trudniejsze byłoby; moje opanowanie tego wyczynu, czy namówienie do tego Ali:lol:... Dwa wyzwania!
Ala na pewno się zgodzi - moja nie oponowała - a nie łaziła w chuście dawwwwwwwwwnoooooo..:)
A ja jeszcze raz przypomnę o sobie tym temacie, nie by pytać, ale nie chcę zakładać nie wiadomo którego wątku o kieszonce, a z radością donoszę, iż zmieniłam jednak wiązanie i efekty... :bliss:! Po tym, jak gdzieś tu wyczytałam, ile osób nie lubi kangura, bo trudny, stwierdziłam, że- na miły Bóg- a cóż ze mnie za ekspert? Męczę siebie i Pio tym długim motaniem, gdy wprawy brak, poza tym- choćbym na pępku zaczynała Go wiązać- i tak przy dociąganiu podjeżdżał mi tak w górę, ze mowy o całowaniu w czółko nie było:dunno:. Prędzej o wbiciu Mu mej brody w główkę. Czułam się jak w kołnierzu ortopedycznym i ni w cholerę nie było to chustowanie poręczne i wygodne w funkcjonowaniu.
Stwierdziłam, że co tam- motam kieszonkę. Boże, czemu tak późno:duh:?! Cudowne odkrycie:high:! Szybko, sprawnie, bez denerwowania Małego, prostsze w dociągnięciu, poła na główkę, gdy Mały zasypia, by pewniejszym jej unieruchomienia być... No i wreszcie nie mam Pio tuż pod brodą:applause:! Mały zadowolony, ja rozanielona- tego kangura za nic nie umiałam opanować bez lustra, zgoła nieporęczne zważywszy na wyjścia "w teren", które planuję.
Doprawdy, nie wiem, czemu Aśka do mnie tak ambitnie podeszła:dunno:. Jestem wdzięczna Wam za rady:mighty:. I wreszcie raduję się, a nie stresuję chustą- a co najistotniejsze- nie tylko ja:thumbs up:!
Kto wie? Może się odważę i na ten plecak dla Ali:ninja:...
Mayka1981
25-02-2011, 23:23
A nie mówiłam... ;)
Super, grunt ze Wam wygodnie - o to chodzi w doradzaniu, żeby doradzic najlepszą rzecz w konkretnej sytuacji :D
Wrzucaj Alę na plecy! Tylko potem się nie zdziw, że dwójeczka będzie chciała byc chustowana na raz ;)
To ja dołączę się do wątku i trochę wyżalę... Mój syn (2 mies.) jak jest przytomny to zachustować się za nic nie da... Czasami od razu się rozdziera, już na etapie wkładania do kieszonki, czasami nawet uda mi się go zamotać, ale po chwili zaczyna się płacz... Oczywiście bujam, śpiewam, tańczę i nic, jeśli pomaga, to na chwilkę :/ chusta jako uspokajacz raczej by się więc nie sprawdziła (dobrze, że nie muszę jej tak wykorzystywać). Podczas wiązania "na trzeźwo" muszę się też strasznie wyginać do tyłu żeby chronić mu główkę... mam nadzieje, że będzie lepiej, jak już ją będzie trzymał.
Jedyna szansą na bezbolesne zamotanie jest poczekanie aż się naje na maksa i sam ze zmęczenia odpadnie od piersi z klejącymi się oczkami - lub wiązanie śpiącego dziecięcia. Gdybym go nie wiązała wtedy, chyba z mojej chustowej przygody byłyby nici :/ Na szczęście jak już go wpakuję w chustę to już jest z górki, wczoraj był rekord - 2,5 godziny spaceru :)
Cały czas jednak jest ryzyko, że się obudzi i zacznie płakać - już 2 razy mi się tak zdarzyło po godzinie/półgodzinie, na szczęście w domu...
Nie bardzo też wyobrażam sobie wyjście na dłuższy spacer w chuście, rozwiązanie (np do nakarmienia) i ponowne zawiązanie, wziąwszy pod uwagę jego obecne reakcje... Ale wierzę gorąco, że się to zmieni z nadejściem wiosny :D
To ja bardzo za Ciebie trzymam kciuki, bo pamiętam jeszcze doskonale swoje przerażenie, że nic z tego nie będzie! Mój Pio po prostu się chyba przyzwyczaił- pewnie nawet chętnie by sobie pospacerował i porozglądał się nieco, ale ja Go wkładam już raczej zawsze w celach "nasennych", zatem kołyszę chwilą dłuższą lub krótszą- jak zbyt zamarudzę i jest już ostro rozdrażniony, to nieco dłużej trzeba potańczyć lub wręcz...:jump:- i śpi. Dziś podziałał idealnie Dead Can Dance z rytmami z "Spiritcheser":D. Polecam- nie tylko za te walory płyty:ninja:.
Ale doskonale rozumiem dyskomfort wiązania w zgięciu w tył:-x. Na pewno będzie lepiej, trzymam kciuki!
To ja dołączę się do wątku i trochę wyżalę... Mój syn (2 mies.) jak jest przytomny to zachustować się za nic nie da... Czasami od razu się rozdziera, już na etapie wkładania do kieszonki, czasami nawet uda mi się go zamotać, ale po chwili zaczyna się płacz... Oczywiście bujam, śpiewam, tańczę i nic, jeśli pomaga, to na chwilkę :/ chusta jako uspokajacz raczej by się więc nie sprawdziła (dobrze, że nie muszę jej tak wykorzystywać). Podczas wiązania "na trzeźwo" muszę się też strasznie wyginać do tyłu żeby chronić mu główkę... mam nadzieje, że będzie lepiej, jak już ją będzie trzymał.
Jedyna szansą na bezbolesne zamotanie jest poczekanie aż się naje na maksa i sam ze zmęczenia odpadnie od piersi z klejącymi się oczkami - lub wiązanie śpiącego dziecięcia. Gdybym go nie wiązała wtedy, chyba z mojej chustowej przygody byłyby nici :/ Na szczęście jak już go wpakuję w chustę to już jest z górki, wczoraj był rekord - 2,5 godziny spaceru :)
Cały czas jednak jest ryzyko, że się obudzi i zacznie płakać - już 2 razy mi się tak zdarzyło po godzinie/półgodzinie, na szczęście w domu...
Nie bardzo też wyobrażam sobie wyjście na dłuższy spacer w chuście, rozwiązanie (np do nakarmienia) i ponowne zawiązanie, wziąwszy pod uwagę jego obecne reakcje... Ale wierzę gorąco, że się to zmieni z nadejściem wiosny :D
Zaatar, piszę priva
może, jak zauważa Pasiata, warto powiazać inne wiązania? jest ich sporo, a nie każde dziecko lubi takie samo wiązanie :)
magda_32_0
07-03-2011, 11:00
No właśnie - kieszonka fajna jest :). U nas jak kiepska chwila to jeszcze smoczek. A najbardziej denerwowało moje dzieci zawsze długie motanie, poprawki i cudowanie :).
A ja myślałam, że tylko mój synek nie polubił chusty od razu...Bo zawsze mówi się w samych superlatywach, ale pomija trudne początki. Ja się stresowałam, on wyginał i denerwował, że przytulam, a nie daję jeść i ogólnie nie było dobrze. Pierwszy raz na spokojnie zachustował się z nim Mąż. Dopiero potem synek pozwolił, żebym ja też wiązała. Ciekawe jak będzie teraz z drugim synkiem. Mam nadzieję, że prościej, bo my już wprawniejsi.
ja sobie z tkaną totalnie nie poradziłam. nigdy się nie przyzwyczailiśmy i michał zawsze płakał. przesiadliśmy się na ergonomika TULI, ale teraz Tuli ma także chusty elastyczne i tak się zastanawiam, że może to byłoby super rozwiązanie dla tych, którym tkana nie odpowiada? Te elastyki Tuli to mają tak śliczne wzory, że aż trochę żałuję, że się uprzedziłam do chustonoszenia :D Sami zresztą zerknijci e jak macie ochotę http://www.babytuli.pl/collections/chusty-do-noszenia-1
Ale Mikrob swoje nosidło uwielbia wiec nie mam co marudzić :D
Ja zamotałam pierwszy raz w kołyskę, miał 2 tygodnie. Ale to była chusta pożyczona i dopiero gdzieś od pierwszego miesiąca był chustowany regularnie w kieszonkę. I jest tak - nie płakał zawsze, ale przy motaniu zdarzało się czasem, że się darł w niebogłosy. Pomagało bujanie na boki i zaraz po wstępnym zamotaniu marsz po pokoju w tę i z powrotem. A na spacerze zaraz się uspokajał i prędko zasypiał.
Ale jak motałam jeden z pierwszych razy we własną chustę, i mój brat usłyszał, jak młody wrzeszczy, to zwątpił w jej zalety :D i stwierdził, że on by chyba wolał wózek. Ale chyba nie miał świadomości, że dziecko ubierane / rozbierane i pakowane do wózka to dopiero potrafi wrzeszczeć. ;]
Generalnie dzieci nie przepadają, jak się przy nich "majstruje". Ale teraz chustowiązanie przechodzi bez echa. Jakbym na rączki brała po prostu. Dziecko się przyzwyczaja... Ważne, żeby po zamotaniu się uspokajał.
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.