Zobacz pełną wersję : Pierwszy raz na zajęciach.
Zaczynałam o 9;40.
Sądziłam,że nie będę musiała brać Lilki ze sobą,ale źle policzyłam godziny i zamiast kończyć o 12,kończyłam o 14 (niech żyje spryt i moja umiejętność do zapamiętywania rozkładu jazdy planu i godzin z przerwami)..Mój Kuba na 14:30 do pracy-nie ma szans,żebym się wyrobiła(no chyba,że jakimś cudem dostałabym mocy teleportacji)Tak więc musiałam bąka w chustę władować..naturalnie zanim wyszłam pół godziny zajęło mi spakowanie niezbędności dla mojej pociechy..w rezultacie spóźniłam się godzinę.wpadłam do budynku szkoły zziajana,patrzę Lilka się burzy,to myślę..jak nic pielucha,no to na górę do pokoju Pani psycholog(dzięki Ci Kobieto,że tam zawsze jesteś) no to przewijamy..BACH! Nie mam kocyka! O Losie!..Na czym ja ją przewinę..no nic,będzie na chuście..na co Szanowna Pani Psycholog wyciąga nowy,rozumiecie NOWY kocyk(jakby wiedziała,że zapomnę) i mówi kładź,przewijaj(och dzięki Ci kobieto również za to)..
Zdążyłam wyjąć ją z chusty,BACH dzwonek..No żesz..ale nic lecimy z tym dalej,przewinęłam.
Lecę dwa piętra niżej..wpadam do sali,a moja polonistka patrzy na mnie jakbym się z rozjuszonym bykiem ganiała i mówi "i nie było z kim zostawić,tak?"..a ja tylko potaknęłam i do ławki.
No i się zaczęło..Jak Lilka jest usposobieniem wszystkiego co dobre,kochane,spokojne,cudowne i nie wiem co jeszcze..Jakby ki diabeł w nią wlazł..i zaczęła się prężyć i piszczeć..przewinięta,nakarmiona,no to czemu?
Pić nie,przytulić nie,smoka nie,łańcuszek od smoka też nie,długopis nie i generalnie WSZYSTKO nie.
Myślałam,że mnie co trafi.."Polonka" chyba się zlitowała i mówi pochodź z nią,mi nie przeszkadza..No to ja na równe nogi i churdugam się z nią po całej klasie,uspokoiła się..w rezultacie łaziłam z nią póki przerwa się nie zaczęła ja i tak podziwiam tą kobietę za wyrozumiałość,bo nie ,że się na jej pierwszą godzinę zajęć w ogóle nie przybyłam,to jeszcze na drugą się spóźniłam i jeszcze z dzieckiem,które akurat w tym momencie musiało mieć zły humor :P
Przetrwałam,potem geografia..sądziłam,że będzie lepiej..to samo..agrr..tym razem wyszłam,połaziłam..zasnęła.Wróciłam..co prawda na 10 minut,ale wróciłam.
Kobieta zrozumiała,pod koniec tylko zapytała a jak skarb ma na imię no to ja,że Liliana..a ta w śmiech..no i w tym momencie mi się przypomniało,że ona tez Liliana..tylko się śmiać zaczęłam,że to nie dlatego,że liczę na dobrą ocenę końcową,ale gdyby to miało jakiś wpływ to ja bardzo chętnie.. :P bo noga ze mnie straszna z geografii :P
spała tak już do połowy historii,po czym moje piękne niebieska oczęta się otworzyły bo jakiś palant za przeproszeniem,musiał walić w ścianę na rusztowaniu tuż przy mojej głowie za oknem,co się niosło strasznie..mimo,że zanim zaczął jeszcze mu pokazałam dziecko,że śpi.. -_-'
Jak już się obudziła,to wsyztsko było ciekawe mój zeszyt,atlas,krzesło,moja bransoletka,mój nos..a już najbardziej wszyscy dookoła..
Przetrwałam..
Jak już wróciłam do domu,powiedziałam sobie,że już nigdy..powoli mi przechodzi..
no bo jak mam jej nie nosić w chuście ,skoro tak nam dobrze z tym?
i skoro ten jeden dzień w tygodniu będę musiała jakoś przetrawić,bo nie będzie jej z kim zostawić. :P
Wiem tylko,że muszę jej następnym razem wziąć jakąś jej grzechotkę,bo długopisem się nie podzielę na drugi raz ;)
Och no i zapomniałabym,że 3/4 szkoły Och i Ach..a pies z kulawą nogą nawet drzwi mi nie przytrzymał.. :P
Tyle dobrego,że w metrze udało się usiąść. :D
W każdym bądź razie umęczyłam się strasznie..
i w tym miejscu dzielę się z Wami tym moim dzikim dniem. :)
Pozdrawiając wszystkich,którzy wiedzą co przeżyłam..chociaż w połowie. ;)
najważniejsze, że dałaś radę. brawo. byle do przodu. ile Ci jeszcze zostało szkoły?
podziwiam
ja bym sie nie odważyła, w takiej sytuacji pozostałyby wagary w domu:D
niestety wagary nie wchodzą w grę. :P chociaż myślałam o tym nie raz i nie dwa dzisiaj :D
kasia wska
07-09-2010, 22:36
wow, dziewczyno! wnioskuję o przeniesienie wątku na gratulacje :mighty:. jesteś megadzielna.
mantissa
07-09-2010, 22:36
Podziwiam. Dzielna jesteś bardzo!
kasia wska
07-09-2010, 22:43
doobel
kasia wska
07-09-2010, 22:57
doobel, forum mi się wieszało:/
Życzę powodzenia i sukcesów w szkole:D
Nie jest łatwo, więc i życzliwych ludzi po drodze:D
dzięki ,dzięki dziewczyny..ale przestańcie z tym,że dzielna :P bo złapię cegłę :P mąż mi powie,że "filtruje" z kimś :D i co ja zrobię biedna. :P
Ożesz, kobieto! :) Dałyście radę, podziwiam!
czteryszczęścia
08-09-2010, 00:19
Przypomniałaś mi moje studenckie czasy i bieganie na zajęcia z kilkutygodniowym Szymkiem pod pachą....
Ciężko było, ale pocieszę Cię, zalicza się wszystko o wiele łatwiej niż bez malucha - ma się więcej dystansu :)
Dzielna kobietka z Ciebie!
kubutkowa
08-09-2010, 02:06
Aż się zlałąm potem jak czytałam tę relację.Ale jesteś dzielna!Brawo!
dorcik81
08-09-2010, 09:46
wow:) nieźle,brawo:)
wow, super! jesteś moją idolką :-)
Podziwiam, podziwiam.. Rozumiem, że Tobie do śmiechu nie zabardzo, ale ja się uśmiechnęłam z tej opowieści (wyobraziłam sobie moją panią od geografii :D))
mnie aktualnie tez bawi,ale nie było mi do śmiechu jeszcze wczoraj.. :P
O rany, na prawdę jesteś dzielna,:thumbs up: ja bym się chyba nie odważyła.
Młoda napewno wyczuła Twoje nerwy i dlatego dawała czadu. Ale pierwsze koty za płoty. Z czasem będzie lepiej, zobaczysz :lol:
edit. już doczytałam... ;)
w każdym razie też podziwiam
i życzę wielu ciekawych szkolnych wspomnień wam ;) :)
musi być dobrze :) dobrze, że jesteście dużo razem, reszta się jakoś dostosuje, bo musi.
dom, rodzina... nic nie jest tak ważne jak wasza więź teraz
Na to liczę. :) byłam kiepsko przygotowana,bo na biegu i z zaskoczenia..w ogóle nie byłam przygotowana na dzień z Lilką. :)
mama-donna
09-09-2010, 15:39
Ja też podziwiam! Osobiście to ja bym chyba nie dała rady i nie poszła, chociaż...kto wie. Czasami jak mus to mus :)
P.S. Chusta jest jak zbawienie :)
Owszem jest zbawieniem :) chyba bym nie dała rady bez niej :P
Super :)
U nas (w bibliotece) przychodzą czasem studentki z dzieciaczkami, które często nie chcą pomagać mamom w nauce (czyt. drą się wniebogłosy) - w tedy wkraczamy do akcji, zajmujemy się troszkę dzidzią, a mama w tym czasie szybko przegląda czytelnię :) A jak naszych władz nie ma to i zniżka na ksero jest ;)
Winoroslinka
09-09-2010, 21:17
bardzo ale to bardzo Cie podziwiam, i podziw też dla pań nauczycielek. Nie musialy być tak wyrozumiałe, swoją drogą to myslałam ze nie można z dzieckiem do szkoły.. (choc nie wiem w sumie co to za szkoła)
no właśnie, podziwiam dzielną mamę!!!!
u mnie na uczelni podejrzewam, że nikt by się nie zgodził na zajęcia z dzieckiem (w bibliotece na mnie z dzieckiem w chuście na plecach patrzyli na mnie conajmniej dziwnie, w czytelni jest taka cisza, że jakby córcia cokolwiek powiedziała, to by mnie wywalili). egzamin to co innego, byłam na takim z Kostką w kieszonce, która oczywiście ulała na chustę, pewnie wyczuła moje nerwy :( ale grunt, że zdałam....
Tak na prawdę wszystko da się zrobić i jakoś ze sobą pogodzić,trzeba tylko wybierać drogę na której stoją życzliwi ludzie :)
julcia87
10-09-2010, 22:04
no właśnie, podziwiam dzielną mamę!!!!
u mnie na uczelni podejrzewam, że nikt by się nie zgodził na zajęcia z dzieckiem (w bibliotece na mnie z dzieckiem w chuście na plecach patrzyli na mnie conajmniej dziwnie, w czytelni jest taka cisza, że jakby córcia cokolwiek powiedziała, to by mnie wywalili). egzamin to co innego, byłam na takim z Kostką w kieszonce, która oczywiście ulała na chustę, pewnie wyczuła moje nerwy :( ale grunt, że zdałam....
Oj... mnie od października też to czeka :( właśnie tak sobie myślę, że mnie z synkiem na zajęcia na pewno nie wpuszczą :( i chyba nie miałabym odwagi :( Ale może się mylę, może jednak spróbuję (pewnie zdarzy się nie raz,że nie będę miała wyjścia).
Nie wiem, czy to się u mnie sprawdzi z tymi życzliwymi ludzmi. Dziś byłam na uczelni i pani w dziekanacie użalała się, jaki to maluch biedny, ściśnięty, jak mamusia męczy takie maleństwo. Mam nadzieję, że wykładowcy bardziej światli mi się trafią:roll:
Brawo Gajgo, podziwiam odwagę i determinację. W ten sposób pokazujesz nauczycielom, jak bardzo zależy Ci na skończeniu szkoły - zamiast na wagary, to Ty dziecko na bary i w szkolne ławy. Gratuluję i życzę żebyś tego nie zmieniała :D
czukczynska
10-09-2010, 22:33
Fajnie się czyta tę historię :)
Brawa dla Ciebie :)
Gratuluję-niezłą szkołę życia przeszłyście :).
Oj... mnie od października też to czeka :( właśnie tak sobie myślę, że mnie z synkiem na zajęcia na pewno nie wpuszczą :( i chyba nie miałabym odwagi :( Ale może się mylę, może jednak spróbuję (pewnie zdarzy się nie raz,że nie będę miała wyjścia).
Nie wiem, czy to się u mnie sprawdzi z tymi życzliwymi ludzmi. Dziś byłam na uczelni i pani w dziekanacie użalała się, jaki to maluch biedny, ściśnięty, jak mamusia męczy takie maleństwo. Mam nadzieję, że wykładowcy bardziej światli mi się trafią:roll:
A nie mogłaś powiedzieć? że jak jej tak bardzo szkoda malucha to proszę bardzo tu Pani ma pieluchy,tu mleko dla dziecka,ja tu go zostawiam,no bo przecież dziecka męczyć nie będę Pani tak się użala nad nim to się Pani pozajmuję odrobinkę.:) szybko by zamknęła twarz.
Ja akurat spotykam się z pozytywnie nastawionymi ludźmi do chusty(niestety tylko w szkole) np.Moja wychowawczyni(biologia) która z resztą też dzieciata,wręcz mnie pochwaliła,że dobrze robię dziecku,że w chuście,że świat poznaje,że trzeba hartować :P i jakoś to będzie lecieć grunt,że z biologii układ rozrodczy mam już zaliczony ahahaha :D
julcia87
11-09-2010, 19:36
A nie mogłaś powiedzieć? że jak jej tak bardzo szkoda malucha to proszę bardzo tu Pani ma pieluchy,tu mleko dla dziecka,ja tu go zostawiam,no bo przecież dziecka męczyć nie będę Pani tak się użala nad nim to się Pani pozajmuję odrobinkę.:) szybko by zamknęła twarz.
Ja akurat spotykam się z pozytywnie nastawionymi ludźmi do chusty(niestety tylko w szkole) np.Moja wychowawczyni(biologia) która z resztą też dzieciata,wręcz mnie pochwaliła,że dobrze robię dziecku,że w chuście,że świat poznaje,że trzeba hartować :P i jakoś to będzie lecieć grunt,że z biologii układ rozrodczy mam już zaliczony ahahaha :D
Tak, ja już przy córci nauczyłam się odpowiadania, tylko wiadomo jak to jest, nie chcę do siebie zrazić na starcie, bo jak podpadnę nie takim tekstem, to później będzie ciężko :( A i prawda, że kiedyś usłyszałam, że proszę się zastanowić, bo albo dziecko, albo studia, w życiu nie można mieć wszystkiego... :/ więc wolę już w ten ton nie uderzać. Ale jak się chce, to się da :) także jestem zdeterminowana, damy radę :)
Poza tym teraz mam kierunek bardzo "dzieciowy", bo pedagogika/eduk. wczesnoszkolna i przedszkolna :) więc i wykładowcy powinni być życzliwi :)
Ja wczoraj też byłam w szkole z dzieckiem... z tym, że ja tam na praktyki studenckie ;) A na studiach nie raz i nie dwa Franek ze mną bywał - i egzaminy w chuście przeżyliśmy, i dziekanat kilka razy, i seminarium, o wykładzie nie wspomnę :) Jeszcze mam rok przed sobą i jakoś damy radę, chociaż staram się Franka zostawiać z kimś, nawet jeśli to koleżanka na korytarzu ;) Franek, dzięki temu, że od maleńkiego wśród ludzi, to teraz jest dzieckiem b. towarzyskim i zupełnie niebojaźliwym :)
Ale doskonale wiem, jaki to stres, że zaraz będzie krzyk w tej ciszy...
o tak...ten krzyk jest najgorszy i nie wiesz gdzie masz się schować,czy wyjsc czy cokolwiek :P
wiecie co...czytam i sie zastanawiam czy zabrac brzdaca na egzamin czy nie...ale chyba wezme...
choc nie chce by wygladalo, ze na dziecko zaliczenie chce-eh...
ale w domu to sie zaryczy :(
Ja z Matkiem też na ćwiczenia, wykłady i egzaminy w chuście biegałam :) Fajnie to wspominam chociaż teraz października się obawiam bo zaczynam nowe studia (dziennie) i pierwszy tydzień będę bez niego. Dopiero jak poznam plan zajęć to zadecyduję czy będę dojeżdżać na zajęcia czy mieszkać w Toruniu z nim. Ech...
martita szczerze powiedziawszy nie rozumiem argumentu, że nie chcesz żeby to wyglądało że chcesz "na dziecko" zaliczyć. Jak się nauczysz to nikt tak nie pomyśli.
mam jednego wykladowce co mi tak powiedzial przy Rysiu :(
no i masz racje w zasadzie...ale obawiam sie ze stres do tego jakies napiecie to maly bedzie plakal to dodatkowe emocje i...eh nie wioem czy to lepsze od ciaglych mysli 'czy juz placze czy nie...' :(
Gratulacje Gajgo!
Kurcze, ja mam w drugą stronę. Zastanawiam się czy można iść z dzieckiem zajęcia poprowadzić ;) Bo niby plan jest tak, że się z mężem wymienimy opieką, ale czasem są sytuacje losowe. Młoda zazwyczaj w chuście śpi, ale jak nie to już będzie gorzej. Pewne jak sie sytuacja taka zdarzy, jednak odwołam.
W każdym razie nie obraziłabym się jakby na zajęcia przyszły mamy (lub tatowie) z dzieckiem. Choć wiem, że części niestety przeszkadza nawet fakt, że dziewczyna w ciąży :( Tak więc, Gajgo nauczycieli też tylko pozazdrościć :)
Martita,ale jeśli idziesz z dzieckiem to nie po to,żeby zaliczyć bo masz ładnego bobasa i też niei dlatego bo chcesz zaszpanować,"o Patrz ja mam dziecko jestem na wyższym levelu" ;) tylko dlatego,że masz sytuację podbramkową i nie masz z kim zostawić,tak się zdarza..a ten wykładowca co Ci tak powiedział,pewnie sam dzieci nie ma i prawdopodobnie ma z tym jakiś problem.
Jeny jak mnie tacy ludzie wku**denerwują.No jak można powiedzieć tak kobiecie,no jak się pytam? :/ agrr.
A poza tym dupek(za przeproszeniem) jakby raczył zauważyć nie leserujesz,tylko chcesz przychodzić,mimo że mogłabyś zostać w domu z dzieckiem i się wypiąć.
Sheana..trzeba przyznać ,że ciało pedagogiczne mam niesamowite pod tym względem,oj trzeba :P
monika999
12-09-2010, 20:53
Gajgo- ja tez podziwiam, dzielna z ciebie kobieta:)
julcia87
15-09-2010, 13:17
Troszkę sie podepnę pod ten wątek, bo mam pytanie w temacie. Dziewczyny powiedzcie mi, bo widzę,że tu niektóre studiowały z dzieciaczkami. Pytać wykładowcę czy można przyjść w awaryjnej sytuacji do niego z maluchem na zajęcia? czy nie pytać tylko przychodzić? bo zastanawiam się przed październikiem jak to zorganizować. Generalnie zapytałabym, ale jeśli mi taki/taka odpowie, że sobie nie rzyczy, to już mam drogę zamkniętą w razie w. Jak Wy robiłyście? jak na to reagowali Wasi wykładowcy?
Ja przychodziłam po prostu, ew. przepraszałam, że nie moge być dziś na zajęciach, bo dziecko - ale czasem pytałam przy okazji, czy może jednak mogę zostać. Chociaż ja na zajęcia mało z dzieckiem chodzę - raczej znajduję np. siostrę albo koleżanke, która na korytarzu się z nim pobawi, ew. idę na zajęcia, które mają trochę inny charakter - seminarium, czy ustny egzamin.
Zależy na kogo trafisz..ale zawsze grzeczniej spytać..chociaż ja się ładuję i mówię "Bardzo przepraszam,nie mam z kim zostawić a zajęć trafić nie zamierzam." :P
Wydaje mi się, że dobrym pomysłem jest zapytać/a w zasadzie grzecznie uprzedzić na jakiś początkowych zajęciach, że masz dziecko i że może się czasem zdarzyć sytuacja, że nie będziesz miała z kim zostawić i jak to rozwiązać - czy przyjść z dzieckiem, czy wysłać maila i nie przyjść a jakoś nieobecność nadrobić. według mnie to świadczy o odpowiedzialności, szacunku dla innych. Ja na takie cos zareagowałabym jak najbardziej pozytywnie i pozwoliła przyjść z dzieckiem, też w sumie testowo dla tej osoby i dla mnie (i pozostałych osób w grupie) ;)
.chociaż ja się ładuję i mówię "Bardzo przepraszam,nie mam z kim zostawić a zajęć trafić nie zamierzam." :P
Na takie coś (nie do mnie) byłam świadkiem jak padła odpowiedź: "nie moja sprawa - jak chce Pani studiować to niech Pani studiuje, a jak chciała Pani miec dziecko to Pani sprawa"...
Tak więc mówię,zależy na kogo się trafi :)
Gaja wielkie gratulacje:) Wiem jak to jest z maluchem na zajęciach. Moja młodsza miała 3tygodnie jak jeździłam z nią na egzaminy ;)
A mnie się wydaje że jednak łatwiej dostać rozgrzeszenie niż pozwolenie... ale może się myle:roll:
Gajgo, tak z ciekawości - co to za szkoła? Ile masz lat? Ja się raczej spotykałam z tym, że dziewczyny z małymi dziećmi miały nauczanie indywidualne, ale to w gimnazjum, wyżej tak nie ma?
liceum :) Centrum Kształcenia Ustawicznego dokładnie :) lat mam 20 ,no 21 już w styczniu :)
julcia87
16-09-2010, 12:35
Dzięki, wykorzystam Wasze rady w październiuk i napiszę, jaki odniosły skutek :)
Dzielna jesteś, Gajgo! :)
liceum :) Centrum Kształcenia Ustawicznego dokładnie :) lat mam 20 ,no 21 już w styczniu :)
Czyli tzw. szkoła dla dorosłych ;) Ja również liceum kończyłam w CKU, ale nie w trybie stacjonarnym, ale zaocznym ;) Nauczyciele zwykle w tych szkołach są bardziej przyjaźni, nie ma obowiązków jak w liceum, do tej szkoły idą w końcu tylko Ci którzy chcą się uczyć, poza tym są to osoby dorosłe i nie ma obowiązku bycia na zajęciach ;) Niestety brane jest to zwykle pod uwagę przy egzaminach. Nie wiem jak jest w stacjonarnych ale u nas były tylko egzaminy semestralne ;)
julcia87
04-10-2010, 21:00
Byłam dziś pierwszy raz na zajęciach. Wyszłam z domu o 10.30, wróciłam o 17.30. Pierwszy raz zostawiłam małego na tak długo samego i było mi z tym ciężko. Zuza już bardziej przywykła, choć chora teraz i też mi jej było żal, bo nie poszła do przedszkola, mimo, że bardzo chciała :(. Ale zebrałam się w sobie i pojechałam. Od razu właściwie się okazało, że mogłam właściwie załatwić to wszystko w godzinę, bo to pierwsze zajęcia, 15 min. gadania i do widzenia, ale za to czekaj 1,5 h na następne. Ani do domu wrócić, ani wysiedzieć i myśleć jak maluchy :( Ale generalnie nie poszło tak źle. Babka jedna na moje pytanie czy czasem mogłabym przyjść z maluszkiem jak nie będę miała wyboru powiedziała, że nie ma problemu, ona też ma dzieci, rozumie :) Dodam, że mam przyznaną indywidualną organizację. Ale jeden dziadek... ma chyba ze 150 lat... i takie podejście, że masakra. Na wstępie ogłosił, że na pewno nie wszyscy zaliczą, bo jeszcze mu się nie zdarzyło, zeby wszystkich przepuścił. A co on wszechwiedzący jest? po prostu z góry zakłada, że kogoś trzba uwalić... No i mówię mu po zajęciach, że mam indyw. org. i chciałam podpis. W rubryce "warunki zaliczenia" większość pisała mi, że po prostu zaliczenie materiału, a on: obecność na WSZYSTKICH zajęciach :( no to ja się pytam, czy czasem bym mogła z synkiem przyjść, jak nie będę miała innej opcji, on na to: ile syn ma lat? -3 miesiące... -Absolutnie!!! będzie dekoncentrował... A czy prowadzi jakieś konsultacje, by czasem móc w innym termienie przyjść zaliczyć temat, na którym nie mogło się być? Nie, on nie marnuje czasu, dla tych, którym się na zajęcia nie chce chodzić! Ach, no trudno :(
Wiem niby, że gościu ma prawo zażądać, abym była na każdych zajęciach, ale trochę mi smutno... bo jeśli kolejni wykładowcy postawią mi takie warunki, to chyba nie dam rady. Mama nie da rady tyle z maluchami siedzieć, z dzieckiem też nie mogę na uczelnię... A ja się naprawdę nie migam, wszystko chcę zdać, nauczyć się, ale najlepiej w domu. Jasne, są przedmioty na których po prostu trzeba być, praktyczne, jak edukacja plast.-techniczna, czy emisja głosu, ale teoria wych. fizycznego? na których zajęciach wszyscy po kolei będą referaty opowiadać? ach... mam nadzieję, że jutro lepiej mi pójdzie.
Trzymajcie za mnie kciuki dziwczyny!
julcia87 trzymam kciuki!!! Ty jestes rocznik 87 - domyslna ja, z nicku wnioskuje ;)
ja tez...i teraz 5rok juz masz, tak? bo ja teraz zaczelam drugi kierunek do tego...na licencjacie...
eh....jutro planowo mam 12 i pol godziny zajec!!! od 8 do 20:30!!! maaa-saaa-kraaaa....to tak jak ten Twoj dziad....
matko...trzymam za ciebie kciuki!!!
a Ty trzymaj za mnie jutro... :hide:
a bardziej za me dziecie...tez czerwcowy jest Ju...biedaczki malutkie...
julcia87
04-10-2010, 22:34
Nieeee, chciałobysię 5, ja dopiero 2... bo przerwałam, jak mała przyszła na świat, nie dałam rady (bardziej psychicznie niż fizycznie w sumie). No ale jakby zsumować, to prawie 5 wyjdzie ;) Och ja też jutro od 8.00 do 20.00 z przerwą 3 h w środku :/ No to trzymam za nas kciuki jutro moja rówieśniczko ;) damy radę! Teraz jestem zacięta i nie ma opcji, żebym odpuściła (mam nadzieję). Więc powodzenia jutro :)
Julcia, kciuki!
Martita - też
U mnie pierwszy dzień pracy dziś. Emocje straszne :/
monika999
05-10-2010, 00:29
Julcia i Martita- glowy do gory! kto da rade jak nie wy:) bardzo was podziwiam i bardzo mocno trzymam kciuki, zeby wszelkiej masci dziadki poszly po rozum do glowy.
A ty Gajgo jestes niesamowita- tak trzymac:)
julcia87
05-10-2010, 21:35
Ufff... Drugi dzień za nami...Dzięki za trzymanie kciuków, przydały się bardzo! jutro już będzie lepiej, bo mam tylko jedne ćwiczenia :) i wolne do pn :) Tylko Zuzia coraz gorzej kaszle, będę musiała z nią jutro jak tylko wrócę lecieć do pediatry :( a w sobotę mamy siostry mojej wesele, a mała chora :( mam nadzieję, że do tego czasu się wykuruje! A jak Ty Martita?
Gertruda
05-10-2010, 22:20
Pamiętam jak ja biegałam z małym na uczelni. Śmiesznie było, ciężko czasem, ale jakoś dałam radę...
Powodzenia dziewczyny!!!!trzymam kciuki!!!!
nowa_aleksandria
06-10-2010, 00:55
ja poszłam na studia jak młody miał pół roku - łatwo nie było, ale daliśmy radę. licencjat napisany, magisterka obroniona i teraz idę na zaoczne podyplomowe. tylko nie wiem co będzie jak junior pojawi się na świecie - chyba w drugim semestrze będę z nim na zjazdy jeździć. no, zobaczymy, ale jakoś mam we krwi studiowanie z dzieckiem u boku i sesje z ząbkowaniem ;)
Co jak co, ale musze ten wątek czytać w ramach mobilizacji!
3 razy w tyg zostawiam Maksia pod opieką babci, póżniej tatusia, jak już wróci z pracy, a sama jeżdze do stolicy na zajęcia <mdleje> no ale chciałam to mam ;-)
Ukłon dla autorki <oklaski> ja bym sie poddałam i zrobiła wolne ;-)
julcia87
06-10-2010, 15:01
Co jak co, ale musze ten wątek czytać w ramach mobilizacji!
3 razy w tyg zostawiam Maksia pod opieką babci, póżniej tatusia, jak już wróci z pracy, a sama jeżdze do stolicy na zajęcia <mdleje> no ale chciałam to mam ;-)
Ukłon dla autorki <oklaski> ja bym sie poddałam i zrobiła wolne ;-)
:D widzisz? nie tylko Ty to przeżywasz :) nie ma to jak grupa wsparcia! ;)
julcia87
18-11-2010, 15:48
Hej! Melduję, że dziś pierwszy raz zostałam zmuszona, do zabrania małego na zajęcia. Mama się dość mocno rozchorowała, a ja nie mogę opuszczać zajęć, więc spakowałam Antka, chustę tudzież inne oprzyżądowanie i ruszyłam na zajęcia. Powiem Wam, że nie było wcale źle. Spytałam się babeczki przed zajęciami, czy mogę na nich być z dzieckiem, bo nie miałam wyjścia, ona się zgodziła. Dziewczyny z grupy były oczarowane małym- wszystkie bez wyjątku ;) bo to mały czaruś jest! rozdawał uśmiechy na prawo i lewo, zagadywał i obłapiał koleżanki wkoło ;) A gdy się w końcu zmęczył, wsadziłam go w chustę, wstałam na chwilkę, moment i odpłynął w objęcia Morfeusza. Więc usiadłam i w reszcie zajęć uczestniczyłam już na spokojnie, a mały drzemał w chuście :) Super, nie spodziewałam się, że tak gładko pójdzie!
tucharzenka
18-11-2010, 17:19
aż miło poczytać, brawo za odwagę :applause:
Odgrzebuję stary temat, bo mi potrzebny był...do przytulenia do serca i pogłaskania po policzku.
Właśnie jestem po pierwszym tygodniu zostawiania miesięcznego malucha z moją mamą (na razie zrobiłam plan minimum - byłam tylko na ćwiczeniach i laboratoriach), ale niedługo muszę też wpaść na seminarium FCS i na wykłady zacząć chodzić...Ale to mogę z małą w chuście zrobić ;) Moi wykładowcy i ćwiczeniowcy są bardzo pozytywnie nastawieni, ale... i tak te rozstania na 3 godziny bolą...choć wszystko rekompensuje uśmiech małej jak wracam :)
mleczarenka
05-03-2011, 21:38
Kiedyś szłam przez życie z piersią do przodu:Dteraz chodzę z dzieckim przed sobą:lol:małego w chustę i się wszędzie ładuję:lol:pełen szacun Gajgo:applause:
Magdailena
06-03-2011, 08:13
A ja bardzo lubię czytac takie historie.:D
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.