Zobacz pełną wersję : Jak nam chusta życie uratowała... ;)
Kończę jeść obiad, Mała w foteliku zajęta gryzakiem, a tu buch! i nie ma światła. Wywaliło nam korek na klatce, w domu jakiś zapasowy był, ale nie pasował (bo po co;)). Dochodziła 15, więc powoli robiło się szaro, stwierdziłam że najszybciej będzie zapakować Zuzię w chustę (elektryczny mamy za rogiem niemalże). Co niezwłocznie uczyniłam, ale okazało się że elektryczny zamknięty na czas urlopu.... :twisted: Poleciałam więc dalej do lokalnego centrum handlowego (z lat 70. żeby nie było;)) - i tam oczywiście korek dostałam;) Ale gdybym była wózkiem, miałabym do pokonania strome schody na wysokie pierwsze piętro peerelowskiego pawilonu, nieprzystosowanego oczywiście do wózków... (i pustego o tej porze, co oznacza że nie bardzo miałabym kogo prosić o pomoc, zresztą i tak najprawdopodobniej trafiłabym na emerytkę o kuli...). Nie mówiąc już o tym, ile czasu i wysiłku oszczędziłam rezygnując z ubierania Zuzi do wózka, znoszenia gondolki na dół, składania wózka itp itd...
Niech żyje chusta :mrgreen:
Mayka1981
17-11-2009, 21:36
niech żyje :high:
Ja mam chyba syndrom metomanii, bo jak przeczytałam tytuł, to pomyślałam, ze temat juz był i że Ci się dostanie. Ale po przeczytaniu relacji :) Powtarzam za Majką: niech żyje ;)
super historia-niech żyją wszystkie chusty:thumbs up:
kaka-llina
17-11-2009, 22:50
niech żyją!!!!
@ Krysiak: ja też jestem wyczulona, mam nadzieję że mi się nie dostanie ;)
Też doceniam szybkie wychodzenie w chuście. Rewelacja!
Kobieta z chustą da radę!:applause:
pszczoła
18-11-2009, 12:21
Ja mam chyba syndrom metomanii
METOFOBIA:twisted:
też to mam:hide:
Też nie znoszę wszystkiego co wiąże się z "gramoleniem" z domu... Przy dwójce to koszmar. Chusta baaardzo ułatwia, nie wyobrażam sobie życia bez niej. Chyba bym nie wyruszyła do Warszawy do znajomych, ani nie odwiedziła mamy która mieszka dalej jeszcze... Raz wyjechałam z wózkiem i trzylatkiem w ręku i nigdy nie powtórzę tego błędu - stałam w szpagacie pomiędzy peronem, a pociągiem. Najpierw wystawiłam wózek, potem sięgam po Antka który sekundę temu stał obok na pomoście, a jego nie ma... Pobiegł do przedziału okrzyczeć gości którzy nie chcieli nam pomóc... Moment grozy - jedno dziecko w wózku na peronie, drugie w przedziale. Krzyknęłam głośno i paskudnie na Antka - tak by natychmiast zareagował. Udało się wysiąść. Nigdy więcej wózka! Rozpisałam się - ale na temat :)
Dobromiła
20-11-2009, 16:16
Też nie znoszę wszystkiego co wiąże się z "gramoleniem" z domu... Przy dwójce to koszmar. Chusta baaardzo ułatwia, nie wyobrażam sobie życia bez niej. Chyba bym nie wyruszyła do Warszawy do znajomych, ani nie odwiedziła mamy która mieszka dalej jeszcze... Raz wyjechałam z wózkiem i trzylatkiem w ręku i nigdy nie powtórzę tego błędu - stałam w szpagacie pomiędzy peronem, a pociągiem. Najpierw wystawiłam wózek, potem sięgam po Antka który sekundę temu stał obok na pomoście, a jego nie ma... Pobiegł do przedziału okrzyczeć gości którzy nie chcieli nam pomóc... Moment grozy - jedno dziecko w wózku na peronie, drugie w przedziale. Krzyknęłam głośno i paskudnie na Antka - tak by natychmiast zareagował. Udało się wysiąść. Nigdy więcej wózka! Rozpisałam się - ale na temat :)
OT: Siluna, chyba Cię widziałam w pociągu, kiedy jeszcze byłam w ciąży. Wiek dzieci by się zgadzał, wysiadanie w Ząbkach też. Byłam już wtedy zdecydowana na chustowanie i spotkanie chustomamy było dla mnie bardzo pozytywnym, wspierającym doświadczeniem
OnTopic: Też nie cierpię jeździć z wózkiem pociągiem, a mam tylko jedno dziecko do opanowania. Właściwie to jeśli jadę sama to zawsze biorę chustę. Ostatnio mi się to nawet opłaciło finansowo, bo pani w kasie przekonała mnie, że należy mi się bilet rodzinny. Gdy byłam z wózkiem to nie zauważyła dziecka i przepłaciłam...
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.