PDA

Zobacz pełną wersję : Odwiedziny rodziny...Mój Boze



sylvetta
14-11-2009, 15:22
Dzis rano zaatakowali....czyli wpadli do mieszkania mego meza w składzie: mama, tata(to całkiem śmieszne bo byłam pewna, ze on nawet nie wie ile mam lat, albo jakiej jestem płci:D), brat z córką oraz ciocia - siostra mamy. no i sie nasłuchałam mądrości: nie bierz na ręcę, bo jak poczuje ręce to sobie rady nie dasz, nie koleb, nie kołysz, połóż ją w łóżeczku, a co ile je? co dwie godziny? a przepajasz?
I powiem Wam tak - ze mnie to trudniej wyprowadzic z równowagi iniz Wańke Wstańke - i sie nie dałam. Byłam jak zwykle "urocza" i "miła". Ciocia mówi: Sylwuniu - nie bierz na ręce , niech leży samo w łóżku -A ja jej na to: "No - nich lezy, patrzy w biały sufit jak debil, najlepiej niech nie oddycha". Ciocia : Synuniu - nie noś jej, bo sie przyzwyczai. Ja: Juz sie przyzwyczaiła! O to chodziło!
No i jak łatwo przewidziec - na koniec watek z chustą;-). Młoda ma napady kolkowe, zaczęła wyć. No to ja - wyciagam broń - elastyka....;-) I jak nie zamotam, jak dziecka nie zachustuje... Cisza zapadła, Blanka usnęła przytulona. UWAGA UWAGA! Ciotka mówi: Ooooo! To to dobry wynalazek, jak jej tam dobrze, i - tu mnie zskoczyła - na ścięgna zdrowo...????
A za chwile moja mama niesmiało - AAA ja to tak będe umiała załozyć to???
Jedynie ojciec jak zwykle olał wszystko. Powiedział tylko, zebym jej imie normalne wymyśliła - a nie BIANKA.....(ona ma na imię Blanka)
Rodzina, ach rodzina!

kulka37
14-11-2009, 15:24
No to jesteś twarda sztuka:thumbs up:

IwontaG
14-11-2009, 15:29
Świetnie sobie poradziłaś, ja z reguły nie jestem taka miła.

sylvetta
14-11-2009, 15:29
Tak se mysle - jakie nielogiczne ich myslenie. Chusta fajna - bo ręce wolne i dziecku dobrze, ale na rękach nie trzymać- choc dziecku dobrze, ale nie można wtedy prasować tak???????:D DŻIZYS!

Mag
14-11-2009, 16:05
ha ha:lol:
a to się obsmiałam z Twojej relacji:)
może i dobre na ścięgna,po prostu może tego jeszcze nikt nie zbadał:lol:
brawo za asertywność:thumbs up:

asia889
14-11-2009, 18:05
:applause::applause::applause:. Noszenie górą :thumbs up:

Mayka1981
14-11-2009, 18:13
łoj mnie to zaraz by ciśnienie skoczyło... Wańka-wstańka, dobry pomysł, chętnie kupię:ninja:

JJ
14-11-2009, 18:28
... i dlatego sie ciesze ze mieszkam z dale od rodziny wszelakiej ...

kaka-llina
14-11-2009, 18:45
Ja też od rodziny daleko!:applause: Muszę pojechać w odwiedziny i już się boję....

tysia
14-11-2009, 18:48
Ja bym tego tak spokojnie nie zniosła :twisted:
Gratuluję cierpliwości i spokoju :applause:

equidna
14-11-2009, 19:13
temat na czasie jest u mnie.
dosłownie przed chwilka mama i tata sobie pojechali. chwała bogu, że mieszkaja daleko. wnuka drugi raz widzieli i też: a czemu on płacze (bo jest niemowlakiem i ma 1,5 miesiąca), a może ma mokro (nie, nie ma, sprawdzałam), a w tej chuście to dziwnie nogi mu wiszą, a po co Ci inna chusta (zakochałam się w katji i jakos tak wspomniałam). no i broń ciężka wyciągnięta-dziecko wami rządzi (taaaa zazwyczaj siedmiotygodniowe niemowlęta tak właśnie robią).
jakos wytrzymałam, ale popłakałam się po ich wyjściu, bo wiecie z nimi tak zawsze. niegdy wsparcia od nich nie otrzymywałam, nie byłam przytulana i nikt mi nie mówił, że mnie kocha, i że coś warta jestem. skończyło się "tylko" na anoreksji w młodości i 3 latach u terapeuty. ale moja matka nie ma sobie nic do zarzucenia. przecież miałyśmy z siostrą wszystko czego dusza zapragnie (owszem, ale tu nie o śliczne rzeczy chodzi, miłości nie można dziecku kupić w sklepie).
ja mojemu synowi chce dać to czego potrzebuje czyli maximum miłości i wsparcia.
dlatego podziwiam asertywność i odporność. ja wciąż nie umiem tego olać.
przepraszam, że się tak rozpisałam, ale jakoś potrzebowałam tego, a temat idealnie się wpasował w mą sytuację :roll:

paskowka
14-11-2009, 19:25
No cóż rodzina juz tak ma. U mnie dzięki Bogu nic nie komentują szczególnie, a jak juz to ja z reguły tez miła i uprzejma, a swoje robię:)

kammik
14-11-2009, 19:44
Dobrze sobie poradziłaś, aż zazdroszczę, bo ja co prawda mocna w giembie, ale zawsze mną trochę telepie. My na szczęście rodzinę mamy daleko, w dodatku moi rodzice z tych zakochanych we wnukach i gotowi akwarium rzucić podczas przenoszenia, jak dzieciorek zakwili, ale po pierwszej wizycie u drugiego dziadka (mała miała pół roku, wcześniej jej nie widział :hide:) po wyjeździe chłop odebrał telefon z litanią zarzutów: dziecko nie powinno jeść kiedy chce, powinna mieć stałe pory spania, sama zasypiać, nie powinniśmy jej tyle nosić i blablablabla. Aż zaczęłam żałować, że taki z niego tchórz, bo na żywca bym chętnie pokonwersowała :D

Kirah
14-11-2009, 23:55
ścięgna? ha, na to bym nie wpadła. dlaczego ścięgna?

roziii
15-11-2009, 00:06
Cudnie dałaś radę! Gratuluje :applause::applause::applause:

sylvana
15-11-2009, 00:45
Sylwia wita Sylwię. Świetnie dałaś radę. U mnie rodzinka bardzo blisko więc już przywykłam do komentarzy dot wychowania Małej, żeby za dużo nie nosić bo się przyzwyczai, lepiej karmić o stałych porach, a nie jak Mała chce i takie tam trele morele. A jak mama zobaczyła jakiś czas temu, że sobie drugą chustę sprawiłam, to już dezaprobata była gigantyczna. Dla niej wózeczek i pieluszki zamiast nocniczka to podstawa (u Ciebie przynajmniej z chustami wypadło lepiej). Próbowałam przynajmniej podsunąć mamie tekst o zaletach noszenia dla dziecka i dla mamy (taki z instrukcji hoppka), ale gdzież tam, nawet nie spojrzała. Ciężki kaliber, swoje wie najlepiej i tyle. Letko w ten czas się zjeżyłam i odparłam, że szanuję jej zdanie, natomiast mam do niej prośbę, aby komentowała wtedy, jak się z czymś zapozna i wtedy wyrażała swoją opinię. Chyba coś dotarło bo już nie porusza tematu chusty. A nawet miło się zaskoczyłam. Otóż w zeszłym tygodniu byliśmy rodzinką całą na urodzinach u mojej szwagierki. My w chuście bo na czwarte piętro z wózkiem trudno się wydostać. Młoda zrobiła znowu furorę. Byli tam też rodzice szwagierki. Jej mama w towarzystwie mojej przyglądały się, jak odwijam Małą z polara i osłonki (zimno było wtedy),a potem z chusty. I moja mama z nutką sympatii w głosie stwierdziła, że Sylwia (czyli ja) nosi Małą, jak kiedyś nasze babki (czyli ich) dzieci nosiły. Chusta i dawaj w pole czy do innej roboty. W końcu jakiś przebłysk pozytywny. Jak dla mnie to już i tak sukces duży:D

sylvetta
15-11-2009, 04:54
temat na czasie jest u mnie.
dosłownie przed chwilka mama i tata sobie pojechali. chwała bogu, że mieszkaja daleko. wnuka drugi raz widzieli i też: a czemu on płacze (bo jest niemowlakiem i ma 1,5 miesiąca), a może ma mokro (nie, nie ma, sprawdzałam), a w tej chuście to dziwnie nogi mu wiszą, a po co Ci inna chusta (zakochałam się w katji i jakos tak wspomniałam). no i broń ciężka wyciągnięta-dziecko wami rządzi (taaaa zazwyczaj siedmiotygodniowe niemowlęta tak właśnie robią).
jakos wytrzymałam, ale popłakałam się po ich wyjściu, bo wiecie z nimi tak zawsze. niegdy wsparcia od nich nie otrzymywałam, nie byłam przytulana i nikt mi nie mówił, że mnie kocha, i że coś warta jestem. skończyło się "tylko" na anoreksji w młodości i 3 latach u terapeuty. ale moja matka nie ma sobie nic do zarzucenia. przecież miałyśmy z siostrą wszystko czego dusza zapragnie (owszem, ale tu nie o śliczne rzeczy chodzi, miłości nie można dziecku kupić w sklepie).
ja mojemu synowi chce dać to czego potrzebuje czyli maximum miłości i wsparcia.
dlatego podziwiam asertywność i odporność. ja wciąż nie umiem tego olać.
przepraszam, że się tak rozpisałam, ale jakoś potrzebowałam tego, a temat idealnie się wpasował w mą sytuację :roll:

KOchana! Nie przejmuj sie! Bo oni nie chcą źle - wprost przeciwnie - chcą dobrze i doradzają. Tyle,ze ja sobie tłumaczę , ze to pokolenie przez system spaczone;-). Ze dla nich relacja matka - dziecko to starcie sił. Że trzeba pokazac kto jest górą. Nie ma co sie stresować - ja to zawsze w takich sytuacjach pół żartem pół serio coś odpale, a potem robię swoje...UUUUU:D

pelasia
15-11-2009, 10:57
Cóż moja córa przez pierwsze 7 miesięcy prawie że inaczej z domu nie wychodziła niż w chuście, wytulona jest na maksa. Je kiedy chce, co chce i ile chce, chociaż czasem jest to przyczyną naszych zmartwień (bo ile dziecko pociągnie na cycku, gruszkach i chlebie?). Ale naprawdę, czasami, relacja matka-dziecko, czy ojciec-dziecko, to jest "kto górą", tyle że to raczej w przypadku starszych ciut dzieci, kiedy zaczynają sprawdzać, ile uda im się wrzaskiem wyegzekwować. Widać jak to-to zerka w przerwach na zaczerpnięcie oddechu, czy efekt osiągnięty, no teatrzyk normalnie. W przypadku 7-tygodniowych kruszynek to zdecydowanie nie.

maagduusiiaa
16-11-2009, 00:58
KOchana! Nie przejmuj sie! Bo oni nie chcą źle - wprost przeciwnie - chcą dobrze i doradzają. Tyle,ze ja sobie tłumaczę , ze to pokolenie przez system spaczone;-). Ze dla nich relacja matka - dziecko to starcie sił. Że trzeba pokazac kto jest górą. Nie ma co sie stresować - ja to zawsze w takich sytuacjach pół żartem pół serio coś odpale, a potem robię swoje...UUUUU:D
chcą dobrze, ale dla nich dobrze to rodzic z wolnymi rękami i wolnym czasem
i dziwią się jak można CIĄGLE to dziecko tachać ze sobą WSZĘDZIE zamiast wsadzić do chodzika ("przecież to taki GENIALNY wynalazek, za naszych czasów nie było takich wygód, po co nie korzystasz? Poprzewracało się im w głowach od tego dobrobytu") lub łóżeczka/kojca ("ja nie mam JUŻ tyle CIERPLIWOŚCI, żeby za nim ciągle ganiać, tobie też niedługo się odechce"); "zabierz mu ten samochód, bo popsuje...":duh:
Po prostu takie poglądy (bo wychowanie chyba nie, bo wiele z nas też tak wychowywano) i niestety trzeba często przełknąć "dobre rady" i robić swoje:thumbs up:

taDorotka
16-11-2009, 13:35
dzielna kobieto! ja to na samą mysl o tlumaczeniu dlaczego robie cos tak a tak, mam drżenie rąk, taka nerwica. z mama o roznych rzeczch (jak zalety ogladania mini mini) wole nie gadac bo emocje mam jak drucik w żarówce, wiec milknę stanowczo odmawiajac dyskusji. chociaz nauczylam mamusie ze lepiej nie wtracac sie w wychowywanie bo swoje dzieci juz odchowala a moje maja nas od tego, nielatwe to bylo (nauczycielka+dyrektorka...)
chustoentuzjazm (!) mojej mamy ktos z jej znajomych gasil mówiac ze sie plecki dziecku krzywia (dalam kilka linkow poglądowych w odwcie) i zauwazyla od razu w czym rzecz szkoda ze chusty z Igim nie mialam jak rok caly po szpitalach przewędrowalam z nim na rekach "a jemu wtedy w takiej chuscie by bylo duzo lepiej" (w domyśle: niz na rekach!)...bezbłędnie, co?

Guest
16-11-2009, 14:09
ach rodzina rodzina

sylvetta podziwiam nerwy

Na szczęście mam z układ z moja mamą, jak poprosze o coś to powie, poradzi; a teściowa - hmmm brzydko z mojej strony, ale kiedyś nawiązała się rozmowa na temat karmienia piersią i ta twierdziła, że przy trójce dzieci przy żadnym nie miała mleka w piersiach, ja na to, że to jej wymysł i łatwiej było jej dać butlę a poczucie bliskości do dziś chłopaki zaspokajają przy swoich żonach ciągle się tuląc do ich cycków. Usłyszałam że były inne czasy wiec powiedziałam to uznajmy że czas tu gra rolę i ja podążam za czasem a jej nic do tego - status quo osiągnięty.

dankin-82
16-11-2009, 19:08
najważniejsze wg mnie to nie dac się na samym początku, bo jak tylko rodzinka (zwłaszcza baby) poczują podatny grunt to truc będą :twisted: ... osobiście się tylko uśmiecham, nie wdaję w gadki i udowadnianie racji a robię jak ja uważam za najlpesze dla mojego dziecka; jednak czasami warto wysłuchac bo mogą coś podpowiedziec ;)



odnośnie karmienia/niekarmienia piersią, ja z autopsji wiem że to wcale nie musi wygladac tak różowo, są przyczyny losowe i pomimo iż masz pokarm nie możesz karmic; nie warto tego tematu oceniac

AMK
16-11-2009, 20:58
Podziwiam za spokój i opanowanie. Mnie takie mądrości raz, że cholernie złoszczą i ciśnienie podnoszą, dwa dość długo głowę mi zaśmiecają :frown

zochmama
16-11-2009, 23:01
Tak was czytam i doszłam do wniosku, że wyjątkową rodzinkę mam: ani moi, ani męża generalnie w nic się nie wtrącają, chusta-super, pieluchy wielo-orginalnie,no może teściowa raz czy dwa się zdziwiła, że nie zna dziecka coby w ogóle butelki nie znało, i coś tam bąkała że może za dużo Zochę nosimy, ale ogólnie pełna kulturka. Farta mam najwyraźniej:lol:

Linda
17-11-2009, 17:06
Oj smutno to wszystko czytac... Ja mam starszego niz wy tate, bo moj tato skonczy w lutym 71 lat. Moj tato caly swiat zwiedzil, byl w roznych dziwnych miejscach, rozne plemienia afrykanskie i azjatyckie ogladal... Kiedy zaczelam mlodego nosic w chuscie, to wyciagnal fajne foty ze swoich podrozy, pokazal mi Afrykanki noszace w kangach, Tybetanki w takich swoich hmongach, etc. Moj tato zawsze mowi, ze podrozujac po Azji czy Afryce nie widuje sie placzacych, marudzacych dzieci.. bo dzieci sa noszone, sa przez to 'wyciszone' . Mam super rodzicow, mama juz przestala sie dziwic, ze tyle roznych chust i nosidel testowalam.. teraz rodzice czekaja na moj inuicki amautik, bo sami sa ciekawi jak 'to' wyglada. Moja mama potrafi zamotac MT:thumbs up:, w kolowej tez nosila.

La Loba
17-11-2009, 17:20
Sylwuniu - nie bierz na ręce , niech leży samo w łóżku"

Czasem mam ochotę zapytać takie damulki, czy w pożyciu małżeńskim też są tak zapobiegliwe. ;)

taDorotka
18-11-2009, 11:23
Czasem mam ochotę zapytać takie damulki, czy w pożyciu małżeńskim też są tak zapobiegliwe. ;)

:lool::lool:


po oględzinach dziecka w chuscie dwie moje znajome mlode mamy orzekly zgodnie:
"a niech lepiej sobie w wózku leży, po co sie mam męczyć?" no pewnie, aby od siebie :mad

Siluna
19-11-2009, 00:57
:lol:
Czasem mam ochotę zapytać takie damulki, czy w pożyciu małżeńskim też są tak zapobiegliwe. ;)

A tak do Ciebie Sylwio, to GRATULUJĘ luzu!
Ja przy pierwszym starciu nie dałam rady...Pozwoliłam wejść sobie na głowę na początku. Jak Antoś mi się urodził to przez dłuuugi czas miałam codzienne telefony od teściowej z milionem pytań- jaka kupa? zielona? czego się najadłaś? albo znowu przemarzłaś? płakał? pewnie znowu się czymś zdenerwowałaś? mówiłam - nie karm w nerwach! ma wysypkę?! gdzie?! Znowu się czegoś najadłaś! Co jadłaś? A może jest głodny? Masz mleko? A może nie masz? Skąd wiesz że masz? Ja to ściągałam. Ja to karmiłam co trzy godziny. Pić mu się chce. Ja dopajałam, przecież kupiłam Ci glukozę. Daj mu wody z glukozą. itd
Wyobraź sobie co miałam kiedy do nas wpadała...? Koszmar. I wciąż mówi do o mnie "matka" - Np. do mojego dziecka: Znowu Niunia ma wysypkę, czego się ta matka najadła... I to przy mnie. Uważa że to zabawne. Teraz już nie dzwoni, z milionem pytań. Kilka razy wybuchłam i jest OK.