PDA

Zobacz pełną wersję : Czy tak trudno...



polah
21-08-2009, 21:30
poczytać instrukcje i poprawnie zawiązać? Ostatnio widzę same TRAGICZNE wiązania, rodzice kupują chustę i robią z niej wisiadełko. Jestem w Wola Parku i widzę zamotanego tatę, któremu na wysokości...kroku dynda maluch w 2x. Nie muszę dodawać, że między nogami maluszka był wąziutki pasek materiału, dziecko bujało się z prawa na lewo, a tatuś miał w związku z tym pełne ręce roboty, bo musiał dziecia ciągle trzymać......:duh: Patrzyłam na niego (facet pewnie myślał, że szałowo się prezentuje:)))) i pomyślałam, że wisiadło jest w tym wypadku bezpieczniejsze......
Nie znam instrukcji Bebelulu (bo to ta turkusowo - brązowa była), ale nie w tym rzecz, bo wcześniej 3 razy wpadłam na pannę zamotaną w Nati w dokładnie ten sam sposób. No ludzie, Nati ma jedną z najlepszych instrukcji jakie widziałam (a widziałam już sporo:)), czy to tak trudno przyjrzeć się, dokładnie przeczytać?:roll:

natasszzka87
21-08-2009, 21:37
Ludzie widzą takie wiązania w internecie, a skoro są w internecie to są dobre i modne...:hide:
I pewnie też dziecko "nie chciało być przodem do rodzica"...

polah
21-08-2009, 21:41
nie, akurat dziecko było przodem do tatusia...Aha, tatuś idąc potrącał nóżki malucha, tak, że mocno odskakiwały....

Karolcia
21-08-2009, 21:41
Ja zauważyłam, że słowo "dociąganie" sprawia największy problem. Dopiero jak pokazuję co i jak to widzą jak trzeba dociągnąć. A tak to mają wątpliwości czy nie za mocno.

pszczoła
21-08-2009, 22:05
Jesteście okropne:nono:Jakby Ci biedni rodzice nie zrobili, to źle.
JA miałam instrukcję Nati i zawiązałam-jak mi się wydawało-ściśle wg instrukcji. Odgrzebałam niedawno zdjęcie z pierwszej kieszonki, nawet je wrzuciłam na forum. Gniot na maxa.
Tak dziewczyny, ludzie mają problem z dociąganiem, bo na początku trudno się przestawić, że to ma być "ściśnięte", że dziecko ma być tak "ciasno przywiązane", etc.
Dlatego są warsztaty, spotkania, kluby, chustokawki. Jakby wystarczyły instrukcje, po cóż byłoby to wszystko?

kulka37
21-08-2009, 22:48
Ale dziewczynom właśnie chyba o to chodzi,że dostęp do wiedzy jest łatwy i można to zrobić dobrze i dokładnie.Trzeba się tylko przyłożyć.Troszeczkę...

magnolia
21-08-2009, 22:58
JA miałam instrukcję Nati i zawiązałam-jak mi się wydawało-ściśle wg instrukcji. Odgrzebałam niedawno zdjęcie z pierwszej kieszonki, nawet je wrzuciłam na forum. Gniot na maxa.
Tak dziewczyny, ludzie mają problem z dociąganiem, bo na początku trudno się przestawić, że to ma być "ściśnięte", że dziecko ma być tak "ciasno przywiązane", etc.

dokładnie tak samo było ze mną, jak obejrzałam zdjęcia z pierwszych wiązań to tragedia, więc być może ci źle zamotani rodzice to po prostu debiutujący rodzice, dopiero się uczący i z każdym wiązaniem coraz lepsi miejmy nadzieję...

anifloda
21-08-2009, 23:08
Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuca kamieniem. Ja nie jestem. Moje pierwsze wiązania też były niepodociągane.

polah
21-08-2009, 23:12
jasne, że nie jestem bez grzechu, patrzę na zdjęcia pierwszych prób i się śmieję. Ale myślę sobie, że chyba miałyście świadomość, że wiązania są niepodociągane? Dzieci zwisały Wam do kolan?

Meta
21-08-2009, 23:14
Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuca kamieniem. Ja nie jestem. Moje pierwsze wiązania też były niepodociągane.

O to to to właśnie :)
Ja wiązania i dociągania długo ćwiczyłam przed lustrem na misiu, poduszce, w końcu na Lenie. Na nasze pierwsze wyjście z domu zamotałam Lenę całkiem przyzwoicie - i co z tego, skoro zgłodniał dzieć jeden na samiutkim środku centrum handlowego... Musiałam poluzować moją misterną kieszonkę, nakarmić głodomora i dalej nie wiedziałam, co robić - nie umiałam zamotać bez lustra i bez instrukcji przed oczami :lol: Gdybyście zobaczyły, CO ja tam zamotałam na środku tego centrum, dopiero powstałby tutaj piękny wąteczek obrzucający błotem :lool: Zwiałam na ławkę do parku i tam na siedząco (!!!) zamotałam się od nowa jako tako. I założę się, że większość tu obecnych miała podobne przygody.
Inna sprawa, że różni są nosiciele: jedni drążą, szukają jak najlepszego wiązania, starają się - a inni nie...

polah
21-08-2009, 23:20
quote Meta:Gdybyście zobaczyły, CO ja tam zamotałam na środku tego centrum, dopiero powstałby tutaj piękny wąteczek obrzucający błotem :lool: Zwiałam na ławkę do parku i tam na siedząco (!!!) zamotałam się od nowa jako tako.

ja zachowywałam się tak samo, oglądałam się w każdej szybie, co chwilę chciałam dociągać.:)))) A pan raczej lansował się w centrum handlowym i spacerował dumnym krokiem... Ale macie rację - trzeba mieć nadzieję, że jego wiązania będą coraz lepsze:)

odynka
21-08-2009, 23:44
oj moje też były nie podociągane;) forum nie znałam tego a instrukcji do samoróbki mi nie dano;)

a jeśli o Bebelulu chodzi to instrukcję mają superową;)

calineczka
22-08-2009, 01:33
nie no ja też gnioty takie miałam na początku, ale bez przesady...
dziecko mi przy kroku nie dyndało :duh:
polah też by mnie to wkurzało jak takie coś zobaczyłabym "na żywo"
bo ja to widziałam własnie dydnające maleństwo w wisiadle, bo tata sobie z wisiadła torbę na jedno ramię zrobił. a te malutkie (no góra 3 miesięczne, ale watpię, bo główka niestabilna taka :hide:) dzieciątko obijało się o UDO!!!
kretyn po prostu.:duh:
wisiadła wisiadłami, ale instrukcje też pewnie jakieś mają i nie sądzę, żeby takie cuś tam pokazywali.

brikola
22-08-2009, 09:04
nie wiem, może zaczepiać takich i dawac im namiary na nasze forum?

Budzik
22-08-2009, 09:50
Nikt się nie rodzi z dzieckiem prawidłowo zawiązanym w chustę. Moja starsza była noszona w womarowym wisiadle, też przodem do świata. Co nie znaczy, że ja teraz nie przewracam oczami na widok dziecka przodem w wisiadle :ninja:

roziii
22-08-2009, 11:10
To przykre, ale myślę , że na zaczepianie, mogą być różne reakcje, Ale może warto uświadamiać:rolleyes:
Ludziom się podoba samo noszenie, ale czy dobrze to już im chyba obojętne :hide:

YPSI
22-08-2009, 22:32
Anifloda ma rację... "kto jest bez grzechu ten..."
Ja też początkowo wiązałam za słabo - w sensie dociągania.
Teraz kiedy wiem jak TO ma wyglądać i widzę kogoś kto ma z tym eweidentnie problem to po prostu grzecznie się przedstawiam, mowię ze mam doświadczenie w wiązaniu chust i proponuję pomoc, bo... chusta nie dociągnięta, nóżki nie rozwiedzione, pojedynczy węzeł, dziecko przodem do świata.
Zdarzyło mi się juz kilka razy interweniować i za każdym razem rodzice odchodzili wdzięczni i "oświeceni' :cool:
Kwestia podejścia i samych ludzi ;)

paskowka
23-08-2009, 11:23
No bo instrukcje to może i sa świetne, ale nie pokazuja jak dociągnąć, aby nie ścisnąć, a przytulic szczelnie. I rodzice boją się tak mocno ścisnąć. Ja raz z instrukcji wiązałam siodełko z pętelką, niby nieźle, ale górą mi chusta dydnała. Dopiero na jakims spotkaniu doradczyni pokazała jak ściągnąc chustę przez pętelkę, a mi wydawało się, że zdusi mi małą:)
Najlepiej udac się na jakies spotkanie, poprosić kogoś dłużej chustującego itp.

mart
23-08-2009, 21:05
polah, wiem dokładnie o co ci chodzi. mam te same odczucia.
dostep do wiedzy jest łatwy, trzeba tylko chcieć.

ja zaczynałam od nieszczęsnej lulu - i co robiłam? obejrzałam milion razy do znudzenia filmik z PZ i instrukcję, analizowałam czy to na pewno taka sama chusta, poprawiałam, układałam i z duszą na ramieniu poszłam na pierwszy spacer.
w wiązanej zaczęłam od warsztatów, żeby sprawdzić o co chodzi. potem szukałam grup wsparcia i trafiłam do św.Anny - dlaczego? może intuicja, że jednak to dziecko o warto WIEDZIEĆ co i jak się z nim robi?

co innego wg mnie marnie dociągnięta kieszonka z nadzieją na lepsze nastepne, a co innego chusta zamieniona w wisiadło. ba gorzej niż wisiadło, bo nierozciągnięte poły w 2x wogóle nie podtrzymują dziecka. taki 2x w niczym nie przypomina fotek z instrukcji, co by jednak znaczyło, że wtórny analfabetyzm, także obrazkowy, rządzi. albo rodzic zawsze wie lepiej...po co instrukcja:twisted:
dla mnie na serio lepiej dziecia wrzucić w bb niż w przerobioną na dwa sznurki w kroczu dziecka wiązankę. na szczęście długo tak się nosić nie da....

Nata
23-08-2009, 21:54
GDZIE Wy tych wszystkich chustonoszacych spotykacie, sie pytam????

DO mnie musiała specjalnie przez 3 /4 Polski jedna chustoswirka przyjechac i wtedy dopiero w realu jakas zamotana zobaczyłam!!!!( oprocz sioistry)

A byscie mnie z synkiem w pouchu do kolan zobaczyly...a wczesniej w nosidełkach....jak to dobrze,ze nie spotkałam zadnej chustonoszki, która mnie zgromiła wzrokiem, bo bym napewno nie nosiła i nie była na tym forum:hide:

lillyofthevally
23-08-2009, 21:59
nie wiem, jak inni - źle wiążący - ale ja przed wiązaniem "wyjsciowym" pojechałam na spotkanie chustowe do Bytomia ( pamietam jak bprusek mi pokazywała co i jak) - bo po prostu wiedziałam, ze tam właśnie spotkam kogoś , kto wytłumaczy mi co i jak.
Dlatego, że nie czułam się pewnie i nie wiedziałam czy dobrze robie postępując zgodnie z instrukcją :)


wg mnie "źle wiążący" - wcale nie wiedzą, że źle wiążą - i uważają, że jest ok!
dlatego trza takim wytłumaczyć na czym cała "zabawa" polega

karolinka251
23-08-2009, 22:54
ja właśnie dziś pierwszy raz wiziałam chustomamę w Ełku... tylko no właśnie wiązanie klasyczne wisiadełkowe v mam nadzieję że spotkam ją na żywo wtedy pogadam:-) bo dziś akurat zmotoryzowana byłam