Zobacz pełną wersję : Ja już chyba nie ponoszę... A JEDNAK TAK!!!
Dziewczyny, tak strasznie mi smutno. Chustowanie jest naprawdę moim stylem życia. Kocham nosić, macać i miętosić chusty, uwielbiam czuć ciężarek na plecach albo brzuchu. Z wózkiem jest mi po prostu niewygodnie, nienawidzę przeciskać się przez chodniki i przejścia w sklepach. Nie mam nawet spacerówki, bo została przejechana jakiś czas temu w garażu i nie było potrzeby kupować nowej - Zo zawsze na plecach... Dodatkowo chustonoszenie jest dla mnie często koniecznością - dużo jeżdżę z dwójką dzieci, czasem po prostu wózek byłby komplikacją w naszym układzie, dodatkowo spapranym ZA Młodego...
W niedzielę wieczorem chrupnęło mi w karku. Wczoraj nie było za dobrze, drętwiała mi ręka i był ucisk na klatkę :(.
Dzisiaj jest troszkę lepiej. Wieczorem idę do ortopedy, trzymajcie kciuki, proszę, żebym nie usłyszała wyroku...
trzymam kciuki, oby było dobrze!!
Bądź dobrej myśli!
ithilhin
22-07-2009, 19:42
trzymam kciuki za zdrowie - ono najwazniejsze.
Jagienka
22-07-2009, 20:15
Wspólczuję i doskonale rozumiem...
U mnie ostatnio ból w dolnej części kręgosłupa i w biodrach skutecznie utrudnia noszenie :cry:
Obawiam się, że o dłuższych spacerach z chustą mogę zacząć zapominać :cry:
Łączę się więc w bólu :cry:
garlicgirl
22-07-2009, 20:49
zdrowia życzę, może to tylko cos przejściowego, co da się szybko wyleczyć!
Ojej, aż mnie zabolało.
Zdrówka, oby to nie było nic poważnego.
Bardzo współczuję i mocno trzymam kciuki. Oby jednak wszystko było dobrze!!!:thumbs up:
ninuczka
22-07-2009, 23:07
przesyłam mnóstwo pozytywnej energii! Niech Moc będzie z Tobą!
Dzięki dziewczyny!
Zdjęcie zrobione, czekam na odbiór, dzisiaj znowu do lekarza, pewnie seria przyjemności u terapeuty i może jeszcze kilka razy się zamotam. Lekarz na razie wypowiadał się nieśmiało, bo czeka na fotkę, ale generalnie lepiej wcale nie nosić, ale jeśli już to chusta bezpieczniejsza dla takiego pokurcza jak mój kręgosłup.
... duzo zdrowka zycze mam nadzieje ze bedziesz mogla jeszcze nosic :) :)
Troszkę powiało optymizmem - krążki nie są naruszone ani przemieszczone... Nie jest tak źle, jak wyglądało. Jak to określił Doktor, kwestia czasu przy takiej konstrukcji, jaką mam ja. Przy odpowiednich staraniach jeszcze trochę "pociągnę". W razie nieubłaganej konieczności wzięcia przychówku na ręce - lepiej chusta lub ergonomik... Czekam na spotkanie z terapeutą i do roboty!
Dzięki za kciuki i wszystkie ciepłe słowa!
O rany, jestem po spotkaniu z tzw. terapeutą manualnym. Gdybym wiedziała, co mnie czeka, nie byłabym taka zadowolona, jak w poprzednim poście...
W piątek wieczorem przyjechał mi do domu miły pan, rozłożył stół, obejrzał zdjęcie, kręgosłup i .... to, co dalej nastąpiło, to horror! Wyginał mnie na różne strony, coś we mnie trzeszczało, skrzypiało, ja myślałam, że już nie wstanę po tym, hmmm, zabiegu. Całą sobotę czułam się jak po stłuczce samochodowej, dzisiaj już trochę lepiej. I chyba to działa!!! Najgorsze jest to, że teraz już WIEM, a muszę się z nim spotkać co najmniej raz. Nie wiem, jak dam radę, ale cóż - gość postraszył mnie neurochirurgiem, który mi grozi, jak się za siebie nie wezmę :shock:
Ech, czuję, że jednak rozpocznę wyprzedaż majątku chustowego.
Ups, współczuję bardzo... Pociesze Cię, ze ja jestem po spotkaniu z neurochirurgami. Jakieś trzy lata temu miałam operację. Dzisiaj nosze mój dziewięciokilowy przybytek w chuście i nic mi póki co nie jest. Jeśli mogę coś poradzić, zamiast do ortopedy, trzeba się udać do neurologa i koniecznie zrób rezonans magnetyczny, zdjęcie RTG i ortopeda to trochę wróżenie z fusów. Ja się intuicyjnie też leczyłam w taki sposób i się dorobiłam i na stół trafiłam. Duuużo zdrówka życzę!
współczuję.
problemy z kręgosłupem są czymś, co mnie przeraża.
tym bardziej, że moja mama je ma i boję się, że mogę mieć do nich predyspozycje.
no i "znam je z najgorszej strony"
życzę, żeby szybko minęły i nie wracały.
Dziewczyny, dzięki za słowa otuchy i rady! Dzisiaj był u mnie znowu "straszny pan", zrobił kolejną serię i... nie jest tak źle jak się wydawało! Czeka mnie duuuużo pracy, ćwiczeń i pewnie jeszcze kilka spotkań z "cudownymi rączkami", ale - to jeszcze nie mój czas na zostanie Chustopróchnem, i to na rencie.
Dodatkowo: pokazałam mu chustę, instrukcję, bo nie miałam czasu się wiązać, powiedziałam mniej więcej, ococho i... Pan zadziwiony stwierdził, że z jego punktu widzenia, dla takich osób jak ja, to właściwie JEDYNY bezpieczny sposób noszenia dziecka :omg:
Widzicie, jeszcze nikogo ze znajomych nie udało mi się zachustować skutecznie, ale za to przekonałam antychustową fizjoterapeutkę, trzech pediatrów, i jednego "dorosłego" terapeutę manualnego - to i tak nieźle, co?
A na deser nabyłam sobie silka :duh:
Agucha, ze zdrowiem nie ma żartów.
Cieszę się, że jest jakies światełkow tunelu. I że terapeuta mądrze gada ;)
Trzymaj się ciepło i ja już nie narzekam na to że mało noszę bo Dzieć wieje (na szczeście czasem mnie dopada z Calyxem lub od święta ze szmatką) póki mi kręgosłup służy.
Głaski po krzyżu niech się trzyma kupy i nie wariuje ;)
Powered by vBulletin® Version 4.2.1 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.